Człowiek z tatuażem – reportaż o życiu jednego z pionierów tatuażu w Polsce

2018-05-10
Człowiek z tatuażem – reportaż o życiu jednego z pionierów tatuażu w Polsce

Kiedyś jeśli ktoś miał tatuaż, to znaczyło, że siedział. A dziś? Rozejrzyj się. Prawie każdy jakiś ma – opowiada Sebastian „Junior” Jaryszek, żywa legenda polskiego tatuażu.

Mówi się, że na warszawskim Gibalaku jest więcej mieszkańców martwych niż żywych. Gibalak wziął się od patrona ulicy, Edwarda Gibalskiego, ale wołają tak na całą okolicę. Warszawska dzielnica Wola. Idąc od ulicy Żytniej, mija się rzędy starych, kilkupiętrowych kamienic. Klatki ciemne i ponure. Po wojnie okolica była postrachem lewobrzeżnej Warszawy. W latach 80. z okien piwnicznych suteren dymił kompot, czyli polska heroina, która na całej Woli zbierała żniwo. W kolejnej dekadzie Gibalakiem rządziła gangsterka. Dziś jest tu spokojniej. Lokalsi mówią, że to jeden z ostatnich kawałków Warszawy, który się uchronił przed słoikowem. To znaczy apartamentowcami, bo tu nie da się nic zbudować.
Ulica ciągnie się równolegle do Okopowej i Karolkowej. Za skrzyżowaniem z Barona stare kamienice ustępują miejsca siedmiopiętrowym gierkówkom z wielkiej płyty. Pomiędzy budynkami jest plac zabaw i garaże. Wszystko to z dwóch stron otacza cmentarny mur. Wystarczy się na niego wdrapać i zaraz można się znaleźć na cmentarzu żydowskim albo którymś z dwóch protestanckich, a jak się ktoś uprze, dotrze aż na Powązki. To tak à propos tych, których na Gibalaku nazywają martwymi mieszkańcami. Są jeszcze – i tych jest najwięcej – mieszkańcy z parteru, czyli spod ziemi. Siedem tysięcy pomordowanych w czasie wojny.

Plac zabaw

W dawnych czasach jak ktoś na Gibalaku miał tatuaż, to prawie na pewno siedział. A jeśli sam tatuował, to musiał siedzieć na tyle długo, że się zdążył nauczyć.
Sebastian Jaryszek ma 42 dwa lata i lubi pogadać. Lubi też dużo robić, zwykle gdzieś się spieszy i prawie zawsze ma jakąś historię do opowiedzenia. Okulary w czarnych oprawkach, srebrna korona na dwójce, tatuaże na ramionach, szyi i skroni. W spojrzeniu niepokorny błysk szkolnego łobuza, z tych, co skutecznie udają niewiniątka. Przepraszam, ale właśnie wsadziłem ci petardę do tornistra. Na Jaryszka wołają Junior, a Juniorink, które założył kilkanaście lat temu, to jedno z najważniejszych studiów tatuażu w Polsce.
Na razie Junior stoi na skrzyżowaniu dwóch wolskich uliczek nazwanych na cześć przedwojennych socjalistów Gibalskiego i Mireckiego, i wspomina stare czasy. – Cała okolica była placem zabaw – zamyśla się. – Klatki schodowe, drzewa, trawniki i cmentarze. Byłem podwórkowym dzieciakiem. Przed wojną był tu stadion Skry, potem Niemcy masowo rozstrzeliwali tu ludzi. Jakiś czas temu chcieli tu postawić nowy budynek, ale co wbijali łopatę, to znajdowali zwłoki albo niewypały. Miejscowe dzieciaki biegały po cmentarzach, raz na jakiś czas w gazecie napisali, że szataniści dewastują groby. – Mieliśmy różnych freaków, którzy wyciągali artefakty z grobów – wspomina Junior. Raczej dla hecy niż z jakichkolwiek innych powodów. Tylko jednemu chłopakowi nekropolie namieszały w głowie. – Przynosił do szkoły kości, włóczył się po tych cmentarzach trochę częściej niż my – wspomina Junior. – Któregoś dnia położył się w grobie w kaplicy na cmentarzu ewangelickim i umarł.
Wychował się w robotniczej rodzinie. Matka imała się różnych zajęć: zajmowała się księgowością, rachunkami, pracowała w sklepie. Ojciec pił. – Uwolniła mnie od niego, kiedy miałem sześć lat – wspomina Junior. W szkole nauczyciele załamywali ręce. Co semestr był w klasowej końcówce. Przerobił dziesięć podstawówek. – Ale nie dlatego, że mnie wywalali – przerywa. – Byłem zdechlakiem, mieszkałem w szpitalach i sanatoriach, trzecią klasę zaliczałem w Rabce, czwartą w całości w sanatorium w Otwocku. Jestem zawodowym astmatykiem, pół życia pod kroplówką. Dopiero gdy miałem piętnaście lat, to się ustabilizowało. Wcześniej wychowywałem się w szpitalach. Ciągle byłem gdzieś nowy, czasem trzy razy w miesiącu lądowałem w nowym towarzystwie. Adaptuję się w moment. Przychodzę i już jestem wśród swoich.

Powyższy fragment jest częścią reportażu Dawida Karpiuka „Człowiek z tatuażem”. Całość przeczytacie w numerze PLAYBOYA z maja 2018 roku.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska