Philip Zimbardo: „PLAYBOY to ostoja męskości”

2018-07-03
Philip Zimbardo: „PLAYBOY to ostoja męskości”

Sławę przyniósł mu słynny stanfordzki eksperyment więzienny, który zrewolucjonizował współczesną psychologię. O badaniach przeprowadzonych przez Zimbardo nakręcono trzy filmy fabularne i doczekały się wielu naukowych omówień. Nam legenda psychologii opowiada o współczesnych mężczyznach, kulcie pornografii i zanikającym obrzędzie przejścia.

Philip Zimbardo: Jak się ma PLAYBOY w Polsce?

PLAYBOY: Dobrze. W segmencie męskich pism mamy silną, stabilną pozycję.

Zimbardo: Czyli nie ulegliście modzie, której poddała się amerykańska edycja i kilka lat temu zrezygnowała z nagości?

PLAYBOY: Ale przywrócili nagość. Dziś sami przyznają, że to był błąd.

Zimbardo: I dobrze. PLAYBOY powinien być ostoją męskości. Nie da się tworzyć pisma, które próbuje być dla wszystkich.

PLAYBOY: Przyznaję, panie profesorze, że w świecie, który męskości nie chce albo ją neguje, to wyzwanie.

Zimbardo:Od ponad dziesięciu lat kryzys męskości się pogłębia, a co za tym idzie, pozycja kobiet staje się coraz mocniejsza, ale nie znaczy to wcale, że w związku z tym należy zmieniać trzon pisma i jego charakter.

PLAYBOY: Jestem tego samego zdania, ale odchodząc od PLAYBOYA, a wracając do mężczyzn, co z nami jest nie tak?
Zimbardo: Zacznijmy od podstawy, czyli braku wzorców. Ta zmiana zaczęła się już grubo ponad dekadę temu i pisałem o tym w „Gdzie ci mężczyźni?”. Obserwujemy dziś na niespotykaną do tej pory skalę – bo przecież obecną – sytuację, w której młodzi mężczyźni wychowują się bez ojców. Liczba rozwodów wzrasta. W samych Stanach sięga już pięćdziesięciu procent małżeństw. W Czechach sześćdziesięciu. Nie wiem, jak w Polsce...

PLAYBOY: Nie da się ukryć, że liczba rozwodów u nas także wzrasta.

Zimbardo: To pierwszy element układanki. I nawet jeśli przyjmiemy, że statystyki te są zawyżone.

PLAYBOY: Pojawiają się przecież głosy twierdzące, że pięćdziesiąt procent rozpadających się małżeństw to mit.

Zimbardo: Pojawiają. Ale nie zmienia to faktu, że nawet jeśli rodzina zachowuje pozory normalności, to w środku zaczyna się rozpadać. Część ojców pracuje w służbach mundurowych. Część jest żołnierzami, którzy w zasadzie w domu są nieobecni. Mamy ojców, którzy siedzą w więzieniach. A na koniec tych, którzy zatracają się w pracy. Wszyscy oni zamiast budować długotrwałą więź z rodziną i synem, opierają swoją obecność tylko na fizyczności. Przychodzą do domów z pracy, ze służby, wracają z misji, jedzą obiad i siadają przed telewizorem. Syn zaś zostaje sam. Kilkanaście lat temu dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, rozbitych czy po prostu skoncentrowanych na karierze zawodowej wychodziły z domu, szukały kontaktu z rówieśnikami i wreszcie bardzo często szukały figury ojca w nauczycielu, starszym koledze itd. Dziś wraz z postępującą techniką i rozwojem social media chłopcy zamiast szukać kontaktu, zamykają się w pokojach. I tam budują własny świat, który w żaden sposób nie przystaje do tego, który jest za oknem. Oczywiście matki są szczęśliwe – dzieci nie należą do gangu, nie chodzą po imprezach. Pozornie mają nad nimi kontrolę, bo przecież siedzą zamknięte w pokoju. Ale to tylko złudzenie. O tym, co robią synowie w sieci, nie mają pojęcia.

PLAYBOY: Z córkami jest inaczej.

Zimbardo: Tak. Córki nawiązują o wiele silniejszą więź z matkami, poza tym kobiety są o wiele bardziej społecznymi istotami niż mężczyźni. Samotny chłopak, niemający oparcia w ojcu, separuje się od rówieśników i tworzy własny świat.

PLAYBOY: Ale przecież zawsze tak było. Nielubiany chłopiec zamyka się w pokoju i pisze, zostając w finale znanym pisarzem…

Zimbardo: Tak było kiedyś, bo chłopcy tworząc własny świat, w tyle głowy wiedzieli, że jeśli się nim podzielą, uzyskają to, na czym im najbardziej zależy – uwagę otoczenia. Podstawowa zmiana jest prosta – dziś uwaga, akceptacja otoczenia nie jest ważna, bo bardzo często młodzi mężczyźni budują swoje poczucie wartości na tym, co udaje im się osiągnąć w internecie. Są mistrzami w grach. Budzą respekt na forach, w social mediach. Problem polega na tym, że w rzeczywistości nie są osobami, za które się podają. Są absolutnie odizolowani od społeczeństwa. Przeprowadziliśmy bardzo rozległe badania – na dwudziestu tysiącach uczestników – z których wynikało, że większość z nich zamiast szukać kontaktu z ludźmi, spełnia się w internecie, grając w gry i oglądając darmową pornografię. Żeby była jasność – nie jestem przeciwnikiem ani gier, ani pornografii. Ważne jest jednak, aby się nie izolować.

PLAYBOY: Ponieważ?

Zimbardo: Zaczynasz czuć się samotnie. Im dłużej budujesz świat dookoła komputera, social media, darmowej pornografii, może i budujesz bazę kontaktów, tzw. znajomych, ale nie masz z nimi żadnej relacji w rzeczywistości. I tu dochodzimy do problemu najważniejszego, który ma ogromny wpływ na współczesny kryzys męskości. Kiedy nie budujesz prawdziwych relacji, a jedyną osobą, z którą masz kontakt, jesteś ty sam, zaczynasz sam narzucać sobie etykietki. Jestem samotny. Jestem wstydliwy. Nikt mnie nie rozumie. Nie mogę robić tego, co inni, bo jestem od nich gorszy. Dzisiejsi młodzi mężczyźni doprowadzili do sytuacji, w której stali się równocześnie własnymi strażnikami – idź do pokoju/celi, jak i więźniami – nie wychodź z niego, bo nikt cię nie potrzebuje.

PLAYBOY: Czy od takiego samouwięzienia dzieli nas krok do agresji, strzelanin w szkołach itd.

Zimbardo: W Stanach do strzelanin w szkołach dochodzi częściej niż raz na miesiąc, a sprawcami bardzo często są właśnie młodzi mężczyźni, którzy żyją według opisanego modelu. Mają bardzo niską samoocenę, uważają, że nic nie znaczą i nikt nie zwraca na nich uwagi. A skoro nikt nie zwraca na mnie uwagi, to zrobię coś spektakularnego, coś, dzięki czemu nigdy o mnie nie zapomną. Cóż takiego mógłbym zrobić? Zabiję nauczycielkę, kolegów, koleżankę. Nie dlatego, że ich nienawidzę. Nie dlatego, że mnie zawiedli, ale dlatego, że dzięki temu dowiedzą się, kim jestem. Bo w ogromnej mierze niemal wszystko sprowadza się do aktu rozpoznania. Pokazania się. Uświadomienia światu, że istnieję. Odizolowany od świata i bliskich chłopiec oczyma wyobraźni widzi swoje zdjęcie w telewizji, bo przecież wszystkie stacje telewizyjne pokazują zdjęcia, podają nazwisko strzelca, i robi to. Zabija, bo zadanie bólu jest dla niego sposobem na zostanie kimś. Dziewczyny niemal nigdy nie wyrażają w ten sposób swojego społecznego odizolowania.

PLAYBOY: Kto jest winny? Media?

Zimbardo: To o wiele bardziej skomplikowany mechanizm. Bardzo często zamachowcy strzelają z broni kupionej przez ojców. I tu znów dochodzimy do kryzysu figury ojca, braku relacji, który w efekcie prowadzi do tragedii. Media żerują na tragedii. Budują kolejne złudne wrażenie, że dzięki nim można stać się kimś. Nie można.

PLAYBOY: A jak można?

Zimbardo: Pracą. Dzisiejsze kobiety, które wprostej linii są spadkobierczyniami kobiet biorących czynny udział w społecznej rewolucji lat 60., sięgają po wiedzę, rozwijają się, są dynamiczne i szukają swojego miejsca. Mężczyźni obecnego pokolenia – co jest naukowo udowodnione – są gorzej wykształceni niż ich ojcowie i o wiele później wyprowadzają się z domów, bo po trzydziestce. Nie dziwi zatem fakt, że tak mocno irytuje ich samodzielność kobiet, z którą sobie ewidentnie nie radzą.

PLAYBOY: Zwłaszcza że prawdziwe kobiety zaczynają mówić o swoich potrzebach w zupełnie inny sposób, niż dla przykładu choćby bohaterki wspomnianych przez pana profesora filmów pornograficznych.

Zimbardo: I tu mamy kolejny problem współczesne- go mężczyzny. Pornografia sama w sobie nie jest niczym złym. Istnieje od zarania dziejów i istnieć będzie. Problem pojawia się w chwili, gdy odbiorca żyjący tylko w swoim pokoju zaczyna wierzyć, że to, co widzi, jest prawdą. Że każdy ma tak wielkiego penisa (a tylko ja mam tak malutkiego i pokurczonego), że każda ejakulacja jest tak obfita (a tylko ja dochodzę jedną kroplą), a każda kobieta tak uległa. Tak zaczyna się budowanie kolejnych murów dookoła siebie. Zaniżanie samooceny i izolowanie od świata.

PLAYBOY: Kiedyś wiek męski zaczynał się rytuałem przejścia. Zdarzeniem, obrzędem czy sytuacją, która w symboliczny sposób zamykała okres chłopięcy w życiu, a zaczynała męski.

Zimbardo: Dziś tego nie ma. Setki, jeśli nie tysiące lat rytuał przejścia był kluczową częścią rozwoju każdego mężczyzny. Zwłaszcza że u kobiet taki moment narzuciła natura – czyli pierwsza miesiączka, a u mężczyzn wiązał się on z czymś, co mężczyzna musiał zrobić czy przeżyć. Czy była to samotna wyprawa do dżungli, czy bar micwa, czy prawo jazdy i pierwszy samochód. Dzisiejsze pokolenie młodych Amerykanów jest pierwszym pokoleniem, które nie zdaje
na prawo jazdy!

PLAYBOY: Sami rezygnujemy z rytuału przejścia?

Zimbardo: Sami się gubimy w tym, czego chcemy. Wydaje nam się, że skoro istnieje na świecie szesnastoletni milioner, który dorobił się na programach komputerowych, stary ład i stare zasady odchodzą w zapomnienie, bo mężczyzną stanę się wtedy, kiedy uznam, że nim jestem. To tak nie działa. Pewne etapy w życiu muszą zostać zamknięte, podsumowane, abyśmy mogli rozwijać się dalej. To, że jednej osobie udało się w młodym wieku osiągnąć sukces, nie znaczy, że uda się to każdemu. No i to nieszczęsne prawo jazdy. Pierwszy samochód to nie tylko kwestia tego, że dostawało się „brykę” od rodziców. To był element budowania relacji z otoczeniem. Samochodem wozimy przyjaciół, dzięki samochodowi poznajemy innych, zabieramy dziewczynę na randkę. Nie chodzi o przedmiot, a powolne uczenie się samodzielności i budowania relacji z otoczeniem. Świetnie zresztą pokazywano to w wielu filmach, z „Amerykańskim Graffiti” Lucasa na czele. Teraz młodzi Amerykanie rezygnują z prawa jazdy, bo „nigdzie się nie wybierają”, czyli tym samym rezygnują z budowania relacji. A jeśli nigdzie się nie wybierają i nie chcą poznawać ludzi, to skazują się na izolację. W Stanach zniknęła też jedna rzecz bardzo silnie związana z dojrzewaniem – etap w życiu, który potocznie określano „gap year”. Stracony rok – tak można to w uproszczeniu przetłumaczyć. Polegał on na tym, że po ukończeniu studiów czy college’u młody mężczyzna miał rok na odszukanie tego, co chce robić w życiu, albo utwierdzenie się w tym. Nikt nie robił mu z tego powodu wyrzutów, nikt nie miał pretensji. Stracony rok był częścią wchodzenia w dorosłość. Dziś już tego nie ma.

PLAYBOY: Widać to nawet w kinie. Zniknęła moda na filmy o podróżach młodych ludzi w poszukiwaniu siebie.

Zimbardo: I to jest kolejna rzecz, która zaburza rozwój emocjonalny.

PLAYBOY: W takim wypadku warto zadać sobie pytanie, czy dla współczesnego młodego mężczyzny w ogóle istnieje jeszcze jakiś stały punkt odniesienia w życiu.

Zimbardo: I to jest ciekawe zagadnienie.Wydaje mi się, że dzisiejsze pokolenie żyje w stanie permanentnego przejścia. Oczekiwania wobec życia wzrastają, presja sukcesu i znaczenia jest coraz większa, ale to przekłada się na niedojrzałość emocjonalną i zaburzenie pewnej chronologii rozwoju. Niech pan popatrzy na to, do kogo dziś kierowane są reklamy środków na potencję. Jeszcze ćwierć wieku temu tego typu suplementy skierowane były dla mężczyzn po sześćdziesiątce. Dziś reklamy kierowane są do młodych, niespełna trzydziestolatków, którzy zaczynają borykać się z problemami z erekcją.

PLAYBOY: Czyli co – czeka nas ostateczny upadek męskości?

Zimbardo: Z natury jestem niepoprawnym optymistą. Wierzę, że tak nie będzie. Że wypracujemy system, który pozwoli mężczyznom odnajdować się w życiu i społeczeństwie. I nie będzie się to wiele różniło od tego, co było kiedyś. Musimy tylko słuchać siebie. Przyglądać się własnym reakcjom i próbować zrozumieć, dlaczego tak się zmieniamy.

PLAYBOY: To możliwe?

Zimbardo: Wszystko jest możliwe. Sto lat temu nikt nie sądził, że kobiety zdobędą prawo głosu. Dziesięć lat temu nikt nie przypuszczał, że kobiety powiedzą głośne „nie” molestowaniu. Rozwijamy się. Nawet jeśli w przypadku mężczyzn chwilowo wygląda to tak, jakby się cofali.

Rozmawiał: Robert Ziębiński

Wywiad ukazał się w PLAYBOYU nr 7/2018.

Fot: Commons.wikimedia.org

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska