Jerzy Brzęczek selekcjonerem reprezentacji Polski. Dlaczego skreślanie go na starcie to zły pomysł?

Jerzy Brzęczek selekcjonerem reprezentacji Polski. Dlaczego skreślanie go na starcie to zły pomysł?

Gdy Polski Związek Piłki Nożnej ogłosił, że następcą Adama Nawałki na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski zostanie Jerzy Brzęczek, przez internet przelała się ogromna fala komentarzy krytykujących to posunięcie.

Wśród ogromu komentarzy na temat nowego selekcjonera trudno znaleźć te pozytywne. Spora większość ludzi, którzy postanowili się na ten temat wypowiedzieć jest zdania, że PZPN wykonał najgorszy ruch z możliwych. Krytyka dotyczy praktycznie każdego aspektu – Jerzemu Brzęczkowi dostało się za dorobek trenerski (a właściwie jego brak), niewielkie doświadczenie, koligacje rodzinne (jest wujkiem Kuby Błaszczykowskiego) i wreszcie (a raczej przede wszystkim) za to, że nie jest trenerem, który ma opinię twardego zamordysty. No i jest Polakiem, a nie obcokrajowcem.

Tylko czy tak ostra krytyka rzeczywiście ma sens?

Przyjrzyjmy się po kolei najczęstszym zarzutom, które padają pod adresem nowego selekcjonera. Bez wątpienia najważniejszym z nich jest ten traktujący o doświadczeniu trenerskim i braku sukcesów. Cóż, nie da się ukryć, że Brzęczek-trener nie miał jak dotąd zbyt wielu powodów do radości. Przez cztery lata prowadził Raków Częstochowa, skąd został zwolniony. Kolejnymi przystankami były Lechia Gdańsk, GKS Katowice i Wisła Płock. W Gdańsku szło mu kiepsko, w Katowicach nie udało się awansować do upragnionej Ekstraklasy. Najlepiej bez wątpienia Brzęczkowi szło w Płocku – Wisła otarła się o europejskie puchary, chociaż 5. miejsce w polskiej lidze i tak nie brzmi zbyt spektakularnie.
Brzęczek nie ma więc zbyt wielu sukcesów i z tym nie da się dyskutować. Szkopuł w tym, że prowadzenie reprezentacji znacząco różni się od prowadzenia klubów. Nie brakuje przykładów trenerów, którzy mimo mizernego dorobku odnosili niespodziewane sukcesy (nie trzeba daleko szukać – jak na przykład Zlatko Dalić z Chorwacją), jak i szkoleniowców, którzy chociaż z klubami osiągnęli wiele, to z drużynami narodowymi niekoniecznie dobrze im szło (Fabio Capello i Rosja). W PZPN najwidoczniej uznano, że Brzęczek jest człowiekiem posiadającym odpowiednie cechy, aby poprowadzić naszą reprezentację. Odsądzanie go od czci i wiary zanim zdołał się chociaż przywitać z nowymi podopiecznymi to zachowanie dość lekkomyślne.
Kolejny zarzut dotyczy koligacji rodzinnych Brzęczka, czyli pokrewieństwa z Jakubem Błaszczykowskim. Wielu komentujących jest pewnych, że selekcjoner przekaże opaskę kapitana piłkarzowi Wolfsburga. Jest to obawa całkowicie nieuzasadniona – Brzęczek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że o owym pokrewieństwie wie każdy i jeśli nie jest człowiekiem totalnie oderwanym od rzeczywistości (a nie sprawia wrażenia takiego) nie będzie ryzykował pogorszenia atmosfery w szatni. Selekcjoner musi zdawać sobie sprawę z tego, że taki ruch nie przyniósłby korzyści nikomu – ani jemu, ani Błaszczykowskiemu, ani kadrze, ani kibicom.
Ktoś mógłby powiedzieć, że człowiek o takim dorobku jak Brzęczek nie będzie w stanie efektywnie wpłynąć na piłkarzy i zapanować chociażby nad ego Roberta Lewandowskiego. Nie da się ukryć, że Brzęczek nie jest Zinedinem Zidane’m, ale nie zapominajmy, że mówimy o wielokrotnym reprezentancie Polski, który nie raz pełnił w niej funkcję kapitana – a pamiętajmy, że w latach dziewięćdziesiątych w polskiej kadrze nie brakowało zarówno wyrazistych osobistości, jak i zawodników po prostu lepszych pod względem piłkarskim. Fakt, że opaska kapitana należała właśnie do Brzęczka, dużo mówi o jego charakterze i autorytecie. Pseudonim „Papież” nie wziął się znikąd.

Brzęczek drugim Nawałką?

Nie można zapomnieć o tym, że gdy w 2013 roku schedę po Waldemarze Fornaliku przejmował Adam Nawałka, komentarze prezentowały się dość podobnie. Wielu nie mogło się wówczas pogodzić z faktem, że PZPN nie postawił na szkoleniowca z zagranicy. Czas pokazał, że Nawałka okazał się dobrym wyborem, mimo że jego dorobek klubowy nie był wyraźnie lepszy od Brzęczka. Z drugiej strony nie jest oczywiście powiedziane, że skoro Nawałka osiągnął sukces, to to samo czeka Brzęczka. Dajmy jednak selekcjonerowi kilka miesięcy spokoju – wówczas przekonamy się, czy bliżej mu do Dalicia w Chorwacji, czy Capello w Rosji.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska