"Byłem zły i sfrustrowany" - wywiad z Dolphem Lundgrenem

2019-01-11
"Byłem zły i sfrustrowany" - wywiad z Dolphem Lundgrenem

Legendarny aktor kina akcji wraca w filmie "Creed 2" do kultowej roli boksera Ivana Drago, którego ponad 30 lat temu zagrał w czwartym "Rocky'm" Z tej okazji opowiada nam m.in. o tym, jak bardzo ten najnowszy film pokrywa się z jego prywatnym życiem.

PLAYBOY: O castingu do filmu „Rocky 4”, w którym twój bohater Ivan Drago uśmiercił Apollo Creeda, krążą legendy. O tę rolę bili się giganci.

Dolph Lundgren: Rzeczywiście, Sylvester Stallone, który ponownie wcielił się w tytułowego bohatera, ale też wyreżyserował film, przeszedł przez mordercze castingi. Przesłuchał ponad 8 tysięcy osób, wśród których znaleźli się zarówno profesjonalni bokserzy, kompletni amatorzy, jak i śmietanka Hollywoodu. Ponoć pod uwagę brane były takie tuzy jak Arnold Schwarzenegger, Kurt Russell, John Travolta, Sean Bean i Patrick Swayze. Jestem wdzięczny, że Sly wybrał mnie, bo ten film na zawsze zmienił moje życie w dużej mierze dzięki temu, że Stallone otoczył mnie osobistą opieką na planie.

PLAYBOY: W jaki sposób?

Dolph Lundgren: Nie miałem wtedy pojęcia, jak działa ten biznes. Stallone nie pozwolił mi się nim zachłysnąć, pokazał mi, że muszę udowodnić sobie i innym, że jestem wart tego, aby stać się częścią franczyzy o Rocky'm i że muszę zapracować na szacunek ekipy i widzów. To przy nim nauczyłem się, co to znaczy zapieprzać. Wydawało mi się, że jeśli mam atletyczne ciało i fotogeniczną twarz, to muszę już tylko przedrzeć się przez casting i voilà! Sly pokazał mi, że to dopiero początek, bo nawet będąc wtedy na jego pozycji, nie można sobie pozwolić na sekundę fałszu ani nieuwagi. On był tytanem pracy na planie.

PLAYBOY: Po akcji z „Rambo 2” miałeś chyba prawo być zły na Stallone.

Dolph Lundgren: To był moment, kiedy dopiero wchodziłem w świat filmu. Miałem na koncie rolę w „Zabójczym widoku” Johna Glena z serii o Bondzie i tyle. Nie wiedziałem o kinie nic. Moment, kiedy dowiedziałem się, że nie zagram w „Rambo 2”, bo Sly nie chce, żeby w tej franczyzie i w filmach o Rocky'm zagrał ten sam aktor, zasmucił mnie, bo „Rambo” był na tyle głośny, że oczywiście chciałem być częścią sequela. Miałem w głowie wizję siebie w napisach trzech bardzo głośnych serii. Po latach cieszę się, że zagrałem w „Rocky'm”. Ten film lepiej przetrwał próbę czasu.

PLAYBOY: Dlaczego tak uważasz?

Dolph Lundgren: Obie serie przedstawiają uniwersalne historie, ale są też silną reakcją na rzeczywistość i komentarzem do niej. „Rambo” opowiada o tym, co dziś nazwalibyśmy zespołem stresu pourazowego, z kolei „Rocky” odnosił się do nieobecnej figury ojca. W latach 70. oba te zjawiska były częstym widokiem – żołnierze wracali z Wietnamu i Korei i nie wiedzieli, jak sobie radzić z tym, co tam przeszli. Z kolei ich synowie, zostawieni bez męskiej ręki, organizowali się w gangi i robili rozróby. Kluby bokserskie stały się na nie odtrutką. Nie tylko pokazywały, jak wyrzucać z siebie nienawiść, złość i inne trudne emocje, ale też uczyły, jak używać pięści w zgodzie z zasadami, a nie bezmyślnie. To społeczny fenomen tamtych lat, który myśmy w filmie uchwycili. Boks wiele dzieciaków odciągnął też od narkotyków, bo musiały wybierać: albo treningi, albo dragi.

PLAYBOY: Akurat twój bohater z zasadami jest raczej na bakier.

Dolph Lundgren: I to jest różnica między „Rockym” a „Creedem”. W tym drugim jest o wiele więcej melodramatu. Bohaterowie są wpisani w szerszy kontekst. Oglądamy nie tylko, jak walą w siebie na ringu, ale też jak boksują się z życiem. Dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć ich motywację, a nie tylko banalny podział na dobrych i złych. Tutaj nie ma takich białych i czarnych – każdy ma jakiś cel do osiągnięcia, każdy popełnia błędy, nikt nie jest krystaliczny. Dzięki temu, że Drago powraca, jesteśmy w stanie spojrzeć na niego inaczej niż 30 lat temu. On też mocno się zmienił. Kiedy dostałem scenariusz do ręki, nie mogłem uwierzyć, jak bardzo pokrywa się z moim życiem prywatnym.

PLAYBOY: Opowiesz o tym?

Dolph Lundgren: Nie ma się nad czym rozwodzić. Kilka lat temu mierzyłem się z problemami, które ostatecznie doprowadziły mnie do rozwodu. To był dla mnie trudny czas. Nie mogłem stanąć na nogi, nie potrafiłem się ogarnąć ani zapanować nad kłębiącą się we mnie złością. Zacząłem przepracowywać te problemy na bolesnej psychoterapii. Nauczyłem się lepiej rozumieć siebie i to, co czuję, na medytacji, która pozwoliła skupić się nie na zadawaniu bólu otoczeniu i krzywdzeniu innych, tylko na wybaczeniu. W dzieciństwie miałem bardzo trudne relacje z ojcem, który w moim domu rządził żelazną ręką, systemem kar i nagród, ale głównie kar. Przez lata nosiłem to w sobie i za każdym razem, kiedy ten wątek powracał, byłem zły i sfrustrowany. Medytacja nauczyła mnie, że nie da się w ten sposób żyć, że należy przebaczyć. Przebaczyłem i zacząłem budować swoje życie na nowo. Dokładnie taki sam wątek jest w „Creedzie 2”. Ivan Drago przejdzie na ekranie bardzo długą drogę, zanim nauczy się, co w jego życiu jest najważniejsze. Nie mogę pozwolić sobie na spoiler, ale muszę powiedzieć, że jest w filmie scena, której w prawdziwym boksie nikt nie wziąłby pod uwagę. Scenarzyści dodali ją, żeby pokazać, że możliwe jest inne rozwiązanie niż łomot do utraty tchu. Byłem wstrząśnięty i dumny, kiedy ją zobaczyłem.

PLAYBOY: Czy to oznacza, że „Creed 2” stoi daleko od prawdy o boksie?

Dolph Lundgren: Przeciwnie. Ekipa zdecydowała się nie używać efektów specjalnych. Aktorzy naprawdę okładali się pięściami, nie było żartów. Jeden nieprawidłowy cios i mogło dojść do tragedii. Aktor Michael B. Jordan i bokser Radu Munteanu, który gra mojego ekranowego syna, chodzili w siniakach, zakrwawieni, nierzadko zataczając się, kiedy kręciliśmy ich starcia. Momentami to był naprawdę nieprzyjemny widok. Zwłaszcza że ta dwójka jest niemożliwie ambitna i żaden nie przyznał się, że cokolwiek go boli. O tym, że Munteanu ma uszkodzone żebro, dowiedzieliśmy się dwa dni po kontuzji. Chociaż cierpiał jak diabli, nie pisnął słowa. Plan był dla niego najważniejszy, nie było mowy o kaskaderach ani CGI. Oczywiście, Stallone się na nich wkurzał, że nie szanują swojego zdrowia i życia i zapominają, co jest naprawdę ważne, ale sam w czasach, kiedy kręciliśmy „Rocky’ego”, robił dokładnie to samo. Nie było tygodnia, żeby z planu nie zabierała go karetka! W filadelfijskim szpitalu znali go wszyscy. Pytali już tylko: „Co tym razem, panie Stallone, łuk brwiowy, żebro czy nadgarstek?”.

PLAYBOY: Sam odniosłeś dużo obrażeń?

Dolph Lundgren: Nie więcej niż inni – miałem blizny i rozcięcia, ale one szybko się zagoiły. Jedyna nieznośna rzecz na planie to powracające bóle głowy. Jeśli dostaniesz w łeb kilka razy, twoje ciało reaguje dość ostentacyjnie. Moje zafundowało mi migreny, które spowodowały, że od tamtej pory ze szczególną troskę zasłaniam się przed ciosami w głowę. Zawsze.

PLAYBOY: Nie obraź się, ale w filmie wyglądasz znacznie starzej niż w rzeczywistości. Nie postarzono cię komputerowo?

Dolph Lundgren: Podstawowym problemem z powrotem mojego bohatera na plan było to, że czas obszedł się ze mną łagodnie. Wyglądam młodziej niż wskazuje na to moja metryka. Jednak Drago przez 30 lat żył w biedzie na Ukrainie. Trudno było oczekiwać, że w tych warunkach będzie mógł sobie pozwolić na przykład na profesjonalną opiekę dentystyczną. Makijażyści musieli zadziałać, co z kolei niepokoiło reżysera Stevena Caple'a juniora, któremu najbardziej zależało na tym, żeby uniknąć stereotypów. Nie mogło być mowy o tym, żeby Rosjanie byli pokazani jako zapuszczona swołocz, która myśli tylko o bójkach i wódce. Dlatego kiedy powiedziałem mu, że poddam się zabiegowi, w wyniku którego moje zęby staną się bardziej żółte, łapał się za głowę i krzyczał: „Dolph, błagam, tylko nie przesadź!”.

PLAYBOY: Nie oszczędzałeś się jednak.

Dolph Lundgren: Dodaliśmy blizny, przefarbowaliśmy włosy na siwo, rozjaśniliśmy twarz i pożółciliśmy zęby. Efekt był taki, że kiedy osoby, które dawno mnie nie widziały, przychodziły na plan, szeptały między sobą: „Rany, Dolph wygląda źle! Ale się postarzał! A kiedyś był taki piękny!” (śmiech). Makijażyści wykonali świetną robotę, ale na planie nie mieli łatwo.

PLAYBOY: Dlaczego?

Dolph Lundgren: Sly dostawał szału, gdy musiał się u nich stawiać. Nie znosił swojej tapety. On wywodzi się z kina akcji, gdzie makijaż nie ma sensu, bo pot natychmiast go zmywa. Nie było mowy, żeby malować go w „Rocky'm” ani w „Rambo”, dopiero teraz musiał się z tym mierzyć. Steven chciał zaznaczyć upływ czasu między pierwszą a drugą częścią „Creeda”, trzeba więc było Sly’a nieco postarzyć. A on nie mógł wytrzymać na krześle u charakteryzatorów! Makijażystom było z tego powodu smutno, dlatego staraliśmy się im zrekompensować humory Sly’a.

PLAYBOY: Słyniesz z tego, że kręcisz sceny sam, bez pomocy kaskaderów. Ucierpiałeś kiedyś na tym?

Dolph Lundgren: Kilka razy zdarzyły mi się niebezpieczne sytuacje. Na planie „Rocky’ego 4” walnąłem Stallone’a tak, że mało nie pożegnał się z tym światem. Oczywiście, natychmiast trafił do szpitala. Bardzo mocno to wtedy przeżyłem. Obwiniałem się o tę sytuację, ale Sly nie pozwolił mi się tym gnębić. Cały czas podkreślał, że to był cios, za który on bierze odpowiedzialność. Pamiętam też, że na planie „Czerwonego skorpiona” Josepha Zity pod koniec lat 80. uciekałem przed prawdziwymi hienami. Jedna z tych choler dopadła mnie i użarła. Gorzko żałowałem wtedy swojej pewności siebie. Na szczęście dziś mogę się z tego śmiać.

PLAYBOY: Za to nie było ci do śmiechu po premierze „Rocky’ego 4”. Podobno w twojej ojczystej Szwecji nie lubiano cię za udział w tym filmie. To prawda?

Dolph Lundgren: To nie był dobry moment, żeby wcielać się w rolę Rosjanina, i to jeszcze takiego, który jest pewny siebie, niezłomny i kroczy po trupach do zwycięstwa. Dopiero na przykładzie tej roli zrozumiałem, jak bardzo upolitycznione jest kino. W Stanach Zjednoczonych Amerykanie myślą, że jeśli jesteś z Europy, to znaczy, że mówisz po rosyjsku. Pamiętam, że kilka osób na planie było zaskoczonych, że nie władam rosyjskim, mimo że przecież pochodzę ze Szwecji. Musiałem przejść przyspieszony kurs tego języka. Zresztą na potrzeby „Creeda 2” też spędziłem wiele godzin z lektorem, który pomógł mi opanować akcent i wymowę. To była zdecydowanie najbardziej wymagająca część tej przygody. Zabawne jest, że Munteanu, Rumun mieszkający w Niemczech, też oczywiście nie mówi po rosyjsku, co nawet dzisiaj, w 2018 roku, wywoływało zaskoczenie wśród niektórych osób z zespołu. Po premierze „Rocky’ego 4” moim rodakom nie podobało się, że Drago utwierdza stereotyp, że Europa to jakby też Rosja. Irytowało ich, że tak będą przez moją rolę postrzegani w Ameryce. Dziś już nikt by tak nie pomyślał.

Rozmawiał: Artur Zaborski

Fot: Commons.wikimedia.org, BE&W

Wywiad ukazał się w styczniowym numerze (01/2019) miesięcznika Playboy

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska