"Najlepszy trener na świecie" - fragmenty wywiadu-rzeki z Jackiem Gmochem

2018-05-02
"Najlepszy trener na świecie" - fragmenty wywiadu-rzeki z Jackiem Gmochem

„Jestem z Pruszkowa, więc nie pękałem” – mówi Jacek Gmoch, jedna z największych osobowości polskiej i nie tylko polskiej piłki nożnej. Ze znakomitego wywiadu Arkadiusza Bartosiaka i Łukasza Klinkego wyłania się portret człowieka, który nigdy „nie odstawiał nogi”.

Podwórkowy twardziel, utalentowany piłkarz Legii Warszawa, którego karierę przerwała kontuzja, prekursor stosowania metod naukowych w praktyce szkoleniowej, słynny selekcjoner polskiej reprezentacji, legenda greckiego futbolu i niezapomniany komentator, którego zamaszyste wykresy znane są wszystkim kibicom. "Najlepszy trener na świecie" to barwna opowieść o wielkiej epoce polskiej piłki i o tym, jak pasja odmienia całe życie.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B. możecie przeczytać fragment:

Dzień 2 (27 września), godz. 15.36

Rozdział 4

Nowożeniec

Gmoch: Głos mi siada. Muszę się jakoś rozgrzać. Może tak: „Mrok wieczorny – babcia siwa, przy kominku głową kiwa. Nos jak haczyk, okulary, coś pierdoli babsztyl stary. Snuje bajdy niestworzone, o królewnie Pizdolonie. O trzech braciach jak niewielu. O matuli ich z burdelu. Opowiada stare dzieje… A na dworze wicher wieje”.

Fredro w najczystszej postaci, ale czytelnicy i tak będą w szoku.

Gmoch: Klasyków nie wolno cytować? A dlaczego mam grać kogoś innego? Taki jestem. Mam tylko jedną twarz i wierzę głęboko, że ludzie mi ufają. Poza tym to porządna twarz, szczególnie z profilu! Nie można być kimś innym, bo to jest fałsz. Niech się wnuki uczą. One tylko czekają na takie wierszyki!

Cieszymy się, że jest pan dziś w formie.

Gmoch: A wy cały czas w sanatorium u Stefanii i Jacka Gmochów (śmiech). Wiecie, że byłem też aktorem? Mam gdzieś nawet ten film.

Sopot '70 Józefa Gębskiego i Antoniego Halora?

Gmoch: Tak. Przepadamy za sobą z Józkiem. On jest ultralewicowy, profrancuski i prorosyjski, przeciwny Amerykanom. Uważa ich za podżegaczy, którzy wywracają cały świat do góry nogami. To szalenie ciekawy rozmówca. Na początku lat 70. Halor i Gębski, jeszcze jako studenci łódzkiej filmówki, zaczynali karierę od krótkich metraży telewizyjnych. Los chciał, że dostali zlecenie na realizację reportażu z sopockiego festiwalu. Józek szukał do niego statysty piłkarza i tak trafił na mnie. Jestem otwarty na nowe rzeczy, na wszelkie ciekawe wyzwania, chciałem więc zobaczyć, jak się robi film. Postawiłem warunek, że scenariusz będzie dotyczył mnie, że nie będę jakimś chłopaczkiem z ulicy, amatorem, tylko rzeczywiście piłkarzem. I tak od słowa do słowa zagrałem główną rolę, napisaną specjalnie dla mnie. Występowałem jako pan młody, pod muchą i we fraku. Pokazywano śpiewających artystów, a pomiędzy ich występami pojawiały się fabularne scenki ze mną w roli nowożeńca poszukującego w Sopocie żony, która uciekła sprzed ołtarza. W scenie inspirowanej Kopciuszkiem przymierzałem na sopockim rynku buciki modelkom od Grażyny Hase. Piękne to były nóżki, piękne dziewczynki. Oj, śliczne!

Czyli przednia zabawa?

Gmoch: A jakże. Gębski i Halor mieli nakręcić dokument, a w rezultacie powstała zwariowana fabuła. W pewnym momencie znajduję tam w morskich falach noworodka. Jeszcze nie było nocy poślubnej, ale noworodek już był (śmiech). Z tym dzieckiem na rękach, we fraku trzy razy właziłem do zimnego morza. Cud, że się nie przeziębiłem. Na szczęście czuwał nade mną koniaczek, pity pod wspaniałe wędzone węgorze z Helu, które dostarczał nam pewien zagorzały kibic Legii Warszawa. Pamiętam, że któregoś razu noworodek zaczął przeraźliwie płakać. Reżyserzy posadzili go w koszu na plaży, a ja uspokajałem go żonglerką. To także nagrali. Powstał naprawdę fajny film, dobrze przyjęty przez krytykę. Parę razy był nawet pokazywany w telewizji.

A pan chodził w nim jak Gary Cooper.

Gmoch: Byłem dwa lata po złamaniu nogi i wciąż lekko utykałem. To Agnieszka Bojanowska, czyli nestorka i nadprofesor polskich montażystów porównała mnie do Coopera. Pani Agnieszka ma teraz osiemdziesiąt sześć lat. Spotkałem ją ostatnio w restauracji na warszawskim Starym Mieście. Przyglądała mi się, aż wreszcie zagadała: „Panie Jacku, pan mnie chyba nie pamięta”. „Bardzo przepraszam, ale rzeczywiście nie”. A to była właśnie ona. Poznaliśmy się przy stole montażowym.

Pan uczestniczył w montażu?

Gmoch: Tak, bo zawsze mnie ciekawiło, jak powstają filmy. Chciałem zobaczyć cały proces, żeby coś zrozumieć...

Autorami książki są wieloletni współpracownicy PLAYBOYA:

Arkadiusz Bartosiak – rocznik ‘75. Kiedyś reporter, dzisiaj reżyser i zawodowy wywiadowca.

Łukasz Klinke – rocznik ‘75. Kiedyś dziennikarz radiowy, dzisiaj lektor i zawodowy wywiadowca.

Od 13 lat dzielą wspólną pasję – lubią rozmawiać z ludźmi. Tylko tyle i aż tyle. Ich wywiady (grubo ponad trzysta) można przeczytać na stronie www.wywiadowcy.pl. Kiedyś współpracowali m.in. z PLAYBOYEM, „Gazetą Wyborczą”, „Przekrojem” i „Filmem”. Dzisiaj skupiają się na książkach. W 2014 roku wydali wywiad rzekę z Markiem Dyjakiem "Polizany przez Boga".

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska