Męskość pod nosem, czyli wszystko o wąsach

Męskość pod nosem, czyli wszystko o wąsach

Wąsy. Dziś nieco skompromitowane, ale przez wieki były najważniejszym symbolem męskości. W oparciu o nie można by opowiedzieć historię świata, bo to coś więcej niż kilka kłaków nad górną wargą. To także siła tradycji i nuta ekstrawagancji. Oddajmy im sprawiedliwość!

Kiedy spotykamy na ulicy wąsacza, zwykle klasyfikujemy go na dwa sposoby. Albo mamy go za konserwatystę, który wraz ze swoimi poglądami zatrzymał się w okolicach średniowiecza, albo za tzw. hipstera, który nigdy się do tego nie przyzna, ale najbardziej lubi sterczeć przed lustrem. No cóż, jako społeczeństwo mamy krótką pamięć – z wąsami nie zawsze było tak źle. Dziś trudno nam w to uwierzyć, ale jeszcze w latach dziewięćdziesiątych były one czymś powszechnym. Ba, w 1990 roku w naukowym periodyku Social behavior & Personality: An International Journal dwie amerykańskie badaczki opublikowały artykuł, z którego jasno wynikało, że to wąsacze są preferowani na rynku pracy, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych, a z posiadaniem wąsów wiążą się zazwyczaj takie cechy charakteru jak odwaga, pewność siebie, inteligencja czy nonkonformizm. Pozmieniało się, co? Zamiast się dziwić, przyjrzyjmy się, jak wyglądały losy męskiego zarostu nad górną wargą na przestrzeni wieków i przypomnijmy sobie kilka przykładów wąsów, bez których historia świata wyglądałaby inaczej.

Prekursorzy

Czy ludzkość od zawsze znała wąsy? Nie wiadomo. Owszem, znała zarost, od pewnego czasu także zwyczaj golenia go, ale kto jako pierwszy wpadł na pomysł, że ozdobą mężczyzny może być wypielęgnowany zarost noszony tylko pod nosem – nie sposób stwierdzić. Etymologowie twierdzą, że korzeni angielskiego słowa „moustache” można się dopatrzeć już w języku starogreckim, całkiem możliwe więc, że wąsy znano już w starożytnej Grecji, nawet jeśli antyczne dzieła sztuki na to nie wskazują. Bodajże pierwsza znana podobizna mężczyzny z wąsem to datowany na 2550 rok p.n.e. pomnik Rahotepa, brata egipskiego faraona Cheopsa. Druga najstarsza podobizna wąsacza pochodzi z ok. 300 roku p.n.e. Została znaleziona w Pazyryku, czyli odkopanym na terenie dzisiejszej Rosji zespole kurhanów, będącym pozostałością po kulturze Saków. Plemię to spokrewnione było ze Scytami i Sarmatami (ludami irańskimi). Później? Przede wszystkim Czyngis-Chan! Wąsy od wieków znano także w Indiach, gdzie według tradycji symbolizowały męską siłę, a nawet jurność.

Sarmaci

Do Polski wąsy dotarły dopiero za panowania Stefana Batorego, czyli w XVI wieku. Początkowo była to nowa, przejęta z Turcji moda, ale jako część sarmackiej kultury wąsy zostały z nami znacznie dłużej. Zarost nad górną wargą był w sarmackiej Polsce uważany nie tylko za symbol męskości, ale także statusu społecznego (szlachectwa). Gołowąsem nazywano wówczas człowieka niedojrzałego – w końcu żeby wziąć udział w sejmiku, trzeba było być dorosłym, czy-
li posiadać zarost. Z tamtego okresu pochodzi też znane do dziś powiedzenie „mieć mleko pod nosem”. Jak wyglądał typowy sarmacki wąs? Przede wszystkim był mocny i sumiasty – zupełnie jak na portretach Jana III Sobieskiego, pod względem wizualnym typowego przedstawiciela tamtej epoki. Moda na wąsy trwała w Polsce aż do epoki oświecenia. Skończyła się wraz z panowaniem Stanisława Augusta Poniatowskiego, który na wzór francuski gładko golił cały zarost.

Anglicy

Czy pod względem tradycji hodowania zarostu pod nosem mieliśmy w Europie konkurencję? I tak, i nie. Tak, ponieważ wąsy znane były wśród angielskiego rycerstwa już w średniowieczu, zaś w czasach elżbietańskich moda na nie osiągnęła w Anglii apogeum. Z drugiej strony wcale nie, bo w porównaniu do sumiastych wąsów naszych szlachciców, Anglicy nosili raczej wąsiki – sporo cieńsze i zwykle zadarte ku górze (patrz: Szekspir). Co więcej, z czasem angielski wąs stał się jeszcze cieńszy, a to za sprawą romantyzmu i Lorda Byrona, który uszczuplił swój wąs i uczynił go bardziej zawadiackim. Skutecznie – angielski poeta również dzięki niemu stał się męskim symbolem seksu epoki romantyzmu.

Władcy i dyktatorzy

Wąsy to testosteron, a zatem i władza. Przykłady można mnożyć. Przez grubo ponad pół wieku najbardziej podziwianym wąsem w Europie był budzący najwyższy respekt wąs cesarza Austro-Węgier Franciszka Józefa I (o ile to, co władca miał na twarzy, można w ogóle nazwać wąsem). No, może Niemcy podziwiali go trochę mniej, bo mieli swoich cesarzy, z Wilhelmem II Hohenzollernem na czele, którego wąsy dumnie sterczały w górę. Niestety, w nieco późniejszych czasach zarost nad górną wargą nabrał dużo bardziej złowieszczego charakteru i dziś często kojarzymy go z atrybutem wielu najgroźniejszych dyktatorów świata. Adolf Hitler sprawił, że już chyba nikt nigdy nie będzie mógł bezkarnie nosić wygolonego wąsa pod samym nosem (chociaż wcześniej z podobnym zarostem obnosił się Charlie Chaplin!). Z ogromnym wąsem, zasłaniającym górną wargę, kojarzony był również Józef Stalin, ale na tych dwóch wielkich zbrodniarzach XX wieku wyliczanka wcale się nie kończy. Było ich wielu, m.in.: Augusto Pinochet, Saddam Husajn czy młody Fidel Castro. A dziś mamy Aleksandra Łukaszenkę.

Rewolucjoniści

Wąsy kojarzą się jednak nie tylko z władzą, ale też z rewolucyjną energią. Jedno z drugim połączył Józef Piłsudski, właściciel do dziś chyba najsłynniejszych wąsów w historii naszego kraju. Tytuł to tym szlachetniejszy, że konkurencji Piłsudskiemu nie brakuje. Drugie miejsce po marszałku zajmuje zapewne Lech Wałęsa – lider Solidarności, żywy symbol polskiej niepodległości i upadku bloku wschodniego, a także były prezydent Polski. W latach osiemdziesiątych wąsy podobne do tych, jakie nosił Wałęsa, stały się oznaką sprzeciwu wobec komunistycznej władzy (tak samo, jak wpięte w swetry czy klapy marynarek oporniki).

Ale wąs to nie tylko rewolucje polityczne, to także rewolucyjne nurty w sztuce (słynny ekscentryczny wąsik Salvadora Dalego czy też wąsik, który Monie Lisie domalował ojciec chrzestny dadaizmu Marcel Duchamp), filozofii (jeden z bardziej okazałych wąsów w historii to wąs Friedricha Nietzschego), nauce (wąs Alberta Einsteina, chyba najważniejszego spośród dwudziestowiecznych geniuszów) czy nawet muzyce popularnej (wąs Franka Zappy, muzycznego zgrywusa, który na stałe odcisnął swoje piętno na rock and rollu). Brakuje rewolucji obyczajowych? Wcale nie. Wystarczy przypomnieć sobie twarz Martina Luthera Kinga, który wygłasza swoją słynną mowę w Waszyngtonie, albo wizerunek Mahatmy Gandhiego.

Amanci

Warto wiedzieć jeszcze jedno: nieważne, jak często kobiety namawiają nas do golenia się na gładko, gdzieś w głębi duszy wąsy podobają się wielu z nich. Gdyby było inaczej, nie dałoby się wytłumaczyć popularności takich hollywoodzkich łamaczy serc, jak Clark Gable, Tom Selleck czy Burt Reynolds. Nikt oczywiście nie twierdzi, że tajemnica ich powodzenia opierała się wyłącznie na wąsach, ale z drugiej strony nie sposób zignorować u nich obecności tego typu zarostu. Być może nieprzypadkowo także wielkiego Marlona Brando publiczność najlepiej zapamiętała jako odtwórcę głównej roli w Ojcu Chrzestnym?

Zapuść wąsy

Dziś wąsy są wyraźnie w odwrocie. Jeśli chodzi o ideał męskości, większość współczesnych kobiet preferuje niby to niedbały, trzydniowy zarost. Nie mamy jednak wątpliwości, że pewnego dnia wąsy wrócą, i to w wielkim stylu. Tak to przecież zwykle bywa z modą, że w końcu wraca. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by ten trend nieco wyprzedzić i z noszeniem wąsa poeksperymentować już teraz. Od kilkunastu lat to właśnie listopad jest najbardziej odpowiednim miesiącem, żeby to zrobić. Przyczynił się do tego międzynarodowy ruch Movember, zapoczątkowany na przełomie wieków przez grupę młodych Australijczyków. Jego nazwa powstała w wyniku połączenia słów „November” (pol. listopad) i „moustache” (pol. wąsy), a idea, która stoi za tym ruchem, jest prosta. Chodzi o to, aby namówić jak najwięcej mężczyzn na całym świecie, żeby na ten jeden miesiąc w roku zapuścili wąsy, co w założeniu ma zwrócić uwagę opinii publicznej na najczęstsze męskie problemy zdrowotne (takie jak na przykład rak prostaty) i zwiększyć świadomość tego, jak ważna jest ich profilaktyka. Szczytny cel, a do tego świetna zabawa! Bo tak z ręką na sercu, ilu z nas w ogóle wie, jak wyglądałoby z wąsami?

No właśnie. Czy zatem nie byłoby warto lepiej poznać samego siebie?

Autor zdjęcia: Narcyz Witczak-Witaczyński/ Narodowe Archiwum Cyfrowe

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska