Porno na cenzurowanym

Porno na cenzurowanym

Krucjata konserwatystów przeciwko pornografii trwa od ponad stu, może dwustu lat i ostatnio przybiera na sile, mimo że jest skazana na porażkę. Jak bardzo trzeba być naiwnym, by uwierzyć, że metodą banalnych blokad i zakazów da się powstrzymać zjawisko, którego nigdy nikomu nie udało się powstrzymać?

Nie ma na świecie nic trudniejszego do zdefiniowania niż pornografia. Kłócą się o nią zarówno światli profesorowie, jak i nastolatki, które ją chłoną. Liberałowie z konserwatystami, legaliści z anarchistami. Wszyscy ze wszystkimi.

Pewien amerykański sędzia powiedział: „Nie potrafię zdefiniować pornografii, ale wiem, że to pornografia, kiedy ją widzę”. Mądra głowa, doświadczony prawnik. Ale reakcja dziecka, które odruchowo zasłania oczy, kiedy zobaczy „te rzeczy”, wcale nie jest głupsza, jeśli nie równie mądra, prawda?

Encyklopedyczna definicja, która mówi, że „pornografia to wizerunek osoby/osób utworzony w celu wywołania podniecenia seksualnego” (tym wizerunkiem może być obraz, film, zdjęcie,rzeźba etc.) też nie wyczerpuje tematu. W PLAYBOYU od zawsze publikujemy zdjęcia, które mają ukazywać piękno i ponętność kobiecego ciała i które wywołują u części odbiorców seksualną ekscytację (przynajmniej takie mamy ambicje). A jednak pornograficznym pismem nie jesteśmy. Choć władze Singapuru, a historycznie np. PRL-u, są lub były innego zdania.

Reasumując: pornografii zdefiniować sie nie da. A jednak władze chcą jej zakazać, jakoś ją ograniczyć i kontrolować. Kiedyś węsząc za pornograficznymi treściami w książkach, potem za świerszczykami, wreszcie za kasetami i płytami DVD, a ostatnio internetem, do którego pornografia sie przeniosła.

Porno jak alkohol i papierosy

Oryginalny pomysł, który ma być nowym otwarciem w walce z pornografią, przedstawił brytyjski rząd. W ubiegłym roku przyjęto ustawę Digital Economy Act, w której nakazuje się ograniczenia wiekowe w dostępie do sieciowego porno. Właściciele platform z erotyką i porno mają skutecznie pytać o wiek. To bardzo trudne, żeby nie powiedzieć: niewykonalne. Każdy dzieciak może przecież wpisać, co chce. Nikt z PornHuba czy RedTube’a nie przyjdzie i nie spyta o prawo jazdy albo paszport. I właśnie dlatego Brytyjczycy, a konkretnie BBFC (British Board of Film Classification), wymyślili, żeby dostęp do stron porno był możliwy po wykupieniu karty w formie zdrapki. Idziesz do kiosku, pokazujesz, że jesteś pełnoletni i kupujesz „porno-przepustkę”. Jeśli nie jesteś pełnoletni, sprzedawca ci jej nie sprzedaje. Tak działa przecież handel alkoholem czy papierosami – argumentują ludzie z brytyjskiego ministerstwa kultury. Nie wymyślono jeszcze nic bardziej idiotycznego – drwią liberałowie, którzy nauczeni historią wiedzą, że cenzurowanie jeszcze nigdy nikomu nie wyszło na dobre, bo na zakazy są obejścia, a globalna sieć jest zjawiskiem, którego nie tylko w pełni, ale nawet częściowo kontrolować się nie da.

Szlaban zamiast edukacji

Nawet ci, którzy maja skrajnie libertyńskie poglądy, nie twierdzą, że pornografia powinna zostać spuszczona ze smyczy i nie wymaga żadnych regulacji. Nie powinny jej oglądać dzieci, także dorośli powinni ją stosować z umiarem, jeśli mają ochotę. Badania wykazują, że nie ma bezpośredniego przełożenia między konsumowaniem pornografii a popełnianiem przestępstw na tle seksualnym (choć to główny argument konserwatystów za zakazem pornografii). Nie ma jednak wątpliwości (czego dowodzą inne badania), że porno uzależnia, wypacza obraz seksu, jest najgorszym z możliwych sposobów edukacji seksualnej i powoduje frustracje seksualne.

Mówiąc kolokwialnie, nawet dorosłe osoby konsumujące nadmiernie pornografię nabierają przekonania, że „tak wygląda seks”. To trochę tak, jakby po obejrzeniu któregoś filmu o Jamesie Bondzie myślały, że „tak wyglada bójka”. No nie, nie wygląda, ani seks, ani bójka, bo to jest film, a nie rzeczywistość.

Żeby to zrozumieć, potrzebna jest jednak dojrzałość i dystans. A nie mają ich nie tylko dzieci i nastolatki, ale także dorośli. Może nawet większość z nich. W rolę obrońców ich zdrowia psychicznego wcielają się więc władze. Oraz organizacje, które lobbują na rzecz zakazów, w tym w większości organizacje religijne.

Zamiast jednak wspierać edukację, uczyć i tłumaczyć, wybierają drogę szlabanów. Mimo że, jak przekonuje słynny dr Marty Klein, autor America’s War on Sex: The Attack on Law, Lust and Liberty („Wojna Ameryki z seksem: atak na prawo, żądze i wolność”): „Pornografia zawsze będzie nam towarzyszyć. Ludzie są istotami seksualnymi i stymulowanie wyobraźni seksualnej sprawia nam przyjemność”.

Z pornografia jest trochę jak z alkoholem. Państwa (czy może precyzyjniej: konserwatyści u władzy) uważają, że wiedzą lepiej, co jest dobre i dla kogo. Arbitralnie regulują więc, co i jak można oglądać, czym się podniecać, a czym nie. Tak samo uważają, że wiedzą, kiedy i ile pić, wykazując się przy tym gigantyczną hipokryzją (pobierają przecież podatki, zarówno od alkoholu, jak i legalnie działających firm produkujących i dystrybuujących porno). Niedawno ustanowiono w Polsce prawo pozwalające samorządowcom na zakaz sprzedaży alkoholu po 22.00. Z pewnością przyczyni się to do zmniejszenia plagi alkoholizmu. Prawie jak na początku XX wieku w czasach prohibicji w USA albo w okresie PRL-u, od słynnej godziny 13.00.

Cały artykuł znajdziesz w lipcowym numerze PLAYBOYA (07/2018)

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska