Michael Crichton: gigant popkultury

2018-06-21
Michael Crichton: gigant popkultury

Michael Crichton przez lata rządził masowymi gustami na całym świecie. Mimo śmierci w młodym wieku, równo dekadę temu, dziedzictwo jakie po sobie zostawił żyje własnym życiem. W tym roku znów jest o nim głośno za sprawą premier “Jurrasic World: Upadłego królestwa”, drugiego sezonu serialu “Westworld” i wydanej pośmiertnie powieści “Smocze kły”.

Zawłaszczenie popkultury przez Crichtona było w pewnym momencie tak odczuwalne, że z całej sytuacji zażartował sobie The New Yorker, publikując satyryczny rysunek przedstawiający kobietę w księgarni, pytającą: Możesz mi polecić coś, czego nie napisał Michael Crichton? Miało to związek z niebywałą passą autora rozpoczętą przez ekranizację “Parku Jurajskiego” w reżyserii Stevena Spielberga. Sukces filmu otworzył przed pisarzem nowe możliwości, co ten z wrodzoną skrupulatnością wykorzystał, dwa razy z rzędu wskakując na samą górę list bestsellerów i box office’ów, jednocześnie w literaturze, kinie i telewizji. W 1995 r. królował za sprawą powieści “Jurassic Park: Zaginiony świat”, filmu “Kongo” i serialu “Ostry dyżur”, a rok później dzięki “Norton N22”, “Twisterowi” i ponownie “Ostremu dyżurowi”. Żadnemu twórcy w historii nie udała się ta sztuka, nawet Johnowi Grishamowi, Stephenowi Kingowi czy J.K. Rowling, którzy przecież też są transmedialni i statystycznie bardziej popularni. Ale to wszystko mogłoby nie mieć miejsca gdyby Crichton w trakcie studiów miał się za co utrzymać.

Pisarz, który został lekarzem

Urodzony w 1942 r. Michael Crichton w zasadzie od dziecka marzył o tym aby zostać pisarzem, do czego zainspirował go ojciec, wzięty dziennikarz. W wieku czternastu lat opublikował tekst podróżniczy w New York Timesie, pisał też opowiadania do szuflady, a w 1960 r. rozpoczął studiowanie literatury na Uniwersytecie Harvarda. Tam jednak szybko zszedł na ziemię. Na studiach, chciałem być pisarzem. - wspominał. Ale potem dowiedziałem się, że tylko dwustu literatów w Ameryce utrzymuje się z tworzenia. Pomyślałem: "To bardzo mała grupa." Nie chciałem być pisarzem na pół gwizdka siedzącym na etacie - to mnie nie interesowało. Musiałam zostać jedną z tych dwustu osób albo o tym zapomnieć. Czarę goryczy przelał jeden z profesorów, który krytykował styl pisarski Crichtona i nie wróżył mu żadnej kariery na polu literatury. Postanowiłem więc zostać lekarzem.

Antropologię fizyczną ukończył z wyróżnieniem w 1964 r., a dwa lata później rozpoczął naukę w Harvard Medical School, jednej z najlepszych szkół medycznych na świecie. Wtedy pojawił się problem, bowiem brakowało mu środków na opłacenie czesnych i przeżycie, a że nie potrafił robić zbyt wiele, zostało mu tylko jedno.

Zaczął pisać

W trakcie trzyletnich studiów magisterskich w ekspresowym tempie wydał siedem powieści, z czego sześć pod pseudonimami. Napisanie jednej zajmowało mu około siedmiu dni, a za każdą otrzymywał dwa i pół tysiąca dolarów. Z reguły były to proste dreszczowce, wydawane na pulpowym papierze, do szybkiej lektury w pociągu czy samolocie i równie szybkiego zapomnienia. Żeby opłacić szkołę medyczną i rachunki, w szalonym tempie pisałem broszurowe thrillery w trakcie wakacji i weekendów. - wspomina autor. Robiłem to wyłącznie po to, żeby zarobić pieniądze na moją edukację. Nie próbowałem być innowacyjny. Chciałem zrobić coś, co byłoby zauważone i nie wymagałoby przepisywania ani dyskusji, bo nie miałem na to czasu. Chodzi mi o to, że musiałem je napisać, a one musiały być kupione i opublikowane, a ja z kolei musiałem dostać pieniądze i wrócić do moich zajęć. I choć do tych książek zbytnio się nie przykładał, to jednak można w nich zauważyć przebłyski zainteresowań Crichtona, związanych z nauką i technologią oraz ich negatywnym wpływem na rozwijające się społeczeństwo.

Przełom nastąpił wraz z zakończeniem studiów, gdy już pod własnym nazwiskiem, wydał “Andromeda znaczy śmierć”, powieść o grupie naukowców próbujących odkryć tajemnicę zabójczego wirusa, przybyłego na Ziemię w wojskowym satelicie. Tematyka biologicznego zagrożenia doskonale wstrzeliła się w zimnowojenne obawy przed kryzysem atomowym. Książka szybko trafiła na listę bestsellerów Publishers Weekly, a jego samego, jako komentatora, zaproszono do programu Waltera Cronkite’a, “Evening News”, w noc pierwszego lądowania ludzi na Księżycu, gdzie rozmawiano o środkach ostrożności przed zarodkami z kosmosu. Na tym jednak nie koniec, bowiem jeszcze w tym samym roku Universal Pictures, za 250 tys. dolarów, wykupiło prawa do filmowej adaptacji. Artystyczny i finansowy sukces sprawił, że dwudziestopięcioletni Crichton stał się celebrytą i musiał podjąć kolejną ważną decyzję odnośnie kariery. Zdecydował się jeszcze na roczne studia stypendialne w Instytucie Badań Biologicznych Salk, ale już nie złożył podania o licencję na praktykę medyczną. Postanowił w pełni poświęcić się pisaniu.

Lekarz, który został filmowcem

W ciągu kolejnych dwóch lat napisał jeszcze pięć książek pod pseudonimem, a w trakcie ich tworzenia, w 1970 r., trafił na plan zdjęciowy “Tajemnicy Andromedy”, gdzie zagrał maleńkie cameo. Tam też poznał początkującego Stevena Spielberga, który został oddelegowany do oprowadzenia Crichtona po atrakcjach studia Universal. Twórcy przypadli sobie do gustu, a ich przyjaźń dwie dekady później zaowocowała dwoma wielkimi hitami.

Kinowa “Andromeda” nie była wielkim przebojem, ale zarobiła na siebie i spotkała się z przychylnością krytyków. To, oraz nominacje do Globe’a, Hugo i dwie do Oscarów, wystarczylo, aby o Crichtonie zrobiło się jeszcze głośniej. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bowiem w następnym roku na ekrany kin weszły kolejne dwie adaptacje jego prozy, a w telewizji pojawił się budżetowy film “Śmierć binarna”, którego reżyserem był on sam. Zawsze chciałem reżyserować filmy. - wspominał Crichton. Kiedy ubiegałem się o przyjęcie do szkoły medycznej, lekarz (...) zapytał mnie, co bym zrobił, gdybym się na nie nie dostał. Myślałem o tym przez chwilę i powiedziałem, że chciałbym zostać reżyserem filmowym. Crichton na stołku realizatorskim zasiadł przez prosty szantaż. Zgodził się sprzedać prawa do powieści, pod warunkiem, że samodzielnie będzie mógł zawiadywać produkcją. Była to trudna decyzja producentów, gdyż autor nie miał żadnego doświadczenia. Jednak efekt końcowy znacznie przerósł oczekiwania, a film okazał się sukcesem. Myślę, że aby nauczyć się wszystkiego, co trzeba wiedzieć, wystarczy miesiąc. - mówił o sztuce reżyserii. Orson Welles powiedział, że wystarczą cztery godziny. Ale on był skandalistą. - skwitował.

Ośmielony Crichton, oprócz kolejnych powieści, zaczął pisać także scenariusze filmowe. Najważniejszym był ten do filmu “Świat Dzikiego Zachodu” (“Westworld”), opowiadającego o tematycznym parku rozrywki zaludnionym przez androidy obdarzone sztuczną inteligencją, które buntują się w wyniku usterki komputera. Przy tej produkcji również miał miejsce szantaż, ale tym razem ultimatum postawiono Crichtonowi: będzie mógł wyreżyserować film, pod warunkiem, że zmieści się w minimalnym budżecie i czasie zdjęciowym. Obraz, jako pierwszy w historii kina wykorzystujący komputerowe efekty specjalne (CGI), co było wówczas krokiem milowym, okazał się kolejnym sukcesem w krótkiej karierze Crichtona. Doświadczenie zebrane na planie i napięty terminarz pozwoliły mu również założyć własną firmę, za pośrednictwem której sprzedawał autorski program komputerowy do obsługi kosztów filmów. W niedługim czasie każde większe studio produkcyjne ułatwiało sobie pracę korzystając z jego oprogramowania.

Do końca lat 80. napisał jeszcze pięć powieści i nakręcił pięć filmów. Każde z nich odnosiło triumfy, a Crichton stał się na tyle “solidną firmą”, że 20th Century Fox wykupiło prawa do filmowej adaptacji “Kongo”, zanim ten zdążył postawić w książce pierwszą kropkę. Nie chciałem zagłębiać się w szczegóły powieści, więc powiedziałem im tylko, że zamierzam zrobić afrykańską przygodę. Mówiąc to, sprzedał przysłowiowego kota w worku.

Jednak wszystkie dotychczasowe sukcesy były niczym w porównaniu do tego co się wydarzyło w pierwszej połowie lat 90. W 1989 r. Crichton i Spielberg omawiali scenariusz do filmu “Code Blue”, który w dużej mierze bazował na doświadczeniach Crichtona wyniesionych ze studiów medycznych. W trakcie tych spotkań wyszło na jaw, że pisarz pracuje nad powieścią o dinozaurach, a Spielberg, z miejsca się w niej zakochał i zaklepał prawa do ekranizacji. “Park Jurajski” pojawił się na srebrnym ekranie w 1993 r. rewolucjonizując branżę filmową na niespotykaną dotąd skalę. Zainkasował blisko miliard dolarów, stając się najlepiej zarabiającym filmem roku (obecnie dziewiętnastym na liście filmów wszech czasów), a totalnie zmienił historię efektów specjalnych i sposób promocji kina w innych mediach. Do dziś powstały cztery kontynuacje, a najnowszą możemy podziwiać właśnie na kinowych ekranach.

A co się stało z odłożonym na półkę “Code Blue”? Za sprawą Spielberga, powrócił w prawie niezmienionej formie pod postacią serialu “Ostry dyżur”. Scenariusz, napisany jeszcze w latach 70., stał się podstawą pilotażowego odcinka, w którym pojawiły się kultowe postacie Marka Greene’a, Douga Rossa i Johna Cartera (portretowany przez Noaha Wyle’a bohater to alter ego Crichtona), do których wzdychały panie w każdym wieku. Serial, który całkowicie zmienił sposób opowiadania o lekarzach, okazał się fenomenem. W najlepszych momentach oglądało go nawet 50 mln widzów, przez siedem lat plasując go w TOP3 najchętniej oglądanych programów telewizyjnych w USA. A jako jeden z najdłuższych seriali w historii doczekał się 375 nominacji do przeróżnych nagród, z czego zdobył aż 116.

Filmowiec, który został ikoną

Michael Crichton był wielkim twórcą - dosłownie, miał bowiem 206 cm wzrostu - wszechstronnym i skrupulatnym, a jego wpływ na popkulturę jest nie do przecenienia. W swoich powieściach i filmach najczęściej ostrzegał przed technologicznymi tworami wymykającymi się spod kontroli i próbującymi skrzywdzić ludzkość. Przy tym umiejętnie łączył naukową wiedzę z przygodową fabułą, odgadywał i dyktował trendy, edukował, mobilizował do myślenia, wzbudzał kontrowersje i zapewniał doskonałą rozrywkę. Mimochodem zrewolucjonizował kino i telewizję, zapisał się w historii jako ojciec nowoczesnego technothrillera i najbardziej wpływowy pisarz. Zostawił po sobie ogromne, rozrastające się dziedzictwo, ale żadnego następcy, nikogo, kto w takim stopniu jak on, potrafiłby zawładnąć popkulturą i masowymi gustami na tak wielu poziomach.

Zmarł na chłoniaka w 2008 r., a jego żona do tej pory odkrywa kolejne niepublikowane teksty i pomysły w przepastnej, fenomenalnie usystematyzowanej prywatnej bibliotece jaką po sobie zostawił. Pośmiertnie ukazały się już trzy powieści: “Pod piracką flagą”, “Micro” i “Smocze kły”, które są powrotem Crichtona do tematyki dinozaurów i dzikiego zachodu. Zresztą te dwa obszary jego zainteresowań wciąż żyją dzięki kolejnym odsłonom “Jurassic World” i “Westworld”. On sam ponadto stał się częścią historii paleontologii, po tym jak nowo odkrytego ankylozaura nazwano na jego cześć Crichtonosaurus. Jak widać, nawet śmierć nie jest dla niego przeszkodą aby nadal rządzić popkulturą.

Tekst: Paweł Deptuch

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska