Być jak Adaś Miauczyński: wywiad z Michałem Koterskim

Być jak Adaś Miauczyński: wywiad z Michałem Koterskim

Dawno temu w innych czasach Misiek był Miśkiem – radosnym oszołomem z telewizji. A potem coś się stało. Nam opowiada o zmianach w życiu, Warszawie nocą, miłości do ojca, byciu ojcem. Przed wami Michał Koterski.

Już w pierwszej scenie „7 uczuć” sprawia, że widz zaczyna czuć się… Dziwnie… Oto statyczny kadr. Mężczyzna około czterdziestki. Włosy przyprószone siwizną. Zmęczona twarz. Głos pełen zrezygnowania i smutku. Mężczyzna mówi o rozbitej rodzinie. Głos z offu zadaje pytania. A my siedzimy i przecieramy oczy ze zdumienia. Zaraz, to jest Michał Koterski? Ten zmęczony życiem facet to szalony Misiek? Ano tak.

Przez lata Michał ciężko pracował na swój status celebryckiego wariata. Mówił śmiesznym głosikiem, udawał głupola, a wszędzie, gdzie się pojawiał, była zabawa. A potem nadszedł kres. Bo kres zawsze przychodzi, czy tego chcemy, czy nie. Misiek musiał się skończyć. W „7 uczuciach” na ekranie pojawia się już Michał. I bardzo dobrze, bo Misiek nie udźwignąłby ciężaru roli, jaką napisał dla niego ojciec.

Jest wiele filmów, o których mówi się, że są „współczesnymi arcydziełami”, „wydarzeniem” i „przełomem”, ale zazwyczaj arcydzielność owych filmowych zjawisk kończy się na haśle reklamowym. W przypadku „7 uczuć” jest inaczej. Nie wiem, czy mogę okrzyknąć ten film arcydziełem, ale to rzecz, która zmusza do myślenia i nie pozostawia obojętnym. Koterski wkłada kij w nasze udręczone nerwy, obnaża ludzką małostkowość i pustkę. Naszą niezdolność do wyrażania uczuć i do rozumienia nie świata, ale samych siebie.

Nie mógł Michał otrzymać lepszego prezentu na start nowego życia, niż film, w którym w ogromnej mierze rozlicza się z samym sobą, z niezdolnością do panowania nad emocjami, ale przede wszystkim z tym, co doprowadziło jego (i wielu z nas) do pewnego momentu w życiu, w którym podejmujemy najdziwniejsze decyzje.


PLAYBOY Przekaż, proszę, tacie ukłony – „7 uczuć” wbija w ziemię.

KOTERSKI Dziękuję, przekażę. Powiesz coś więcej?

PLAYBOY O filmie?

KOTERSKI Tak.

PLAYBOY Kiedy usłyszałem o pomyśle na „7 uczuć”, byłem sceptyczny. No dobra, wiem, że nie możemy mówić za wiele, ale jest w tym coś niezwykłego. Udało się wam prostym narracyjnym zabiegiem zaburzyć rzeczywistość. Co chwila łapałem się na tym, że najpierw miałem ochotę wyjść z kina, bo przecież to, co robicie, to jakaś żenada, no bo jak to tak może być, żeby Marcin Dorociński bił rekord w bekaniu, a potem karciłem się w myślach, bo uświadamiałem sobie, że przecież wracacie do dzieciństwa, że w tej scenie macie dwanaście lat, a gdy masz dwanaście lat, to konkurs bekania jest czymś absolutnie naturalnym.

KOTERSKI Tata bał się tego pomysłu. Wpadł na niego lata temu, ale jakoś nigdy nie mógł tego filmu nakręcić. Dopiero teraz zebrał się na odwagę, czy raczej wymyślił, jak zrealizować swój projekt sprzed lat w taki sposób, żeby wszystko było w nim takie, jak zamierzył, ale przy tym nie stała się krzywda dzieciom.

PLAYBOY Dzieciom?

KOTERSKI No bo właśnie dawno temu „7 uczuć” miało być filmem z dziećmi, ale problem polegał na tym, że ojciec bał się dawać prawdziwym dzieciom do zagrania te sceny. Mimo że to film, to jednak obawiał się, jak zareagują. A potem wpadł na szatański pomysł, żeby dzieci zamienić na dorosłych aktorów.

PLAYBOY To faktycznie iście szatański i wymagający odwagi pomysł. Ale też i kolejny film Koterskiego, w którym grzebie on w naszych traumach i neurozach. To talent twojego ojca.

KOTERSKI Kiedyś, po wielkim sukcesie Dnia świra, podchodziły do niego kobiety i mówiły: „Pan to tak napisał, jakby w mojej głowie siedział, jakby pan mnie napisał”. Kobiety utożsamiały się z rolą napisaną i zagraną przez mężczyznę. Dowcip polega na tym, że takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał. Przecież pisząc scenariusz, ojciec nie myślał w kategoriach – tworzę film kultowy. Nie wiedział też, że grzebiąc we własnych myślach, tak naprawdę grzebie w myślach Polaków.

PLAYBOY O filmach twojego ojca mówi się, że są ekshibicjonistyczne, oparte na własnych doświadczeniach, a przez to tak mocno trafiają do ludzi.

KOTERSKI To prawda, tyle że jak mówiłem ci wcześniej – ojciec pisząc scenariusze, nigdy nie zakłada, że stworzy coś, co przemówi do wrażliwości tak wielu ludzi. I sam bywa często zaskoczony reakcją odbiorców na swoje filmy. Myślę, że w ogóle z interpretacjami jego filmów jest jak z interpretacjami wierszy w szkole podstawowej. Nagle zjawia się ktoś, kto mówi: poeta napisał wiersz o tym i o tym. Problem polega na tym, że poeta nie zostawił instrukcji obsługi swoich myśli, a interpretacja wiersza najczęściej uzależniona jest od odbioru interpretującego. W szkole nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego dopuszczalna jest tylko jedna interpretacja, której uczy nauczyciel. A co siedziało w głowie Witkacego?

PLAYBOY Buntownik się w tobie odzywał?

KOTERSKI Niekoniecznie. Po prostu myślę, że takie szkolne interpretowanie, pod dyktando podręcznika, ogranicza kreatywność dziecka. Wrzuca jego wyobraźnię w koleiny, z których trudno potem będzie mu się wygrzebać. Poza tym w szkole nie uczy się dzieci tego, że twórca często tak naprawdę nie ma pojęcia, co tworzy, że spływa na niego coś – nazwijmy to natchnieniem od Boga, Stwórcy, siły wyższej – i tworzy. Że tworzenie często jest niezależne od tworzącego, a sens przychodzi później. Stąd istnieje mnogość interpretacji, a nie tylko ta jedna, słuszna, szkolna.

PLAYBOY O tym jest poniekąd „7 uczuć” – o kształtowaniu w dzieciństwie wrażliwości, która rzutuje na dorosłe życie.

KOTERSKI To twoja interpretacja, ale pewne też tak jest.

PLAYBOY A o czym według ciebie jest ten film?

KOTERSKI Za wcześnie, żebym mógł o tym mówić. Wiesz, ja jeszcze nie widziałem skończonej wersji. Będę ją oglądał na festiwalu w Gdyni. Wtedy będę zestresowany i przejęty. Będę myślał, że nikomu się nie podobał, a ludzie nie śmieją się z dowcipów, tylko ze mnie. I że jeszcze oberwie się mojemu ojcu za obsadzenie syna, bo niby koteria itd. Dopiero potem obejrzę ten film na spokojnie, w samotności. Wtedy możemy się znów spotkać i pogadać.

PLAYBOY Boisz się tego, jak ludzie zareagują na twojego Adasia Miauczyńskiego?

KOTERSKI Pewnie, że się boję.

PLAYBOY A jeśli cię uspokoję, że nie masz się czego bać?

KOTERSKI To znaczy?

PLAYBOY To znaczy, że jesteś największym zaskoczeniem tego filmu, bo zrzucasz w nim maskę Miśka idioty i w końcu grasz.

KOTERSKI Dziękuję. To było wyzwanie.

PLAYBOY Największe w życiu?

KOTERSKI Nie, ale trudne. Wymagające poświęcenia i masy nerwów. Były takie dni, że po zejściu z planu wracałem do domu, kładłem się do łóżka i nie mogłem się ruszyć. Cały byłem spięty.

PLAYBOY Stres?

KOTERSKI Nie. Po prostu ten film to jedna wielka gra na emocjach. Do tego stopnia, że mnie to wypalało. I wiesz, nie zawsze dotyczyło to scen niezwykle trudnych. Niektóre z nich były błahe, jak choćby ta z Karolakiem, w której wchodzę do pokoju i krzyczę: „I co ty grubasie pierdolony, gdzie te łapy…”. Powtarzałem ją dwadzieścia razy, bo trzeba było zagrać ją na każdego, czyli to na Chyrę, to na Figurę, to na Dorocińskiego. I po tych dwudziestu razach, jak przyjąłem na siebie ładunek tych wszystkich złych emocji, to wracałem do domu nie dość, że podkurwiony, to jeszcze niemal jak wrak. Wtedy na planie zapytałem jednego z wielkich aktorów występujących w „7 uczuciach”: „Słuchaj, jak ty sobie radzisz z tymi wszystkimi uczuciami?”. A on spojrzał na mnie tak, jakby nie wiedział, o czym mówię. Potem do mnie dotarło, że przecież każdy przeżywa emocje po swojemu i każdy ma swoje sposoby na odreagowanie.

PLAYBOY A twój sposób to?

KOTERSKI Przede wszystkim zmieniłem siebie. Przez niemal całe dorosłe życie zasłaniałem się substancjami psychoaktywnymi. Teraz uwolniłem się od alkoholu i narkotyków, i jest inaczej. Ja jestem inny. Kiedy tkwisz w nałogu przez lata, czymś naturalnym jest fakt, że nie masz pojęcia, czy raczej nie potrafisz sobie radzić z tym, o czym poniekąd mówi ten film – z siedmioma uczuciami. Na długo zanim ojciec zaproponował mi rolę, zacząłem pracę nas sobą. Nad tym, by uczyć się swoich uczuć. Akceptowania nie tylko radości, ale i wstydu, lęku. Musiałem sobie uświadomić, że to nie jest nic złego i zaprzyjaźnić się z tymi uczuciami. Myślę, że to właśnie praca nad sobą, nad własnymi uczuciami, sprawiła, że byłem gotowy do wystąpienia w takim filmie. Myślę, że gdybym był zablokowany na uczucia, gdybym je w sobie dusił, nie miałbym szans na dotknięcie tych emocji, które w filmie były kluczowe.

PLAYBOY Miauczyński to ikona polskiego kina.

KOTERSKI Całe swoje życie obcowałem z Adasiem Miauczyńskim.

PLAYBOY I jak to było?

KOTERSKI Ciekawie. Dla przykładu, wybór aktorów. Ojciec miał różne pomysły na to, kto miał grać Adasia. W „Nic śmiesznego” myślał o Wawrzeckim albo Tyńcu. W „Dniu świra” najpierw chciał, żeby zagrał go Boguś Linda. Nawet zaproponował mu rolę. Wtedy Linda podszedł do ojca i powiedział: „Marek, kurwa, żeby w tym filmie zagrać, to trzeba się będzie nieźle napierdolić, a mi się nie chce”.

PLAYBOY Linda się przestraszył?

KOTERSKI Takie miałem odczucie. Że bał się upuścić wtedy krwi, czego wymagała ta rola. Ja z kolei czułem, że to Marek Kondrat. I podpowiedziałem go ojcu. Zresztą Pazurę też mu zasugerowałem.

PLAYBOY Nieźle ze sobą współpracujecie.

KOTERSKI Od czasu „Nic śmiesznego” tata po prostu zawsze dawał mi do czytania scenariusze. A jak czytałem, to też wyobrażałem sobie, kto mógłby zagrać. Historia z Bogusiem Lindą ma zresztą zabawną pointę. Po tym, jak odmówił tacie, dzwonił do Marka Kondrata i pytał go: „To jak, srałeś już pod tym oknem czy dopiero będziesz srał?”. Kondrat zresztą prosił ojca, żeby wywalił tę scenę z filmu.

PLAYBOY Przecież ta scena przeszła do historii polskiego kina.

KOTERSKI A mało brakowało, a by jej nie było. Ale ojciec ściągnął gacie, poszedł pod to okno i pokazał mu, jak ma to zagrać.

PLAYBOY Mówisz bardzo ciepło o tacie. Nie tylko teraz, ale w każdym wywiadzie, jaki czytałem.

KOTERSKI Bo mam wspaniałego tatę, który jest dla mnie wzorem.

PLAYBOY Artystycznym?

KOTERSKI Życiowym. Nie jest tajemnicą, że mocno w życiu nawywijał, że robił rzeczy, których nie powinien, ale z tego wyszedł. Zrozumiał swoje błędy i postanowił je naprawić. Nie każdego na to stać, nie każdy potrafi to zrobić. Dlatego bardzo go szanuję. I chyba dlatego też, że jesteśmy ze sobą szczerzy, tak dobrze nam się razem pracuje.

PLAYBOY Musiał cię ośmielać do grania?

KOTERSKI „7 uczuć” to pierwszy film, w którym ojciec pozwolił sobie na eksperyment. Dał pełną dowolność aktorom. Po prostu – pozwolił nam grać, jak chcemy. Ale też miał niesamowitego nosa od obsady. Dla przykładu – gdy Gabrysia Muskała przeczytała scenariusz, to przyszła do ojca i powiedziała: „Panie Marku, to jest o mnie. Skąd pan wiedział, że tak było u mnie w domu?”.

PLAYBOY I znów wychodzi na to, że Koterski wie o nas coś więcej.

KOTERSKI Ale to nie jest intencyjne. To bardziej dar, talent ojca, niż wyrachowanie.

PLAYBOY To teraz powiedz szczerze – nigdy nie myślałeś o tym, jak ty byś zagrał Miauczyńskiego w tych wszystkich filmach?

KOTERSKI Oczywiście, że myślałem. Za każdym razem, gdy tylko czytałem scenariusz, wyobrażałem sobie, jak bym grał pewne sceny. Jaki byłby mój Miauczyński. Ale kiedy masz świadomość, że Adasia grał Kondrat, Chyra, Pazura i Wysocki, to jakoś pokorniejesz.

PLAYBOY Na „Nic śmiesznego” byłeś za młody.

KOTERSKI Ale na „Baby są jakieś inne” już nie (śmiech). Tyle że to nie był jeszcze mój czas.

PLAYBOY Sporo czekałeś. Zresztą wszyscy sporo czekaliśmy na nowego Koterskiego.

KOTERSKI Bo widzisz, tata nie pisze scenariusza w dwa miesiące, jak to teraz często się praktykuje. On spisuje go dwa, trzy lata. Czasami nawet pięć. Pierwsza wersja ma jakieś tysiąc stron, potem skraca do sześciuset, pięciuset i tak powoli powstaje kwintesencja pierwotnego tekstu.

PLAYBOY Towarzyszysz ojcu przez całą tę drogę?

KOTERSKI To jego tekst, więc się nie wtrącam, ale czytam go na różnych etapach. Pamiętam, że czytałem „Dzień świra” i płakałem ze śmiechu, a potem z rozpaczy – dlaczego to nie weszło do filmu?! Bardzo żałowałem, że wyleciała przezabawna scena z Murzynem w pociągu, ale film nie jest z gumy, trzeba ciąć.

PLAYBOY Wróćmy do czekania. Jako aktor pojawiałeś się w opowieściach o Miauczyńskim od „Ajlawju”. Zawsze grałeś Sylwusia, syna Adasia. Potem w „Baby są jakieś inne” pojawiłeś się w epizodzie. Na główną rolę czekałeś lata.

KOTERSKI Ojciec nie powierzy roli byle komu, bo jest odpowiedzialnym facetem. A już na pewno nie powierzyłby jej synowi, bo choć kocha go z całych sił, to jednak wie, że na pewnym etapie życia nie dałby sobie z nią rady. Ale tak się złożyło, że w moim życiu zaszły radykalne zmiany.

PLAYBOY I przyszedł do ciebie Adaś…

KOTERSKI Nie! Właśnie wtedy wyleczyłem się z grania Adasia. Zacząłem grać w teatrze, pracowałem nad sobą i swoimi uczuciami, a o Miauczyńskim w ogóle nie myślałem.

PLAYBOY Dlaczego ojciec twierdził, że nie dałbyś sobie rady?

KOTERSKI Bo nie zgadzał się z moim wyborem drogi kariery. Zawsze mi mówił: „Michał, jak chcesz naprawdę grać, to telewizja jest fatalnym kierunkiem”. Ale ja go nie słuchałem. Mówił też: „Aktor ma grać w teatrze, ma się rozwijać”. A ja myślałem swoje.

PLAYBOY Co myślałeś?

KOTERSKI No jak to co. Zachłysnąłem się sobą, blichtrem, sukcesami. Poza tym traktowano mnie z niezwykłą taryfą ulgową. W jakimkolwiek stanie bym przyszedł, wszystko mi wybaczano. Misiek nawalony? On tak ma, luz. Nie przyjdzie? Luz, przyjdzie jutro.

PLAYBOY I robiłeś swoje, byłeś Miśkiem oszołomem.

KOTERSKI Byłem. Król życia to ja. Przynajmniej tak mi się zdawało. Naprawdę przeżyłem okres w swoim życiu, kiedy wydawało mi się, że wyznacznikiem miejsca na Ziemi jest to, że na imprezie dostaję miejsce w pierwszym rzędzie, a Wojewódzki w drugim.

PLAYBOY Ale do teatru w końcu trafiłeś.

KOTERSKI Tak. Ale jak już byłem trzeźwy.

PLAYBOY Poszedłeś po rozum do głowy.

KOTERSKI Po prostu zacząłem szukać siebie na nowo. I wcale nie było oczywiste, że będę grał.

PLAYBOY Dlaczego?

KOTERSKI Wiele rzeczy się wydarzyło. Przede wszystkim naprawdę myślałem w pewnym momencie, że to już mój koniec. Wiesz, jak zacząłem trzeźwieć, to znalazłem się w takim momencie swojego życia, w którym zdawało mi się, że wszystko straciłem. Że już mnie nie ma. Że król życia przegrał i nigdzie nie znajdę pracy.

PLAYBOY Niska samoocena. Klasyka uzależnienia.

KOTERSKI Prawda. Tak jak ci mówiłem. Najpierw musiałem zacząć nad sobą pracować, zacząć rozumieć swoje emocje, a dopiero potem mogłem układać sobie życie na nowo. W każdym razie, gdy dostałem rolę Stanleya w „Mayday 2”, byłem przejęty i zestresowany. Kiedy przepracowałem sobie rolę, poprosiłem ojca, żeby mi pomógł. A on zasugerował, jak mógłbym tę postać rozbudować. Dałem mu tekst. Przeczytał sumiennie, jak ma to w zwyczaju, a potem zrobił sobie notatki w swoim zeszycie. Spotykamy się. Tata mówi: „Zanim powiem, co myślę, opowiedz mi o tym, co ty myślisz o tej postaci”. I opowiedziałem – co myślę, jak czuję tego bohatera i jak go chcę grać. Kiedy skończyłem, ojciec zamknął swój zeszyt, spojrzał na mnie i powiedział: „Wiesz co, to ty rób to po swojemu”. I to było cudowne. Potem dostałem rolę w „Historii żołnierza” na podstawie opowiadania Kurta Vonneguta w reżyserii Michała Znanieckiego. Byłem z siebie dumny, że udało mi się zagrać tak trudną postać, że podołałem. Na premierę zaprosiłem rodziców. A tuż po ojciec podszedł i powiedział: „Skończyłem pisać nowy scenariusz, chciałbym, żebyś zagrał Adasia”.

PLAYBOY I co?

KOTERSKI I nogi mi się ugięły. Wkurzony byłem. Ja tu się rozpływam w euforii, że coś mi wyszło, że jest dobrze, a on mi wyjeżdża z rolą, o której marzyłem całe życie i z którą zdążyłem się już pożegnać. Tak naprawdę po prostu się przestraszyłem. Moje największe marzenie stało się faktem.

PLAYBOY Zgodziłeś się od razu?

KOTERSKI Nie. Przez miesiąc się do niego nie odzywałem. Aż się przestraszył, że coś mi się stało i zadzwonił. Opowiedziałem mu o swoich lękach, omówiliśmy je i zrozumiałem, że jestem w odpowiednim momencie, żeby udzwignąć tę rolę i spełnić swoje największe zawodowe marzenie.

PLAYBOY Miał na ciebie pomysł czy sam sobie Adasia wymyśliłeś?

KOTERSKI Już ci wspominałem. Ojciec postanowił zrobić eksperyment. Dał nam wolną rękę. Kiedy się spotkaliśmy, scena po scenie przeczytałem mu scenariusz i powiedziałem, jak widzę mojego Adasia. Gdy skończyłem swój wywód, zapytałem: „I co myślisz, może być?”. A on odparł: „Nie wiem. To twoja rola. Graj jak czujesz”.

PLAYBOY I zagrałeś.

KOTERSKI Zagrałem. Najlepiej jak potrafię, mając świadomość, że otaczają mnie najlepsi aktorzy polskiego kina.

PLAYBOY Nie obeszło się bez problemów?

KOTERSKI Był jeden, dość zabawny. Kiedy kręciliśmy „7 uczuć”, moja ukochana – Marcela – była w ciąży. Przeczytałem jej scenariusz i scenę, w której całuję gołą babę po dupie. A ona wtedy: „Nie, nie zagrasz tego”. Była w ciąży, nie chciałem jej denerwować, ale też musiałem coś zrobić, bo sceny z filmu przecież nie wytniemy. Poszedłem do ojca, opowiedziałem mu wszystko, a on na to: „To niech ona zagra”. „Ale przecież w ciąży jest” – odparłem. A on na to: „A kto zauważy?”. I tym sposobem moja Marcela została opiekunką, a całowanie po dupie przebiegło jakoś naturalnie (śmiech). A tuż po zakończeniu zdjęć, 17 października 2017 roku, przyszedł na świat nasz Fryderyk. W rocznicę śmierci Chopina, więc jeśli istnieje reinkarnacja, to może mamy nowego Chopina (śmiech). Żartuję sobie, po prostu jest bardzo muzykalny.

PLAYBOY Trudno ci się żyje teraz na trzeźwo z łatką syna oszołoma?

KOTERSKI Na początku się wstydziłem, ale nie tego, że byłem oszołomem, tylko tego, że jestem trzeźwy.

PLAYBOY Ile nie pijesz?

KOTERSKI Cztery lata.

PLAYBOY Ja sześć – doskonale cię rozumiem.

KOTERSKI To jest niezły paradoks. Wstydzisz się, że jesteś trzeźwy, ale nie wstyd ci tego, co robiłeś po pijaku – no nie.

PLAYBOY No bo co sobie pomyślą wszyscy, jak nie pijesz. Mnie najbardziej wkurwiały teksty – kto nie pije, ten konfident.

KOTERSKI Ktoś mi kiedyś powiedział: „Człowieku, czego ty się wstydzisz? Powinieneś być dumny, że ci się udało, że w końcu nie pijesz, nie ćpasz. Nie wstyd ci było, jak się gubiłeś na tydzień po pijaku?”. No jak mi miało być wstyd, jak o tym nie myślałem. A wracając do pytania, jest takie powiedzenie: opinię budujesz całe życie, a spierdolić ją możesz w jeden moment. Ja konsekwentnie przez większość życia pracowałem na łatkę nieobliczalnego oszołoma, więc tak naprawdę zszargałem swoją opinię, zanim ona zdążyła być dobra (śmiech).

PLAYBOY No fakt, byłeś specjalistą od rozpieprzania wszystkiego.

KOTERSKI A wiesz, że ostatnio powiedziała mi to moja znajoma. Dokładnie użyła tych słów. Byłeś specjalistą od rozwalania wszystkiego. Aż w końcu wszystko zwaliło mi się na łeb.

PLAYBOY Miałeś moment krytyczny?

KOTERSKI Oczywiście, że miałem. Pamiętam, że żaliłem się ojcu: „Kurde, wszystko straciłem w życiu, nic nie mam”. A on na to: „Michał, nie przejmuj się, zobaczysz, to będzie najlepsza rzecz, jaka ci się przytrafiła, całe życie będziesz z tego czerpał”. Jak ja go wtedy nienawidziłem. Co on mi będzie pierdolił, jak on ma wszystko, a ja wszystko straciłem. Wściekły byłem. I że niby co, że mam czerpać z upadku? Co za bzdura. A ja tu cierpię. Nikt nie chce nawet splunąć w moją stronę.

PLAYBOY A dziś co myślisz?

KOTERSKI Myślę, że gdyby nie to, że upadłem, dzisiaj nie miałbym szansy na normalny związek, nie poznałbym kobiety, którą kocham, nie zmieniłbym życia, nie nauczył się grać. Dziś myślę, że to było niezbędne. Kiedyś mi się wydawało, że wszystko mi się należy, dziś wiem, że na wszystko muszę zapracować.

PLAYBOY Nie tęsknisz?

KOTERSKI Za piciem i ćpaniem?

PLAYBOY Tak.

KOTERSKI Nie. Widzisz, ja bardzo szybko podbiłem to miasto. Kiedy tylko stałem się postacią medialną, pootwierałem wszystkie możliwe drzwi i przekroczyłem wszystkie możliwe granice. Warszawę nocą znałem na wylot i w pewnym momencie po prostu przestałem jej potrzebować. W pewnym momencie po prostu stałem się człowiekiem samotnym. Co w finale okazało się błogosławieństwem. Gdy po dwudziestu latach w toksycznym, ale jednak związku z substancjami psychoaktywnymi postanowiłem odejść, było mi łatwiej.

PLAYBOY Bo?

KOTERSKI Bo nie tęskniłem, a sam wiesz, że tęsknota potrafi sprawiać problemy. Jeśli nie przetniesz pępowiny, jeśli będzie ci brakowało dawnego życia, o wiele trudniej będzie ci uczyć się nowego. A ja chciałem się uczyć nowego. Chciałem miłości, ale po pijaku wydawało mi się, że prawdziwa miłość rozwiąże wszystkie problemy. Na trzeźwo uświadomiłem sobie, że prawdziwa miłość to dopiero początek, że niczego nie rozwiąże, a trzeba będzie nad nią pracować.

PLAYBOY Ale miłość znalazłeś.

KOTERSKI Tak. I z tym też wiąże się fajna historia. Marcelę na moje noworoczne przedstawienie przyprowadziła producentka. Mam taki problem na scenie, że nie mogę patrzeć na publiczność. Może siedzieć kilka tysięcy ludzi i zupełnie mi nie przeszkadzają, ale pod warunkiem, że na nich nie patrzę. Jak tylko spojrzę, kaplica. Więc gram, nie patrzę na publiczność i myślę – czy ona jest, czy wyszła? Nie spojrzę, bo będę skończony, ale coraz bardziej się niecierpliwię. W końcu w finale jest taka scena, w której siadam na tapczanie. Siadam, podnoszę wzrok na publiczność. I widzę. Jest. Po wszystkim mam wznieść noworoczny toast. Wznoszę. Marcela pyta: „Nie pijesz?”. Mówię, że nie. Widzę, że ona też nie ma kieliszka, więc pytam: „A ty?”. „Ja też nie” – odpowiada. Więc z automatu pytam: „Od ilu?”. „Ilu czego?” – pyta Marcela. I wtedy mnie olśniło. Myślę jak alkoholik, bo od razu zakładam, że jak ktoś nie pije, to od jakiegoś czasu, a tu się okazało, że ona po prostu nie pije, bo nie lubi.

PLAYBOY Oglądałeś od momentu wytrzeźwienia „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”?

KOTERSKI Nie. I nie chcę do tego filmu wracać. On rozgrzebuje rany, których nie chcę rozgrzebywać. Ale nie zmienia to faktu, że bardzo lubię ten film. Po prostu nie chcę go oglądać.

PLAYBOY To podobnie jak ja.

KOTERSKI Ja mam powody osobiste, a ty?

PLAYBOY Wydaje mi się, że z wielu prób pokazania uzależnienia w polskim kinie, tylko twojemu ojcu udało się pokazać nie mechanizm, a właśnie uczucia. Emocje związane z uzależnieniem. Paradoks polega na tym, że nie mam problemu z oglądaniem „Pod Mocnym Aniołem” Smarzowskiego.

KOTERSKI A to prawda, ten film mnie zmęczył, a nie przeraził czy dotknął.

PLAYBOY Jeden z nielicznych przypadków, kiedy naprawdę modliłem się o to, żeby ten Więckiewicz już się zrzygał i poszedł spać, bo sam zaraz usnę.

KOTERSKI Akurat Więckiewicz jest tam świetny technicznie, ale poza tym niestety ten film nie rusza. Może wynika to z faktu, że nie ma w nim bohatera? Że to wszystko to ciąg epizodów tak przerysowanych, że aż nieprawdopodobnych.

PLAYBOY „Technicznie” to dobre określenie – Smarzowski skoncentrował się tu na mechanice picia, a nie problemie.

KOTERSKI Ojciec we „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” naciska we mnie przyciski, których nie chcę, żeby naciskał…

PLAYBOY „7 uczuć” też naciska przyciski.

KOTERSKI Ojciec zawsze chciał być jak najbliżej człowieka. Kiedyś powiedział o „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, że jeśli pomoże choć jednej osobie, to warto było nakręcić ten film. Wiem, że pomógł. Jakie przyciski w tobie nacisnęło „7 uczuć”?

PLAYBOY Że tak naprawdę nigdy nie przestajemy być dziećmi. Że zmieniamy tylko atrybuty, ale mechanizm zachowań pozostaje ten sam. Jest taka scena, w której sprawdzacie z Dorocińskim, który ma większego…

KOTERSKI Prawda! To się nie zmienia. Jak wyjdziesz nocą na miasto, to spotkasz tych wszystkich samców, którzy myślą, że więcej im wolno, bo są dorośli, ale tak naprawdę robią to samo, co robili, gdy byli dziećmi. Tyle że teraz nie pokazują sobie penisów pod ławką, a popisują się przed koleżankami, pracodawcami itp. Zresztą w pewnym momencie podczas zdjęć doszliśmy właśnie z Marcinem do wniosku, że my się nigdy nie zmieniamy. Że niby możemy więcej, bo jesteśmy „dorośli”, ale tak naprawdę zachowujemy się jak dzieci.

PLAYBOY Dla mnie dziecinadą na przykład było to, co odstawiły dookoła ciebie tabloidy i plotkarskie magazyny.

KOTERSKI Kiedy?

PLAYBOY Jak pisały, że odkryłeś Chrystusa i publikowały twoje zdjęcia zrobione w kościele.

KOTERSKI Lubię sobie pójść do kościoła, kiedy nie ma nikogo. Mam taki jeden. Kiedyś w euforii wrzuciłem zdjęcie do mediów społecznościowych i się zaczęło. Wojewódzki pisze, że popadam ze skrajności w skrajność. Że od narkomana do chrześcijanina. Poszło to w portale plotkarskie, ale co mam z tym zrobić?

PLAYBOY Nic?

KOTERSKI Nic. No bo co, mam ich przekonywać, że mi to pomaga? Że lepiej mi się trzeźwieje? Że lepiej żyje? Przecież to ich nie obchodzi. Więc wychodzę z założenia, że jeśli nie mam wpływu na to, co o mnie piszą, to się tym nie przejmuję. Nie przyjmuję postawy moich kolegów, którzy się oburzają o to, jak ich opisano. Nie i już. Za długo przebywam w tym tzw. show-biznesie, żeby się łudzić, że zmienię sposób myślenia tabloidów. To walka z wiatrakami. Poza tym walka to tak naprawdę podsycanie tematu. Bo ludzie nie analizują tego, co czytają, a reagują na zasadzie – o kurwa, czyli jak się tłumaczy, to jest winny. Kiedyś poszedłem przerażony do Niny Terentiew i powiedziałem jej: „No patrz, tu napisali, żebym zdechł, bo jestem narkoman, a wcześniej po autograf przychodzili. To jak to tak, dlaczego mnie tak traktują?”. Nina popatrzyła na mnie i powiedziała: „Misiu, jest na to tylko jedno lekarstwo”. „Jakie?” – zapytałem. „Proste, nie czytaj tego” – odparła. I od tamtej pory trzymam się tej rady. Od kiedy zatem nie czytam tabloidów, świat plotek mnie nie boli, bo nie istnieje.

Michał Koterski

Rocznik 1979. Urodzony w Krakowie. Aktor, prezenter radiowy i telewizyjny, a także satyryk. Syn znanego reżysera Marka Koterskiego, u którego grał słynne epizodyczne role Sylwka, syna Adasia Miauczyńskiego (Ajlawju, Dzień Świra i Wszyscy jesteśmy Chrystusami). Grywa również
u innych reżyserów (Porady na zdrady, Kac Wawa) i w serialach (Pierwsza miłość, Świat według Kiepskich). Mimo że kojarzony jest z irytującym, manierycznym głosem i głupkowatym zachowaniem, rolą w filmie 7 uczuć pokazuje zupełnie inne oblicze – dojrzałego faceta po przejściach.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska