Wywiad PLAYBOYA z Wojciechem Pokorą

2018-02-05
Wywiad PLAYBOYA z Wojciechem Pokorą

Wojciech Pokora – legenda polskiego kina nie przepadał za udzielaniem wywiadów. Dla PLAYBOYA zrobił wyjątek. W numerze czerwcowym z 2017 roku ukazał się obszerny wywiad, jeden z ostatnich, jakiego udzielił aktor.

Mimo swojego dojrzałego wieku ciągle zaskakiwał poczuciem humoru i dystansem do siebie. W rozmowie z PLAYBOYEM Wojciech Pokora zdradził, jak wygląda „podryw na Pokorę”, opowiadał o sesji wnuczki dla PLAYBOYA, o Facebooku i o swoich przygodach z alkoholem. Nie zabrakło też pokera i pięknych kobiet.

 

Wojciech Pokora urodził się 2 października 1934 w Warszawie, zmarł 4 lutego 2018 roku. Ogromną sławę przyniosła mu rola Marii Rochowicz w komedii Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana”. Znany był również z serii filmów o "C.K. Dezerterach" (jako Franz von Nogay), serialu Alternatywy 4 (docent Zenobiusz Furman). Przez wiele lat bawił Polaków, występując w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Przez ostatnie lata życia zobaczyć go można było na deskach dwóch warszawskich teatrów.

 

PLAYBOY: Kiedy ostatnio podrywała Pana jakaś kobieta?


WOJCIECH POKORA: Opowiem o tym panu, jak już woda się zagotuje i żona pójdzie do kuchni zrobić kawę! A poważnie mówiąc to mam w tym wieku za słabą pamięć, żeby pamiętać tak odległe rzeczy. Te, które mnie podrywały, już nie żyją.


PLAYBOY: Ja na serio pytam , a Pan jak zwykle żartuje.


WOJCIECH POKORA: Proszę pana! Ja od zawsze jestem otoczony babińcem. Nie mam syna. I bardzo dobrze, bo prawdziwy mężczyzna może mieć tylko córki. Zresztą śmiech to zdrowie. Nawet do palenia papierosów podchodzę z przymrużeniem oka. Kiedy żona mnie goni, żebym przestał je palić, odpowiadam: - Ale po co mam rzucać, skoro i tak ktoś je podniesie?


PLAYBOY: Pan ciągle pali? Ostatnio od żony usłyszałem, że "mój Wojtek w końcu rzucił papierosy".


WOJCIECH POKORA: I bardzo dobrze. Niech kochana w to wierzy, a Pan w razie czego będzie mnie krył. Wielokrotnie dawała mi popalić za palenie właśnie. A przecież jestem za stary, żeby rzucać papierosy. To, że mam za sobą dwa zawały i udar mózgu – to tylko drobny szczegół.


PLAYBOY: Może czas się przerzucić na e-papierosy. Już kiedyś o tym Panu mówiłem.


WOJCIECH POKORA: Wiem, wiem. Ale czytałem, że podobno one są jeszcze bardziej niezdrowe. Niedawno słyszałem nawet, że już kilka razy e-papierosy wybuchały na pokładach samolotów. Jeszcze tego mi brakowało.


PLAYBOY: Od czego jeszcze Pan jest uzależniony?


WOJCIECH POKORA: Działka. To strasznie uzależnia! Wiem, wiem. Wszyscy pomyśleli o innej działce. A mi chodzi o taką pod Warszawą. Co prawda taką, na której jest sporo trawy… Piękna działka, na której pomieszkujemy od maja do września. Nieważne, że czasem nie ma tam ciepłej wody. Ale jakie wino wychodziło z owoców z tamtej działki, to nawet pan nie uwierzy!


PLAYBOY: Narobił Pan mi „smaka”…


WOJCIECH POKORA: Zrobiliśmy kiedyś ogromny gąsior wina. Do tego wiśniową nalewkę, którą postawiliśmy na weselnym stole naszej córki Ani. Goście tak się spili, że później nikt nie był w stanie wstać z krzesła. Dobrze, że wszystko działo się na działkach. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.


PLAYBOY: Zdecydowanie nie!


WOJCIECH POKORA: Powiem tylko, że jeżeli ktoś picie tej nalewki traktował w kategorii inwestycji, to zdecydowanie mu się zwróciła! A propos alkoholu. Jako student robiłem "zrzutkę" z innymi kolegami po złotówce i kupowaliśmy najtańsze wino. Nawet mieliśmy swoją tajną skrytkę, w której piliśmy to wino.  Do tego, najlepsze jako zakąska były śledzie. Piliśmy też spirytus.


PLAYBOY: Czym to zapijaliście?


WOJCIECH POKORA: Sokiem, pod warunkiem, że udało się go zdobyć. Zresztą jak nie było szklanek to też sobie radziliśmy. Dzisiejsza młodzież powie, że wystarczy włożyć dwie słomki i pić jednocześnie. Ale! Wtedy o słomkach można było pomarzyć. Problem rozwiązywaliśmy inaczej. Jednocześnie przykładaliśmy do ust dwie butelki i dopiero w ustach mieszaliśmy sok ze spirytusem.


PLAYBOY: Zrobił Pan kiedyś coś głupiego będąc pod wpływem?


WOJCIECH POKORA: Czytelnicy PLAYBOYA pomyślą – taki stary, a tak głupi, a tu proszę – nie! Byłem młody, kiedy zrobiłem coś bardzo głupiego. Oczywiście chodziło o kobiety. A dokładnie o jedną – moją żonę. Chciałem się przed nią popisać. W towarzystwie Jurka Turka, czyli m.in. legendarnego listonosza ze „Złotopolskich” postanowiłem przepłynąć Wisłę od jednego brzegu do drugiego. To nie był dobry pomysł. Co prawda dotarłem do drugiego brzegu, ale w drodze powrotnej zacząłem tracić siły. Mało brakowało, a bym się utopił. Uratowała mnie żona, która z czwórką innych znajomych złapała się za ręce i mnie wyłowiła.


PLAYBOY: Upił się Pan kiedyś przed występem?


WOJCIECH POKORA: Ja nie, to znaczy nie pamiętam! Ale kilku starszych kolegów - owszem. Jeden z kolegów tak się kiedyś zrobił przed spektaklem w teatrze, że trzeba go było na scenie przywiązać do słupa, żeby ustał!


PLAYBOY: A co z dykcją?


WOJCIECH POKORA: W jego przypadku coś takiego tamtego dnia nie istniało. Był tylko bełkot faceta przywiązanego do słupa. Kiedyś alkohol lał się strumieniami. Ludzie chcieli zapić smutki, szarą rzeczywistość. Sam się z tym strasznie pilnowałem. Co innego w młodości. 


PLAYBOY: Porozmawiajmy o młodych aktorach. Maria Czubaszek często żartowała, że co prawda nie jest Pan aktorem tej klasy co Kasia Cichopek czy bracia Mroczek, ale też jest Pan bardzo utalentowany. Kasia Cichopek jest dobrą aktorką?


WOJCIECH POKORA: To bardzo miła, a przy tym niedoświadczona kobieta. Bracia Mroczek podobnie – dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym zawodzie. Wiadomo, że bardziej doświadczeni są tacy jak Szyc, Adamczyk czy Karolak. Ale to zupełnie nie moja szkoła. Niektóre rzeczy u nich strasznie mnie męczą.


PLAYBOY: Dlaczego?


WOJCIECH POKORA: Proszę włączyć sobie jakąś polską produkcję. Ci aktorzy często mówią tak niewyraźnie, że jedynym kołem ratunku byłyby napisy. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Za to ja mówię za głośno. Tak twierdzi żona. Jej zdaniem czasem się drę. I ma rację. W teatrze staram się mówić głośno i wyraźnie. W domu podobnie. Czasami krzyczę, ale nie na żonę, tylko po prostu, tak z przyzwyczajenia.


PLAYBOY: Zagraniczni aktorzy też tak szepczą?


WOJCIECH POKORA: Mistrzynią aktorstwa jest dla mnie Meryl Streep. To szalenie dobra aktorka. Szczególnie polecam obejrzeć film z jej udziałem „Dzika rzeka”. Podobno nie korzystała z dublerów i sama brała udział w scenach kręconych nad rwącą rzeką. Podziwiam ją.


PLAYBOY: Co Pan ostatnio widział w telewizji?


WOJCIECH POKORA: Z rok temu widziałem produkcję, która mocno utkwiła mi w pamięci. Film „Ciacho”. Tomek Karolak grał tam główną rolę. Zdecydowanie to nie był jego film życia. Zaraz przeskoczyłem na inny kanał, a tam proszę – młodziutki Steven Seagal, pogromca mafii. Coś pięknego. Poza tym uwielbiam oglądać piłkę nożną. Kiedyś oglądałem orły Górskiego, dzisiaj podziwiam Roberta Lewandowskiego i spółkę. Zresztą nawet żona lubi kiedy oglądam piłkę nożną. Uparcie przekonuje mnie, że podziwianie zielonej trawki na ekranie mnie uspokaja. Dla prawdziwego kibica sportowego takie słowa to chyba nie jest komplement. Ale i tak jest kochana.


PLAYBOY: Zamknijmy teraz oczy i wyobraźmy sobie następującą sytuację. Przychodzi do Pana wnuczka Agata i pyta: Dziadku dostałam propozycję z Playboya. Chcą mi zrobić rozbieraną sesję. Co mam im odpowiedzieć?


WOJCIECH POKORA: Gdybym zapomniał, że jestem jej dziadkiem, powiedziałbym: - No, wreszcie! Ale pewnie zaraz bym oprzytomniał i powiedział, że dziadek wolałby tego nie widzieć. Znaczy chętnie bym popatrzył, bo Agata jest piękną kobietą, ale patrzeć na roznegliżowaną wnuczkę to już chyba za dużo. Taka pornografia rodzinna! Tak samo ze scenami rozbieranymi w filmie.


PLAYBOY: "Piękna wnuczka Pokory", "Pokora ze swoją śliczną wnuczką". To tylko niektóre z nagłówków na temat Pańskiej wnuczki.


WOJCIECH POKORA: Zdecydowanie nie ma tego po mnie. Ma piękną urodę, jak moja żona i córka. Często ze sobą rozmawiamy. Agata szalenie stara się, by nie pisano o niej w kontekście dziadka, tylko z powodu własnych osiągnięć. Mocno jej kibicuję i wierzę, że zajdzie daleko.


PLAYBOY: Ona powiedział kiedyś, że od dziadka nauczyła się Pokory do zawodu. A Pan czego nauczył się od niej?


WOJCIECH POKORA: Szczerze? Agata jest cholernie przebojowa. Chciałbym się od niej tego nauczyć. Zawsze pokornie stałem z boku i rodzice wypychali mnie do przodu.


PLAYBOY: Nadąża Pan za dzisiejszą młodzieżą?


WOJCIECH POKORA: Kiedy przychodzą do nas wnuczki – Amelka i Agata – i siadają obok siebie, często nie mamy pojęcia o czym mówią. Strzelają słowami jak jakiś karabin maszynowy albo jak jakieś wnuczki-kosmitki! Ale trochę za nimi nadążam. Mam nawet tablet, żeby móc dzwonić przez Skype'a do Francji, gdzie mieszka jedna z moich córek.


PLAYBOY: "Trochę" nadążam to dobre słowo w tym przypadku. Tzw. "sweet foci" Pan nie robi. Pamiętam, że nawet nie chciał Pan zrobić sobie zdjęcia z moim bratem, który uwielbia Pana kreację w "C.K. Dezerterach".


WOJCIECH POKORA: Nie chciałem, bo go po prostu nie znam. Unikam robienia "selfie". Skąd mam wiedzieć, co później  taka osoba będzie robiła z tym zdjęciem? Będę się uśmiechał na takim zdjęciu, a później ktoś to przerobi i wyjdę na głupka. Mam komórkę, potrafię odczytać SMS-a, ale jeżeli chodzi o te „selfie”, to już jestem za stary na takie zabawy.


PLAYBOY: A propos zabawy. Co Pana dzisiaj śmieszy?


WOJCIECH POKORA: Powinien pan raczej zapytać - kto!


PLAYBOY: A kto?


WOJCIECH POKORA: Wiktor Zborowski. On codziennie opowiada tyle kawałów, że nie jestem w stanie ich spamiętać. Razem występujemy w teatrze. Zapewniam, że jeszcze nie zdarzyło się ani jedno przedstawienie, na które nie przyszedłby z nowym dowcipem!

 


PLAYBOY: Jakiś przykład?


WOJCIECH POKORA: Nie wiem, ich jest za dużo. Mogę jedynie zapewnić, że często są niecenzuralne. Na pewno spodobałyby się Czytelnikom PLAYBOYA! Wiktor opowiada ich tak wiele, że śmiem przypuszczać, że on część z nich wymyśla. Rzuci jeden kawał i się zaczyna licytacja, kto go przebije. 


PLAYBOY: Włącza się Pan do tej licytacji?


WOJCIECH POKORA: A gdzie tam! Wolę sobie usiąść w kącie, pośmiać się i wyskoczyć za kulisy na papieroska. 


PLAYBOY: Poza Wiktorem Zborowskim co jeszcze Pana bawi?


WOJCIECH POKORA: Oglądam współczesne kabarety. Szczególnym sentymentem darzę Roberta Górskiego z Kabaretu Moralnego Niepokoju, który w czasach studenckich dorabiał sobie, sprzedając choinki. Pamiętam jak dziś jak wybrałem sobie choinkę i ten zdziwiony patrzy na mnie i mówi: - Panie Wojciechu, ale ta choinka ma złamany czubek. Na pewno ją pan chce? Odpowiedziałem: No i co z tego, to tylko choinka. Oczywiście ją kupiłem. A wracając do samych kabaretów to nie chcę wyjść na jakiegoś zgorzkniałego faceta, ale jakoś za tymi kabaretami nie przepadam. Zdarzają się perełki, ale niestety rzadko. Nie będę mówił kogo mam na myśli, żeby innym nie robić przykrości. Zresztą o gustach się nie dyskutuje. Zmieńmy lepiej temat.


PLAYBOY: Porozmawiajmy o kobietach.


WOJCIECH POKORA: No, w końcu jakiś piękny temat!


PLAYBOY: Kiedyś za Panem latały nie tylko kobiety.


WOJCIECH POKORA: Błagam! Nie mówmy o tym!


PLAYBOY: Nie da się. Pańskie nogi "kręciły" kolegów! 


WOJCIECH POKORA: Po mojej głównej roli w filmie Stasia Barei "Poszukiwany, poszukiwana" koledzy często stroili sobie ze mnie żarty. Podrzucali mi złośliwe komentarze w stylu "Wojtek, ale ty masz ładne nogi". To było jakiś czas temu. Dzisiaj nikt już nie zwraca uwagę na moje nogi. A szkoda!


PLAYBOY: Jakie to uczucie być mężczyzną przebranym za kobietę?


WOJCIECH POKORA: Coś strasznego! Nigdy nie chcę już być kobietą. One mają bardzo ciężkie życie. Te niewygodne szpilki, makijaże, ciągła rewia mody. To nie dla mnie. Zresztą co by powiedzieli ludzie, gdybym już został kobietą i bym się rozglądał za innymi kobietami? Od razu by było widać, że ze mną jest coś nie tak.


PLAYBOY: Skąd Pan wziął „damskie ciuszki”?


WOJCIECH POKORA: Najpierw dostałem je od jakiejś scenografki, ale nie przypominałem w nich ani kobiety, ani mężczyzny. Taka ciepła mieszanka. Dlatego wszystko żonie podbierałem. Założyłem na głowę perukę, którą przywiozłem żonie z Ameryki. Do tego wygrzebaliśmy z jej szafy swetry, sukienki, a nawet pończochy.


PLAYBOY: A buty?


WOJCIECH POKORA: Te musieli mi dokupić. Niestety mam dużo większe stopy od żony. Moje zmieściłyby się w butach dopiero wtedy, kiedy wycięlibyśmy sporą część buta. Nie chciałem sprawiać ukochanej aż tak dużych wywietrzników!


PLAYBOY: Film „Poszukiwany, poszukiwana” przyniósł Panu ogromną sławę. Czasem nie za dużo?


WOJCIECH POKORA: Zdecydowanie! O wiele za dużą! Nie jestem w stanie policzyć ile razy idąc ulicą słyszałem jak ktoś krzyczy z drugiego końca: - Eee Maryśka, zupa ci kipi”! Trzeba przyznać, że w tamtym czasie na bezrobocie nie mógłbym narzekać. Mój numer telefonu rozniósł się błyskawicznie. Kilka razy musiałem go zmieniać. Nie było dnia, żeby ktoś nie dzwonił z pytaniem, czy Marysia może mu posprzątać, czy jest w tym dobra i ile za to bierze.


PLAYBOY: W ciągu dnia nie miał Pan spokoju.


WOJCIECH POKORA: W nocy nie było lepiej. Najczęściej w weekendy miałem pobudkę w środku nocy. W tamtych czasach powrót do domu z imprezy bez zadzwonienia do mnie domofonem i pytania o Maryśkę był powrotem straconym. Nie cierpię siebie z tego filmu! Oczywiście plusy też były. Ludzie mnie rozpoznawali w sklepach i wypychali na początek kolejki. Strasznie mnie to krępowało, ale zarazem było to szalenie miłe. Ale wiem jedno. Na pewno, gdybym dzisiaj cofnął się do tamtego momentu, nie zgodziłbym się zagrać Marysi w „Poszukiwany, poszukiwana”.


PLAYBOY: Uganiał się Pan za kobietami czy one za Panem?


WOJCIECH POKORA: Bardziej uganiały się za moim sąsiadem - Bohdanem Łazuką. Wielokrotnie bywało tak, że Bohdan miał problem, żeby się od nich opędzić. Wówczas wbiegał do nas do domu, krzyczał do mojej żony: - Haniu ratuj, a ta wychodziła i rozganiała towarzystwo. Moimi sąsiadami byli też inni znani - Janusz Gajos i kulomiot-playboy Władysław Komar.


PLAYBOY: Pana też Pani Hania musiała nieźle strzec.


WOJCIECH POKORA: Nieprawda. Wielokrotnie powtarzała mi: - Wojtek, jesteś wolny jak ptak. Nie będę cię trzymała na smyczy, masz swój rozum.


PLAYBOY: Dobra, dobra! A co się działo na plaży w czasach największej Pana popularności?


WOJCIECH POKORA: Ale pan pamiętliwy. Muszę uważać co panu mówię! To prawda, największe koszmary działy się w wakacje. Wyjazd nad morze i wyjście na plażę był dla mnie koszmarem. Nie mogłem wejść do wody, bo gdy tylko się pojawiałem, otaczał mnie tłum pięknych kobiet. W tych momentach niestety niespodziewanie pojawiała się Hania i przypominała, że mam żonę.


PLAYBOY: Powiedział pan "niestety"!?


WOJCIECH POKORA: Nie, nie. Coś musiał pan źle usłyszeć...


PLAYBOY: Zniszczył Pan jakiejś kobiecie życie?


WOJCIECH POKORA: O tak! I to niejednej!


PLAYBOY: Słucham?!


WOJCIECH POKORA: Dajmy na to, taka Irena Kwiatkowska. Piękna kobieta. W szkole teatralnej miałem z nią zajęcia. Po roku zrezygnowała z pracy. Twierdziła, że to moja robota, bo ciągle na zajęciach powtarzałem, że my wszystko potrafimy. Uprzedzając wątpliwości - to żart.


PLAYBOY: Z legend aktorskiego fachu uczyła Pana jeszcze Hanka Bielicka.


WOJCIECH POKORA: Uczyła, ale czego to nie mam pojęcia. Jej zajęcia polegały na tym, że ciągle opowiadała o swoich nowych chłopakach. Do tego koniecznie trzeba było z nią poplotkować i posłuchać jej nowych kanałów. Kiedyś nawet zarzuciła na głowę mojej żony spódnicę, bo chciała zobaczyć, jaką ma halkę! Kto by w takiej sytuacji pamiętał, czego ona uczyła? Hania Bielicka pewnie też zbytnio nie zwracała na to uwagi.


PLAYBOY: A propos kobiet. Pamięta Pan swój pierwszy raz...?


WOJCIECH POKORA: Ależ oczywiście! Zrobiłem to z Niną Andrycz! Co pan taki zdziwiony?


PLAYBOY: Nie sądziłem, że będzie Pan tak śmiały w swoich wyznaniach...


WOJCIECH POKORA: A co jest śmiałego w wyznaniu o pierwszym razie? Wiadomo, że chodziło panu o pierwszy raz w roli aktora. Zresztą innych pierwszych razów nie pamiętam! Tamten pierwszy raz był wyjątkowy. Debiutowałem jako statysta! Stałem bardzo blisko Niny Andrycz, widziałem miny facetów na widowni wgapione w tę piękną kobietą i mówiłem sobie w myślach "Niech mi zazdroszczą"!


PLAYBOY: Jak podrywał Pan płeć przewiną?


WOJCIECH POKORA: Opowiem jak to było w przypadku tej najważniejszej. Wszystkie przed Hanią nie tworzyły ze mną nic na poważnie. Dopiero Hania mocno przykuła moją uwagę. Po trosze to dlatego, że ona mnie nie lubiła, a wręcz - nie cierpiała! Kiedyś przyznała mi się do tego, że w tamtym czasie była gotów się założyć o to, że nigdy nie zostanie moją dobrą znajomą, a co dopiero żoną!


PLAYBOY: Aż się boję zapytać co Pan zrobił tej biednej kobiecie, żeby ją do siebie przekonać.


WOJCIECH POKORA: Wbrew pozorom - niewiele. Przede wszystkim ja nie potrafię zbyt wylewnie okazywać swoich uczuć. Zresztą Hania wielokrotnie powtarzała, że w tamtym czasie byłem tak zarozumiały, że nie mogła na mnie patrzeć! Ale spokojnie, przyszła koza do woza, kiedy już zostałem aktorem. Albo i jeszcze nie byłem. Nieważne. 


PLAYBOY: Nieźle wpadła Panu w oko!


WOJCIECH POKORA: Panie, toż to piękna kobieta była. "Modrzejewska" na nią mówili. I taka zresztą się ostała, choć wiem, że gdyby teraz była obok to by jak zwykle powiedziała: Piękna się ostałam mając osiemdziesiąt lat? Chłopie, co ty za bzdury pleciesz! Pomińmy te złośliwości. 


PLAYBOY: Dalej nie wiem jak wygląda podryw na Wojciecha Pokorę.


WOJCIECH POKORA: Zasada jest prosta. Trzeba chodzić na dyskoteki i inne potańcówki z kolegami. Na miejscu kumple mają podrywać twoją upatrzoną kobietę. Próbują ją uwodzić, a ty bacznie wszystko obserwujesz, tylko z pozoru udając, że nie jesteś zainteresowany. 


PLAYBOY: Po co to wszystko?


WOJCIECH POKORA: Kiedy kobieta udaje niedostępną, mężczyzna musi zastosować jakiś fortel. W takich sytuacjach normalny podryw nie wchodzi w grę. Koledzy badają teren, a człowiek w tym czasie bije się z myślami. Z jednej strony patrzy na kobietę i myśli sobie: - Cholera jasna! Jaka ona jest piękna. Muszę ją zdobyć! A drugiej strony trzeba udawać znudzonego gościa, na którym śliczna kobieta nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia. Jak widać, taki sposób na podryw działał i dzisiaj na pewno też działa. Podryw na brata łatę zadziałał! Krok po kroku byłem co raz bliżej. Hania zaczęła się zastanawiać, że ze mną coś nie tak, bo jej nie podrywam tylko jestem dobrym znajomym. Kiedy doszła do wniosku, że to jakiś fortel, było już za późno, serce Hani było już odpowiednio otwarte. Wiadomo, później przeniosłem ją przez kałużę, zaproponowałem jej wspólne korepetycje przed egzaminem do szkoły teatralnej itd. Boże, nieszczęście, zakochałam się w nim - powtarzała. Później było jak we wszystkich amerykańskich bajkach. Żyli i żyją długo i szczęśliwie.  Byłem Wojtkiem chłopakiem, zaraz potem narzeczonym i w końcu mężem!


PLAYBOY: Rodzice zgodzili się na ten ślub?


WOJCIECH POKORA: Moja narzeczona miała z tym problem. W tamtym czasach zawód aktora był synonimem bycia clownem. Ba, rzemiosło cyrkowe było bardziej prestiżowe! Wbijali jej do głowy, że ma mnie zostawić, bo nie utrzymam rodziny. Ślub był tak tajny, że nawet żadnego fotografa na niego nie zaprosiliśmy. 


PLAYBOY: Co z nocą poślubną?


WOJCIECH POKORA: Mało brakowało, a nic z tego by nie wyszło! Rodzice się nie zgadzali na ślub. Kiedy usłyszał o tym ojciec naszej świadkowie stwierdził, że ślub bez nocy poślubnej to ślub stracony. Dał nam klucze do swojej pracowni i tam spędziliśmy przyjemną noc poślubną. Szczegółów nie pamiętam. Tyle było tych nocy poślubnych, że mam prawo nie pamiętać. Uściślając - była jedna noc... Później zrobiliśmy ślub kościelny. Tam już rodzice byli.


PLAYBOY: Często się kłóciliście?


WOJCIECH POKORA: Może ze dwa razy wystawiła mi walizki za drzwi, ale później ona sama wniosła je z powrotem. Zresztą nie rozmawiajmy o tym. Nie ma się czym chwalić. W moim środowisku trzy czy nawet cztery rozwody nie są niczym szczególnym. My się tak jakoś uchowaliśmy. Już 60 lat jesteśmy razem.


PLAYBOY: O kobietach rozmawialiśmy, o alkoholu też. Czas na pokera.


WOJCIECH POKORA: Czas na Pokorę o pokerze. Matko, jaka zbitka dykcyjna. Nawet na trzeźwo trudno to powiedzieć! Bardzo lubiłem grać w pokera. Tak samo było z szachami i kośćmi. Ale to średnio miłe wspomnienia.


PLAYBOY: Dlaczego?


WOJCIECH POKORA: Nie ma się czym chwalić. Byłem młody i naiwny. Wierzyłem, że jestem najlepszym. Stawki były rzędu moich pensji. I tak się jakoś składało, że je przegrywałem i był problem z pieniędzmi. Później to się wszystko ukróciło. Na szczęście nie zaczęła za mnie grać żona. Matko Boska, tylko tego by mi brakowało. Ale też było ostro. Hania poszła do dyrektora na skargę. Powiedziała, że przegrywam całe pensje i nasza rodzinna kasa świeci pustkami. Dyrektor ukrócił grę w teatrze bardzo szybko. I tak to nic nie pomogło. Znaleźliśmy sobie nowe miejsce. Graliśmy tam schowaniu cichutko. Niestety cichutko, a przy tym wygrywałem cieniutko.


PLAYBOY: Coś mi się zdaje, że to drażliwy temat w Państwa domu.


WOJCIECH POKORA: Ja dawałem innym wygrywać z miłosierdzia! Przecież nie dlatego, że byłem młody i te stare wygi mnie ogrywały. Jak miałem fula, a kolega cztery dziewiątki to byłem pewien, że wygram. Pewność mnie zgubiła. Później w domu leciały cięgi. „Jak tak można, oni wstydu nie mają, że cię tak ogrywają” – słyszałem od żony. I tak nie byłem najgorszy. Słyszałem, że znany reżyser grał kiedyś o swoją żonę.


PLAYBOY: Lubi Pan szybkie samochody?


WOJCIECH POKORA: W moim wieku słowo „szybkie” jest bardzo względne… Ukradli mi kiedyś malucha i zrobili nim napad na bank. Niezbyt miłe wspomnienie. Porozmawiajmy lepiej o czymś przyjemniejszym.


PLAYBOY: Bardzo proszę. O czym marzy taki mężczyzna, jak Wojciech Pokora?


WOJCIECH POKORA: Mam niezbyt ambitne marzenia. Niech już nastanie lato, żebym mógł z żoną wsiąść w samochód i pojechać na naszą działkę. Tam trochę bym poczytał książkę, przyciął krzewy, pograbił liście, rozrzucił nawóz. Nic wielkiego.


PLAYBOY: Żadnych wielkich marzeń?


WOJCIECH POKORA: No dobrze, jedno mam od zawsze. Odkąd pamiętam marzyło mi się, żeby zostać astronautą i polecieć w kosmos. Czytam na ten temat wszystko, co wpadnie mi w ręce. Mam w domu piękny atlas astronautyczny, a książki Stanisława Lema znam na pamięć. Jakby powiedziała dzisiejsza młodzież, mam odlotowe marzenie!


PLAYBOY: Co Pan lubi we współczesnym świecie?


WOJCIECH POKORA: Ot, takie Walentynki. Co roku z żoną sobie kupujemy jakieś serduszka z napisem „Kocham Cię”. Sympatyczne święto. I nie jest prawdą, że tylko młodzi mogą to świętować! 


PLAYBOY: W takim wypadku na koniec sprawdźmy Pana znajomość współczesnej polszczyzny. Co może znaczyć wyrażenie „wejść na fejsa”?


WOJCIECH POKORA: Nie wiem. „Face” to z angielskiego twarz. To może znaczyć „wchodzić komuś na twarz”, czyli to będzie to samo co „wchodzić komuś na głowę”?


PLAYBOY: Pudło. A „ćwierkać” albo „pisać tweeta”?


WOJCIECH POKORA: Kolejny się znalazł! O czym pan do mnie mówi?


PLAYBOY: Google?


WOJCIECH POKORA: To jest jakieś urządzenie. Nie o okulary chyba chodzi? Co to jest, dokładnie nie wiem.


PLAYBOY: Google to taka wyszukiwarka internetowa, za pomocą której może Pan prawie wszystko znaleźć.


WOJCIECH POKORA: Teraz wszystko jasne! Chyba…


PLAYBOY: Pan jest osobą dojrzałą, która nosi za sobą ogromny bagaż doświadczeń. Dlatego pomyślałem, że mógłby Pan udzielić porad naszym rodakom, odpowiadając na najczęściej zadawane pytania. Może coś im Pan podpowie. Polacy często wpisują w google pytanie „”Jak wymiatać?”


WOJCIECH POKORA: Wymiatać? A co wymiatać? Nie wiem, nie rozumiem pytania.


PLAYBOY: To może będzie Pan znał odpowiedź na kolejne pytanie. „Jak przeprogramować dekoder?”


WOJCIECH POKORA: Najlepiej wezwać specjalistę. On powinien umieć to robić. Chociaż w naszym kraju to i z tym różnie bywa.


PLAYBOY: „Jak obrać granat?”


WOJCIECH POKORA: Granat?! Wyjąć zawleczkę i rzucić!


PLAYBOY: Kolejne pytanie „Czym jest kac?”.


WOJCIECH POKORA: Nie pamiętam. Już dawno go nie miałem.


PLAYBOY: „Czym jest romans?”


WOJCIECH POKORA: Romans jest wspaniałą rzeczą.


PLAYBOY: I na koniec bardzo kobiece pytanie. Czym jest cellulit?


WOJCIECH POKORA: Kto?


PLAYBOY: Cellulit.


WOJCIECH POKORA: Cyrylik?


PLAYBOY: Widzę, że z moją dykcją nie jest najlepiej…


WOJCIECH POKORA: Albo z moim słuchem…!


PLAYBOY: CE LU LIT!


WOJCIECH POKORA: A! Trzeba było tak od razu! Cellulit to obce ciało, które kobiety sobie wstrzykują.


PLAYBOY: Pan chyba mówi o botoksie.


WOJCIECH POKORA: No tak. Cellulitu to one się pozbywają. I jak mi poszło? Jak na swój wiek, to chyba nawet nie tak tragicznie. Może pan pytać dalej, najlepiej o coś z moich czasów młodości.

 

PLAYBOY: Proszę bardzo! Pytanie z Pana czasów: kim były „Czarne Mańki”, „Duży Budyń” i „Mały Budyń”?


WOJCIECH POKORA: Nie wiem.


PLAYBOY: Może to i dobrze, bo to były prostytutki.


WOJCIECH POKORA: Chciał mnie pan podpuścić, ale się nie dałem!
 

Rozmawiał Krzysztof Pyzia, autor wywiadu rzeki z Wojciechem Pokorą „Z Pokora przez życie”.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska