"Polska mnie potrzebuje" - mówi Adam Nergal Darski

"Polska mnie potrzebuje" - mówi Adam Nergal Darski

Czy czołowy Antychryst polskiej sceny muzycznej stanie się biczem bożym ratującym dusze Polaków? O tym, o nowej płycie Behemotha i snackach dla psów w kształcie krzyża rozmawiamy z Adamem Nergalem Darskim.

Pierwszy raz spotkaliśmy się w 2007 roku. Adam Darski był wtedy nieznanym szerokiej publiczności muzykiem, którego zespół, Behemoth, jako pierwszy polski band wylądował na liście najlepiej sprzedających się płyt prestiżowego magazynu Billboard. Pracowałem wtedy w Newsweeku i pamiętam, że dobre kilka dni zajęło mi przekonanie naczelnych, że z Nergalem warto zrobić duży materiał, bo niebawem stanie się polskim towarem eksportowym. Nasz wywiad był prawdopodobnie jednym z pierwszych tekstów, jakie ukazały się na temat Nergala w polskiej prasie głównonurtowej. Potem worek się wysypał. A ja miałem nosa. Nergal i jego Behemoth okazali się nie tylko naszym towarem eksportowym (ku przerażeniu lękających się diabła Polaków), ale i jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd w kraju. Ale wtedy, gdy widzieliśmy się pierwszy raz – a było to w mieszkaniu Negrala w Trójmieście – nie wyglądał na gwiazdę. Schludne, by nie powiedzieć sterylne mieszkanie, w tle podczas rozmowy leciała płyta Dead Can Dance, a Adam mówił cichym, stonowanym głosem. Ot, miły, trochę wycofany chłopak, który wie, czego chce i ma plan na życie. Jedenaście lat później spotykamy się już nie w domu Negrala, a siedzibie wytwórni wydającej płyty Behemotha. Najnowsza – I Loved You At Your Darkest – trafi na rynek, gdy już będziecie trzymać w rękach ten numer PLAYBOYA.

A Nergal? Spokojny i mówiący cichym głosem chłopak odszedł w zapomnienie. Co nie dziwi. W ciągu jedenastu lat, które minęły od naszego pierwszego spotkania, Negral stał się celebrytą, czołowym skandalistą, zaś Behemoth z lokalnej ciekawostki wyrósł na najbardziej znany polski zespół na świecie. Żeby nie było zbyt różowo – życie nie zawsze go rozpieszczało. Zachorował na białaczkę, ale na szczęście pokonał raka. Kiedy zaczynamy rozmowę, przede mną siedzi więc pewny siebie facet po przejściach, który mimo wszystkich swoich sukcesów (i porażek) nie stracił tego, co najważniejsze – energii. I tego łobuzerskiego błysku w oku, który pojawia się, gdy tylko pada słowo skandal.

PLAYBOY Nie znudziło ci się?

Nergal: Co?

PLAYBOY Wymyślanie kolejnych skandali.

Nergal: Nie może mi się znudzić coś, co jest immanentną częścią mojej natury i wpisuje się w to, co robię (śmiech).

PLAYBOY W muzykę?

Nergal: W życie.

PLAYBOY Ale to przecież musi być męczące.

Nergal: Skandal jest podatkiem VAT, który płacę za bycie wolnym artystą i sobą w tym kraju.

PLAYBOY Jesteś wyrachowany?

Nergal: Nie. Nie mam strategii, nie siadamy z chłopkami z zespołu i nie myślimy nad tym, jak zaplanować kampanię promocyjną tak, aby było o nas głośno. Co często jest mi zarzucane.

PLAYBOY No właśnie – to częsty zarzut.

Nergal: Lepszy jest ten, że skandalami maskuję swoje braki techniczne i to, że Behemoth nie potrafi już nagrać dobrej płyty.

PLAYBOY A potrafi?

Nergal: Wydaje mi się, że cholernie potrafi. Widzisz, z tymi skandalami to jest tak, że najczęściej wpada mi do głowy pomysł – zapalam się do niego i brnę w swoją wizję, bo w nią wierzę. I musisz mi uwierzyć na słowo, że realizując ją, nie myślę o tym, że ktoś poczuje się urażony. Dopiero kiedy wypuszczamy produkt na rynek, znajduje się jeden czy drugi polityk czy partyjny działacz, który bije w dzwon, że obrażam jego wątpliwe uczucia religijne.

PLAYBOY Wątpliwe?

Nergal: No błagam cię – popatrz na to, co ci ludzie robią. Mają Boga w sercu, ale tylko takiego, który pasuje do ich wizji świata.

PLAYBOY Jakiej?

Nergal: Pełnej nienawiści, ksenofobii i uprzedzeń. Ja w przeciwieństwie do nich nikogo intencjonalnie nie obrażam i nie krzywdzę.

PLAYBOY Penis z Jezusem na dzień kobiet wywołał skandal.

Nergal: Na swoich social mediach zamieściłem opis: „Treści prezentowane na profilu mogą obrazić Twoje uczucia religijne i inne. Jeśli nie chcesz, aby tak się stało, przestań mnie obserować”. Po polsku, tylko dla Polaków. Ludzie biorą u nas wszystko dosłownie, zasłaniają się sloganami, które na świecie nie istnieją. Piszę na Instagramie o uczuciach religijnych po polsku, bo Amerykanie nie mają z tym problemu, bo… nie wiedzą, co to uczucia religijne. Bluźnierstwo? To archaiczny wymysł, który już dawno się zdezaktualizował w każdym cywilizowanym kraju. Nikt tam nie używa tego abstrakcyjnego pojęcia i panuje względny spokój. A że u nas uczucia religijne są wytrychem do rzucania oskarżeń, ostrzegam, mówiąc wprost – idź sobie stąd, bo może pojawić się tu coś, co cię urazi.

PLAYBOY Nie słuchają.

Nergal: Bo szukają draki. Wchodzą tam, gdzie nie powinni, a potem płaczą, że ktoś im zrobił krzywdę.

PLAYBOY Ale nie mów mi, że Amerykanie nie boją się kontrowersji religijnych – zdjęto mi jedną okładkę, bo według nich dziewczyna, która była przebrana za zakonnicę, wyglądała na niej jak Matka Boska. Dostałem nawet e-maila, że proponowana przeze mnie okładka jest tak mocna, że mogłaby zmienić układ sił na międzynarodowym rynku prasowym.

Nergal: Ja mam inne doświadczenia. Na koncerty Behemotha w Stanach czasami przychodzą religijne pikiety, ale nikomu nie wadzą, nie próbują odwoływać koncertów i nie robią zadym o obrazę uczuć religijnych. Oni przychodzą przed halę, aby powiedzieć w kulturalny sposób, że im się to, co robi Nergal, nie podoba. I to jest OK. Rozumiem ich, nasi fani ich rozumieją, często zresztą robią sobie z nimi selfie. Pluralizm polega na tym, że dajemy prawo wypowiedzieć się każdej ze stron. A nie na tym, że jakaś kurwa uzna mnie za swój polityczny target – dodajmy, że bardzo łatwy cel, bo jestem osobą publiczną, która jest na świeczniku – i zrobi wszystko, żeby zbić na moich plecach kapitał.

PLAYBOY Ale przyznaj sam, Adam, że się podkładasz.

Nergal: Ja?

PLAYBOY Przecież wiesz, że oni czekają na okładkę Behemotha z motywem religijnym. Czekają na to, aż znów wrzucisz Jezusa z penisem itp.
Nergal: Wiesz, co to attention whores?

PLAYBOY Tak – osoby, które chorobliwie zabiegają o uwagę, tzw. kurwy, które dla rozgłosu zrobią wszystko.
Nergal: Dokładnie. I tu mamy do czynienia z takimi osobnikami. To nie politycy, nie mężowie stanu, a zwykli oportuniści, którzy robią polityczną karierę na plecach innych. W tym wypadku i na moich.

PLAYBOY Brzmisz jak poszkodowany.

Nergal: Nie chcę dramatyzować. Nie o to chodzi. Chodzi o zasady. Oni, jak już ci mówiłem, celowo wchodzą tam, gdzie nie powinni, a potem płaczą nad tym, jak bardzo są urażeni. Jeden z drugim idzie do prokuratury, a że większość stołków obsadzili kacykowie partyjni, to sprawy nie można umorzyć, więc się toczy. Do mnie przychodzi zażenowany policjant, który przepraszającym tonem mówi: „Panie Adamie, jest nam przykro, ale znów musimy pana przesłuchać”. Młody, niedoświadczony prokurator, głodny szybkiej kariery, brnie więc w sprawę i mimo że jest to w gruncie rzeczy kompletnie absurdalne.

PLAYBOY Irytuje cię to?

Nergal: Już nie. Po prostu traktuję to jako część mojej działalności. A władza? No cóż – minie, jak te chmury, które nad nami wiszą. Dziś jest PIS, potem ich nie będzie. Czego oczywiście życzę temu krajowi.

PLAYBOY Próbowałem policzyć twoje sprawy w prokuraturze. 2008, 2010, 2012, 2018. Ostatnio uparł się na ciebie pan, którego nazwisko wyleciało mi z głowy.

Nergal: Bo tak to działa. To banda zwykłych pieniaczy, których nazwisk nikt nawet nie zapamięta.

PLAYBOY Tarczyński!

Nergal: Oto on. Kolejny Dyzma. Ale nie przejmujmy się tymi kuriozami. Trzeba iść przed siebie i robić swoje. Na pohybel!

PLAYBOY A nie masz wrażenia, że nie chodzi tylko o obrazę uczuć religijnych i twoje zabawy z Bogiem, a fakt, że zawsze podkreślasz w przekazie do młodych słuchaczy, że trzeba myśleć i być samodzielnym. Myślenie nie jest czymś, co lubią twoi adwersarze.

Nergal: Być może. Zawsze mówię do młodych ludzi – wstańcie z kolan. Oglądanie świata z pozycji kolan jest niewygodne, niehigieniczne i mało ekscytujące. Więcej osiągnięcie, myśląc samodzielnie. Nigdy nie mówię, jak mają to robić. Nikt za nich nie ukształtuje światopoglądu, no chyba że poddadzą się systemowi. Religii albo partii.

PLAYBOY Czyli nie tworzysz satanistycznych bojówek?

Nergal: Które miałyby bić katolików? Nie. Absolutnie nie. To, co zawsze gwarantowało ewolucję człowieka, to ciekawość niewiadomej. Ludzkość rozwijała się nie dzięki temu, że osiadała na laurach, znając wszystkie odpowiedzi, a dzięki szukaniu. Oczywiście człowiek z natury jest leniwy i często wystarcza mu to, co za pewnik podają mu inni – czyli religia choćby, ale to nie jest klucz do rozwoju. To gwarant stagnacji, czyli śmierci. Religia – i nie mówię tu tylko o katolicyzmie – wychodzi z założenia, że ma monopol na jedynie słuszną prawdę i dysponuje zestawem gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania, a odpowiedzialność za nasze potknięcia zrzuca na boga gdzieś w niebiosach, którego w imię tejże religii wymyślił człowiek. Możemy ruchać na boku, kraść, krzywdzić bliźnich do woli, bo przecież na końcu ktoś nas rozgrzeszy, prawda? Dlatego mówię do ludzi – weźcie odpowiedzialność za siebie. Nie zrzucajcie jej na jakiś abstrakcyjny byt. Bądźcie po prostu przyzwoici. I zadawajcie pytania. Jak najwięcej pytań. To, co sprawia, że chcemy wstać z łóżka i przeżyć kolejny dzień, to niewiadoma, nieznane. Nie wiesz, co jest za drzwiami, więc chcesz je otworzyć. Nie wiesz, jak wygląda życie w innym kraju, więc pragniesz przekroczyć granicę. Życie to ciągły ruch, a stagnacja to śmierć. Bałwochwalstwo, pozycja służebna wobec zwłaszcza monoteistycznych religii, zatrzymuje rozwój. Jest jak linia ciągła na szpitalnym EKG. To zgon. I żeby nie było, że czepiam się tylko katolicyzmu – KAŻDA z trzech największych monoteistycznych religii opiera się na budowaniu u wiernych strachu przed diabłem, sądem ostatecznym i tak dalej. Musicie funkcjonować w zamkniętym kręgu strachu przed bogiem, bo jak nie to śmierć.

PLAYBOY Ale wiesz o tym, że przeciętny człowiek nie chce szukać. On chce odpowiedzi, bo bez nich się gubi. Musi mieć jakiś pewnik w życiu.

Nergal: Ale ja o tym wiem. Nie liczę na to, że porwę tłumy, to byłoby myślenie utopijne. Ale nie zmienia to faktu, że mam w sobie pozytywistyczną misję. W polskim społeczeństwie czuję się jak wilk w owczym stadzie. Jeśli choćby jedną osobę uda mi się sprowokować do myślenia – poczytam to sobie za sukces.

PLAYBOY Praca nad społeczeństwem od postaw?

Nergal: Jak najbardziej. Mam pełną świadomość tego, że ludzie postrzegają mnie jako tego, który stoi po ciemnej stronie, „zło narodowe”, persona non grata, wróg publiczny i tak dalej. I ja to akceptuję. Jeden z moich idoli, Aleister Crowley, powiedział kiedyś: „Dla głupców moim kolorem jest czerń”. Absolutnie świadomie wziąłem do ręki sztandar, który niosę. Na mojej tarczy jest diabeł, a moim kolorem jest czerń… w końcu sami tego chcieliście, więc niech tak będzie. A że wewnątrz mnie jest tęcza, to wiem tylko ja.

PLAYBOY No właśnie. Przecież wszystko co robisz, to teatr.

Nergal: Oczywiście! Problem polega na tym, że ludzie nie rozumieją metafory. Nie wiedzą, co to artystyczna kreacja. Im się wydaje, że jak wychodzę na scenę w pełnym makijażu, grzmię o diable, a za plecami mam krzyże, to jestem inkarnacją piekła. Litości! To tylko teatr. Jestem liderem zespołu rockowego. To zobowiązuje do konwencji, co jest niestety dla wielu niezrozumiałe. Poza tym metaforyczny, literacki diabeł jest moim narzędziem wyssanym z mlekiem matki. Bawimy się nim, ale też Dionizosem, Prometeuszem czy Lewiatanem. Od 1991 roku korzystamy z tej konwencji, bo to wspaniałe i wdzięczne narzędzia do zabawy z archetypami. Poniekąd to też wdzięczne narzędzie do zabawy strachem.

PLAYBOY Czyli tak jak księża straszysz ludzi?

Nergal: Nie. Ja zachęcam do rozmowy z demonami. Jeśli już, to oswajam strach. Oswajam ludzi ze śmiercią. Pokazywanie, że to, czym nam grożą jest w gruncie rzeczy witalne i bliskie naszej naturze.

PLAYBOY O swoim najnowszym krążku I Loved You At Your Darkest mówisz ponoć, że to płyta twojego życia.

Nergal: Myślę, że każda płyta jest dziełem mojego życia. Od The Satanist zmieniło się o tyle moje podejście, że po wszystkich trudnych doświadczeniach życiowych patrzę na to, co robię, inaczej.

PLAYBOY Jak?

Nergal: Nie wiem, ile mam jeszcze czasu, więc daję z siebie wszystko. Bo przecież to może być moja ostatnia płyta, tak jak dzisiaj może być naszym ostatnim dniem, prawda?

PLAYBOY Ano prawda. Wiesz, że oprawa graficzna albumu I Loved You At Your Darkest ściągnie na ciebie nie burzę, ale huragan. Myślę o wystawie, która będzie towarzyszyć płycie.

Nergal: Ale ja tego tak nie widzę. Widzę samo piękno. Booklet do płyty wygląda jak artbook. Zdjęcia, o których mówisz, zrobione przez Sylwię Makris – za kostiumy odpowiedzialna była Kasia Konieczko – gdzie reinterpretujemy słynne obrazy sakralne, to dla mnie sztuka przez duże „S”. Podziwiam pracę każdej osoby, która była w ten projekt zaangażowana. Nie wiem, dlaczego ktoś miałby się obrażać.

PLAYBOY Bo ty – syn diabła – sięgasz po obrazy sakralne?

Nergal: Nie robimy im przecież żadnej krzywdy, nie bluźnimy, nie dopisujemy treści. Nie ma tam niczego, czego nie było na oryginałach.

PLAYBOY No błagam, ty jako Bóg?

Nergal: Nie Bóg, a jego syn.

PLAYBOY Już myślałem, że wyjaśniła się zagadka – kto jest ojcem Kanye Westa.

Nergal: Na potrzeby tej sesji zostałem ukrzyżowany. Jeśli ktoś za tę wystawę czy za zdjęcia na płycie się obrazi, to tylko pokaże, jak wątła jest jego wiara. Bo ludzie o silnym etycznym kręgosłupie nie mają problemu z tym, że ktoś cytuje znane obrazy. To jest coś, co stoi obok wiary. To sztuka i zabawa nią. Ale krzykacze, pieniacze, pseudopolitycy i pseudokatolicy będą się obrażać. Ten typ tak ma. I podkreślam – to nie jest pastisz, to nie są żarty. Więc działaczu polityczny, który chciałbyś pozwać mnie do sądu – przemyśl sprawę i zastanów się, czy nie warto najpierw pozwać i zaocznie skazać Caravaggio czy Malczewskiego, a potem zabrać się za Nergala, który tylko zerżnął ich wizje (śmiech).

PLAYBOY Ale to już przecież było. Ja tam wciąż uważam, że Kaplica Sykstyńska była protoplastą PLAYBOYA, tylko niestety obrońcy moralności potem tę goliznę…

Nergal: Historia pełna jest przykładów niezwykłych wolt moralności i zmian w podejściu do sztuki. Ale nie tylko sztuki. Wiedziałeś, że w Stanach Zjednoczonych w latach 60. ubiegłego wieku zakazywano używania słowa dziewica, dziś nikogo ono nie dziwi i nie obraża. Moglibyśmy mnożyć te przykłady, ale po co? Jesteśmy ludźmi, wraz z pokoleniami zmienia się wszystko – podejście do sztuki, granice tabu, to, co szokuje również.

PLAYBOY Ale wiesz, że to nie jest kwestia odnoszenia się do oryginału, ale samego kontekstu.

Nergal: Oczywiście. Tytuł płyty to cytat z Listu do Rzymian – słowa samego rzekomego Mesjasza. Parę osób może się wkurwić, ale przecież nikt nie ma monopolu na korzystanie ze świętej księgi, prawda?

PLAYBOY Będę się przyglądał.

Nergal: Zrób sobie popcorn (śmiech).

PLAYBOY Kiedy rozmawialiśmy w 2007 roku, nie byłeś tak pewnym siebie prowokatorem.

Nergal: Wtedy byłem człowiekiem, który zaczynał, szukałem siebie i pomysłu na własną kreację. Intelektualnie też nie byłem gotowy na to, co robimy teraz.

PLAYBOY To co się zmieniło?

Nergal: Wydaje mi się, że wyrośliśmy z blackmetalowej niszy. Oczywiście naszą podstawą wciąż jest taka muzyka, bo z niej wyrastamy, ale intelektualnie i artystycznie jesteśmy daleko poza. Behemoth nie kończy się na koncercie, piciu piwa i dymaniu groupies. Oczywiście etos rockowy jest częścią sceny i częścią naszego zawodu, ale sięgamy też dużo dalej. Behemoth to experience.

PLAYBOY Uprawianie seksu z panienkami w trasie to dziś bardzo niebezpieczna rzecz. Pamiętasz, jakie piekło zgotowały chłopakom z Decapitated dziewczyny, które oskarżyły ich o gwałt?

Nergal: Widzisz – jestem feministą. Mocno identyfikuję się z walką kobiet o uniezależnienie, emancypację. Niestety mam też wrażenie, że w dzisiejszym świecie cały ruch dookoła właśnie emancypacji kobiet oberwał parszywym rykoszetem, na który ogromny wpływ miały dwie rzeczy: poprawność polityczna i social media. W social media łatwo jest rzucić oskarżenie, które nie jest zweryfikowane, często wymyślone, a ludzie niosą je jako prawdę objawioną. Poprawność polityczna doprowadziła do groteskowej sytuacji, w której nagle rzeczy normalne zaczęły być postrzegane jako coś złego. Poprawność doprowadziła do egzaltowanej nadwrażliwości, często na pokaz. Stępiła się nasza czujność i straciliśmy kontrolę nad tym, co wolno, a czego nie. I to jest koszmar. Bo w efekcie pomieszania tych dwóch czynników moi koledzy z Decapitated najpierw zostali oskarżeni, jak się okazało bezpodstawnie, o gwałt, a potem osądzeni przez internetowych trolli. Musiałem zająć konkretne stanowisko w tej sprawie.

PLAYBOY Ale wiesz, że to także efekt nadgorliwości i strachu. Przez lata policja ignorowała kobiety zgłaszające gwałty i doprowadzono do tego, że wiele osób po prosu bało się zgłaszać przemoc, więc gdy zaczęto mówić o tym głośno, skręciliśmy w skrajność i każdy na początku traktowany jest jako przestępca.

Nergal: Przykład z mojego podwórka. Kolega był na randce. Uprawiali miłość francuską. Podziękowali sobie za udany wieczór w esemesach. Dwa dni później trafił na policję oskarżony o gwałt. Minęło pięć lat. On wciąż jest pod kuratelą policji. I chociaż dziewczyna zmieniła zeznania, sprawa nie była oczywista, to rzecz ciągnie się do dziś. I nie ułatwia mu życia. A wręcz bardzo komplikuje. Popatrz na chłopaków z Decapitated – uniewinniono ich. Ale wyrok sądu zablokował im jakiekolwiek roszczenia – zarówo wobec kobiet, które ich pozwały, jak wobec stanu. Nie mogą zrobić nic, żeby walczyć o swoje dobre imię. O tym nikt
nie myśli. O tym, że chłopaki, choć niewinni, będą postrzegani jako seksualni przestępcy.

PLAYBOY Dawniej żartowaliśmy, że kiedyś trzeba będzie zdobywać pisemne zgody na seks, dziś mam wrażenie, że żart zamienia się w fakt.

Nergal: Ależ tak. Sam też kiedyś pomyślałem o tym, że skoro jestem dorosłym facetem, który uprawia seks, to może powinienem w kieszeni mieć takie oświadczenie: „Ja, Adam Darski, oświadczam, że chcę dobrowolnie odbyć stosunek…”. Bo naprawdę ten świat nie zmierza w dobrą stronę. Moim znajomi z zespołu Keep of Kalessin, po bardzo niewinnej zabawie na tyłach autobusu, spędzili dwa miesiące w kanadyjskim więzieniu u boku totalnej recydywy. Po dwóch miesiącach dziewczyna, która ich oskarżyła, wycofała się. Okazało się, że miała epizody psychotyczne itd. Finał jest taki – od tamtej pory za każdym razem, gdy lecą do USA czy Kanady, muszą mieć przy sobie dokumenty tłumaczące całe zajście i ich niewinność. I to jest przerażające. Do końca życia mają stygmat. I kto za to, kurwa mać, weźmie odpowiedzialność

PLAYBOY Nikt?

Nergal: A brud zostaje na całe życie.

PLAYBOY To wróćmy do Behemotha – mówiłeś, że ten zespół to performance, czyli bliżej ci do Laibacha niż powiedzmy Slayera?

Nergal: Tak! Oni są dobrym przykładem na to, dokąd zmierzamy. Laibach to nie jest tylko zespół, to państwo, to kolektyw artystyczny, to byt, który świetnie funkcjonuje poza płytami.

PLAYBOY Behemoth i Nergal jako artystyczny happening?

Nergal: Coś w tę stronę. Podkreślę jedno – muzyka to nasza podstawa i dbamy o nią w pierwszej kolejności. Nie jest zatem tak, jak zarzucają nam niektórzy, że teatrem odciągamy uwagę od niedoskonałości muzyki, płyta to świętość, dookoła której budujemy resztę. A reszta to dla przykładu świece zapachowe czy karma dla psów GOD=DOG Food.

PLAYBOY Przecież cię zabiją!

Nergal: Za co? To będą bardzo zdrowe, wegańskie snacki dla psów w kształcie krzyża. Jest w tym oczywiście element happeningu, ale uważam, że poza wszystkim to być może jedyny moment w historii ludzkości, kiedy krzyż da naszym mniejszym braciom coś pozytywnego – smaczną karmę.

PLAYBOY Nudzi ci się życie?

Nergal: Kocham je!

PLAYBOY Dlatego z nim igrasz?

Nergal: Nie dramatyzuj.

PLAYBOY Pamiętasz, jak chorowałeś na białaczkę? Po tym, jak wyzdrowiałeś, wiele osób mówiło: Bóg go ocalił, a on nie jest wdzięczny i nie chwali Pana.

Nergal: To są takie chamskie, obrzydliwe teksty balansujące na granicy moralnego szantażu. Jestem wdzięczny klinice onkologicznej, lekarzom, którzy mnie ratowali, mojej ówczesnej partnerce, wszystkim ludziom, którzy o mnie dbali i mi pomagali. Nie dałem i nie dam się wciągnąć w takie parszywe gierki.

PLAYBOY Pamiętam, że gdy walczyłeś o zdrowie, w social mediach pełno było życzeń powrotu do zdrowia z całego świata, ale nie z Polski. To, co płynęło od nas, było ściekiem.

Nergal: W Los Angeles zorganizowano nawet marsz, z którego dochód przeznaczono na leczenie podobnych kejsów. To był moment, kiedy rzeczywiście byłem w czarnej piździe i światełka w tunelu jeszcze nie widziałem, ale mimo to cieszyło mnie dobro, które w efekcie rodziło się dookoła. Zaciągnąłem wtedy wielki kredyt u ludzi i chcę go spłacać – więcej, ja go spłacać będę całe życie.

PLAYBOY A jak reagujesz na sugestie, żeby wyprowadzić się z Polski?

Nergal: Pewnie, że mógłbym. Mógłbym wyprowadzić się do Stanów albo do Berlina, ale na chwilę obecną nie chcę. Bo tu jest mój dom. Poza tym Polska mnie potrzebuje.

PLAYBOY Pycha?

Nergal: Nie. Wiem, że brzmi to pretensjonalnie, ale ja naprawdę czuję odpowiedzialność za ten kraj. Jeśli w Polsce w prawicowym, dużym, ogólnie dostępnym tygodniku ukazuje się okładka, na której chwalona jest kobieta, która spoliczkowała protestującą kobietę, to jest to oficjalne przyzwolenie na przemoc. Jeśli protestują przeciwko rządowi – uderz ich. Taki płynie z tego przekaz. I tu jestem w absolutnej opozycji. Nie ma na to mojej zgody. Nie chcę takiej Polski, w której rząd brutalnie dzieli obywateli i szczuje jednych przeciwko drugim. Przez dwadzieścia parę lat Polska rosła. Rządy były, jakie były, pozostawiały wiele do życzenia, ale pozostawmy politykę na boku. Czuło się przez lata taki radosny, silnie aspirujący potencjał i euforię z nim związaną. A potem przyszedł ktoś, kto rzucił na to ciemny koc. Zrobiło się duszno, ksenofobicznie i bardzo ponuro. I znów masz eskalację marszy, ludzi wychodzących na ulice i protesty. Smutne to.

PLAYBOY Pamiętam, że w latach 90. pełno było w Polsce marszy, ale antyprzemocowych. Stop dla nazizmu, stop dla przemocy. Dziś mamy marsze, które w zasadzie nie są pozytywne…

Nergal: Goebbels jako szef propagandy i fantastyczny manipulator doskonale potrafił sterować świadomością mas, a wszystko według starożytnej formuły divide et impera – dziel i rządź, tak aby wszyscy byli ze sobą skłóceni. Znajdź kozła ofiarnego i spraw, aby twoi zwolennicy się na niego rzucili z pięściami. Bo wróg musi istnieć, żeby konstytuować nasze jestestwo. Taka jest właśnie dzisiejsza Polska. Ograniczmy świat do dwóch podzielonych obozów, zamiast rozmawiać, sprowadzamy dyskusję do policzka w twarz albo ciągania niewinnych ludzi po sądach. Dlatego się stąd nie wyprowadzę – nie zostawię Polski w takim momencie. Człowiek, który jest ograniczany, kneblowany, ciemiężony, pod naciskiem takich sił jest w stanie wykrzesać z siebie rzeczy, które zadziwiają świat. Zostaję i dalej konsekwentnie robię swoje. Więcej – zacieram ręce, bo paradoksalnie jest to fantastyczny czas dla polskiej sztuki. Zobaczysz!

PLAYBOY A jak reagujesz na teksty – taki mądry i odważny, bo atakuje katolików, a jakby był taki bohaterski i spróbował zaatakować muzułmanów, to by mu od razu łeb obcięli.

Nergal: No tak – standardowy tekst. Jak już nie masz argumentów do rozmowy, wyciągasz islam i obcinanie głów. Otóż nie. Nie odnoszę się ani w muzyce, ani w tym, co robimy dookoła Behemotha, do islamu z jednego prostego powodu. To nie jest moja kultura. Mnie wychowano tu – wychowano mnie w otoczeniu kościołów, w kulturze wypływającej z chrześcijaństwa. To jest mój fundament i do niego się odnoszę. W swoim życiu poznałem może trzech Arabów. Nigdy żaden mi nic nie zrobił i nie mam właściwie – poza wiedzą szkolną – pojęcia o ich kulturze. Więc dlaczego niby miałbym się odnosić do czegoś, czego nie znam i co nie jest częścią mnie? Idąc tym tropem, należałoby zapytać Salmana Rushdiego, dlaczego jego słynne Szatańskie wersety nie atakują religii chrześcijańskiej, tylko islam. Odpowiedź jest oczywista.

PLAYBOY Ale wiesz, że ci, którzy sięgają po takie argumenty, najczęściej uważają właśnie, że zło jest tam – u Arabów, a nie tu – w kolebce abstrakcyjnie postrzeganej miłości do bliźnich.

Nergal: Wiem i niech się wkurwiają. Przecież i tak niczego z tego, co robię, nie rozumieją. Nie mówiąc o tym, że o islamie też pojęcia nie mają (śmiech).

Adam Nergal Darski

Rocznik 1977. Urodzony w Gdyni. Kompozytor, autor tekstów i wokalista w słynnym na całym świecie black-deathmetalowym zespole Behemoth, którego był współzałożycielem. Skandalista, wielokrotnie pozywany za obrazę uczuć religijnych. Miłośnik Aleistera Crowleya, którego okultystyczna spuścizna wywarła duży wpływ na jego twórczość. Chętnie angażuje się też w projekty muzyczne, które nie są związane z ciężką muzyką, takie jak album Me and That Man, nagrany z Johnem Porterem. Ale jego najnowsze dzieło to płyta Behemoth I Loved You at Your Darkest.

Zdjęcia: Adam Tuchliński

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska