Eryk Lubos – fragment wywiadu + 5 najlepszych ról

2018-01-12
Eryk Lubos – fragment wywiadu + 5 najlepszych ról

Obecnie to bez wątpienia jeden z najbardziej charakterystycznych aktorów w polskim kinie. Kiedyś był jego czołowym rozrabiaką, a potem dojrzał. W wywiadzie dla PLAYBOYA mówi między innymi o kryzysie męskości, filmach jak z YouTube’a i odbieraniu telefonów z centrali GROM-u.

PLAYBOY: Jaki dziś obowiązuje wzorzec męskości?

LUBOS: Nie mam pojęcia, czy jest taki wzorzec. Wydaje mi się, że Jurek ze Sztuki kochania został zauważony, bo budzi emocje, bo ta postać jest charakterna. Ma w sobie ogień, którego się nie wstydzi i nie chowa za grzecznym wychowaniem i konwenansami. Sam jestem facetem gorącym, pełnym emocji i tę cząstkę siebie udało mi się w tę rolę przelać. Nie jest ważne zatem, czy facet jest ładny, czy brzydki. Ważne jest, czy ma w sobie to coś, co jest w stanie uwieść kobietę. Wyrazistość. Bycie ogniem. W czasach, gdy wszystko staje się takie samo, ugrzecznione. Krytycy nagle zauważyli we mnie amanta, ale myślę, że to wynika bardziej z braku innego określenia. Bo co mieli napisać – gorący kochanek? Kipiący od emocji? Lepiej brzmi słowo-klucz: amant. Ale i w filmie, i wydaje mi się, że też w życiu, chodzi właśnie o tę temperaturę. Namiętność. I wyrazistość. Zresztą popatrz na historię kina. Kto dziś pamięta o cukierkowych amantach jednego sezonu? Za to wszyscy pamiętają o takich facetach jak choćby Steve McQueen. Wyjątkiem od tej reguły był np. Paul Newman – diabelnie przystojny i niezwykle utalentowany, a to naprawdę trudne. Kiedy wyglądasz jak milion dolarów, musisz starać się jeszcze bardziej, żeby publiczność zobaczyła w tobie poza urodą aktora. Z tej perspektywy ja mam chyba łatwiej (śmiech).

 

PLAYBOY: Nie musisz się bardziej starać?

LUBOS: Bo jestem brzydki? (śmiech). Ja w ogóle się staram. Jak się chce być aktorem, który gra dłużej niż jeden sezon, to trzeba się starać.

 

PLAYBOY: Łatwiej być ślicznym?

LUBOS: Mówisz o wypacykowanym? Chyba ma trudniej, bo wypacykowany aktor ma zazwyczaj propozycje grania w wypacykowanych filmach.

 

PLAYBOY: To znaczy?

LUBOS: Ile jest dobrych scenariuszy? Takich naprawdę dobrych nie jest tak wiele. Czasami scenariusze trzeba pompować różnymi filmowymi sterydami, żeby odciągać uwagę widza od tego, że historia nie trzyma się kupy. Ładny aktor jest takim naturalnym efektem specjalnym. Wszystkie statystyki pokazują, że np. na romantyczne historie do kin chodzą głównie kobiety.

 

PLAYBOY: Statystyki pokazują także, że to kobiety przede wszystkim sięgają po książki i zmuszają swoich mężczyzn do czytania.

LUBOS: Bo kobiety odpowiadają za życie kulturalne mężczyzn. Jak widać, dotyczy to także książek. To kobiety tak naprawdę wyciągają do sal kinowych swoich mężczyzn, którzy w większości woleliby ten czas poświęcić na picie piwa i oglądanie meczu. A według tych, którzy decydują o obsadach, czym najłatwiej przyciągnąć kobiety do kin? Ładną buzią. To pierwszy element układanki.

 

PLAYBOY: Wypacykowaną.

LUBOS: Dokładnie. Obraz zostaje w pamięci, a o reszcie zapomina się po wyjściu z kina.

 

PLAYBOY: A brzydcy aktorzy trafią do kina ambitnego?

LUBOS: Nie! To za duże uproszczenie. I krzywdzące. Są filmy popularne i dobre jednocześnie. Role, które wymagają więcej niż ładnej buzi, zdarzają się coraz częściej w filmach o dużym potencjale frekwencyjnym. A z kolei gdy się zdarzają – producent nie chce ryzykować, obsadzając w potencjalnym hicie kogoś, kto nie gwarantuje damskiej publiczności.

  

Cały wywiad znajdziecie w lutowym numerze PLAYBOYA, o którym więcej przeczytacie TUTAJ. A na deser – 5 najlepszych naszym zdaniem ról w karierze Eryka Lubosa:

 

 

Rozmawiał: Robert Ziębiński

Foto: Łukasz Falkowski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska