Dziewczyna z tatuażem - wywiad z Katarzyną Puzyńską

Dziewczyna z tatuażem - wywiad z Katarzyną Puzyńską

Katarzyna Puzyńska sprzedała w Polsce blisko osiemset tysięcy książek. Jej cykl o policjantach z Lipowa bije rekordy popularności, a ona sama uznawana jest za jedną z najlepszych polskich autorek kryminałów. Nam opowiada o współpracy z policją, kobietach i byciu feministką.

PLAYBOY: Wchodzi nieśmiała blondynka na komendę policji i mówi: „Panowie, chcę napisać kryminał, pomożecie”?

PUZYŃSKA: (śmiech) Aż tak źle to nie wyglądało. Chyba. (śmiech) Ale to prawda – kiedy zaczynałam pisać kryminały, wyglądałam zupełnie inaczej, więc gdy przyszłam do prawdziwych policjantów pierwszy raz, byli… bardzo grzeczni.

PLAYBOY: Zmieniłaś się. Kiedy poznałem cię jakieś cztery lata temu, gdy wydawałaś pierwszą powieść o Lipowie, czyli Motylka, byłaś nierzucającą się w oczy dziewczynką. Dziś jesteś wydziaraną, odważną kobietą. Co się stało?

PUZYŃSKA: Ta zmiana wizerunku to tak naprawdę powrót do korzeni. Gdy chodziłam do liceum, byłam punkówą z irokezem. Zawsze chciałam mieć dużo tatuaży, ale kiedy moje powieści zaczęły się sprzedawać, gdzieś w tyle głowy pojawiła się myśl – weź nie rób tatuaży, pisarki to eleganckie panie w garsonkach… To kupiłam tę garsonkę (śmiech). Chodziłam w niej i chodziłam, aż pewnego dnia obudziłam się i pomyślałam: udajesz kogoś, kim nie jesteś.

PLAYBOY: I co?

PUZYŃSKA: I wyrzuciłam garsonkę (śmiech). Musiałam poczuć się bardzo niewygodnie w takiej skórze, żeby w końcu uświadomić sobie, że tego nie chcę. To nie ja. A poza tym, do cholery, przecież nie istnieje jakiś odgórny dress code, który mówi, jak pisarki mają wyglądać.

PLAYBOY: Sukces dodał ci odwagi?

PUZYŃSKA: Na pewno. Zresztą pokazanie, kim się jest, nieraz wymaga naprawdę dużej odwagi. Bo to jest takie wyjście zza tarczy. W tym wypadku tej nieszczęsnej garsonki. Jeżeli pokazujesz siebie, to jednocześnie się odsłaniasz. A to bywa bolesne, zwłaszcza jeśli wyróżniasz się z tłumu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie krytykował. Nieraz słyszałam, że jestem „ohydną wydziaraną babą” albo „byłą więźniarką, więc nie można mi ufać” (śmiech). Poza tym wiesz – tatuaże kosztują. Musiałam zacząć dobrze zarabiać, żeby było mnie na nie stać (śmiech). A mówiąc poważnie – sukces pomaga budować wiarę w siebie. Zanim go odniosłam, nie byłam pewna siebie. Wątpiłam we własne książki, w to, co robię. W ogóle to bałam się, że zaraz wydawca się rozmyśli i będzie po mojej karierze. W sumie niepewność zawsze pozostaje, ale teraz potrafię stanąć do walki z redaktorem, kiedy czuję, że nie ma racji i obronić u wydawcy własny projekt. Jak choćby Policjanci. Ulica, czyli moją książkę z wywiadami z policjantami, która nie ma nic wspólnego z sagą o Lipowie.

PLAYBOY: Amerykańska pisarka Lisa Gardner mówiła, że gdy pierwszy raz poprosiła policję o pomoc w pisaniu, ci powiedzieli jej, żeby poszła do domu zająć się gotowaniem. U ciebie tak nie było?

PUZYŃSKA: Nie. Ale byłam troszkę przestraszona, to fakt. Oni chyba także, bo zachowywali się ostrożnie, żeby przypadkiem nie powiedzieć za dużo.

PLAYBOY: Zachowawczy, ale bez seksizmu?

PUZYŃSKA: Policjanci są u nas bardzo często w mediach chłopcami do bicia, nie dziwi mnie zatem fakt, że gdy ktoś przychodzi z nimi rozmawiać, oni zachowują się nienaturalnie.

PLAYBOY: Zasłużenie?

PUZYŃSKA: W każdym zawodzie zdarzają się czarne owce, ale nie można wszystkich oceniać przez pryzmat błędów jednego. Ja na tych „moich” chłopaków złego słowa nie powiem. Zresztą sama chciałam być policjantką.

PLAYBOY: Ty? Była punkówa?

PUZYŃSKA: No ja. Wiesz, wbrew pozorom to się wcale nie wyklucza (śmiech). Słuchanie punk rocka wiąże się z wiarą w pewne idee.

PLAYBOY: Ale punk rock nie idzie w parze z policją.

PUZYŃSKA: No nie idzie. Ale wbrew pozorom to się nie wyklucza. Kiedyś czytałam takie pytania, na które się odpowiada podczas testu do policji i trafiłam na takie, które dobrze to zobrazuje. „Dlaczego chcesz wstąpić do policji?”. Odpowiem tak, jak nie powinno się na to odpowiadać (śmiech). Chciałam po prostu pomagać ludziom. Myślałam, że będę mogła na przykład rozwiązywać problemy rodzin patologicznych.

PLAYBOY: No idealistka. Wiesz, że interwencja nie rozwiązuje problemów.

PUZYŃSKA: To zależy. Ale faktycznie nie zawsze. Skoro jesteśmy przy temacie rodzin, w których pojawia się jakaś przemoc. Bardzo często kobiety, które wzywały policję, albo wycofują oskarżenie, albo podczas interwencji bronią swoich katów.

PLAYBOY: A co z mężczyznami, ofiarami przemocy domowej?

PUZYŃSKA: Też są. Pisząc Policjanci. Ulica, zadałam pytanie i o to. I usłyszałam, że kobiety niestety także mają sporo za uszami. Potrafią być okrutne, używać przemocy fizycznej, ale częściej jednak psychicznej.

PLAYBOY: A dlaczego nie można mówić, zaciągając się do policji, że chce się pomagać ludziom?

PUZYŃSKA: Chodziło mi raczej o to, że psycholog przeprowadzający wywiad może przy takiej odpowiedzi pomyśleć, że lecisz frazesami (śmiech).

PLAYBOY: Amerykanie mają to swoje ładne określenie „Chronić i służyć”.

PUZYŃSKA: I to racja. Ale idąc do policji, musisz mieć kręgosłup i być wytrzymałym. Nie spotykasz tu tylko ludzi, którym można pomóc. Równie często, jeśli nie częściej, spotykasz osobników, którzy chcą ci zrobić krzywdę, są wrogo nastawieni itp. Musisz być twardy, umieć szacować zagrożenie, reagować odpowiednio do sytuacji. Czasem balansujesz gdzieś na granicy. Z moim idealizmem chyba bym sobie nie poradziła.

(...)

 

To tylko fragment wywiadu z Kasią Puzyńską. Całość znajdziesz w najnowszym numerze Playboya (8/2018) - w kioskach!

Rozmawiał: Robert Ziębiński/ fot. AKPA

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska