"Pasja daje wolność" - wywiad z Pawłem Domagałą

2019-01-21
"Pasja daje wolność" - wywiad z Pawłem Domagałą

Paweł Domagała – metalowiec-safanduła w komedii "Exterminator. Gotowi na wszystko", bawidamek Filip w "Serce nie sługa", a w międzyczasie autor przebojowych piosenek ze swojego drugiego albumu "1984". Nam opowiada o kobietach w Ameryce, rycerzach na Giewoncie i gorzale w garderobie.

PLAYBOY Nie kusiło cię, żeby po Exterminatorze trochę pohałasować? Byłeś w tym całkiem wiarygodny.

DOMAGAŁA Koncertowe wersje kilku utworów są mocniejsze, dajemy w nich ujść emocjom. Może nie jest to aż metal, ale o punk zdarza nam się ocierać. Ale trzecia płyta może pójść w jeszcze innym kierunku, myślę o czymś ostro folkowym. Taką mam teraz zajawkę.

PLAYBOY Skąd ci się wzięła? Albo skąd fascynacja choćby Dave Matthews Band? Polskie radio rzadko ich puszczało.

DOMAGAŁA Mój brat był w Kanadzie. Poprosiłem go, żeby przywiózł mi płytę z muzyką, której tam słuchają. Tak poznałem Dave Matthews Band i od razu się zakochałem. To były czasy, kiedy w MTV jeszcze leciała muzyka, więc trafiłem też na teledysk do Too Much to Say i mega mi się podobało. A potem już poszło. Doszedł John Mayer, pojawili się Mumford & Suns, The Record Company, pełno country’owych, folkowych i bluesowych sytuacji. Podobała mi się nie tylko muzyka, ale też ich niewymuszony sposób istnienia na scenie. Taki chciałem być, naturalny, bez udawania.

PLAYBOY Oni są opozycją dla tych wszystkich dziwaków z Nowego Jorku i Kalifornii. Zwyczajne chłopaki grają zwyczajną muzykę dla zwyczajnych ludzi.

DOMAGAŁA Doskonale to rozumiem. Chłopak z gitarą czy dziewczyna z gitarą – to jest dla mnie nie do przebicia. Lubię, kiedy na scenę wychodzi ktoś, kto ma coś do powiedzenia i po prostu śpiewa. Czasem mniej znaczy więcej. Te wszystkie cekiny na naszym podwórku, przebieranki na koncercie klubowym to nie moja bajka. 

PLAYBOY Tę zwyczajną Amerykę lubisz nie tylko w piosenkach, ale i na ekranie. Za co najbardziej cenisz Diablo Cody? 

DOMAGAŁA Zaczęło się od Juno, za którego dostała Oscara, ale podobają mi się właściwie wszystkie filmy z jej scenariuszami. Lubię ten rodzaj narracji i taką wrażliwość, jaką ma Diablo. Tragiczno-komiczne spojrzenie na świat. Punkt widzenia kobiety, ale jednocześnie nie jest to tzw. kino kobiece. 

PLAYBOY To prawda, ona opowiada o kobietach inaczej niż amerykańskie kino głównego nurtu. Może właśnie chodzi o to, że wcześniej robili to głównie faceci?

DOMAGAŁA Nie wiem, czy damska, czy męska – według mnie jej perspektywa jest po prostu bardziej ludzka. Faceci też są u niej fajnie przedstawieni, bardziej prawdziwi. Wydaje mi się, że Diablo Cody ma wyjątkowo empatyczne spojrzenie na bohaterów i to jest jej osobista wrażliwość, płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Nawet jeśli bohater jest połamany przez los, to i tak się go rozumie i lubi. Za jej sposobem pisania idzie specyficzny rodzaj gry aktorskiej, polegający na wykorzystaniu minimalnych środków. U Diablo widzę początki mumblecore i to mi się podoba. Jej scenariusz determinuje to, w jakim sosie zanurzony jest cały film.

PLAYBOY Rzeczywiście, opowieści Diablo są feministyczne, ale znajduje w nich miejsce na fajnych facetów.

DOMAGAŁA To nie jest stereotypowy feminizm, tylko po prostu patrzenie na świat z kobiecej perspektywy. Dla mnie ta perspektywa jest ciekawa i pouczająca.

PLAYBOY Której my nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć, bo jesteśmy mężczyznami i jest nam na tym świecie dobrze, jak pączkom w maśle.

DOMAGAŁA Ludzkie problemy są uniwersalne. Jeśli jesteś przedstawicielem tego pokolenia i mieszkasz w dużym mieście, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że kiedyś dopadnie cię samotność w tłumie, że nie będziesz mógł poradzić sobie ze swoim życiem. Nie w sensie materialnym, ale egzystencjalnym. Nie wiemy, za co się złapać, czego od nas oczekuje świat. Diablo Cody bardzo fajnie przedstawia ten niepokój. Równie ciekawie przedstawiona jest u niej miłość. Nigdy cukierkowa – zawsze wymagająca, czasem trudna, a czasem niemożliwa. To mi się podoba. 

PLAYBOY Samotność to rosnący problem. Naprawdę można ją tylko kontemplować za pomocą popkultury?

DOMAGAŁA Kiedy byłem dzieckiem, relacje międzyludzkie – choćby z sąsiadami, ze znajomymi – były prostsze. Albo inaczej: wtedy w ogóle były jakiekolwiek relacje. Teraz wszystko jest bardzo anonimowe. Mieszkam w Warszawie na wielkim nowym osiedlu i w ogóle nie znam sąsiadów, a jednocześnie widzę, że wszyscy jesteśmy dziś trochę roszczeniowi. Mniej jest miejsca na spotkanie, życzliwość czy refleksję: „Skoro nie stać nas na dom, to może lepiej spróbować dobrze żyć z sąsiadami?”. Ludzie naoglądali się telewizji, zobaczyli, jak inni żyją i też by tak chcieli. Ale po pierwsze, to jest tylko telewizja, a po drugie, nie każdego na to stać. Nie musimy przecież mieć wszystkiego. Nie każdy jest człowiekiem sukcesu i nie ma w tym nic złego. 

PLAYBOY Media rzeczywiście kreują potrzeby, których nie jesteśmy w stanie zaspokoić.

DOMAGAŁA Z tego rodzi się frustracja, a z niej agresja. Co z kolei znajduje ujście w tym, że wiele osób próbuje dziś wypowiadać się na każdy temat, zamanifestować swoje zdanie w każdej życiowej przestrzeni. Na osiedlach służą temu różnego rodzaju internetowe fora dla mieszkańców. Poza tym, że spotykamy na nich ludzi bardzo zaangażowanych w życie osiedla czy dzielnicy, udzielają się tam również tacy, którzy odważni są jedynie w internecie. Kiedy spotykasz ich na ulicy, nawet nie podnoszą wzroku. Z młodości pamiętam bardziej ludzkie relacje. Znało się sąsiadów, zostawiało się u nich klucze, można było coś sobie wyjaśnić. Dzisiaj wszystko jest dostępne, a jednocześnie bardziej odległe. 

PLAYBOY Na te mieszkania na nowych osiedlach trzeba zapieprzać. Ludzie nie mają czasu na zawieranie znajomości, a kiedy już przychodzą te cenne dwie godziny wolnego czasu, chcą je spędzić tak, jak sobie wymarzyli. A ty właśnie tupiesz albo tłuczesz kotlety!

DOMAGAŁA Dokładnie, o to chodzi. Ja to wszystko rozumiem. Pracowałeś kiedyś w korporacji?

PLAYBOY Przez chwilę; szybko do mnie dotarło, że nie udźwignę.

DOMAGAŁA Na pewno wiesz, że w większości z nich procedury mają wpływ nawet na język, którym ludzie się komunikują i nikogo nie interesuje to, jakim jesteś człowiekiem. Nikt nie sprawdza, co czyni cię wyjątkowym – oceniany jesteś przez pryzmat swoich wyników. Wielu moich kolegów pracowało w korporacjach i część już z nich uciekła, a części mocno zryło to banię. Nie jestem lewicowym bojówkarzem, który nienawidzi wielkich firm, ale warto zwrócić uwagę na to, że mogą niszczyć ludzi. 

PLAYBOY I znowu, jak los amerykańskich kobiet, możesz to bezpiecznie obserwować, bo ciebie to nie dotyczy.

DOMAGAŁA Niekoniecznie. W branży muzycznej i filmowej działają podobne mechanizmy. W serialu czy komercyjnym filmie też tkwisz w korporacyjnych trybach, choć nie siedzisz w biurze. Jeżeli chcesz mieć sukces, musisz się zgodzić na ten pęd, ale ile sobie uszczkniesz wolności, na przykład mówiąc komuś, że czegoś nie zrobisz, bo ci się nie podoba – to twoje. Na szczęście w muzyce tego nie doświadczam. Robię to, co chcę i tak jak chcę. Sami wydajemy sobie płyty, a ich dystrybucją zajmuje się Mystic, niezależna wytwórnia, powołana z miłości do muzyki.

PLAYBOY Zapewne wywiad ten przeczyta niejeden pracownik takiej firmy i zaklnie pod nosem: „No, łatwo ci mówić, kolego, ale nie każdy ma taki talent, który pozwala na funkcjonowanie w wolnym zawodzie. Co ja mam zrobić?”. 

DOMAGAŁA Nie wiem. Większość moich przyjaciół pracuje w korporacjach i często o tym gadamy, ale chyba nie mają wyjścia. Tak jest świat urządzony. Mogą próbować nie dać się złamać, zachowywać osobistą wolność, ale wiem, że to nie jest łatwe. Kiedy przez osiem godzin dziennie jesteś traktowany jak robot, jak cyfra w tabeli, to po powrocie do domu rzeczywiście wszystko może cię denerwować. Nie oceniam więc tych ludzi, bo wiem, że miałem szczęście i udało mi się pójść inną drogą. Bo gdybym nie grał, nie śpiewał, co miałbym innego robić? Założyć sklepik z warzywami? I tak dojechałaby mnie korporacja, sprzedając jabłka sto razy taniej niż ja. Wiem, że wyrwanie się z tego systemu nie jest łatwe. Dobrze mieć pasję, która daje człowiekowi wolność. Być może za tymi biurkami siedzą genialni malarze i muzycy, jednak nie mieli tyle szczęścia, żeby się zajmować tylko tym. Ale może po godzinach warto poświęcić się swojej prawdziwej miłości.

PLAYBOY Postanowiłeś też poszukać wyłomu w korporacyjnych strukturach produkcji filmowej i pracujesz nad własnym projektem. Co możesz już dziś powiedzieć?

DOMAGAŁA Działamy. Mamy obsadę, operatora, trwają prace scenariuszowe i powoli przymierzamy się do produkcji. Połączyliśmy talenty wielu ludzi i chcemy zrobić coś naprawdę swojego, zupełnie na rympał. Mogę tylko powiedzieć, że to będzie film pełnometrażowy. Współczesny Bareja, w formie mockumentu. 

PLAYBOY Interesuje was w tym wszystkim raczej big picture, przemiany społeczne i polityczne, czy dynamika relacji pomiędzy jednostkami?

DOMAGAŁA Przecież stosunki międzyludzkie są determinowane tym, co dzieje się na świecie. Przemiany społeczne, polityczne i kulturowe są ze sobą nierozerwalnie połączone. Polityka też mnie interesuje głównie jako skutek uboczny większych zmian, bo to, co dzieje się u nas, dzieje się wszędzie, tylko tu przybiera postać konkretnych nazwisk i twarzy. To nieskończone źródło inspiracji. 

PLAYBOY W swojej twórczości zdarza ci się – różnymi metodami, by wspomnieć kabaret, rolę Marcysia w Exterminatorze, ale nawet Weź nie pytaj – kwestionować rolę mężczyzny jako pana i władcy. Ładnie to tak? We własne gniazdo?

DOMAGAŁA Coś w tym jest... Można być twardzielem, ale nie wolno tego udawać. Wzorzec mężczyzny, którego znamy z filmów z Jean-Claude’m Van Dammem jest już dawno nieaktualny, jest wręcz groteskowy i należy go obśmiać. Podobnie jak tzw. rockandrollowy styl życia. Dla mnie nie do pojęcia jest, że polskie zespoły mają w riderach alkohol. Żeby mieć status gwiazdy i życzyć sobie drogich trunków do garderoby, powinieneś się utrzymać na szczycie co najmniej dwadzieścia lat, a nie puszyć się po jednej czy nawet trzech płytach. Sprzedałeś 30 tysięcy płyt? No nie, stary, jeszcze nie jesteś gwiazdą, trochę pokory.

PLAYBOY Czasem też jest tak, że organizator chce ugościć. Gość w dom, Bóg w dom, te sprawy.

DOMAGAŁA Raz zdarzyło nam się, że whisky czekała w garderobie. To chore. Przyjechaliśmy do pracy, nie na imprezę. Napić się mogę w czasie wolnym, za swoje pieniądze. Jak idziesz do lekarza, to też mu polewasz?

PLAYBOY Wiesz, kiedyś dobry koniak skracał kolejkę do specjalisty czy na zabieg.

DOMAGAŁA To są tradycje rodem z PRL-u, z którymi jak najszybciej trzeba skończyć, a nie, że ja muszę się tłumaczyć, dlaczego nie chcę pić w garderobie. „Jesteś alkoholikiem?”. „No nie, stary, nie jestem, ale jestem kurwa w pracy i nie jestem Stonesem!”. Poza tym Stonesi na bank nie chleją, bo muszą trzymać formę na te wszystkie koncerty. Czytałem badania, z których wynika, że pokolenie mężczyzn wychowanych w PRL-u to-
talnie się rozpiło. Wszyscy chleją, również  politycy. Kobiety traktuje się z wyższością. I jeszcze to obrażanie się! Nie potrafię tego zrozumieć, że faceci się obrażają, to przecież jedna z najbardziej niemęskich rzeczy.

PLAYBOY Co w takim razie jest męskie?

DOMAGAŁA Odpowiedzialność za decyzje, które podejmujesz. Rycerskość – nawet jeśli na co dzień ma być tylko potencjałem. Kobiety mogą sobie świetnie radzić bez facetów, ale dobrze, jeśli gdzieś tam na Giewoncie śpi rycerz, który przyjdzie z pomocą w razie potrzeby. Nie może być wtedy przepity, przećpany, rozhisteryzowany, przewrażliwiony na swoim punkcie i zgłaszać pretensji do całego świata. Ma być oparciem, nie ciężarem. Ma być jak kaloryfer – twardy, ale ciepły. Powinien zapewniać poczucie bezpieczeństwa.

PLAYBOY Dla wielu mężczyzn to może być frustrujące, że częściej mówi się im, czego nie powinni robić, gdzie muszą ustąpić. 

DOMAGAŁA Tak to sobie wyobrażam, ale do końca nie wiadomo, jak ma wyglądać nowa męskość. Nie jest łatwo, bo dzisiaj świat od facetów niczego nie wymaga, więc musimy wymagać sami od siebie. To na pewno jest trudniejsze. Kobiety potrafią się zorganizować, a mężczyźni muszą szukać odpowiedzi na własną rękę. 

1984

Paweł Domagała 

[Mystic Production]

Singiel Weź nie pytaj odtworzono na YouTube ponad 70 milionów razy, co czyni z niego najpopularniejszą piosenkę polską w 2018 roku. A jak płyta? Oceńcie sami... 

Rozmawiał Jarek Szubrycht

Fot: Natalia Zakrocka

Tekst ukazał się w lutowym numerze (02/2019) miesięcznika Playboy

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska