Conor McGregor: kogucik z niewyparzoną gębą?

Conor McGregor: kogucik z niewyparzoną gębą?

Można by było tak pomyśleć, gdyby nie to, że Conor McGregor zwykle spełnia obietnice z nawiązką. Już dziś Irlandczyk jest największą gwiazdą w historii MMA, a przecież dopiero się rozkręca.

Jeszcze niecałe pięć lat temu korzystał z pomocy opieki społecznej. Dziś to już absolutny arcymistrz MMA i jeden ze 100 najbardziej wpływowych ludzi świata według tygodnika „Time”. Są tacy, którzy twierdzą, że jest dla mieszanych sztuk walki tym, kim był Muhammad Ali dla boksu. Kocha prowokować i nikogo się nie boi. Swoich przeciwników najpierw doprowadza do szału, a później nokautuje serią szybkich ciosów. To pierwszy zawodnik, który miał w garści tytuł mistrza federacji UFC w dwóch różnych kategoriach wagowych i zarazem autor najszybszego zwycięstwa w historii walk o tytuł (nokaut w 13 sekundzie!). A do tego McGregor już na pierwszy rzut oka różni się od większości swoich konkurentów z oktagonu – facet ma i styl, i błysk w oku.

Od zwycięstwa do zwycięstwa

Konferencje przed walkami to z założenia spotkania kipiące od emocji. Rywale prężą muskuły, wpatrując się w siebie, jakby mieli się pozabijać, zanim w ogóle wejdą do klatki. Wygłaszają lekceważące komentarze, straszą, obrzucają inwektywami. Krótko mówiąc: prowadzą wojnę psychologiczną. Jeśli jedną ze stron w tej wojnie jest McGregor, ochroniarze wiedzą, że podczas konferencji będą mieli pełne ręce roboty. Nie obchodzi ich czy Irlandczyk prowadzi świadomą grę z rywalem czy jest zwyczajnie szalony. Dla ochroniarzy ważniejsze jest to, że  ktoś się na kogoś rzuci, kogoś będzie trzeba odciągnąć, a kogoś przytrzymać.

Konferencja przed walką McGregora z Nate'em Diazem skończyła się bitwą na puszki i butelki. Eddie Alvarez tylko refleksowi ochrony zawdzięcza fakt, że nie skoczył spotkania z Irlandczykiem z krzesłem na głowie. McGregor przechodził samego siebie przed walką z José Aldo, któremu chciał odebrać mistrzowski pas wagi piórkowej. Zanim udało mu się w oktagonie, zrobił to podczas spotkania promującego walkę. Po prostu podszedł do Aldo i zwinął leżący obok niego pas, jednocześnie obrzucając rywala stekiem wyzwisk. I nie chciał oddać. Jeszcze jakiś czas po oficjalnym spotkaniu kamery zarejestrowały McGregora krzyczącego do Aldo zza zamkniętych drzwi: „Chodź i mi go zabierz!” Gówniarskie? Może i tak, ale skuteczne. Irlandczyk nie tylko pokonał dotychczasowego mistrza, który od ponad czterech lat zasiadał na tronie, ale zrobił to w 13 sekund! Aldo nie wiedział, co się dzieje.Los chciał, że swój najszybszy nokaut McGregor zanotował w pojedynku o najwyższą stawkę. Najszybszy, ale nie jedyny. Na dzień dzisiejszy aż 18 spośród 21 walk, które wygrał w swojej zawodowej karierze w MMA, wygrał przed czasem (łącznie stoczył ich 24). W profesjonalnym debiucie w 2008 roku potrzebował dwóch rund, żeby położyć rywala na łopatki. W UFC, czyli najbardziej prestiżowej organizacji mieszanych sztuk walki, pierwszy pojedynek stoczył w 2013 roku. Po minucie znokautował bardziej doświadczonego Marcusa Brimage'a, czym wzbudził zgodny zachwyt publiczności, ekspertów i słynnego prezesa organizacji Dany White'a. A dalej było tylko lepiej. Diego Brandão, Dennis Siver, Chad Mendes – wszyscy pokonani przez nokaut. Potem wspomniany Aldo i mistrzostwo wagi piórkowej, ale jedna waga to dla Irlandczyka za mało. Rozochocony dwukrotnie zmierzył się z większym i cięższym Nathanem Diazem w wadze pół-średniej (najpierw przegrał, w rewanżu wygrał), aż w końcu stanął naprzeciwko Eddiego Alvareza w walce o tytuł w wadze lekkiej. Wygrał w drugiej rundzie, stając się pierwszym zawodnikiem posiadającym pasy w dwóch kategoriach wagowych. Kolejnych wyzwań postanowił poszukać poza klatką.

Jednym ze sportowych wydarzeń 2017 roku była walka McGregora z Floydem Mayweatherem Juniorem, chociaż złośliwi twierdzili, że więcej w niej cyrku niż sportu. Legenda boksu postanowiła wrócić z emerytury i pobić rekord Rocky'ego Marciano (49-0), odnosząc pięćdziesiąte zwycięstwo w karierze. McGregor miał zaś po raz pierwszy w profesjonalnej karierze stanąć w ringu i walczyć na bokserskich zasadach – od razu z mistrzem. Eksperci kręcili głowami, bukmacherzy wariowali, a do historii przeszły takie chwile jak ta, gdy McGregor pojawił się na jednym ze spotkań z Mayweatherem w eleganckim garniturze w pionowe pasy,  tak naprawdę będące rzędami małych liter układających się w napis F U C K Y O U (dziś taki garnitur można sobie kupić). Na trybunach T-Mobile Areny w Nevadzie wraz z kibicami  zasiedli m.in. Elon Musk, Angelina Jolie i LeBron James. W internecie, sumując oficjalną transmisję w systemie Pay Per View oraz pirackie streamingi, walkę obejrzały setki milionów osób. A Mayweather rzeczywiście pokonał debiutującego w ringu McGregora, chociaż o wiele mniej pewnie niż się spodziewano. Irlandczyk nie tylko wytrzymał do 10 rundy, ale zdołał zadać 111 celnych ciosów. Dla porównania – samemu Manny'emu Pacquiao udało się w 2015 roku trafić Mayweathera tylko 81 razy. McGregor nie tylko zainkasował za tę walkę jakieś 100 milionów dolarów, ale mimo przegranej pozostał na fali wznoszącej.

Prawdziwy wojownik

Na świecie znają go wszyscy, którzy interesują się sportami walki. W rodzimej Irlandii – po prostu wszyscy. Jest idolem i się tego nie wstydzi. – Rozumiem ich. Jeśli byłbym kimś innym, też chciałbym być mną – bez fałszywej skromności komentuje szaleństwo fanów. Łatwo zapomnieć, że jeszcze w 2013 roku, przed debiutem w UFC, McGregor posiłkował się zasiłkiem socjalnym i na co dzień pracował jako pomocnik hydraulika. 

O tym, że zostanie mistrzem MMA zadecydował kiedy miał  20 lat. Obiecał rodzicom, że w wieku 25 lat będzie milionerem. Nie dotrzymał słowa – spóźnił się o rok.
Rodzice McGregora przyrzekają, że ich syn urodził się z zaciśniętymi pięściami. Nawet jeśli to prawda, długo nie widzieli w tym żadnego znaku. Odradzali Conorowi sporty walki, nie wierząc, że jakikolwiek Irlandczyk może w tej dziedzinie coś osiągnąć. Kariera hydraulika wydawała się pewniejsza. Jednak młody McGregor postawił na swoim. Wiedział czego chce i że „po prostu” potrzebuje  niezliczonych godzin ciężkiej pracy, by to osiągnąć. 

Urodził się w 1988 roku w Dublinie, w owianej złą sławą dzielnicy Crumlin. Dziś większość kolegów McGregora z dzieciństwa albo siedzi za kratkami, albo nie żyje, jak gangster David Byrne, który zginął w 2016 roku w strzelaninie. Dojrzewanie w niebezpiecznych warunkach z pewnością miało wpływ na kilka życiowych decyzji McGregora. Gdyby mieszkał w lepszej okolicy może nie zapisałby się w wieku 12 lat do jednego z lokalnych klubów bokserskich? Jego pasją była piłka nożna. Sztuk walki potrzebował początkowo tylko do samoobrony. Szybko okazało się jednak, że jest zbyt dobry,  by odpuścić. Po boksie zainteresował się kickboxingiem, następnie brazylijskim jiu-jitsu. Wreszcie postanowił przestać ograniczać się do jednej sztuki walki. – Jest ogromna różnica między boksowaniem a walczeniem – twierdzi McGregor. – Boks ogranicza się do zestawu określonych reguł. Walka jest prawdziwsza, możesz robić co chcesz.

Walka okazała się drugą naturą McGregora. Zarówno ta w oktagonie, jak i ta o własne marzenia. Głupia sprawa, ale w tym aspekcie Irlandczyk nie różni się zbytnio od mówcy motywacyjnego. Poza jednym drobiazgiem – w jego przypadku truizmy o jasno obranym celu, konsekwencji okazały się czymś więcej niż pustą gadką. – To wszystko dlatego, że mam jaja – mówi McGregor w jednym z wywiadów. – Moje ciosy są czyste i precyzyjne. Po prostu mam tę pewność siebie, która bierze się stąd, że mam wielkie jaja. Właśnie ta pewność siebie sprawia, że Irlandczyk nie jest zainteresowany żadnymi rytuałami często odprawianymi przez zawodników przed walką. – Przesądy i rytuały są formą strachu – mówi, a on przecież nie boi się niczego i nikogo. Przed walką po prostu dobrze się wysypia i uprawia dużo seksu. 

(Nie)sławny styl

To jeden z nielicznych zawodników, których z przyjemnością ogląda człowiek nie mający nic wspólnego ze sportami walki. McGregor w oktagonie walczy dynamicznie i efektownie. Z powodzeniem łączy jiu-jitsu z tradycyjnym boksem, a jest jednym z najlepszych pięściarzy w MMA. Packie Collins, jego trener z młodzieńczych czasów, wspomina, że  już wtedy Conor był  niezwykłym zawodnikiem. Lubił zadawać ciosy z dziwnych kątów i skutecznie unikał cudzych. Kilku dzisiejszych zawodowców, z którymi wówczas trenował – wśród nich dzisiejszy bokserski mistrz Wielkiej Brytanii Frank Buglioni – wspomina go jako wyjątkowo niewygodnego rywala.

W przypadku McGregora styl nie dotyczy tylko techniki walki.  Facet wygląda lepiej niż jakikolwiek zawodnik w historii tej dyscypliny. Nie tylko ze swoimi tatuażami, wśród których można dostrzec wielkie napisy z jego nazwiskiem i ksywką (Notorious, na cześć ulubionego rapera Notoriousa B.I.G.). McGregor uwielbia dobrze się ubrać, najlepiej nieco ekscentrycznie. Ekstrawaganckie futro założone na gołą klatę przed walką i krzykliwa złota biżuteria? Pewnie, czemu nie. Bo wydanie 30 tys. w Dolce & Gabbana i chodzenie w garniturach najlepszych firm to dla niego codzienność. Dodajmy, że latem 2017 roku wraz z cenionym krawcem Davidem Augustem Heilem stworzył firmę szyjącą najwyższej jakości garnitury. Conora McGregora raczej nie zobaczycie w dresach.

A widać go często, bowiem autokreacja to jego drugie imię. McGregor uwielbia się pokazywać, a co lepiej się do tego nadaje niż media społecznościowe? Irlandczyk od zawsze o tym wiedział i w internecie jest nie mniejszym dominatorem niż w klatce. Jego stronę na Facebooku obserwuje 7,5 miliona fanów, Twittera niecałe 7, a profil na Instagramie – aż 21 milionów! To tam można zobaczyć jak próbuje swoich sił w pilotowaniu samolotu albo dumnie prezentuje swoje samochody m.in. Rolls-Royce'a Phantoma Drophead Coupe, Chevroleta Corvette Stingray czy BMW i8. Jego wizerunek jest oczywiście starannie moderowany, choć zdarzają się gafy, jak pozowanie do zdjęcia z karabinem maszynowym. Inna sprawa, że przy takim pomyśle na siebie,  jaki ma McGregor trudno precyzyjnie określić, co jest gafą, a co nie...

Mimo licznych kontrowersji McGregor wzbudza sympatię, ale całkiem możliwe, że w końcu się doigra. Ostatni skandal z jego udziałem miał miejsce 10 listopada podczas gali Bellator 187. McGregor przyjechał tam, by kibicować swojemu koledze Charliemu Wardowi. Tak ucieszył się z jego zwycięstwa, że po zakończeniu pojedynku wskoczył do oktagonu. Co oczywiste, nie spodobało się to sędziemu. Doszło do przepychanki, McGregor najpierw popchnął arbitra, a później uderzył kolejnego i został siłą wyrzucony z klatki. Kiedy w czerwcu 2014 roku coś podobnego przytrafiło się innemu zawodnikowi, Jasonowi Highowi, został on przez wszechwładnego prezesa UFC Danę White'a na zawsze wyrzucony z organizacji. Już dawno przekonaliśmy się, że Notoriousowi wolno więcej niż innym, ale zbliża się do granicy. W chwili, gdy ten numer idzie do druku jego następna walka z Tonym Fergusonem stoi pod znakiem zapytania.

Tekst: Radosław Pulkowski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska