"Kobiety są lepszymi aktorkami" - wywiad z Dario Argento

"Kobiety są lepszymi aktorkami" - wywiad z Dario Argento

Dario Argento opowiada nam, jak "uszczęśliwia ludzi poprzez pokazywanie śmierci". I mówi przede wszystkim o kobietach.

PLAYBOY: Niebawem do kin trafi remake jednego z Pana najlepszych i najważniejszych filmów – Suspirii. Zrealizował go Luca Guadagnino…

Dario Argento: Znam Lukę Guadagnina od wielu lat. Najpierw zaczynał jako dziennikarz. Zrobił ze mną kilka fajnych wywiadów. Od dawna mi mówił, że kocha Suspirię. Wychował się na niej. To kinofil, dogadujemy się, cenię go. Jeśli chodzi jednak o Suspirię to trochę muszę przyznać, że czuję się zawiedziony. O tym co będzie z tym remakiem dowiadywałem się głównie od osób pobocznych. Nie czytałem scenariusza, nie konsultowali się ze mną. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Luca i zaprosił mnie na plan. Jego aktorki bardzo chciały mnie poznać, gra też Jessica Harper. Na początku nawet chciałem tam pojechać, byłem ciekaw jak przebiegają prace. Ale potem zdałem sobie sprawę, że moja obecność byłaby rodzajem promocji dla filmu i potwierdzeniem, że sprawowałem pieczę nad projektem, a to przecież nie jest prawda. Odwołałem wizytę. Obejrzę film w kinie. Choć uważam, że to nie będzie dobry film.

PLAYBOY: Ale schlebia Panu?

Dario Argento: Oczywiście, bo to dowód na to, że jest się docenionym.

PLAYBOY: W jednym wywiadów powiedział Pan, że każdą scenę śmierci w swoich filmach, traktował Pan jako „pogańskie święto śmierci”…

Dario Argento: Uszczęśliwiam ludzi poprzez pokazywanie śmierci (śmiech). Im więcej osób zabijam na ekranie, tym odbiorca jest szczęśliwszy (śmiech). A poważnie – zawsze traktowałem kino, zwłaszcza thrillery i horrory, jako taki współczesny odpowiednik azteckich obrządków. Były wystawne, okrutne, leje się krew, ale odprawiano je ku uciesze ludzi i dla radości. Ot paradoks, śmierci się boimy, ale też patrząc na nią – oswajamy ją.

PLAYBOY: Dzięki temu stał się pan ulubieńcem cenzorów – Pana filmy takie jak „Głęboka czerwień” czy „Inferno” były masakrowane przez cenzurę.

Dario Argento: Cenzura to jakiś absurd. Najczęściej osoby, które zajmują się cenzurowaniem filmów, czy w ogóle dzieł sztuki, to idioci, którzy nigdy nic sami nie zrobili, za to „niby” wiedzą czego robić nie wolno. Nigdy nie rozumiałem ich, nazwijmy to, selekcji scen do wycięcia, w ogóle nigdy nie rozumiałem jak w cywilizowanym kraju, może istnieć instytucja zajmująca się czymś takim jak cenzura. Na szczęście tam gdzie moje filmy były niszczone najmocniej – czyli we Włoszech, Francji i Wielkiej Brytanii – z tej instytucji zrezygnowano.

PLAYBOY: Nie ma Pan wrażenia, że dziś żyjemy w czasach w których proporcje się odwróciły – kiedyś zakazywano scen morderstw, a pozwalano na sceny seksu, dziś nagość jest na cenzurowanym, a krew nikomu nie przeszkadza.

Dario Argento: To fakt, ale to absurdalne podejście do seksu i seksualności płynie ze Stanów, kraju, który miał być oazą wolności, ale jako pierwszy zaczął blokować właśnie nagość, jako coś obraźliwego. Pamiętam jakie cyrki odstawiano gry realizowałem odcinki serialu „Mistrzowie grozy”, czyli „Jennifer” i „Futerka”. Krew? Nie ma z nią problemu, ale pokazać pierś? Obraza majestatu. I niestety to się rozprzestrzeniło.

PLAYBOY: Pan w swoich filmach kocha kobiety. Nawet jeśli pokazuje je jako bezwzględne morderczynie.

Dario Argento: Po pierwsze – kobiety są lepszymi aktorkami. Po prostu, to fakt. Jeśli mam do wyboru pracę z kobietami i pracę z mężczyznami – zawsze wybieram kobiety.

PLAYBOY: Bo?

Dario Argento: Mają w sobie większa odwagę i wolność niż mężczyźni. Aktorki są wstanie głębiej wejść w rolę, zatracają się w niej. Mężczyźni zbyt długo wszystko analizują. A młode, wschodzące gwiazdy zazwyczaj mają w sobie dzikość, która rozpiera ekran.

PLAYBOY: Młodą gwiazdą, którą Pan odkrył była dziś jedna z najpiękniejszych i najlepszych aktorek w kinie – Jennifer Connelly.

Dario Argento: A tu muszę oddać honor mojemu nieżyjącemu przyjacielowi Sergio Leone. To on odkrył Jennifer i zatrudnił ją w Dawno temu w Ameryce. Pamiętam, że oglądałem ten film i nie mogłem wyjść z podziwu, choć przecież zagrała tam rólkę niewielką. Wtedy już wiedziałem, że mam swoją bohaterkę do filmu Fenomeny. Oczywiście ponieważ Jennifer miała wtedy trzynaście lat, a ja kręcę okrutne horrory, zanim udało mi się ją zatrudnić musiałem spotkać się z jej rodzicami, otrzymać zgody, wypełnić masę papierów. Ale opłaciło się, rola u mnie była jej pierwszą główną rolą, a potem stało się, to, co stać się musiało – została gwiazdą.

PLAYBOY: Gwiazdami kina zostały także Pana dłonie, w końcu w każdej scenie morderstwa w kadrze widać pańskie ręce, które zadają zabójcze ciosy.

Dario Argento: A to w ogóle stało się przez przypadek. Kiedy kręciłem swój pierwszy film, czyli Ptaka o kryształowym upierzeniu, zatrudniliśmy aktora, który miał pojawiać się w tle jako zbrodniarz. Pech chciał, że człowiek ten był tak pozbawiony talentu, że nie potrafił nawet zagrać scenki wbijania noża. W pewnym momencie tak się wkurwiłem, że zabrałem rękawiczkę i pokazałem mu jak się wbija nóż. Wyszło mi to tak dobrze, że od tamtej pory w każdej scenie zabójstwa pojawiają się moje ręce. Nie tylko dźgam nożem, strzelam, duszę, skręcam karki.

PLAYBOY: Czytałem teorie, że sprawiało to panu przyjemność?

Dario Argento: Bzdura. To zwykła oszczędność. Po prostu tak było taniej i tak zostało.

PLAYBOY: Wspomniał pan o Sergio Leone. To prawda, że zawdzięcza mu Pan karierę?

Dario Argento: Tak! Zanim trafiłem na plan filmowy byłem jak dziennikarzem, krytykiem. Leone lubił moje teksty a kiedy dostał propozycje nakręcenia Dawno temu na Dzikim Zachodzie uznał, że musi w swoim podejściu do kina coś zmienić. Chciał nakręcić film jakiego wcześniej nie było, ale czuł że nie scenarzystów, którzy podołają wyzwaniu. I tak pewnego dnia zadzwonił do mnie i Bernardo Bertolucciego. Byliśmy dzieciakami. Mieliśmy po dwadzieścia parę lat. Serio nam zaufał, dzięki czemu powstał jeden z najwspanialszych westernów w historii. A ja na planie filmowym pokochałem kino i tak zostało. Poza tym doszedłem do wniosku, że skoro dałem radę z filmem tak znakomitym, to ze swoimi poradzę sobie bez problemu (śmiech).

PLAYBOY: Skąd w zasadzie u was we Włoszech wziął się fenomen westernu?

Dario Argento: A to proste – mieliśmy Sergio Leone, który miał kompletną korbę na punkcie westernów. Kiedy okazało się, że jego filmy są nie tylko dobre, ale zaczęły przynosić milionowy przychód, cała włoska branża rzuciła się na westerny. I tak narodził się gatunek zwany spaghetti western.

PLAYBOY: Ponoć z kolei giallo czyli włoska odmiana krwawych thrillerów, narodziła się z wrodzonego poczucia winy Włochów.

Dario Argento: Nie sądzę, żeby giallo brało się z poczucia winy czy było odpowiedzią na katolickie wychowanie Włochów. Wydaje mi się, że przemoc jest immanentnie wpisana we włoską kulturę i sztukę. Wystarczy pomyśleć o włoskich operach, namiętność na każdym kroku przeplata się ze zbrodnią. Bardzo krwawą zbrodnią. O popularności i rozwoju giallo zadecydował też kontekst społeczny lat 70., dla Włochów zaczęły się naprawdę mroczne czasy, tzw. dekada ołowiu. Giallo, horror czy poliziotesco były odpowiedzią na społeczną rzeczywistość, wyrażały lęki. Choć moje filmy wyrażały przede wszystkim moje lęki i pragnienia, są też tacy koledzy po fachu, jak chociażby Bava czy Petri, których twórczość wydaje mi się bardziej powiązana z rzeczywistością. Jeśli moja twórczość egzorcyzmuje jakieś lęki to tylko moje.

PLAYBOY: Jako były dziennikarz, czyta pan recenzje swoich filmów?

Dario Argento: Krytyk we mnie siedzi przez cały czas. I czytam owszem – choć kokietuję, czasami, mówiąc, że nie mam czasu, albo mnie nie obchodzą. Problem z dzisiejszą krytyką filmową, jest chyba taki sam jak z dziennikarstwem. Coraz mniej specjalistów, coraz więcej osób, którym wydaje się, że się znają. Poza tym nie ma już gdzie pisać o kinie. Magazyny filmowe umarły.

PLAYBOY: Ponoć Opera to film, który niemal nie powstał...

Dario Argento: To nie do końca prawda. Każdy mój film był trudny do zrealizowania. Rzeczywiście przy Operze wydarzyło się najwięcej wypadków, i to krwawych. Ale równie skomplikowanym filmem był film Phenomena, kiedy musieliśmy trenować muchy i szympansa, który rzucał się z niewyjaśnionych przyczyn na Jennifer Conelly albo uciekał do lasu. Na planie moją mapą są zawsze storyboardy. Film mam zaplanowany wcześniej, rysuję go i tego staram się trzymać. Dlatego wszystkie wypadki komplikują mi pracę.

PLAYBOY: Jest pan perfekcjonistą?

Dario Argento: To czasami utrudnia pracę, ale tak.

PLAYBOY: A kiedy trafi do kin czwarta opowieść o wiedźmach? Były Suspira, Inferno, Matka łez...

Dario Argento: Z tą czwartą wiedźmą to jest tak, że dziennikarz „New York Timesa” po premierze Trzeciej Matki stwierdził, że nie powinienem kończyć tej trylogii, tylko zrobić tetralogię. Ale jakoś nie podzielam jego zdania, filmowo ten temat się dla mnie wyczerpał. Za to obecnie pracuje nad 12-odcinkowym serialem dla amerykańskiej i kanadyjskiej telewizji, który też będzie inspirowany tekstami Thomasa de Quinceya. Choć zamysł i koncepcja są moje, wyreżyseruję tylko pierwszy odcinek całego sezonu.

Fot: Commons.wikimedia.org

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska