Hugh Hefner: całe życie Mr Playboya

Hugh Hefner: całe życie Mr Playboya

Hugh Hefner odszedł. 15 lat temu w polskiej edycji PLAYBOYA opublikowaliśmy jego profil. Teraz go przypominamy, uzupełniony o późniejsze informacje. Oto życiorys Hefa.

Zarzuty, że jest tylko dużym chłopcem – marzycielem żyjącym we własnym wyimaginowanym świecie – odpierał z łatwością: – Nigdy nie twierdziłem, że robię coś dla idei. Zawsze chciałem tylko spełnić swoje marzenia. Udało mi się. Cała reszta to skutek uboczny. Czy to powód do wstydu? – pytał Hef. Mając w kieszeni 800 pożyczonych dolarów stworzył imperium zatrudniające kilka tysięcy ludzi na całym świecie i zarabiające miliony dolarów. Odmienił Amerykanów. To on sprawił, że przestali patrzeć na seks jak na grzech, a zaczęli doskonale się bawić.

 

Chłopak z sąsiedztwa

Hugh Marston Hefner urodził się 9 kwietnia 1926 roku w Chicago. Jego ojciec Glen pochodził z Nebraski. Do Chicago przeprowadził się tuż po ślubie z córką farmera Grace Swanson, którą poznał w szkole średniej. W Wietrznym Mieście był księgowym w Advance Aluminium Casting Corporation. W 1929 roku na świat przyszedł drugi syn Keith.

 

Hefnerowie byli metodystami i chowali dzieci surowo. Właściwie cały trud opieki spoczął na Grace. Glen pracował od rana do wieczora i jego kontakt z synami był, delikatnie mówiąc, ograniczony. Ale dzięki temu, że ciężko harował, rodzinie nigdy nie wiodło się źle. Hugh i Keith zawsze chodzili do szkoły zadbani i nawet w czasach Wielkiego Kryzysu nie narzekali na niedostatek. Glen nigdy nie stracił pracy, a wszystkie zarobione pieniądze przekazywał rodzinie.

 

Przyszły Mr Playboy dobrze się uczył i od najmłodszych lat zadziwiał wyobraźnią. Wychowawczyni wielokrotnie skarżyła się matce, że Hugh nie uważa na gramatyce i matematyce. Hef bez przerwy rysował. Od najmłodszych lat przejawiał ogromny talent. Był twórcą i – jak lubił się tytułować – „wydawcą, maszynistą i redaktorem naczelnym” gazetek szkolnych, a potem licealnych i uniwersyteckich. Jego pasją były komiksy. Przez kilkadziesiąt lat rysował swoją autobiografię w komiksie, którą zaczął jeszcze w szkole podstawowej.

 

Jego brat Keith wspomina drugą pasję Hefa: – Marzył. Bez przerwy. Tworzył w głowie historie, w których główne role grały fascynujące go hollywoodzkie sławy. Był pod wpływem magii kina. To kino ukształtowało jego wyobrażenie o szczęściu.

 

W 1944 roku Hef był już po maturze. Zamiast iść na uniwersytet, zaciągnął się do US Army. Dwa tygodnie przed wyjazdem poznał Mildred Williams, która została jego oficjalną dziewczyną. Na froncie jednak nie walczył. Nie zdążył. Pracując w biurze jako maszynista czekał na wysłanie na wyspy Pacyfiku, ale koniec wojny zastał go przy biurku. Gdy wrócił do domu, mógł skorzystać z programu studiów dla weteranów i rozpocząć naukę na University of Illinois. Wybrał psychologię i zajęcia uzupełniające: socjologię, technikę pisarską i sztukę. Szybko został redaktorem naczelnym magazynu studenckiego „The Shaft” (Ostrze). 15 czerwca 1949 roku ożenił się z Millie w kościele katolickim św. Jana Bosko w Chicago.

 

 

Natychmiast po studiach zaczął pracować. Był copywriterem w agencji Carson, Pirie & Scott, a potem w Leo P. Bott, z której wyrzucono go po pięciu tygodniach. Zatrudnił się w podziwianym przez siebie najpopularniejszym męskim piśmie „Esquire”, ale wkrótce redakcja przeniosła się do Nowego Jorku. Hef przeniósł się więc do Publisher’s Development Corporation, gdzie zajął się kolportażem. Te doświadczenia pomogły mu, gdy ruszał z PLAYBOYEM. W tym czasie Millie urodziła Christie Ann, która została potem prezeską Playboy Enterprises Inc.

 

Króliczek w muszce

Na początku 1953 roku Hef był załamany. Prowadził nudne życie przedstawiciela klasy średniej. – Nienawidziłem tego – wspomina. Z Millie nie układało się (mimo to dwa lata później Hefnerowie zostali jeszcze rodzicami Davida). Praca bardziej niż beznadziejna. Od dłuższego czasu marzyłem o własnym magazynie – wspominał.

 

Wówczas przypadkiem natknął się na ogłoszenie w „Advertising Age” o prawach do nagich zdjęć Marilyn Monroe, do których pozowała, gdy nie była jeszcze gwiazdą. Wziął pożyczkę z banku na 400 dolarów, a kolejne 200 pożyczył od brata. 13 czerwca 1953 roku kupił zdjęcia za 500 dolarów. Kolejne sto zainwestował w papier firmowy, na którym napisał kilkaset listów do dystrybutorów prasy, zapewniając ich o powstaniu genialnego pisma dla mężczyzn pod tytułem „Stag Party”.

 

Gdy zamówienia przyszły (na ponad 70 tysięcy egzemplarzy), skończyły się pieniądze. Hef założył więc spółkę HMH Publishing, w której akcjonariuszami byli on sam, jego żona, ojciec, brat i przyjaciel Eldon Sellers, a potem także Art Paul, który został dyrektorem artystycznym magazynu.

 

Zebrali 10 tysięcy dolarów. Na którymś ze spotkań ze współpracownikami Hef wymyślił symbol pisma – króliczka w muszce. Eldon Sellers zaproponował zmianę nazwy ze „Stag Party” na PLAYBOY i pismo z kolorowymi zdjęciami nagiej Marilyn Monroe wewnątrz i na okładce trafiło do drukarni. Pierwszy 48-stronicowy numer nie miał na okładce ani daty, ani numeru wydania. Hef w ostatnim momencie je usunął. – A może numeru drugiego nigdy nie będzie – wyjaśnił wspólnikom.

 

Policzył, że aby wyjść na zero, musi sprzedać 30 tysięcy egzemplarzy. Sprzedało się 53 991. Po roku PLAYBOY sprzedawał 175 tysięcy egzemplarzy. W 1956 roku miał pół miliona stałych prenumeratorów, a w 1959 roku milion. Jeszcze przed rokiem 1960 przeskoczył „Esquire'a” i stał się najpopularniejszym magazynem w Stanach Zjednoczonych i na świecie.

 

Ameryka czekała na PLAYBOYA. Na pismo liberalne, propagujące przyjemność, seks i styl. Jankesi dość już mieli purytanizmu. Dzięki tekstom i prozie (m.in. Nabokov, Hemingway), PLAYBOY był magazynem wysokich lotów. Dzięki playmates (dziewczynom miesiąca) – genialnemu wynalazkowi Hefnera – spełnił marzenia amerykańskich mężczyzn.

 

Pod koniec lat 50. o magazynie zaczęło być głośno także dzięki Klubom Playboya (pierwszy powstał w Chicago), w których funkcje kelnerek pełniły króliczki w skąpych strojach, Rezydencji (PLAYBOY Mansion), programom TV (jak Playboy Penthouse i Playboy After Dark) czy imprezom w rodzaju Playboy Jazz Festival (występowali m.in. Dizzy Gillespie, Ella Fitzgerald, Louis Armstrong, Duke Ellington). Przede wszystkim zaś dzięki osobowości Hugh M. Hefnera, który rozwiedziony (ale w przyjaźni) z Millie, zaczął prowadzić życie, jakie lansował na łamach swojego pisma.

 

Jaki jest naprawdę

Hefner przez lata tłumił swój pociąg do kobiet. Po rozwodzie mógł wreszcie zacząć zakochiwać się, odkochiwać i kochać bez przerwy. Przez łóżko Hefa przewinęło się do śmierci kilkaset (a może kilka tysięcy...) kobiet. Nigdy żadna z nich nie powiedziała, że źle ją potraktował, ani nie zdyskredytowała jego łóżkowej sprawności. Bo Hef uwielbiał wszystkie narzeczone, króliczki, playmates. I nie bał się dawać im tego do zrozumienia. Wiedział, że żadna i tak go nie usidli. Z niektórymi, jak Barbi Benton, Joni Mattis, Sondrą „Baby Blue” Theodore, był po kilka lat, z innymi spędzał tylko godziny na imprezie w Rezydencji. Taki pozostał do końca. Właściwie tylko jedna dziewczyna miała szansę usidlić go na zawsze. W 1989 roku Kimberley Conrad (trzecia żona) zaprowadziła go do ołtarza, potem urodziła mu dwóch synów. Wszystkim wydawało się, że Hef będzie z nią aż do śmierci. Ale wilka ciągnęło do lasu i rozwiódł się. Pozostali w przyjaźni.

 

Twórca PLAYBOYA zawsze kochał kino, sportowe samochody i luksus. Gdy tylko mógł przestać nosić się jak student, przywdziewał modne garnitury. Wiele lat później zaczął chodzić w jedwabnych piżamach, znajdując wielu naśladowców. Życie mijało mu na zabawie, ale nigdy nie zapomniał o największej miłości swojego życia – swoim magazynie. Niemal do ostatnich swoich lat osobiście wybierał okładki nowych numerów, akceptował zdjęcia playmates, mimo że miał sztab profesjonalistów. Redagowanie PLAYBOYA przerwał tylko na kilka miesięcy, gdy chorował po wylewie.

 

 

Hefner stoczył wiele bojów. Pierwszy w latach 50. z amerykańską pocztą, która nie chciała dystrybuować „niemoralnego” magazynu, ostatni z kaznodziejami-hipokrytami. Po drodze walczył z feministkami, władzami Chicago, które nie pozwalały na organizację jazzowych festiwali, Kościołem katolickim i konserwatystami zarzucającymi mu szerzenie pornografii. Przegrał tylko z urzędnikami, którzy odebrali mu licencje na prowadzenie kasyn.

 

Jego szósty zmysł

Hefner był marzycielem, który prawie nigdy nie opuszczał Rezydencji Zachodniej w Hollywood, bo miał w niej wszystko, czego potrzebował. Był też filozofem, któremu udało się zaprosić na dyskusje noblistów, politologów, teologów. Nigdy nie był doskonałym biznesmenem, ale zawsze otaczał się właściwymi współpracownikami. Gdy PLAYBOY startował, jako szefa reklamy Hef zatrudnił Victora A. Lownesa III. Bez niego być może nie zostałby milionerem. Nawet kiedy firma zaczęła przeżywać kłopoty, szósty zmysł Hefa nie zawiódł: oddał szefostwo 28-letniej córce, by wyciągnęła giganta z kłopotów. Christie Ann sprzedała Kluby Playboya, przynoszące straty hotele i przestała walczyć o licencje na prowadzenie kasyn. Postawiła na okręt flagowy: magazyn oraz telewizję kablową i wydawnictwa. Zaczęła udzielać licencji na produkty z króliczkiem.

 

W latach 90. firma Playboy Enterprises Inc. znów stała się potęgą, która zaczęła przynosić gigantyczne zyski.

 

Przez ostatnie lata życia Hugh M. Hefner nie zwolnił. Chciał umrzeć tak, jak żył. Stery redakcji oddał de facto Cooperowi Hefnerowi. O ile pozwalało na to zdrowie, imprezował, spotykał się, przyjmował gości.

 

W Sylwestra 2012 roku, w wieku 86 lat ożenił się po raz trzeci, z młodszą o 60 lat modelką Crystal Harris. Wzbudził tym kontrowersje? Powiedzcie nam coś, czego nie wiemy...

 

Zmarł tak, jak żył i tam, gdzie żył (w Rezydencji). A żył spełniając swoje marzenia, bo jak powiedział „życie jest zbyt krótkie, by żyć marzeniami innych”.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska