Rose McGowan: #OnaTeż

Rose McGowan: #OnaTeż

Jedna z najważniejszych twarzy ruchu #MeToo to kobieta, której biografię czyta się jak opowieść o dziesięciu plagach egipskich. Rose McGowan wiele przeszła i bardzo dobrze, że zdołała odpłacić chociaż jednemu ze sprawców swoich nieszczęść – Harveyowi Weinsteinowi.

Piątego października 2017 roku w The New York Times ukazał się artykuł, który przeszedł do historii prasy, nie tylko amerykańskiej. Dwie dziennikarki, Megan Twohey i Jodi Kantor, opublikowały w nim szereg oskarżeń dotyczących Harveya Weinsteina – założyciela i współprezesa wytwórni Miramax i The Weinstein Company, a także uznanego producenta filmowego, który na swoim koncie miał takie hity jak choćby Pulp Fiction. Krótko mówiąc: facet był wielką hollywoodzką szychą. Weinstein miał przez lata bezkarnie dopuszczać się przemocy seksualnej wobec aktorek, które walczyły o wielką karierę – w końcu był człowiekiem, który dużo może. Jedną z kobiet, które postanowiły przerwać zmowę milczenia, okazała się Rose McGowan, jego ofiara.

Ten ruch sprowokował dziesiątki kobiet, które stopniowo zaczęły dołączać do chóru oskarżycielskich głosów. Wśród najbardziej znanych aktorek, które obciążyły Weinsteina, znalazły się m.in. takie gwiazdy, jak Cara Delevingne, Asia Argento, Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie czy Salma Hayek. Nie brakowało też mniej znanych – tych, którym potężny i mściwy Weinstein zniszczył karierę. Sprawę komentowały także sławy, które same przemocy ze strony producenta nie doświadczyły, ale solidaryzowały się z ofiarami. Afera Weinsteina trwała w najlepsze, gdy Rose McGowan odważyła się dolać oliwy do ognia. Tym razem postanowiła nazwać rzeczy po imieniu i przyznała bez ogródek, że Harvey Weinstein nie tyle ją molestował, co zgwałcił.

Szesnastego października ubiegłego roku, dokładnie jedenaście dni po opublikowaniu artykułu w The New York Times, aktorka Alyssa Milano zapoczątkowała na Twitterze akcję #MeToo, która właściwie z miejsca przeszła do historii. Miliony kobiet na całym świecie dołączyły do niej, dzieląc się w social mediach opowieściami o molestowaniu seksualnym, które przydarzyły się im samym albo przynajmniej używając hasztaga nieopatrzonego szczegółowymi wyjaśnieniami. Wskazywał on, że im też kiedyś przydarzyło się coś podobnego. Akcja doprowadziła do złamania karier jeszcze kilku znanych mężczyzn, którzy seksualnie znęcali się nad kobietami i (miejmy nadzieję) przyczyniła się do głębszych zmian obyczajowych, których wciąż jesteśmy świadkami. Wszystko to m.in. dzięki Rose McGowan – kobiecie nieprzeciętnej.

Dzieciństwo z piekła rodem

Życie Rose McGowan już od najwcześniejszego dzieciństwa delikatnie mówiąc nie było usłane różami. Obfitowało przy tym w zwroty akcji, którymi dałoby się obdzielić z dziesięć innych ciekawych biografii. Aktorka urodziła w 1973 roku we Florencji. Samo w sobie nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie fakt, że urodziła się jako członkini sekty Dzieci Boga, do której wcześniej wstąpili jej rodzice (artysta i pisarka poszukujący swojego miejsca w świecie po rewolucji hipisowskiej). Wczesne dzieciństwo spędzone w sekciarskiej komunie było doświadczeniem, które utkwiło w Rose na całe życie. Aktorka wspomina, że wszyscy żyli tam w skrajnym ubóstwie (urodziła się w stodole), a dzieci były albo ingorowane, albo wysyłane na żebry na ulice włoskich miast. W sekcie panowały skrajnie patriarchalne rządy. Kobiety miały mniej praw niż mężczyźni i wspólnie opiekowały się wszystkimi dziećmi. Były też podległe seksualnie nie tylko guru sekty, ale także innym mężczyznom. Na przykład ojciec Rose, jako członek tej społeczności, mógł któregoś dnia spokojnie stwierdzić, że opuszcza dotychczasową żonę i ze skutkiem natychmiastowym żeni się z inną kobietą. Na tym jednak nie koniec: w pewnym momencie w sekcie popularne stało się seksualne wykorzystywanie dzieci. Wprawdzie Rose się to nie przytrafiło – aktorka do dziś zastanawia się, czy to przez to, że jako dziecko nosiła chłopięce ubrania, czy raczej przez to, że odkąd pamięta, była pyskata i sprawiała kłopoty – ale to właśnie wtedy jej ojciec podjął decyzję o potajemnym opuszczeniu wspólnoty wraz z dziećmi i nową żoną. Matkę Rose wprawdzie zostawił, ale ta uciekła z sekty jakiś czas później.

Następne lata McGowan spędziła, tułając się po Stanach Zjednoczonych, do których oddzielnie wrócili jej rodzice. Nie dość, że mieszkała raz u ojca, raz u matki (a zdarzyło się także, że u jednej z ciotek), to jeszcze oboje często przeprowadzali się z jednego stanu do innego – na jakąkolwiek stałość dziewczynka nie miała co liczyć. Jej matka co jakiś czas zmieniała partnera, z niewiadomych przyczyn gustując w ludziach strasznych, którzy psychicznie lub fizycznie znęcali się nie tylko nad nią, ale także nad Rose i jej rodzeństwem. Z kolei naznaczony chorobą psychiczną ojciec stopniowo popadał w coraz większy obłęd. Rose już jako dziecko musiała zacząć zarabiać; w pewnym momencie jej ojciec stwierdził, że bardzo jeszcze młoda córka musi zacząć dokładać się do czynszu. Z kolei matka i jeden z jej partnerów pewnego razu postanowili wysłać Rose do kliniki odwykowej – zdarzyło się to, kiedy jeden ze szkolnych dilerów po raz pierwszy poczęstował dziewczynę LSD. Na nic zdały się tłumaczenia, że naprawdę był to jej pierwszy raz z podobną substancją i choćby dlatego nie może być od niej uzależniona. W przerwach między mieszkaniem u rodziców i krewnych oraz absurdalnym pobytem w klinice odwykowej Rose uciekała z domu i włóczyła się po Ameryce. Dziś nie może się nadziwić, że choć „na gigancie” wiele przeżyła i wiele widziała, to nic poważnego jej się nie stało – nikt jej nie zabił ani nie wykorzystał. W końcu jako piętnastolatka McGowan wystąpiła do sądu o prawne uniezależnienie się od rodziców. Udało się i jako „wolna”, choć wyjątkowo młoda osoba wyruszyła szukać szczęścia w Hollywood.

Sukcesy i tragedie

Zamiast szczęścia, Rose znalazła w Los Angeles chłopaka. Nazywał się William, był o kilka lat starszy od niej i nie zajmował się w życiu niczym konkretnym. Nie musiał – był synem jednego z wysoko postawionych ludzi w Hollywood i po prostu raz na jakiś czas dostawał od ojca wysoki czek albo drogi samochód. Młodziutka Rose szybko z nim zamieszkała i tak spędzili kilka lat. Jak wspomina w autobiograficznej książce Odważna, potrzebowała kogoś, kto zajmie się w gruncie rzeczy bezradną piętnastoletnią dziewczyną. Niestety, zamiast otrzymać opiekę, nabawiła się zaburzeń odżywiania. Po rozstaniu z Williamem związała się z Brettem Cantorem, współwłaścicielem słynnego hollywoodzkiego klubu Dragonfly, ale ich związek przerwała jego śmierć – zagadki morderstwa nie rozwiązano do dziś, choć niektórzy domniemują, że miała ona jakiś zwiążek ze sprawą O.J. Simpsona.

Filmowa kariera Rose zaczęła się na poważnie w 1995 roku, kiedy zagrała jedną z głównych ról w filmie Doom Generation – Stracone pokolenie cenionego już wtedy reżysera Gregga Arakiego. Był to brutalny, kipiący od seksu, ale także ironiczny obraz, opowiadający o nastolatkach szukających mocnych wrażeń, którzy podróżują po Stanach i zostawiają za sobą liczne trupy. Film Arakiego przyniósł McGowan nagrodę dla debiutantki na najważniejszym amerykańskim festiwalu kina niezależnego – Sundance – i sprawił, że dziewczyna stała się rozpoznawalna w środowisku. Było to tym większe wyróżnienie, że została ona „odkryta” przez Arakiego i zaproszona na zdjęcia praktycznie z ulicy.

Następnym etapem w jej dynamicznie rozwijającej się karierze była jedna z głównych ról w kultowym horrorze Wesa Cravena Krzyk (na marginesie – Craven pozostaje jednym z niewielu mężczyzn ze świata Hollywood, o którym po latach McGowan wyraża się pochlebnie). Rose wypadła bardzo dobrze, a film odniósł sukces, więc od tamtej pory zaczęła grać w co ciekawszych filmach niezależnych, pewnym krokiem zmierzając w stronę Hollywood.

Niestety po drodze stało się coś, co ją zahamowało. We wspomnianej książce Odważna McGowan opisuje gwałt, którego dopuścił się na niej Harvey Weinstein podczas festiwalu filmowego w Sundance – gwałt, który miał być jej „przepustką” do wielkiej hollywoodzkiej kariery. Jak to? Weinsteinowi, którego McGowan w swojej książce konsekwentnie nazywa Potworem lub Wieprzem, nie wystarczył jeden raz – zaproponował Rose częstsze spotkania, kusząc wizją sławy i wymieniając nazwiska znanych aktorek, które przed nią przystały na taki układ i „dobrze na tym wyszły”. Rose wprawdzie nie wniosła wtedy przeciwko Weinsteinowi żadnych oskarażeń ani nie podała tego, co jej zrobił, do publicznej wiadomości, ale również nie przystała na propozycję. Szef wytwórni Miramax postanowił więc ją „zniszczyć”, co zresztą w dużej mierze mu się udało. Rose McGowan pozostała w show-biznesie, ale z pewnością coraz trudniej było jej dostawać role na miarę swoich możliwości.

Skandalistka

McGowan nigdy nie czuła się dobrze w Hollywood. Jak sama twierdzi, większość ludzi w jej otoczeniu zaskakiwało to, że wyłamuje się ze stereotypu aspirującej aktorki z Fabryki Snów. Rose wyglądała jak hollywoodzka seksbomba (zwłaszcza w okresie, kiedy zmieniła kolor włosów na blond), ale zachowywała się zupełnie inaczej i zawsze była niepokorna. Ciągnęło ją do skandali. Przykład? To właśnie ona na galę MTV Video Music Awards założyła jedną z najbardziej szokujących sukni w historii czerwonych dywanów – tak przezroczystą, że było przez nią widać dosłownie wszystko. Aktorka, która – jak twierdzi – chciała w ten sposób pokazać, jak przedmiotowo traktuje się kobiety w show-biznesie, bardzo się zdziwiła, gdy w następnych latach jej kreacja znalazła naśladowczynie, które podobnych refleksji były raczej pozbawione.

Prasie bulwarowej dostarczały pożywki także związki McGowan. Najbardziej ten z Marilynem Mansonem – fakt, że w swoich wspomnieniach Rose przedstawia go jako człowieka, który prywatnie jest spokojny, ciepły i troskliwy, oczywiście nigdy nie miał żadnego znaczenia. Drugim najgorętszym związkiem Rose był ten z Robertem Rodriguezem. Z twórcą Desperado łączył bowiem McGowan nie tylko film (w 2007 roku zagrała główną rolę w głośnym Grindhouse: Planet Terror), ale również płomienny romans. Po latach aktorka przyznaje, że przez jakiś czas była w reżyserze szaleńczo zakochana, później jednak związek z apodyktycznym i do bólu zazdrosnym twórcą zmienił się w piekło.

Jednak największy skandal w swoim życiu Rose McGowan rozpętała dopiero niedawno – w ubiegłym roku demaskując przestępstwa Weinsteina i stając się jednym z wiodących głosów #MeToo, a na początku tego roku wydając szeroko komentowaną autobiografię Odważna. Opowiada w niej o swoim życiu i o tym, jak doszła do momentu, w którym postanowiła wyrwać się z (jak to nazywa) hollywoodzkiej sekty i zostać niezależną, odważną, w pełni świadomą swojej wartości kobietą. A drogę, którą przebyła, docenił cały świat. Dowody? Wcześniej za ukoronowanie swojej aktorskiej kariery Rose uważała okładkę Rolling Stone (na której w dodatku nie wystąpiła sama i została sportretowana tak, że sama siebie nie poznała). W 2017 roku została wymieniona na honorowym miejsu wśród „kobiet, które przełamują ciszę” i którym zbiorowo przyznano prestiżową nagrodę Człowieka Roku tygodnika „Time”. Chyba każdy przyzna, że to dokonania nieco innego kalibru, prawda? Coś nam się jednak wydaje, że sama McGowan powiedziałaby, że owszem, jest bardzo dumna, ale wcale nie z powodu nagrody.

1973

Rose McGowan przychodzi na świat we Włoszech jako członkini sekty Dzieci Boga.

1988

Jako piętnastolatka prawnie uniezależniła się od toksycznych rodziców.

1995

Pierwsza ważna rola, czyli występ w filmie Doom Generation – Stracone pokolenie.

1997–2001

Głośny związek z Marilynem Mansonem.

2017

Wraz z grupą innych kobiet rozpętuje aferę Weinsteina i kładzie podwaliny pod akcję #MeToo.

Tekst ukazał się w październikowym numerze miesięcznika Playboy.

Autor: Radosław Pulkowski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska