Strona zawiera materiały przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich




Warunki korzystania ze strony oraz polityka prywatności.

Patrz, ale nie dotykaj! Ciało kobiety we współczesnej sztuce polskiej

2019-03-15
Patrz, ale nie dotykaj! Ciało kobiety we współczesnej sztuce polskiej

Ulubiony temat Playboya okiem naszych utalentowanych rówieśników (i rówieśniczek).

 Według Camille Gajewski i innych feministycznych badaczek, historia sztuki to w dużej mierze historia męskiego spojrzenia na rzeczywistość. Nic zatem dziwnego, iż elementem stale obecnym na płótnach, czy to renesansowych czy współczesnych, jest ciało kobiece. Wraz z przemianami kulturowo-społecznymi zmieniał się nie tylko kontekst, w którym ono występowało, ale również stopień autonomizmu samej postaci: jeżeli Wenus Tycjana biernie poddaje się spojrzeniu odbiorcy, pokornie wyrażając gotowość erotyczną, to już Manetowska Olimpia świadoma jest swojej władzy wynikającej – a jakże – z własnej seksualności. We współczesnym, sfeminizowanym świecie, akt kobiecy zyskuje tak różne oblicza, jak tylko różne mogą być wizje i światopogląd artystów, co istotne – obojga płci. Wśród „tradycjonalistów”, wciąż żywe są wątki podejmowane na XIX-wiecznych Salonach paryskich, a więc wystaw prezentujących sztukę oficjalną, akademicką. Według bogatego mieszczaństwa oraz arystokratycznych elit – jedyną akceptowalną, w przeciwieństwie do zdegenerowanego impresjonizmu i naturalizmu.

Jan Dubrowin, „Muza z Pegazem” / fot. artinhouse.pl

Echa klasycznego ujęcia ciała kobiecego znajdziemy u takich współczesnych polskich twórców, jak Wojciech Piekarski czy Jan Dubrowin. Pierwszy z nich wierny jest zanikającej już tradycji malowania z natury, zapraszając do pracowni modelki, które następnie pozują artyście przez kilka godzin. Piekarski wybiera dziewczyny o pięknych, nieskazitelnych ciałach, choć dalecy jesteśmy od stwierdzenia, iż przypominają one posągi greckich bogiń. Przede wszystkim dlatego, że modelki artysty prezentują współczesny kanon urody: w przeciwieństwie do antycznych wzorców, są one smukłe i zdecydowanie bliższe konwencji au naturel. Prześledziwszy twórczość Piekarskiego, jesteśmy w stanie rozpoznać konkretne kobiety przewijające się na jego płótnach. Każdy wizerunek jest bowiem indywidualnym portretem, pozostawionym przez malarza sam na sam z odbiorcą. Neutralnie opracowane tło pracowni to celowy zabieg, nie zakłócający tej intymnej relacji. Nieco inne spojrzenie prezentuje Jan Dubrowin, który z jednej strony silnie nawiązuje do akademickiej tradycji „mitologizowania” postaci kobiecej, z drugiej zaś odrzuca idealizm na rzecz naturalizmu. W jego dorobku artystycznym spotkamy akt z Pegazem, obraz tak klasyczny w swojej formie, że w belle époque raczej nie budziłby podejrzeń jako dzieło z przyszłości. Zmysłowe ciało muzy z pewnością rozpalałoby wyobraźnię widza w cylindrze i z monoklem, który podobne cudowności mógł zobaczyć jedynie w przybytkach płatnej miłości. Kostium mitologiczny legitymizuje nagość w ten sam sposób, w jaki czyniono to przed 100 laty: ta gra z tradycją jest u Dubrowina zauważalna na pierwszy rzut oka. Inaczej jest w przypadku jego aktów wykorzystujących sylwetki dojrzałych kobiet: konwencja zostaje porzucona na rzecz naturalistycznej, śmiałej prezentacji ciała nieidealnego w domowych wnętrzach. Ciekawym może wydawać się źródło inspiracji malarza, które stanowią pornograficzne zdjęcia z początku ubiegłego stulecia: nadanie im nowego kontekstu przez Dubrowina przekonuje nas o tym, w jak dużym stopniu zmienił się arsenał wizualnych bodźców seksualnych. Bez żadnej wątpliwości możemy stwierdzić, iż dziś owe wizerunki nie zagościłyby w żadnym z pism dla panów. 

Marcin Jaszczak, „Jutrzenka”, 2018 / fot. artinhouse.pl

Subtelny erotyzm to z kolei specjalność Marcina Jaszczaka. Swoje kobiety przybiera kwiatami i liśćmi bądź jedynie cienkim, prześwitującym welonem. Lejący się po ciele materiał działa na wyobraźnię widza w większym stopniu, niż nagość podana sauté. Ta skłonność do „komponowania” dziewczyn w dekoracyjny układ obrazu odsyła nas do prerafaelickiej wizji kobiecego piękna wtopionego w fantastyczną roślinność. U Jaszczaka modelki dodatkowo toną w błękitno-różowych barwach, nadających pracy onirycznego charakteru.

Wojciech Pelc, „W otoczeniu muz”, 2018 / fot. artinhouse.pl

Czy akt kobiecy może być makabryczny? Taki wariant przyjmuje Wojciech Pelc, z jednej strony nawiązując do organicznych i zdecydowanie złowrogich prac Franciszka Starowieyskiego, z drugiej oddając hołd tradycji renesansowego szkicu, praktykowanego przez Michała Anioła czy Leonarda da Vinci. Rysunki Florentyńczyków były jedynie etapem przygotowawczym do dalszych prac, w efekcie których powstawał fresk ścienny; obecnie historia sztuki postrzega je jako samodzielne dzieła artystyczne, ukazujące tektonikę ludzkiej anatomii z przenikliwością godną chirurga. Pelc traktuje ciało kobiece właśnie w taki sposób, wtapiając je w zmysłowy, lecz jednocześnie nekromancki łańcuch postaci, który po nałożeniu warstwy malarskiej mógłby okazać się idealistyczną scenką mitologiczną. Kobiece korpusy raz zostają zdominowane przez silniejszych od nich, a innym razem same roztaczają seksualną władzę nad męskimi szkieletami. Nigdy nie dowiemy się, co predestynuje postacie Pelca do objęcia przywództwa – na poziomie kości wszyscy jesteśmy przecież tacy sami.

Anna Kmita, „From The Past”, 2017 / fot. artinhouse.pl

Emancypacja kobiet we wszystkich dziedzinach życia pozwoliła wyrażać się o własnej płci również na poziomie sfery cielesnej: akt przestał być wyłącznie męską domeną. Wraz z przejęciem pędzla przez kobiety, w wizerunkach żeńskich pojawił się pierwiastek krytyczny, nie omijający tematu zawłaszczania ciała kobiecego przez mężczyzn. Akty Anny Kmity obierają właśnie taki kurs: nagie sylwetki młodych kobiet funkcjonują w nieokreślonej, mrocznej rzeczywistości. Nasza uwaga skupia się w pierwszej chwili na ich twarzach pełnych nieufności, ze sztucznym, doklejonym uśmiechem lub prowokacyjnym spojrzeniem w stronę widza. Mimo iż poza bohaterką nie widzimy innych postaci, coś budzi w nas niepokój – może to dziwnie układający się cień, który swoim zasięgiem obejmuje biodra i piersi dziewczyn. Czarne pasy wydają się abstrakcyjnym pociągnięciem pędzla, jednak nieprzypadkowo budzą skojarzenia z męskimi ramionami, w zasięgu których znajduje się kobiece ciało. Nie jest to sytuacja pożądana, wręcz przeciwnie – atmosfera obrazów artystki w pewnym momencie zagęszcza się, wywołując chęć przecięcia jej raz na zawsze. Kobiety Anny Kmity znajdują się w pułapce, a my, jako widzowie, nie możemy nic z tym zrobić.

We współczesnej kulturze europejskiej przyjęliśmy perspektywę feministyczną, starając się walczyć z uprzedmiotowieniem kobiet, ale czy popularna w ostatnim czasie sprzedaż obrazów online przedstawiającymi nagie kobiece ciało może być postrzegane jako forma męskiej dominacji? Czy pokazywanie aktów w galerii sztuki zostanie kiedyś uznane za relikt dawnej epoki? I w końcu – czy w przyszłości, sztuka będzie się wyrażać o ciele jedynie w nurcie krytycznym? Jeżeli nawet tak się stanie, w Art In House będziemy tęsknić za ciałem podanym w estetycznym sosie. I mówi to żeńska część naszego zespołu.

 

Materiał partnera

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska