"Mogłem być naczelnym PLAYBOYA" - wywiad z Wojciechem Mecwaldowskim

"Mogłem być naczelnym PLAYBOYA" - wywiad z Wojciechem Mecwaldowskim

Poznał dziewczynę z szafy, był na wakacjach Last Minute, a teraz został Juliuszem. U nas opowiada o seksistowskich żartach, o tym, dlaczego Patryk Vega jest jednym z najbardziej utalentowanych twórców i o kobietach. Przed Państwem Wojciech Mecwaldowski w rozmowie z Robertem Ziębińskim.

Takie rzeczy w zasadzie się nie dzieją, a jeśli już się zdarzają, to gdy się je opowiada, nikt w nie nie wierzy. Ale spróbujmy. Oglądam film „Juliusz”. Polska komedia, w roli tytułowej Wojciech Mecwaldowski. Rzecz o facecie, który nie dość, że nie radzi sobie w życiu, to jeszcze non stop przydarzają mu się rzeczy dziwne i absurdalne. A to wpada mu do samochodu drzewo, a to ojciec seksoholik uprawia seks z listonoszką, a to ląduje na imprezie dla bogaczy jako żywy talerz (taki, z którego zbiera się kawałki pasztetu, salcesoniku i tak dalej). Tuż po filmie jadę na spotkanie z Wojtkiem. Oczywiście spóźniony, bo pada deszcz, więc warszawiacy wyciągnęli swoje najdroższe parasolki (to znaczy samochody, jakby ktoś nie rozumiał). Wszystko zakorkowane. W autobusach ścisk.

Stoję w jednym wiozącym mnie w stronę Marszałkowskiej. Jest tak tłoczno, że ledwo da się oddychać. Mam w uszach słuchawki. Głośna muzyka odcina mnie od rozmów współpasażerów. Po kilku minutach jednak coś się zmienia. Tłum dookoła mnie zelżał. Kilka chwil później jest jeszcze lepiej. Mam wrażenie, że choć nikt nie wysiadł, dookoła mnie stworzyła się w jakiś magiczny sposób bańka, która sprawia, że nikt nie może się zbliżyć. A każdy patrzy z zawiścią. Podnoszę wzrok. Faktycznie – wszystkie oczy skupione są na mnie. Patrzą z mieszaniną zainteresowania i przerażenia. Nagle autobus się zatrzymuje. Wysiadam. Deszcz zelżał, pędzę na spotkanie. A ludzie, których mijam, ewidentnie postanawiają mi to ułatwić. Wszyscy rozstępują się przede mną niczym morze przed Mojżeszem. Wtedy zacząłem się martwić. Najpierw myślałem, że mam coś na twarzy, więc przejrzałem się ukradkiem w wystawowej szybie. Nic. Potem, gdy na przejściu dla pieszych stojący obok mnie przechodnie uznali, że wolą iść na pasy obok, uznałem, że coś naprawdę jest nie tak. Wyjąłem z uszu słuchawki i wtedy to usłyszałem.

Za, a właściwie to na moich plecach toczyła się zażarta dyskusja. Tubalny męski głos po angielsku artykułował racje, podczas gdy drugi zadawał pytania. Okazało się, że jakieś pół godziny wcześniej w plecaku włączył mi się dyktafon, który odtwarzał moją rozmowę z pewnym amerykańskim pisarzem (Peterem Straubem, gdyby to kogoś interesowało). Co ciekawe, nikt nie zwrócił mi uwagi, nikt nie powiedział: „Przepraszam, ale pana plecak do nas mówi”. Prościej było uciec. Wyłączyłem dyktafon, rechocząc pod nosem. Było coś zabawnego w sytuacji, w której idąc na wywiad z aktorem wcielającym się w postać nieudacznika, któremu życie płata psikusy, przez całą drogę zachowywałem się jak Juliusz. Wbiegam do studia fotograficznego, w którym czeka na mnie Wojtek. Siedzi przy stole, przegląda numer PLAYBOYA i wita mnie okrzykiem:

MECWALDOWSKI O, cześć, wiesz, że miałem być tobą?

Przez moment, biorąc pod uwagę juliuszową podróż na wywiad, czuję się niepewnie. choć jeszcze nie na tyle, aby dzwonić do matki z pytaniem, czy jest coś, o czym nie wiem. Ale Wojtek kontynuuje:

MECWALDOWSKI No wiesz, jestem wielkim fanem PLAYBOYA, mam wszystkie numery i kiedyś Marcin Meller zapytał mnie, czy nie chciałbym być naczelnym PLAYBOYA.

PLAYBOY I co?

MECWALDOWSKI I odmówiłem.

PLAYBOY Bo?

MECWALDOWSKI Bo wiesz, przez chwilę myślałem: „Jezu, ale fajnie, dobra, ale będzie czad, latanie po świecie, praca nad czymś kultowym, te Kobiety”. Potem się skarciłem. Weź, Mecwaldowski, co ty odstawiasz. Jesteś aktorem, nie dziennikarzem. Nie dasz sobie rady, nie znasz się na tym i tylko się zbłaźnisz.

Miejsce w szeregu

PLAYBOY Znasz swoje miejsce w szeregu?

MECWALDOWSKI Wiem, czego chcę. I wiem, że chcę być dobry w tym, na czym się znam, a nie być facetem, który znalazł się tam tylko przez to, że jest znany albo kogoś zna.

PLAYBOY Słusznie, ale to dość niedzisiejsze podejście.

MECWALDOWSKI To znaczy?

PLAYBOY Że żyjemy w czasach, w których wszyscy są specjalistami od wszystkiego.

MECWALDOWSKI I na niczym się nie znają. Więc nie. Wolę stanowczo robić to, w czym się kształciłem i co wychodzi mi dobrze.

PLAYBOY Dobrze ci wyszedł Juliusz?

MECWALDOWSKI To nie mnie oceniać, czy dobrze, czy źle, ale kiedy na planie filmowym zbiera się grupa utalentowanych ludzi, reżyser i scenarzyści dokładnie wiedzą, czego chcą, a producent dba o wszystko do perfekcji – to nie może wyjść gówno. Jeżeli chodzi o film, to myślę, że tak, wyszedł. Bardzo dobrze wyszedł, wręcz zajebiście.

PLAYBOY I teraz zapala mi się czerwona lampka. Ty wiele razy podkreślałeś, że Patryk Vega jest utalentowanym reżyserem!

MECWALDOWSKI Bo jest! To jeden z najbardziej utalentowanych reżyserów, z jakimi pracowałem, a pracowaliśmy już z pięć razy, więc wiem, jak pracuje.

PLAYBOY A Last Minute to jedna z najlepszych polskich komedii?

MECWALDOWSKI Nie jest. Ale pamiętaj, że to nie jest film dla ciebie ani dla mnie. Zagrałem w masie filmów, niektóre były lepsze, inne gorsze, ale w zasadzie jeśli ktoś podchodzi do mnie na ulicy i dziękuje za film, to często właśnie za Last Minute. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile rodzin siada w niedzielę przed telewizorem, żeby się pośmiać, bo przeżyli wakacje dokładnie tak samo jak my. I na tym polega talent Patryka. On wie, do jakich widzów trafić ze swoimi filmami. Wiedział, kto będzie zachwycony Last Minute, podobnie jak teraz wie, kto chce oglądać jego gangsterskie filmy.

PLAYBOY Ale nie mylisz talentu z wyrachowaniem?

MECWALDOWSKI Patryk jest piekielnie uzdolnionym gościem. Ma wielką frajdę z tego, co robi i oddaje się temu cały. Poza tym on się cały czas uczy. Na własnych błędach także, jak każdy z nas. Pamiętam, że gdy zaczynaliśmy kręcić Last Minute, to miał to być film przypominający paradokument, kręcony z ręki, różnym sprzętem, a my, aktorzy, mieliśmy w większości improwizować. Potem Patryk zmienił zdanie, bo uświadomił sobie, że dotrze do szerszej grupy odbiorców, jeśli zrobi z tego komedię rodzinną. I miał rację. A potem ja idę sobie ulicą, a tu nagle zaczepia mnie jakiś pan i mówi: „No, proszę pana, ja to panu powiem, że kolejny raz z rodziną oglądaliśmy i świetnie pan zagrał”. Myślę – w czym zagrałem, o który film mu chodzi… A pan kontynuuje: „Przeżyliśmy takie same wakacje jak pan w Last Minute. Więc tak – niewielu jest w Polsce reżyserów, którzy mają takie wyczucie publiczności jak Patryk. A że kręci teraz filmy z cyklu gangsterskiego, gdzie krew się leje, klną, strzelają i samochody latają, to świadczy tylko o tym, że Polacy właśnie takiego kina potrzebują. A przynajmniej jedna, bardzo duża i aktywna grupa naszych rodaków.

PLAYBOY A Juliusza ktoś potrzebuje?

MECWALDOWSKI Inny rodzaj humoru niż Last Minute, ale myślę, że tak. Że jest miejsce na rynku na komedię, która jest skrojona na miarę, dla wszystkich i jest komedią ambitniejszą.

PLAYBOY Dla wymagającego widza?

MECWALDOWSKI Nie idźmy od razu w kino intelektualne, bo nie tędy droga. Juliusz to ten rodzaj żartu, w którym aktor zachowuje pokerową minę, a publiczność się śmieje. Bo mój bohater to typ, któremu cały czas coś się przytrafia, ale on nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet na planie reżyser i producenci starali się utrzymać atmosferę na tyle poważną, na ile to było możliwe, żeby nie wyszło, że robimy komedię slapstickową, a taką, której bliżej do Koterskiego i jego Adasia Miauczyńskiego. O, już wiem, jak zobrazować ten rodzaj humoru. Taka anegdota sprzed kilku dni. Idę ulicą z piękną kobietą. Mija nas inna, bardzo ładna, odzywam się do mojej towarzyszki, że piękna dziewczyna idzie, odwracam się za nią i w tym momencie przywalam nogą i przyrodzeniem w barierkę. Leżę i kwiczę, i wcale nie jest mi do śmiechu, ale po czasie dociera do mnie absurd całej sytuacji. Facet idzie z kobietą, komplementuje w jej obecności inną, czego robić może nie powinien, a chwilę później przywala przyrodzeniem w barierkę.

PLAYBOY Karma.

MECWALDOWSKI Też. Ale i ten rodzaj humoru, który bawi po jakimś czasie.

PLAYBOY Mnie Juliusz przywodził na myśl Przeboje i podboje – taką komedię o frustracie, który musi dorosnąć, choć w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy.

MECWALDOWSKI Jest coś angielskiego w tym filmie, zresztą Juliusz miał świetny scenariusz. Płakałem ze śmiechu, ale też serce mi pękało, gdy go czytałem. Te wszystkie pauzy, gra na poważnie, dystans, który bawi widza.

PLAYBOY I koncentrowanie się na postaciach.

MECWALDOWSKI Bo tu najpierw poznajemy bohaterów, a potem pojawiają się gagi, które wynikają poniekąd z tego, kim są bohaterowie.

PLAYBOY Dla przykładu uzależniony od seksu ojciec bohatera.

MECWALDOWSKI Czy ja wiem, czy on jest uzależniony (śmiech). On czerpie rozkosz z życia.

PLAYBOY Seks w kinie staje się coraz bardziej niebezpieczny.

MECWALDOWSKI Chodzi ci o uprawianie go na planie?

Cienka czerwona linia

PLAYBOY Nie! O żarty dookoła seksu. Że komplementy zaczynają być traktowane jako napaść werbalna o podłożu seksualnym.

MECWALDOWSKI Serio? Nauczono mnie jednego – jeśli widzę kobietę, która jest piękna i ma to coś, to podchodzę do niej i mówię, że jest piękna.

PLAYBOY Nie boisz się, że zaraz jakaś pani krzyknie: „Mecwaldowski mnie molestował”?

MECWALDOWSKI Jeśli po niewinnym komplemencie na temat urody jakaś kobieta oskarżyłaby mnie o molestowanie, to naprawdę znaczyłoby to, że coś jest nie tak.

PLAYBOY Z nią?

MECWALDOWSKI Ze światem. Jeśli pozwolimy sobie na to, żeby komplementy zaczęły być traktowane jako przejaw opresyjnych seksualnie zachowań, to z nami koniec.

PLAYBOY Facetami?

MECWALDOWSKI Nie tylko facetami. Bo jeśli każdy przejaw okazywania sympatii i każde zwrócenie uwagi na to, że ktoś pięknie wygląda, będziemy uznawali za atak, to dokąd będziemy zmierzać?

PLAYBOY W stronę, w którą zmierzamy, czyli rzeczywistości pełnej absurdów.

MECWALDOWSKI Ale że co, że teraz nie mogę objąć koleżanki i powiedzieć jej: „Masz bardzo zgrabne nogi”?

PLAYBOY Objęcie to naruszenie nietykalności cielesnej.

MECWALDOWSKI Zaczynamy wchodzić w jakąś paranoję.

PLAYBOY Wiem, ale to się dziś zdarza, i to często.

MECWALDOWSKI Jeśli jakaś kobieta uzna, że zwrócenie uwagi na jej zgrabne nogi będzie molestowaniem, to będzie znaczyć, że problemy ma raczej ona, nie ja. Ja nie próbuję jej zaciągnąć do łóżka, nie ma w tym podtekstów erotycznych ani chęci ugrania czegoś. To po prostu stwierdzenie, że ma ładne nogi.

PLAYBOY Wiele kobiet uznaje to za przedmiotowe traktowanie.

MECWALDOWSKI Gdybym powiedział: „Fajna jesteś, ale bym cię uhh uhhh tego tego…” – to owszem, to byłoby molestowanie i przedmiotowe traktowanie. Ale zwrócenie uwagi na urodę nim nie jest. Zauważam piękno w różnych kobietach i gdyby nagle teraz zaczęły uważać, że jest
to czymś innym, niż tylko zwróceniem uwagi na to, jak wyglądają, byłoby to z ich strony zwyczajnie głupie.

PLAYBOY Tym bardziej że chwilami naprawdę trudno zrozumieć intencje niektórych kobiet.

MECWALDOWSKI Uwielbiam te wszystkie teksty pod tytułem: „ubrałam się dla siebie, nie dla facetów na ulicy i jakim prawem te buraki się za mną oglądają”. Naprawdę tak trudno zrozumieć, że jeśli kobieta ubierze się tak, że trudno od niej oderwać wzrok, to siłą rzeczy będziemy się za nią oglądać?

PLAYBOY Reszta jest kwestią wychowania.

MECWALDOWSKI Dokładnie. Jeśli jesteś prostakiem, będziesz się za nią wydzierał, jeśli nie – po prostu będziesz patrzył, bo wygląda zjawiskowo. Ona zresztą wie, jak wygląda i wie, że się podoba. Widziałem kiedyś taki program, w którym najpierw piękna i pięknie ubrana pani chodziła ulicą, a ukryta kamera rejestrowała zachowania mężczyzn, a potem w studio eksperci mówili, jakie to wszystko było złe, bo niektórzy gwizdali, a inni się oglądali. Nie będę głosem wszystkich facetów, bo nie chcę, ale wydaje mi się, że chyba nawet gej, gdy zobaczy piękną kobietę, to zawiesi na niej wzrok. Nie ma w tym niczego dziwnego ani zaskakującego.

PLAYBOY Ale wszystko sprowadza się do słynnego: „nie” znaczy „tak”. To my, faceci, przez lata sprowadzaliśmy każdą naszą podłość wobec kobiet do stwierdzeń – ubrała się i sprowokowała, albo – sama tego chciała itd.

MECWALDOWSKI Faceci mają za uszami bardzo dużo. Wielu traktowało i dalej traktuje kobiety przedmiotowo, to straszne i nie popieram takiego zachowania, ale to nie powód do tego, aby normalny facet, który wie, jakich granic przekroczyć nie może, miał przestać zachwycać się kobiecym pięknem. I żebyśmy wspólnie – my i one – szli w hipokryzję i opowiadanie bajek. Zresztą przypomina mi się taka scenka na dyskotece. Mamy salę, na której mega głośno gra muzyka, wszyscy tańczą, bawią się. Przy barze stoją trzy koleżanki. Są odpicowane tak, że wyglądają wręcz jak lalki Barbi. Normalnie jajeczka Faberge. Podchodzi do nich facet. Pyta: „Może mogę panie zaprosić do stolika?”. Odpowiadają: „Nie, my tu przyszłyśmy pogadać”. Koleś robi wielkie oczy. „Na dyskotekę? W ten hałas? Pogadać?”. Dziewczyny milczą, po chwili odpowiadają: „Tak, pogadać, więc nie jesteśmy zainteresowane”. Facet się zwija. Idzie do didżeja. Ten ściszył muzykę, a koleś mówi do mikrofonu: „Chłopaki, jakby co, to te trzy piękne dziewczyny, które stoją przy barze, nie przyszły tu się bawić, one chcą tylko pogadać”.

PLAYBOY Ale to taki publiczny lincz, który też trudno zaakceptować.

MECWALDOWSKI To zachowanie na granicy chamstwa. Kobiety mają prawo robić, co chcą i gdzie chcą.

PLAYBOY Moim zdaniem już przekraczające tę granicę.

MECWALDOWSKI Ale z drugiej strony – udawanie, że nie robi się wrażenia na facetach, kiedy się je robi, jest absurdalne. Podobnie jak przychodzenie do miejsca, w którym rozmawiać się nie da, na rozmowę. Dziewczyny wyszły, bo poczuły się głupio.

PLAYBOY Głupiejemy jako ludzie?

MECWALDOWSKI Już od dawna.

PLAYBOY A w polskim kinie to się nie objawia?

MECWALDOWSKI Zmieniły się żarty. Nie są już tak frywolne, jak dekadę temu. I myślę tu zarówno o żartach opowiadanych na planie, jak i tych w scenariuszach. Paradoks polega na tym, że jeszcze dziesięć lat temu kobiety na planie filmowym albo same wymyślały sprośne żarty, albo się ich dopominały. Teraz już tego nie ma.

Absurdy nie przejdą

PLAYBOY Poprawność polityczna?

MECWALDOWSKI Daj spokój. Jak sobie myślę o tym, że pani Bożenka z mojego sklepu osiedlowego miałaby pewnego dnia na zwyczajowe „piękne pani wygląda” odpowiedzieć: „Pan mnie molestuje, panie Wojciechu”, to mam drgawki. Boję się, że niebawem dojdziemy jednak do tego etapu.

PLAYBOY To znaczy?

MECWALDOWSKI No wiesz – spojrzysz na dziewczynę w windzie. Kilka miesięcy później dostaniesz wezwanie do sądu na proces. Pani będzie zeznawała, że próbowałeś ją zgwałcić wzrokiem. I będzie tylko twoje słowo przeciwko jej. A za nią będzie stała cała rodzina, brat, mama, mąż i małe dziecko. I oni powiedzą, że to bardzo porządna kobieta, że nigdy na nikogo ręki nie podniosła i na bank tego sobie nie wymyśliła. I pójdziesz siedzieć. Za patrzenie.

PLAYBOY Idąc tym tropem, to zaraz będziemy mieli problemy przez tę rozmowę. Wiesz, wyjdę na takiego, co cię naciąga na wyznania.

MECWALDOWSKI Tak, żeby znienawidziły mnie kobiety i żebym wyszedł na seksistę, a ty na podstępną żmiję, która mnie do tego namówiła. Kocham kobiety, bez nich nas nie ma. Powinniśmy dawać im więcej swobody i bardziej szanować.

PLAYBOY To może ja się teraz sam pogrążę. Kilka dni temu byłem na spacerze z psem. Stoimy na światłach przy przejściu. Przed nami stoi piękna dziewczyna. Jest śliczne słońce, poranek. Patrzę na psa, znaczy sukę, i myślę sobie: „Ech, popatrz, jaką pani ma piękną pupę”. I w tym momencie jak skończyłem myśleć, usłyszałem własny głos.

MECWALDOWSKI Powiedziałeś to na głos?

PLAYBOY Tak. Niestety. Czasami zdarza mi się mówić to, co myślę.

MECWALDOWSKI Oj, nieładnie. Trochę za mocno. Pupa jest trochę graniczna. I co pani zrobiła?

PLAYBOY Obróciła się, uśmiechnęła i podziękowała. Myślałem, że się ze wstydu zapadnę pod ziemię.

MECWALDOWSKI Czasami się zdarza. Znaczy myśleć o czymś, nie mając świadomości, że się to mówi. Ale wracając do tematu. Jak rozumiem, pani nie widziała problemu?

PLAYBOY Nie. Mnie było głupio.

MECWALDOWSKI Znam wiele dziewczyn, które same uważają, że jak tak dalej będzie szło, to faceci zaczną się ich bać. Nawet Brigitte Bardot powiedziała, że #metoo zbliża się do polowania na czarownice. Za co została zlinczowana.

PLAYBOY Opowiem ci inną historię. W polskich mediach nie odbiła się szerokim echem, ale jest cudowna. Kilka dni temu producent Russ and Roger, nowego filmu Willa Farrella, zamknął produkcję. Film miał opowiadać prawdziwą historię przyjaźni reżysera Russa Meyera i bodaj najwybitniejszego amerykańskiego krytyka filmowego Rogera Eberta, i tego, jak obaj stworzyli film Beyond The Valley of The Dolls. I teraz powód, dla którego film zlikwidowano – otóż miał on pokazać, jak w roku 1969 wszyscy ze sobą sypiali, dziewczyny zdobywały role przez łóżko, a moralność była ostatnią rzeczą, o której myślano. Producent uznał, że przypominanie o tak złych wzorcach w czasach #metoo byłoby niemoralne, choć oczywiście nie może zaprzeczyć, że takie rzeczy się działy.

MECWALDOWSKI A to już jest jakiś kosmos. Absurd najczystszej wody. Znaczy jak – mamy wybielić historię? Zmienić jej bieg, a jeśli to się nie uda, to po prostu zamieść ją pod dywan?

PLAYBOY Tak.

MECWALDOWSKI To jest absolutnie nie fair. Czym innym jest napiętnowanie takich panów jak Harvey Weinstein, którzy uwierzyli we własną wielkość i zwyczajnie krzywdzili kobiety, a czym innym unikanie historii. Przecież lato miłości, cały ruch hippisowski, kontrkultura to nie tylko wolność seksualna, ale przede wszystkim wolność twórcza. Ten okres wywarł tak ogromny wpływ na kino, kulturę, że trudno sobie wyobrazić nas i dzisiejsze czasy bez tego okresu. Żeby była jasność – jestem w stu procentach po stronie kobiet. Zresztą każdemu należy się szacunek, a my o każdą kobietę powinniśmy dbać, nie krzywdzić, nie przekraczać granic, które nam stawiają, wielbić i szanować. Ale nie możemy iść w tę samą stronę, co producenci tego filmu. Nie możemy zmieniać świata i historii tylko po to, żebyśmy poczuli się dobrze.

PLAYBOY Nie masz wrażenia, że żyjemy w czasach, w których wszystko właśnie tak się miesza, a rzeczywistość jest naginana do potrzeb chwili?

MECWALDOWSKI Oczywiście, że tak. Wszyscy aktorzy są wkurwieni, że media mylą nas z celebrytami. Wiesz, że niby ja jestem celebrytą. A niby z której strony?

PLAYBOY Bo jesteś popularny?

MECWALDOWSKI No nie. Jestem popularny, bo zagrałem w kilku popularnych filmach. Celebryta jest znany przede wszystkim z tego, że jest znany. Cały czas sprzedaje siebie i swoje prywatne życie. Jestem aktorem. Gram w kinie, w serialach, w teledyskach, a nawet w reklamach. To nie jest tylko to, że Wojtek Mecwaldowski, który reklamuje produkt, to jest Mecwaldowski, który gra postać z reklamy. A mediom naprawdę trudno zrozumieć, że nie po to studiowałem aktorstwo, nie po to gram w filmach, żeby być celebrytą.

PLAYBOY Wielu celebrytów chce być aktorami.

MECWALDOWSKI Ale ja nie chcę być celebrytą. Kiedyś wybuchła jakaś afera na portalach plotkarskich, po tym, jak ponoć powiedziałem, że celebryci to ludzie pozbawieni talentów. Na pewno mają jakieś talenty, ale w większości zasłynęli w show-biznesie nie nimi, tylko sobą. Ciężko mi to pojąć, gdy widzę na przykład kogoś, kto się zoperował i przez to stał się celebrytą. Jego talent to to, że się zoperował? No absurd. Lekarz pewnie ma talent, że go tak pociął, ale nie on. To jest czasami absurd do potęgi. Bo jak ktoś pisze, to pisarz, jak gra, to piłkarz, a że w dzisiejszych czasach talent czasami schodzi na bok, przez to, co pokazuje świat wirtualny, to ludzie chcą być „podglądani” i dzięki temu osiągnąć sławę. I mają widzów, którzy zamiast obcować ze sztuką, żyć, wolą żyć życiem innych.

PLAYBOY Wiesz, talent do promowania samego siebie to też talent.

MECWALDOWSKI Tak, zgoda! Trzeba umieć robić z siebie tzw. pajaca, mając świadomość, że robisz z siebie pajaca. Ja nie umiem. Ja dostaję zawału, jak mam wejść na scenę i zapowiadać imprezę. Kiedyś, na festiwalu w Gdyni, musieli mnie niemal cucić, gdy miałem zapowiedzieć laureatów nagród. Ale wracając do meritum – ja nie chcę być celebrytą. Nie chcę wycierać gęby na ściankach tyko po to, żeby dostać buty czy żeby ktoś mi pożyczył samochód.

PLAYBOY Mało kto myśli w tych kategoriach.

MECWALDOWSKI A ja wolę zarobić pieniądze na tym, co potrafię i te pieprzone buty sobie kupić, niż sprzedawać za nie swoją gębę. Kiedyś zadzwoniła do mnie pani z telewizji. Mówi tak: „Dzień dobry, panie Wojtku, wiem, że pan się koleguje z Tomkiem Kotem, gotujecie coś, a ja mam taki pomysł, żebyście panowie poprowadzili program kulinarny”. Wiec zadzwoniłem do Tomka, mówię mu o propozycji, a on spokojnie i grzecznie prosi, abym powiedział, że nie, dziękuje. Więc mówię do pani: „Szanowna, gdyby pani zadzwoniła z propozycją, abyśmy zagrali kucharzy, absolutnie tak, ale my nie będziemy ubijać na wizji kotletów, bo zwyczajnie nie od tego jesteśmy”. Miała problem ze zrozumieniem tego. Magiczne, prawda.

PLAYBOY Dostawałeś jeszcze jakieś ciekawe propozycje?

MECWALDOWSKI Pewnie. Raz dzwoni pani i mówi: „Dzień dobry, dzwonię z programu śniadaniowego, chciałam zaprosić pana do programu o brodach”. „Słucham?” „No, ma pan brodę?” „Mam”. „To dobrze, bo mamy program o brodach”. Mówię, że przepraszam, ale jestem aktorem i mogę przyjść opowiadać o filmach, a pani na to: „Proszę mi nie przerywać! W studio będzie z nami Kuba Sienkiewicz, on nagrał piosenkę Włosy”. Zamurowało mnie. Co ma, kurwa, broda do Sienkiewicza i piosenki o włosach? I co ja mam z tym wspólnego? Totalne wariactwo. Teraz są pszczoły. Mój przyjaciel ma pasiekę, pomagam mu, opiekuję się nimi, ale nie mam kompetencji, żeby opowiadać o pszczołach. Mogę mówić o tym, jak uczę się ich „obsługi”, a obok powinien być mój przyjaciel.

PLAYBOY Zaprosili go?

MECWALDOWSKI Nie. Specjalista nikogo nie interesuje. Czasami musi być gęba, a że nie ma nic do powiedzenia, to nieważne.

PLAYBOY W sumie to niepotrzebnie pytam, mogłem się domyślić. Próbuję sobie przypomnieć, kiedy to się zaczęło.

MECWALDOWSKI Powierzchowne traktowanie widzów i tematów?

PLAYBOY Tak.

MECWALDOWSKI Myślę, że gdzieś w momencie, w którym rozszalał się internet, social media i branża zaczęła ścigać się na hasła, które mają przyciągnąć odbiorcę. Pamiętam, że widziałem kiedyś okładkę jakiegoś tabloidu, na której widniał tytuł: Cała Polska żyje ich ślubem. No nie, nie cała, ja nie żyłem. A potem ktoś płacze, że media nie szanują prywatności, a wcześniej sami tę prywatność sprzedali.

PLAYBOY Przypomniała mi się historia kolesia, który chciał pozwać Ubera o to, że doprowadził do jego rozwodu.

MECWALDOWSKI Nie znam.

PLAYBOY To było tak – facet miał kochankę, zamówił Ubera, ale się nie wylogował z aplikacji. Żona zobaczyła trasę, pan na pewno nie jechał do pracy, a do prywatnego domu, co więcej, spędził w nim dwie godziny i znów zamówił Ubera, tym razem bodaj do pracy. Więc pani złożyła w sądzie pozew o rozwód, a dowodem w sprawie były uberowe wycieczki. Facet więc jak przystało na dojrzałego mężczyznę, obraził się na Ubera, próbował ich pozwać za rozpad małżeństwa, ale jakoś dziwnym trafem nie widział problemu w sobie.

MECWALDOWSKI Boże, co za debil! A odpowiedzialność za siebie… Właściwie to mnie to nie dziwi. To pięknie podsumowuje współczesność. Wszystko jest winą kogoś innego, nawet jeśli to twój penis wskoczył w inną panią.

PLAYBOY Potrafimy sobie idealnie racjonalizować błędy, potknięcia.

MECWALDOWSKI I zrzucać winę na innych. Nie tak mnie wychowywano.

PLAYBOY Właśnie – ciebie wychowano na dresiarza, to prawda.

MECWALDOWSKI Wychowano mnie na człowieka, który ma żyć w zgodzie ze sobą nie krzywdząc innych, kochać bliskich i śmiać się, nie płakać. Jeżeli chodzi styl, to tak, w jakimś sensie dalej jestem dresiarzem.

PLAYBOY Zawsze myślałem, że dresiarz to taki pewny siebie typ, co to i przywali, i zbluzga. A ty mówiłeś o problemach z wystąpieniami publicznymi.

MECWALDOWSKI A jak kamera wpada na osiedle i wjeżdża pod ławki, to ilu dresów zostanie?

PLAYBOY Ci, którzy nie mają w kieszeniach czegoś, co ich obciąża kryminalnie?

MECWALDOWSKI Bez przesady. Większość ucieknie. Bo się wstydzą, bo nie lubią, bo się krępują.

PLAYBOY To co to znaczy być dresiarzem?

MECWALDOWSKI Znałem dresów, którzy byli totalnymi agresywnymi zjebami. Robili strasznie głupie rzeczy. Ktoś jeszcze walił takiego typa cegłówką, a on szedł dalej. I wtedy myślałeś – co to za cyborg? Ale większość dresiarzy, z którymi się wychowywałem, a mówimy tu o pokoleniu dorastającym na początku lat 90., to byli po prostu normalni chłopcy z osiedli, którzy trzymali się w paczce. Dlatego dres to dla mnie zawsze był bardzo określony styl życia. Białe jest białe, a czarne – czarne, albo pomagasz, albo nie. Nie wierzę w półśrodki. Pewnie, że życie może ci się skomplikować, ale ważne, żebyś wiedział, skąd pochodzisz i dokąd zmierzasz. A tego pionu w życiu nauczyło mnie moje dresiarskie towarzystwo.

PLAYBOY A co cię dziś najbardziej rozczarowuje?

MECWALDOWSKI W życiu?

PLAYBOY Tak.

MECWALDOWSKI To, że ludzie wybierają maszyny zamiast relacji. Siedzą w komórkach, na fejsie, Instagramie, a życie im przecieka przez palce. Ja od tego uciekam. Nie ma mnie na fejsie. Nie umiem tego obsługiwać. W internecie spędzam tyle czasu, ile muszę, parę godzin w miesiącu, jak chcę coś obejrzeć albo odebrać pocztę, a potem głównie rozmawiam na żywo ze znajomymi. Jestem analogowym gościem i bardzo mi z tym dobrze.

PLAYBOY A ponoć kariery bez Instagrama zrobić się nie da.

MECWALDOWSKI To popatrz na mnie. No, jednak da się. Ale to trwa osiemnaście lat pracy, pracy która polega na wykonywaniu zawodu, bardzo trudnego zawodu, w którym instrumentem pracy nie jest komputer, telefon czy jakiś przedmiot, tylko twoje ciało. To na nim grasz jak na instrumencie, włączasz poszczególne przyciski, pociągasz za struny, a czasami walisz tym ciałem jak w bęben. To cholernie ciężki zawód, który po prostu traktuję poważnie i cały czas się uczę, a chcę się uczyć jak najwięcej.

Wojciech Mecwaldowski

Rocznik 1980. Urodzony w Dusznikach-Zdroju. Jeden z najciekawszych i najbardziej charakterystycznych poskich aktorów, który powoli i konsekwentnie buduje swoją karierę w oparciu o świetne role. Gra w teatrze, filmie i telewizji. Znany m.in. z filmów: Dziewczyna z szafy, Last Minute, Jak się pozbyć cellulitu czy 11 minut. Chociaż kojarzony jest przede wszystkim z komediami, radzi sobie także z graniem poważniejszych ról. Niebawem do kin trafi The Coldest Game i Pan T.

Zdjęcia: Adam Tuchliński

Tekst ukazał się we wrześniowym numerze Playboya.

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska