Dlaczego emotikony zabijają grę wstępną?

Dlaczego emotikony zabijają grę wstępną?

Zaciągnąć kobietę do łóżka można dziś używając niemal wyłącznie emotek. Serio, dla młodych to żaden problem. Operują nimi z wprawą dla starszych niedostępną. Czy to dobrze? Niby tak, ale diabeł tkwi w szczegółach.

17 lipca przypada Światowy Dzień Emotikonów. Buźki i znaczki są dziś w powszechnym użytku, choć istnieją od niedawna. Starsze pokolenie wciąż się z nimi oswaja, choć w większości już przyswaja. Młodzież załatwia emotkami wszystko: umawia się na spotkania, żartuje, smutkuje, ironizuje, chwali i gani. Także flirtuje.

Czy - w związku z ostatnim - emotikony mają jakikolwiek wpływ na ludzką seksualność? Wydaje się, że nie. To pozory. Mają i to ogromny. Postaramy się to udowodnić.

Sposób na podryw: kiedyś i dziś

„Kiedyś było lepiej” i „Ach ta dzisiejsza młodzież” – te i pochodne zwroty po raz pierwszy były podobne użyte już przez Platona. Nic w tym dziwnego, każde kolejne pokolenie uważa poprzednie za beznadziejne i głupsze. Tak to już jest. Zostawmy te głupoty, nie mają żadnych podstaw. Po prostu czas leci i wszystkie kolejne generacje, próbując odróżnić się od poprzednich, działają dokładnie odwrotnie do nich.

O ile lata temu nie było to aż tak zauważalne, błyskawiczny rozwój technologii zmienił zasady. 40-latkowie musieli wykonać fizyczny ruch, żeby poderwać partnerkę. Jak na filmach: podejść, zagadać, postawić drinka, zaprosić na kawę. W bardziej zaawansowanych przypadkach także wyłuskać z towarzystwa. To było oczywiste. Na przykład idąc na imprezę i spotykając dziewczynę w zupełnie obcym dla siebie towarzystwie, trzeba było ją było najpierw zainteresować (np. wzrokiem, uśmiechem), potem wyizolować (odciągnąć od znajomych), a potem zaatakować (złożyć konkretną propozycję, bądź to pójścia na kawę, bądź wymiany numerów telefonów, bądź pójścia do łóżka).

To wszystko wymagało niezwykłej odwagi. Przede wszystkim pokonania lęku przed odrzuceniem. Żaden facet nie chciał ani wówczas, ani teraz usłyszeć spadaj. Tymczasem dziś – właśnie dzięki emotikonom – odwaga staniała. Wyobraźmy sobie podobną sytuację na podobnej imprezie (tylko 30 lat później po tamtej). Do zupełnie obcej dziewczyny nie trzeba się wcale uśmiechać. Wystarczy ją namierzyć, od innych zdobyć imię i nazwisko, znaleźć na Facebooku lub którymś z innych portali i emotikonem zagadać. Dalsze prowadzenie flirtu może się odbywać online, nawet w przypadku przebywania w jednym mieszkaniu-willi-na polu namiotowym-klubie.

Podryw przez telefon a podryw w "realu"

Ktoś powie, że do tego też trzeba odwagi, tylko narzędzia się zmieniły. Otóż nie. Psychologowie już dawno to rozkminili i zgadzają się, że zagadanie za pośrednictwem smartfona różni się zasadniczo od zagadania w realu. Czym? Wyjaśnili to jeszcze, gdy popularność święciła technologia SMS. Dlaczego łatwiej komuś złożyć życzenia urodzinowe wiadomością niż dzwoniąc, a tym bardziej wpadając w odwiedziny? Dlaczego składanie życzeń świątecznych SMS-em z randomowym wierszykiem jest prostsze niż przesiadywanie z telefonem i wydzwanianie kolejnych babć, dziadków, cioć i wujków? Bo ich ewentualna odpowiedź nie ma dla wysyłającego znaczenia!

Emoji - tym nie urazisz nadawcy

Serio, tak to działa. Odpowiedź nie ma znaczenia! I nie ma go także podczas podrywania. Zaproponowanie dziewczynie w realu pójścia na drinka może skutkować odpowiedzią „Spadaj palancie”. Nie musi, zazwyczaj nie skutkuje, ale może. Tymczasem złożenie takiej propozycji emotkami i Messengerem, nawet jeśli poskutkuje zwrotną emotką z „fuckiem”, nie uraża nadawcy.

Zwróćcie uwagę na Tindera. Już teraz na tym portalu sporo opisów zawiera wyłącznie emotki, a wiele jest przez nie uzupełnionych. Lubię narty, rower i opalanie: to się wpisuje trzeba symbolami. Konwersacja nawiązana z ewentualną parą też może się takimi emotkami być prowadzona, nie ma żadnego problemu.

Tyle tylko, że mowy trzeba się nauczyć. I jeśli już wszystko skończy się w łóżku, to przed, w trakcie, pomiędzy albo po satysfakcjonujących oboje seksualnych aktach, trzeba będzie jednak porozmawiać. A jak, skoro wszystko, czego trzeba było się nauczyć, zostało skrócone, zredukowane do kilkuset symboli i pozbawione realnego brzmienia? No cóż, żyjcie z tym, jeśli potraficie.

Fot: iStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska