Katarzyna Warnke: "Lubię swoje ciało, to mój przyjaciel"

Katarzyna Warnke: "Lubię swoje ciało, to mój przyjaciel"

- Chcę, żeby te zdjęcia pokazywały kobietę, która czeka na mężczyznę, kobietę spełnioną pewną siebie i swojego ciała - tak o pomyśle na zdjęcia mówiła nam Katarzyna Warnke. Porozmawialiśmy z nią także o seksie, świadomości własnej kobiecości i społecznym tabu, które sobie narzuciliśmy.

PLAYBOY Lubisz swoje ciało?

Katarzyna Warnke: Tak, lubię. To mój przyjaciel, trochę tajemniczy, trochę intrygujący, czasami niesforny. Ale zawsze mogę liczyć na odpowiedź, która będzie prawdziwa. Ciało nie umie kłamać. I to jest piękne.

Zawsze je lubiłaś czy dojrzewałaś do tego?

Chyba od zawsze mnie fascynowało. Szczególnie ciekawy był okres dojrzewania, kiedy przestawałam być dziewczynką. Byłam zachwycona nowymi kształtami, a szczególnie podobały mi się piersi. Przypominały mi ciastka. Wtedy zorganizowałam sobie toaletkę: postawiłam na komodzie duże owalne lustro po dziadkach, paliłam świece, znosiłam kwiaty z łąki, słuchałam Grechuty i się sobie przyglądałam. Chciałam zadbać o te wszystkie nowości, a w łazience był tylko krem nivea, więc zaczęłam się nim smarować. I raz tata zapomniał zapukać i wszedł na takie smarowanie przed lustrem. Zawstydził się i uciekł. To takie zdarzenia, które konstytuują cię na nowo, wtedy stajesz się kobietą. Tata tym zawstydzeniem postawił nową granicę intymności, ochronił mnie. Nauczył mnie, że teraz stajemy się osobni. Byłam córeczką tatusia, to on mnie kąpał, wycierał, suszył mi włosy – to lubiłam najbardziej. Był wrażliwy i czuły, choć też wymagający i zasadniczy. Niestety zginął w wypadku. Bardzo za nim tęsknię. Cieszę się, że opowiadam o nim w Playboyu.


Dlaczego?

Bo on lubił ten styl. Ten rodzaj zmysłowości, otwartej seksualności. Lubił piękne kobiety i szybkie samochody. Jamesa Bonda i Johna Lennona. Umberto Eco i Kubricka. Lubił nosić garnitury. Był estetą i miał zasady. Na przykład nie znosił złego traktowania kobiet. Mama opowiadała mi, że zawsze stawał w obronie kobiet, nawet nieproszony, i raz na jakimś weselu dostał w twarz od faceta, któremu nie podobało się, że pociesza jego płaczącą przy pustym stole kobietę. Chodził własnymi ścieżkami.

Myślisz, że podobałaby mu się ta sesja?

Myślę, że tak. Chyba podobałoby mu się takie Newtonowskie wydanie. Pamiętam, że kiedyś kupiłam sobie czarną jedwabną koszulę nocną, z głęboko wyciętymi plecami. Spotkaliśmy się rano w korytarzu, w drodze do łazienki. Nigdy nie zapomnę jego reakcji. Zachwycił się i jednocześnie był zaskoczony, bo chyba zobaczył we mnie pierwszy raz kobietę. Przerosła mnie wtedy ta jego reakcja. Zajęło mi trochę czasu, żeby dojrzeć do świadomego bycia kobietą, do przyjmowania takich komplementów.

Ciało jest dla ciebie narzędziem pracy? Pytam, bo pokazujesz nagość i się jej nie boisz.

Tak, ciało jest również moim narzędziem. A nagość bardzo ważnym komunikatem i od zawsze traktuję gest nagości bardzo poważnie. Spotkałam na swojej drodze wspaniałych twórców, jak Mikołaj Grabowski, Grzegorz Jarzyna czy Krystian Lupa, którzy nauczyli mnie operowania moim scenicznym wizerunkiem, kobiecością, zmysłowością. Mogłam liczyć na rzeczową rozmowę na temat znaczenia mojej ewentualnej nagości w spektaklu. W teatrze, można powiedzieć, że moja kobiecość okrzepła, a moje ciało zaczęło mówić.

Swoją drogą, ciekawe, czy dla ciebie ważniejsze jest uwodzenie ciałem, czy intelektem? Czy mówiąc inaczej – gdzie zaczyna się dla ciebie seks?

Seks na szczęście jest bardzo enigmatycznym zjawiskiem, jeśli próbujemy go rozłożyć na czynniki pierwsze. Zdarzały mi się w życiu różne powody nawiązania z kimś romansu. Ale chyba kluczowa jest dla mnie osobowość. Wyrazista, charyzmatyczna, niebanalna. Na drugim miejscu poczucie humoru. I oczywiście estetyka. Wszystko może być sexy: klata, ciuchy, włosy, sposób poruszania się. Lubię, kiedy mężczyzna dba o siebie i przywiązuje wagę do estetyki. Choć lubię też, jeśli umie to robić tak en passant.

Mam wrażenie, że żyjemy w dość absurdalnych czasach, w których z jednej strony kobiety walczą o prawo do decydowania o własnym ciele, z drugiej seks znów staje się tabu, a otwarte mówienie o nim uznawane zaczyna być za „niepoprawne” – bo przecież nie wypada.

Myślę, że mylimy dziś pojęcia. Dla mnie problemem jest zalew estetyki pornograficznej. To, że dziś dla przeciętnej dziewczyny „ładnie” oznacza wydęte usta, doczepione rzęsy, ponętny uśmiech, eksponowane duże piersi, wystająca pupa – czyli estetyka aktorki porno, mówiąc w skrócie, jest dla mnie porażające. Komunikuje przecież, że jest gotowa na wszystko, jeśli dostanie to, czego potrzebuje. I nie mówimy tu o potrzebach duchowych. A jednocześnie zmysłowość, intymność, nagość, swobodna seksualność, mówienie o seksualnych fantazjach, to wszystko staje się tabu. Sądzę, że mamy dziś problem z uznaniem seksu jako integralnej części życia każdego człowieka, przestrzeni przyjemności i relaksu, nawiązywania więzi emocjonalnej. Mamy problem z byciem podmiotem w tej przestrzeni, przyjęliśmy jako normę przedmiotowość. To ostatecznie doprowadza do pustki, wyjałowienia i zagubienia.

Cały wywiad z Katarzyną Warnke przeczytacie w najnowszym numerze Playboya

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska