"Po prostu jestem amantem" - wywiad z Januszem Chabiorem

2019-01-11
"Po prostu jestem amantem" - wywiad z Januszem Chabiorem

Janusz Chabior – jeden z najlepszych i zarazem najbardziej charakterystycznych polskich aktorów – opowiada nam m.in. o tym, co lubią w nim kobiety, dlaczego lubi podglądać innych ludzi i czemu tak dobrze wychodzi mu granie drani.

PLAYBOY Lubisz być draniem?

CHABIOR (cisza) Myślę. Ale chyba nie. A dlaczego miałbym lubić?

PLAYBOY Bo przez lata w niemal każdym filmie, w jakim się pojawiłeś, grałeś czarny charakter.

CHABIOR Bo tak mnie widzą reżyserzy. Bardzo wielu z nich. Ale nie tylko. Przemek Wojcieszek w Made in Poland dał mi fenomenalnie napisaną rolę Wiktora – nauczyciela i alkoholika – i to nie była zła postać, przeciwnie, zagubiona, szukająca sensu. Zresztą to jedna z moich ulubionych ról. Jestem z niej dumny.

PLAYBOY Właśnie miałem zapytać o Made in Poland, bo wtedy na deskach teatru w Legnicy stworzyliście z Erykiem Lubosem duet niebywały. Teraz po latach w Underdogu wróciliście do bardzo podobnej konfiguracji. Ty jako mentor, a Kosa, grany przez Eryka, jako uczeń.

CHABIOR Zupełnie inny ciężar gatunkowy. Tam miałeś pokoleniowy dramat, tu film gatunkowy. Ale to prawda – wracamy w podobnej konfiguracji. Eryk gra fightera, który wraca do walki, a ja jako trener mu w tym pomagam. Mobilizuję go do walki, przekonuję o własnej wartości i utwierdzam w przekonaniu, że wciąż może wygrywać.

PLAYBOY Podobno Kuba Wojewódzki powiedział, że jesteście najlepszym aktorskim duetem w Polsce.

CHABIOR I Kuba Wojewódzki ma rację (śmiech). A poważnie – pewnie wynika to z tego, że my się wzajemnie uzupełniamy. Uwielbiam Eryka, to facet, który na planie daje z siebie sto pięćdziesiąt procent. Nie ma w nim ściemy, nie ma udawania. A że dzika energia Eryka jakoś współgra w moją, to wychodzi z tego to, co nam wychodzi. Sama frajda. Więc powtórzę – Wojewódzki się nie myli.

PLAYBOY Jeszcze wrócę do Underdoga, ale chciałbym podręczyć cię trochę o to granie drani.

CHABIOR No lubię, co poradzę.

PLAYBOY Pośród dziennikarzy mówi się, że napisanie złej recenzji jest łatwiejsze, bo można się w tekście wyżyć na twórcy, a z dobrą trzeba się namęczyć. A jak jest z graniem?

CHABIOR Myślę, że paradoksalnie podobnie. To znaczy niezwykle łatwo jest stworzyć jednowymiarową postać złego. I niestety nie będzie ona do nikogo przemawiać. Żeby postać była przekonująca, zapadała w pamięć, trzeba nadać jej masę półcieni, niuansów. Weź takiego Mariana Bońkę, którego zagrałem w Służbach specjalnych, na pierwszy rzut oka można powiedzieć – to człowiek na wskroś zły. Ale przez to, że kochał rodzinę i była dla niego na pierwszym miejscu, nie da się o nim tak łatwo powiedzieć – skończony drań. Owszem, zły, ale nie do końca. Myślę, że dlatego widzowie tak go polubili.

PLAYBOY Nie ma dobrych ani złych, wszystko jest szarością?

CHABIOR Chodzi o to, żeby unikać postaci papierowych i przewidywalnych. Takie są najłatwiejsze do zagrania, ale też i nic po nich nie zostaje. Kino czy teatr wybrukowane są postaciami, które nic nie znaczą. Dlatego żeby zagrać wiarygodnego złego, trzeba się nakombinować. No i trzeba go napisać tak, aby było w nim to coś. Lepiej w złym szukać dobra niż zła w dobrm. To po prostu ciekawsze jest.

PLAYBOY Poza tym lubimy nieskazitelnych dobrych bohaterów.

CHABIOR Bo lubimy etykietki, które łatwo przyklejamy. Czy święty Franciszek był dobrym człowiekiem? Musimy polegać tylko na tym, co o nim czytamy. A czy przekazy nie ubarwiają? Czy ktoś tego nie wymyślił? Tego się nigdy nie dowiemy. Ale mamy etykietę dobrego.

PLAYBOY Życie polega na przyklejaniu etykietek, bo tak nam łatwiej funkcjonować.

CHABIOR Zwróć uwagę na to, że gdy na pozornie nieskazitelnej postaci odkrywamy pęknięcia i szramy, często się od niej odwracamy, zaś gdy na kimś pozornie złym zaczyna się pojawiać coś innego niż czerń, to zaczyna nas fascynować. I o ten mechanizm chodziło mi, gdy mówiłem o tworzeniu niejednowymiarowych złych postaci. Ale nie tylko złych – postaci w ogóle. A co do etykietek, to wyobraź sobie, że jak byłem dzieckiem, byłem niebywale ładnym chłopcem. Taki cherubinek. Tyle że byłem też okropnym chuliganem. Ale wszystko uchodziło mi na sucho, bo byłem przecież takim ładnym chłopcem, co to na pewno nie mógł zrobić niczego złego (śmiech).

PLAYBOY Czyli idealna przykrywka.

CHABIOR Bo ludzie bardzo często chcą, aby to, co widzą, grało im z wyobrażeniem. Skoro ładny chłopiec, to pewnie musi być grzeczny. I tak mi się udawało.

PLAYBOY A jak z tym amantem?

CHABIOR No jak to jak – jestem amantem!

PLAYBOY To znaczy?

CHABIOR To znaczy, że kobiety mnie lubią, i to z wzajemnością (śmiech).

PLAYBOY Pytałeś?

CHABIOR Nie muszę pytać, ja to wiem (śmiech). Poza tym jestem facetem. Potrafię naprawić bojler i żelazko, a także z godziny na godzinę kupić bilet do Madrytu, żeby zabrać ukochaną na wycieczkę.

PLAYBOY Typ romantyczny?

CHABIOR Jak najbardziej.

PLAYBOY Mówisz: jestem facetem, potrafię naprawić bojler. To naprawianie bojlera definiuje męskość?

CHABIOR Nie chodzi o bojler oczywiście, żeby nikt nie pomyślał, że bycie facetem równa się posiadaniu tej umiejętności (śmiech). Chodzi mi o samodzielność. Wydaje mi się, że dziś pośród mężczyzn bycie zaradnym i umiejętność radzenia sobie z podstawowymi czynnościami, jak wymiana pieprzonej żarówki, to coraz większa rzadkość. A ja tam uważam, że bycie zaradnym i pomocnym w niczym nie gryzie się z byciem romantycznym. Poza tym kobiety lubią, jak facet potrafi sam coś zrobić, a nie, że za każdym razem, jak kran kapie, dzwoni po fachowca.

PLAYBOY A mnie chodziło o to, jak to jest z tym graniem amanta. Ponoć chciałeś, ale nie w komedii romantycznej.

CHABIOR To taki żart był, trochę się droczyłem z kimś, kto wywiad przeprowadzał. Jestem zadowolony z tego, gdzie i kim jestem. Oczywiście fajnie jest zagrać inną rolę, może i nawet kochanka czy amanta, ale bez szaleństw. Ktoś taką napisze, dostanę ją – będzie dobrze. Nie napisze – też dobrze. Nie jestem zachłannym gościem. Mam ogromne szczęście w życiu i nie będę kłamał, że jest inaczej. Granie daje mi możliwość wyżycia się.

PLAYBOY Aktorstwo jako terapia?

CHABIOR Lubię się wyszaleć w scenach, to prawda, ale czy to jest terapeutyczne, to nie wiem. Ja jestem prosty gość, co to lubi sobie siedzieć z boku, czekać, a jak przychodzi jego kolej, to gra.

PLAYBOY A jak nie gra?

CHABIOR To lubię się przyglądać. Lubię podróżować i przyglądać się ludziom. Obserwuję ich z daleka i dopowiadam sobie w głowie ich historie. Nie żebym od razu był Tonym Halikiem i jeździł po całym świecie, ale jak czuję potrzebę, to gnam przed siebie i patrzę, jak żyją inni. Poza tym wychodzę z prostego założenia. Życie jest fajne, jak się go zbyt poważnie nie traktuje.

PLAYBOY Ładne.

CHABIOR Czasami mam wrażenie, patrząc na innych ludzi, że nie potrafią wyluzować. Powiedzieć sobie – dość. Jak sobie coś w głowie ubzdurają, to próbują za wszelką cenę to osiągnąć, zarzynając się i pocąc pod pachami. Taki obrazek przychodzi mi do głowy. Facet wchodzi na górę, kilkaset metrów nad poziomem morza, a nogi ma jak z drewna. Nie potrafi i nie da rady, ale cały czas próbuje, nie dopuszczając do siebie myśli – a może to nie jest mi dane. Może moim talentem jest nie chodzenie po wysokościach, a jeżdżenie na rowerze u stóp góry. Staram się podchodzić do życia z dystansem. Nie chcę się napinać, nie chcę udowadniać, że mogę lepiej niż inni.

PLAYBOY To będę okropny. Zakładając ten kapelusik w Underdogu chciałeś nawiązać do postaci trenera i przyjaciela Rocky’ego Balboa i pokazać, że potrafisz stworzyć równie dobrą postać?

CHABIOR Starożytni Grecy wymyślili już wszystko. Potem Szekspir, Czechow i paru innych modyfikowali ich pomysły. Underdog w takim kontekście nie jest niczym nowym. To klasyczna opowieść o facecie, który miał wszystko, stracił to i teraz wraca, aby znów zawalczyć. Tym samym oczywiście jest mu blisko do Rocky’ego. Ale nie, nie mieliśmy w głowie tej postaci, choć faktycznie można mieć skojarzenia. Ale, na Boga, uwierz mi – nie chciałem od nikogo być lepszy ani z nikim się ścigać.

PLAYBOY A jak z celebrytami kina? Też się z nimi nie ścigasz?

CHABIOR Teraz to wszystko przypomina szybki pas transmisyjny. Siadasz, zakładasz konto na Instagramie, wrzucasz zdjęcia śniadania, które jesz nago. Albo jesteś pogodynką, albo jeszcze lepiej trenerką fitness i wio, najpierw trafiasz na portale plotkarskie, potem do śniadaniowej telewizji, a potem ktoś oferuje ci rolę w kretyńskiej komedii romantycznej, a ludzie zaczynają cię podpisywać – aktor. Kurwa! No nie na tym to polega.

PLAYBOY Kiedyś polegało na skończeniu szkoły.

CHABIOR Kiedyś to było tak, że jeśli nie byłeś dyplomowanym aktorem, na afiszu lądowałeś jako „trzy kropki”. I tyle z ciebie było.

PLAYBOY Ty dyplom zrobiłeś, będąc już dojrzałym i grającym aktorem.

CHABIOR Miałem takie zdjęcie, na którym wyglądałem jak młody Eugeniusz Bodo i zrobiłem dyplom tylko po to, żeby wkleić sobie w niego to zdjęcie (śmiech). A poważnie – zdałem egzamin eksternistycznie i jestem aktorem dyplomowanym, bo chciałem. Bo tego potrzebowałem. Sam egzamin był dla mnie najbardziej stresującym doświadczeniem.

PLAYBOY Bo?

CHABIOR Bo wychodzisz przed szacowną komisję, która składa się z samych tuzów i musisz im pokazać, że potrafisz. Okropne doświadczenie. Ale w jakiś sposób potrzebne, bo sprawdza ciebie i twoje umiejętności. Bycie aktorem nie jest czymś skomplikowanym. Chodzi w tym o to, żeby przeczytać rolę, zrozumieć ją, nauczyć się jej, a na końcu zagrać.

PLAYBOY To jest pozornie proste.

CHABIOR Proste jest tylko dla tych, którzy idą na skróty i gubią któryś z tych elementów. Jak nie zrozumiesz, kogo grasz, to go nie zagrasz. Jak się nie nauczysz tekstu, nie będziesz nad nim panował. I już. Nie da się omijać poszczególnych etapów, bo wychodzi fałsz. A wtedy ci pseudoaktorzy, zamiast koncentrować się na tym, co grają, opowiadają w wywiadach, co chcieliby zagrać. A takie coś kompletnie mnie nie interesuje.

PLAYBOY Opowiadanie o sobie w wywiadach?

CHABIOR Ja opowiadam o sobie w rolach. Tam daję z siebie wszystko. Tłumaczenie komuś potem, co chciałem przez rolę przekazać, uważam za absurdalne. Rola albo się broni sama, albo nie.

Rozmawiał: Robert Ziębiński

Zdjęcie: Adam Tuchliński

Wywiad ukazał się w styczniowym (01/2019) numerze miesięcznika Playboy

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska