"Lubię silne kobiety" - wywiad z Branfordem Marsalisem

"Lubię silne kobiety" - wywiad z Branfordem Marsalisem

Branford Marsalis grał na saksofonie z największymi, od Milesa Davisa po Stinga. Eksperymentował z soulem i hip-hopem. Nam zaś opowiada o Donaldzie Trumpie, social mediach i o tym, co lubi w kobietach.

Z wywiadami jest trochę jak z jazzem: nie musisz znać nut, ale jeśli nie czujesz tego, co grasz, nic się nie uda. Bardzo wiele bowiem zależy od tego, jaką relację budujesz między sobą, instrumentem, zespołem a publicznością. Wystarczy, że gdzieś zgubisz jeden element – a całość pójdzie do piachu. Poza budowaniem relacji, mamy jeszcze element zaskoczenia. Każdy wywiad, podobnie jak powiedzmy jazzowe standardy, oparty jest na określonej konstrukcji. Zadajesz pytanie, czekasz na odpowiedź. I tu znów wracam do relacji. Jeśli nie rozumiesz tego, co grasz, nie uda ci się zrobić tego tak przekonująco, aby uwierzyli w to inni. Jeśli siadasz do rozmowy i nie wiesz, z kim rozmawiasz – cóż, jest ogromna szansa, że to ci nie wyjdzie. Ale gdy wiesz, a po drugiej stronie masz kogoś, komu się chce – wtedy wszystkie elementy trafiają na swoje miejsce.

Wspominam o tym nie przez przypadek. Branford Marsalis jest jazzmanem. Pochodzi z rodziny o jazzowych tradycjach, jego bracia grają jazz. On sam grał z największymi – od Milesa Davisa, przez Herbie Hancocka i Dizzy Gillespiego, Arta Blakeya, a na Stingu (w najlepszych latach) i Grateful Dead kończąc. Co jakiś czas wpada do Polski. Gra wtedy najczęściej z Anną Marią Jopek. Ostatnio wydali wspólną płytę Ulotne i z tej okazji się spotkaliśmy. Ale skojarzenie z jazzem i wywiadami nie ogranicza się tylko do prostego skojarzenia: muzyk – wywiad – muzyka. Z Branfordem pierwszy spotkaliśmy się w Warszawie jesienią 2015 roku, grał kilka koncertów w stolicy. Prezydentem Stanów Zjednoczonych był wtedy jeszcze Barack Obama, a nasza rozmowa tylko w niewielkim stopniu dotyczyła muzyki. Gadaliśmy przede wszystkim o polityce i o tym, jak Ameryka, która wybrała czarnego prezydenta, tak naprawdę wciąż nie radzi sobie z rasizmem.

Minęły trzy lata. I teraz wyobraźcie sobie taką sytuację. Oto jesteście na koncercie, z którego musieliście nagle wyjść. A potem dzieje się coś niezwykłego. Idziecie znów na koncert tego samego artysty i nagle okazuje się, że zaczyna się on dokładnie od tej piosenki, na której ostatnio się skończył. W 2015 roku rozmowę z Branforem przerwała menedżerka, która musiała zabrać go na koncert. Trzy lata później zaczęliśmy dokładnie tak, jakby nikt nam nie przerywał. To nie zdarza się często. W zasadzie prawie nigdy. Marsalis należy bowiem do wąskiego grona rozmówców, którzy wywiad traktują nie jako przykry obowiązek, a jak rozmowę. Snucie opowieści. O sobie, świecie, o tym, co go otacza. I o tym, z czym się nie zgadza.

PLAYBOY Kiedy ostatni raz się widzieliśmy, prezydentem w Stanach był Barack Obama...

MARSALIS Dla mnie ten nowy jest całkiem do niego podobny.

PLAYBOY Słucham?

MARSALIS (śmiech) Sprawdzam cię.

PLAYBOY A już myślałem, że masz jakąś teorię udowadniającą, że Obama i Trump są podobni.

MARSALIS Ależ mam!

PLAYBOY To dawaj.

MARSALIS Prezydent Trump kocha pokój na świecie tak samo jak Obama (śmiech). A poważnie, to uważam, że stało się bardzo dobrze, że wygrał.

PLAYBOY Bo?

MARSALIS Bo pokazuje, że wybory to także konsekwencje tego, na kogo oddało się głosy. A teraz popatrz na tych wszystkich dwudziestopięciolatków, którzy powtarzają – wszyscy politycy są tacy sami, więc dlaczego miałbym głosować? No i co? I teraz budzą się przerażeni, chodzą na manifestacje i krzyczą o wolności. A ja się pytam – gdzie byli, gdy były wybory? Co robili wtedy?

PLAYBOY To samo, co w Polsce. Uważali, że wybory ich nie dotyczą.

MARSALIS Oczywiście, że ich nie dotyczą. Więc teraz dzięki tej postawie mają konserwatywny Sąd Najwyższy. Siedzą i płaczą na demonstracjach i w mediach. A wystarczyło tylko iść na wybory. Podatki, które uderzają w najbiedniejszych? Och, jak mi przykro, ale to efekt tego, że nie poszliście na wybory!

PLAYBOY U was wybór jest prosty – republikanie i demokraci.

MARSALIS Will Rogers, jeden z najwybitniejszych amerykańskich satyryków, zwykł opowiadać taki dowcip: „Nie wierzę w żadną polityczną partię. Dlatego jestem demokratą” (śmiech). Ten żart bawił w latach 20. ubiegłego wieku, ale mam wrażenie, że od tamtej pory nic się nie zmieniło. Demokraci to polityczne ugrupowanie, które z rozkoszą na każdym kroku strzela sobie w jaja. Prosty przykład. W prawyborach Partii Demokratycznej do wyborów prezydenckich mieliśmy dwóch kandydatów, Bernie Sandersa i Hilary Clinton. I teraz co robią demokraci? Ano dzielą się na dwa obozy. Zwolennicy Berniego mówią otwartym tekstem – jak wygra Hilary, nie zagłosujemy na nią w wyborach. Zwolennicy Clinton mówią to samo. I co? I nie głosują. A teraz popatrz na obóz przeciwny. W prawyborach Partii Republikańskiej co zrobili choćby Ted Cruz i John Kasich? Przekazali swoje głosy na Trumpa. I zwolennicy przeciwników obecnego prezydenta zagłosowali na niego, nie dlatego, że szanują jego program, a dlatego, że są republikanami i głosują na republikanów. Ot, drobny szczegół.

PLAYBOY Ale w Polsce mamy to samo. Partie opozycyjne wobec rządzącej PiS wyżynają się między sobą, zamiast tworzyć front do politycznej walki.

MARSALIS Ale jaki ty chcesz robić front polityczny? Jeśli ci ludzie nie potrafią dogadać się między sobą, to jak mają rządzić państwem? Dam ci prosty przykład. Mój basista – zwolennik Berniego. Po tym, jak Hilary została oficjalną kandydatką demokratów, on mówi: „Nie będę na tę babę głosował, oszukała Berniego!”. Milczę. Trump wygrał wybory. Pytam: „I jak ci z tym, cieszysz się?”. „Daj spokój, i tak to nic nie zmieni”. Mijają miesiące. Podatki lecą w górę. Pytam: „Jak ci?”. On na to: „Daj spokój, nie ma o czym gadać”. Potem Brett Kavanaugh zostaje sędzią Sądu Najwyższego. Pytam: „I co, jak ci z tym?”. Tu już się złamał: „Cholera, powinienem jednak na nią zagłosować”. Teraz?

PLAYBOY Najczęściej tak jest, że otrzeźwienie przychodzi po fakcie.

MARSALIS Głosowanie to nie wybór między tym, co lubisz, a tym, co lepsze dla kraju. Nie ma kandydata idealnego, są kompromisy. Jak w życiu.

PLAYBOY A Trump wygrał wybory dzięki temu, że uderzył w emocje wyborców. Zresztą w Polsce mamy podobną sytuację.

MARSALIS Dokładnie. Trump przemówił do tej grupy białych wyborców, którzy tęsknili za światem, w którym czerpali korzyści z faktu, że są biali. Światem, w którym w biurach poważne stanowiska zajmowali tylko biali, światem, w którym kobiety robiły tylko jedno – zajmowały się domem. Jest taki serial, Opowieść podręcznej, oparty zresztą na wybitnej powieści, i on w genialny sposób pokazuje, za czym tęsknią wyborcy Trumpa: za czystymi latami pięćdziesiątymi ubiegłego wieku. Nie odzywaj się, kobieto, idź do kuchni i ugotuj coś. A potem możesz rodzić mi dzieci. Idealny strój kobiety? Bosa i w ciąży.

PLAYBOY Ale czy ciebie to dziwi? Ludzie lubią prostotę, a lata 50. były proste.

MARSALIS Nie dziwi. Choć może trochę. Nie rozumiem, dlaczego chłopcy mają taki problem ze zrozumieniem, że świat się zmienił. Że czasy, kiedy wracali z pracy, a w domu czekała na nich żonka w podomce, która nie robiła nic innego poza gotowaniem, pytaniem o to „jak było w pracy, mój dzielny mężu” i rozkładaniem nóg, już dawno minęły. Tak było w serialach Wiercipięta, Kocham Lucy i dla niektórych tak powinno być w życiu.

PLAYBOY A potem przyszła rewolucja seksualna, którą wielu panów zwyczajnie przespało.

MARSALIS Na przełomie lat 60. i 70. pojawił się w Stanach serial The Mary Tyler Moore Show, opowieść o samotnej, niezamężnej kobiecie, która robi karierę w mediach. O Jezu – pół kraju zwariowało, krzycząc, że to patologia i ona powinna zajmować się rodzeniem dzieci, a nie odbierać pracę facetom. To był początek procesu, który zmienił podział społecznych ról. Możemy pójść głębiej. Gdy spojrzysz na lata 50. i sport, to w Stanach nie było wtedy czarnych. Jackie Robinson (legendarny czarny gracz baseballowy – przyp. red.) był wyjątkiem niepotwierdzającym reguły. A potem przyszły lata 80. i nagle okazało się, że cała liga, i baseballowa, i footballowa, zaczęła się składać z czarnych. Co zrobili biali? Przerzucili się na oglądanie hokeja!

PLAYBOY Ale przecież dorosło inne pokolenie. Wnuków i ojców z lat 50.

MARSALIS I połowa tego pokolenia miała w nosie, czy gra biały, czy czarny i czy żona gotuje, czy pracuje. Ale ta druga połowa nie. Ta druga połowa pielęgnowała w sobie zadrę, zaś za wszystkie swoje życiowe niepowodzenia winą obciążali – czarnych, żółtych, kobiety, gejów... A potem przyszedł Trump i zagrał na ich uczuciach. Pamiętacie, jak „Ameryka była wielka”? Pamiętacie czasy, gdy Detroit było nasze? Gdy byliśmy potęgą? A dlaczego nie jesteśmy? Bo świat zmierza w złym kierunku. Bo kobiety zajmują się mówieniem, a nie gotowaniem. Bo czarni i Meksykańcy zabierają wam pracę... I ja z tym zrobię porządek.

PLAYBOY Populizm jest w cenie.

MARSALIS Jest. Bo zdobywa posłuch. Hilary zaś, jak i wszyscy demokraci, wybrali drogę tak absurdalną, że aż dziw bierze, że tego nie widziała. Otóż ona ograniczyła się do mówienia, jak to złym człowiekiem jest Trump. I? Ja się pytam: i co z tego, skoro ludzie słuchają jego słów? Oni mają w nosie, czy Trump jest świętym, czy diabłem, kiedy mówi do nich ich językiem. Kiedy wyraża to wszystko, co siedzi ukryte w ich duszach. Uczymy się w szkołach o konsekwencjach paktu z diabłem, ale kiedy podsuwa się nam cyrograf, szybko o nich zapominamy, licząc swoje korzyści.

PLAYBOY Brzmi to trochę tak, jakbyś zdawał relację z tego, co dzieje się w Polsce. U nas opozycja w zasadzie ogranicza się tylko to bezustannego mówienia o tym, jak to Jarosław Kaczyński jest zły, a Antoni Macierewicz jest wariatem.

MARSALIS I co z tego wynika?

PLAYBOY Nic.

MARSALIS Tak jak w Stanach. Zajmując się obrzucaniem błotem republikanów, demokraci pominęli zupełnie społeczeństwo. Podczas gdy przeciętni Amerykanie zamartwiali się kondycją służby zdrowia. A co zrobili republikanie? Nagle, zupełnie wbrew sobie, zajęli się nowelizacją ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych. Kurczę, głosowali za nią nawet ci senatorowie, którzy do tej pory z nią walczyli. A wszystko w imię populistycznych gestów, które zjednują im wyborców. Reszta może krzyczeć.

PLAYBOY Albo próbować naśladować populistyczne gesty przeciwników.

MARSALIS Tak! Liberałowie w Stanach mają teraz nowy projekt – darmowa opieka zdrowotna dla wszystkich. Brzmi pięknie, ale w to nie wierzę. Mówię o tym głośno znajomym, a ci do mnie, że jestem fatalistą, natomiast wprowadzenie bezpłatnej opieki zdrowotnej dla wszystkich jest możliwe. Pytam: „Jak?”. Pada odpowiedź: „Jeśli zakończymy wojny...”. Nie. Nie chcę fantazji. Chcę odpowiedzi na konkretne pytanie: „Skąd weźmiesz piętnaście miliardów dolarów, które pochłonie ten projekt? Jeśli... Nie wyjeżdżaj mi tu z »jeśli«, proszę o konkret – gdzie znajdziesz te pieniądze?”. Uzależniamy wszystko od durnego „jeśli”, podczas gdy prawda leży przed nami i jesteśmy na nią kompletnie ślepi. Jeśli zmniejszymy podatki wielkim korporacjom, to ich oszczędności nie będą paliwem dla rozwoju gospodarki. Korporacje są zachłanne, ich nie interesuje dobro ogółu, a ich własne dobro. Operują na modelu transakcyjnym – czyli przeznaczają oszczędności na transakcje, które zapewnią im płynność finansową, a nie państwu.

PLAYBOY A czy w Stanach jest też tak jak u nas, że gdy coś idzie nie po myśli polityków, to ci, aby odciągnąć uwagę od porażki, zaczynają wymyślać wyimaginowane zagrożenia, żeby tylko odwrócić uwagę od własnej nieudolności?

MARSALIS Oczywiście. Kiedy Trumpowi nie wypala kolejny wyimaginowany projekt, zaczyna się straszenie. Pierwszego tygodnia straszenia mamy wozy meksykańskich emigrantów nadciągające do Stanów. Drugiego tygodnia mamy już Meksykanów, Hindusów i przemytników narkotyków. Trzeciego tygodnia mamy Meksykanów, Hindusów, przemytników, przestępców i uchodźców ze Środkowego Wschodu. Czwartego tygodnia mamy Meksykanów, Hindusów, przemytników, przestępców, uchodźców ze Środkowego Wschodu oraz chorych na malarię i tyfus... I tak to eskaluje.

PLAYBOY Kto w to wierzy?

MARSALIS Społeczeństwo przestaje, zostają tylko ci najbardziej oddani wielbiciele pana prezydenta.

PLAYBOY I dalej cieszysz się, że wygrał wybory?

MARSALIS Tak! Bo to lekcja dla demokracji. Trzeba głosować. Nie kierować się sercem i lękiem czy emocjami, a rozumem.

PLAYBOY Zdajesz sobie sprawę, że to utopia, że ludzie tak nie będą działać. Emocje są wpisane w nasze decyzje.

MARSALIS Uciekając od świata polityki. Popatrz na to, co robią niektórzy artyści. Wydają płytę, która sprzedaje się w pięciu milionach egzemplarzy. Myślą, że chwycili Boga za pięty, więc kupują wielkie domy, wydają miliony dolarów, bo przecież ludzie nas kochają. Zapominają tylko o jednym drobnym elemencie: żeby do tego „kochają” dodać słowo „teraz”. Dziś ich kochają, a za dwa lata, gdy będą wydawać nową płytę, nikt jej nie kupi i oni zostaną z długami. Trump uwierzył w to, że Ameryka będzie go zawsze kochać, ale tak nie jest. Prędzej czy później skończy jak muzycy, którym uderzyła sodówka.

PLAYBOY Zmieniając temat – słyszałeś o Threatin, zespole, który kupił sobie polubienia i wyświetlenia na Facebooku, wyprzedał trasę koncertową, a potem grał dla pustych sal?

MARSALIS Social media nas ogłupiają. Normalny właściciel klubu, który decyduje się na sprowadzenie do siebie zespołu, o którym nie słyszał, chwyta za telefon i dzwoni do miejsca, gdzie grali ostatnio. Pyta właścicieli, ile osób było, jak grał zespół. Tak było kiedyś. Teraz ludziom wydaje się, że to, co robimy w sieci, jest prawdą, że liczba lajków jest wyznacznikiem popularności. Ale nie jest. To wszystko ściema, na której żerują takie grupy jak Theartin. I powiem ci, że nie żal mi tych wszystkich organizatorów, którzy włożyli w ten przekręt kasę. Nie trzeba wierzyć temu, co dzieje się w sieci, a sprawdzać, jak sieć przekłada się na rzeczywistość.

PLAYBOY Ludzkość nigdy się nie uczy na błędach.

MARSALIS Oj, nie. Popatrz na piramidę Berniego Madoffa (twórca piramidy Madoffa, jednego z największych przekrętów finansowych XXI wieku – przyp. red.). Na zdrowy rozsądek – kto mógł uwierzyć w taką bzdurę, że jeśli oddasz oszczędności, to dostaniesz czterdzieści pięć procent wzrostu? No jak? To niemożliwe. Ale ludzie są tak potwornie zachłanni i chciwi, że tego nie widzą. Oddają milion, bo myślą, że wyciągną półtora? Niestety nie, kurwa, nie trzeba skończyć ekonomii, żeby wiedzieć, że to nie działa. A wracając do tego zespołu. Nie winię ich za to, co się stało. Próbowali zarobić, bo ludzie z natury lubią zarabiać. Nie zawsze uczciwie.

PLAYBOY A gdyby tak wyłączyć social media?

MARSALIS A po co?

PLAYBOY Myślałem, że jesteś ich przeciwnikiem.

MARSALIS Nie. Social media nie zmieniły ludzi. Nasze słabości, wady charakteru istniały na długo, zanim Mark Zuckerberg wymyślił Facebooka. To, co się stało i to, co dały nam social media, to mocniejsze uwypuklenie wszystkich wad ludzkich charakterów. Nasza ułomność stała się towarem, którym się handluje. Ale czy gdy zniknie platforma, która służy do manipulacji, to nagle staniemy się lepszymi ludźmi? Ano nie. To tak nie działa. W 1988 roku byłem z zespołem w Związku Radzieckim. Pewnego wieczoru wdałem się w komiczną kłótnię z tamtejszymi artystami. Pochodzę z miasta, w którym ględzenie przez artystów bzdur jest czymś tak naturalnym, jak oddychanie, więc gdy otoczyli mnie w barze, od razu wiedziałem, z kim mam do czynienia. Kolejna gromada porąbańców, która nie ma bladego pojęcia, o czym mówi. „Amerykanie to kapitalistyczne świnie!”. Ej, koleś, chyba żartujesz, skoro jestem taką świnią, to dlaczego nie mogę zapłacić rublami w taksówce? I skoro u nas jest tak źle, to wytłumaczcie mi, proszę, dlaczego, kurwa, za wszystko u was płacę papierosami? Ja nawet, kurwa, nie palę! A muszę wszędzie chodzić z fajkami, nawet kurwy przyjmują płatności w papierosach. Jeśli coś nie działa, to wasz system, a nie nasz. Ponieważ nie mieliśmy nic do jedzenia poza kawiorem, a do picia tylko wódkę, szybko się nawaliliśmy. Wtedy jeden z radzieckich pisarzy spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: „Wiesz co, masz rację. Ten system nie działa”. „Wiem – odparłem. – I to się niebawem skończy. Ale wraz z tym systemem upadnie ogromna część kultury”. „Jak to?”. „Tak to. Teraz, kiedy przez tydzień chodzę ulicami Moskwy, widzę dzieciaki na darmowych koncertach. Widzę tłumy na koncertach i kolejki w muzeach. Ale kiedy ten system upadnie, upadnie wszystko. Nie będzie darmowych koncertów, wejść do muzeów. Usiądziecie jak my w Stanach przed telewizorami, a one zastąpią wam prawdziwe życie”. „Ale jak to” – zaczęli się oburzać. Miałem wtedy dwadzieścia osiem, dziewięć lat. Byłem pewnym, może zbyt pewnym siebie chłopakiem, ale w jednym się nie myliłem. Kiedy masz wybór – zostać w domu i się nudzić, bo ani w radiu, ani w telewizji nie ma nic, albo iść do darmowego muzeum czy na darmowy koncert, to idziesz. To wybór, który nie wynika z wielkiego głodu sztuki. To po prostu zabijanie nudy. Ale kiedy włączysz im telewizję, dasz kilka programów, to będą mieli w dupie sztukę. Usiądą przed odbiornikami i będą się w nie wpatrywać. Tacy już jesteśmy. Łatwo nami manipulować. Wystarczy dać za darmo coś, co wymaga zaangażowania czasu i po nas. Kiedyś robiło to radio, potem telewizja, a teraz Facebook. Ludzie płaczą nad upadkiem cywilizacji i falą fakenewsów, nie zwracając uwagi na to, że one powstają, bo oni – odbiorcy – ich potrzebują.

PLAYBOY Potrzebują?

MARSALIS Bo przecież jakoś zainteresowanie trzeba podtrzymywać. Fakenewsy, afery, aferki, to wszystko jest tylko po to, żeby utrzymywać zainteresowanie.

PLAYBOY Dlatego odcinasz się do aktywności w social mediach?

MARSALIS Po prostu podchodzę do tego zdroworozsądkowo. Kiedy ludzie, których nie znam, zaczęli wysyłać mi pytania: „gdzie chodziłeś na studia?”, odpisywałem: „nie wasza, kurwa, sprawa”. I tyle. „Czy chcesz znaleźć swoich przyjaciół” – zadał pytanie Facebook. Tak – oczywiście. Ale nie potrzebuję do tego twojej pomocy. Poza tym, gdybym naprawdę chciał kogoś znaleźć, na bank nie użyłbym social mediów. Zanim powstały te wszystkie portale, ludzie radzili sobie znakomicie, szukując znajomych.

PLAYBOY Ale Facebook ma to ułatwiać.

MARSALIS Paradoksalnie – utrudnia. Kiedy obserwujesz kogoś, kogo nie widziałeś dwadzieścia lat, a potem się z nim spotykasz, tak naprawdę nie masz o czym z nim rozmawiać. Bo o czym? Wiesz, że ma syna, widziałeś jego zdjęcie, żona świetnie wygląda, dom piękny mają. Po co rozmowa, skoro wszystko jest już wrzucone?

PLAYBOY To fakt – sprzedajemy wszystko.

MARSALIS Bezmyślnie. Nie jest żadnym odkrywaniem Ameryki stwierdzenie, że dobrowolnie kupczymy wszystkimi danymi, jakie mamy. Choć słowo „kupczymy” jest tu nie na miejscu. My oddajemy wszystko za darmo. Za możliwość zalogowania się. Kiedyś wdałem się z żoną w małą kłótnię o Facebooka. Żeby była jasność – używam go do pracy. No więc moja żona mówi do mnie: „Dlaczego nie oznaczyłeś mnie na fejsie?! Ukrywasz mnie przed światem?”. „Co mam powiedzieć? Nie mam kochanki, nie jesteś jakąś wielką tajemnicą. Po prostu moje małżeństwo to moja rzecz, nie dotyczy pracy i ludzie, z którymi się komunikuję, nie muszą wiedzieć, kim jesteś. Nawet nie chcę, żeby wiedzieli”.

PLAYBOY Dała się przekonać?

MARSALIS Nie do końca. Wciąż nie chce uwierzyć, że dla mnie to mało istotne, że publikowanie informacji o tym, co robię w domu, mnie nie interesuje. Wypracowaliśmy kompromis – jeśli ona chce się dzielić życiem, proszę bardzo. Ja nie chcę. Nie uważam, że wszystko, co robię, musi zostać zamieszczone w sieci. Aż tak mądry nie jestem.

PLAYBOY Szkoda, że inni nie mają takiego podejścia.

MARSALIS Jest scena w Ojcu chrzestnym II, kiedy Michael Corleone przejmuje rodzinne interesy i odkrywa, że starszy brat Fredo niemal wystawił go mafii w Las Vegas. Rozmawiają, a Fredo rozgoryczony krzyczy: „Dlaczego mnie zdradziłeś, przecież jestem starszym bratem, jestem bystry!”. No nie, nie był. Na Facebooku jest wiele osób, które uważają, że są mądre, bystre i powinny być wysłuchane. Ale na koniec dnia okazuje się, że nie ma tam zbyt wiele osób, które warto słuchać...

PLAYBOY Gorzkie słowa.

MARSALIS Jakieś dziesięć lat temu podszedł do mnie na ulicy muzyk, którego nie znam. Zaczepił mnie, mówiąc: „Ale ty miałeś w życiu szczęście, grałeś z tyloma niezwykłymi muzykami. Inni nie mają takiego fuksa i choć zasługują na to, nikt o nich nie słyszał”. Spojrzałem mu w oczy i wypaliłem: „Po pierwsze, w tym mieście nie ma utalentowanych muzyków. A po drugie – jeśli naprawdę chcesz zagrzać w tej branży miejsce, wybij sobie z głowy myślenie: »zasługuję na zauważenie«. Nie ma jednej istoty ludzkiej, która na to zasługuje. Ludzie mogą chcieć cię słuchać, ale nie muszą. Jeśli grasz koncert, a nikogo na nim nie ma, to może problem nie leży w ludziach, a w tym, co do nich mówisz. Może po prostu nie spełniasz ich oczekiwań. Muzyka polega na tym, żeby ktoś jej słuchał. Granie dla pustych sal nie jest celem”.

PLAYBOY Grywałeś dla takich?

MARSALIS Żyję z grania na pieprzonym saksofonie. I robię to już od kurewsko długiego czasu. Jest wielu kolesi, którzy grają na saksofonie. Różnica polega na tym, że ja z tego żyję, a oni nie. Czy jestem od nich lepszy? Nie. Po prostu zgrywam się z zespołem i gram dokładnie to, czego się ode mnie oczekuje. Miałem kiedyś w zespole basistę. Koleś napieprzał niezwykle szybko, a ja chciałem, żeby grał spokojnie i w tle. Mówię mu: „Uspokój się, graj z innymi”. A on na to: „Ale ja znam takie sztuczki…”. „Ale ja nie potrzebuję twoich sztuczek”. Zazwyczaj tłumaczę rolę w grupie na prostym baseballowym przykładzie, więc mówię mu: „Jesteś jak obrońca, który myśli, że jest miotaczem. Kiedy obrońca gra jak miotacz, traci na tym zespół. Mamy w drużynie miotacza lepszego od ciebie, ty masz bronić. Nie potrafisz się dostosować – nie ma cię. Na tym polega bycie zespołem”. Wielu muzyków, zwłaszcza jazzowych, myśli o grze w kategorii solówek. I mamy kłopot, bo solo to nie wszystko. Czasami lepiej jest ich nie grać wcale. Gdy występuję w zespole Anny Marii Jopek, jestem częścią jej składu. Do moich obowiązków nie należy przyćmienie wszystkich swoimi możliwościami, a zgranie się z grupą tak, aby być jej częścią. Nie wolno mi dominować, bo rozwalę całość. Pierwsze skrzypce gra tu wokalistka, jeśli ją zdominuję, to owszem, pokażę, jaki jestem dobry, ale rozwalę przekaz, a granie nie polega na burzeniu, a budowaniu świata. Chodziłem na koncerty Rolling Stonesów, gdy grał z nim Ernie Watts. Pamiętam, jak byłem zaskoczony, gdy okazało się, że przez długi czas nie było go słychać, a potem nagle wchodził głośno i wyraźnie. Nagle zrozumiałem. Ernie wcześniej nie grał w rockowym zespole. Nie miał wyczucia piosenki, więc grał cały czas. Chłopaki zaś widząc, czy raczej słysząc ten problem, po prostu wyciszali go i włączali tylko wtedy, gdy miał zabrzmieć saksofon.

PLAYBOY To rozwiązanie problemu?

MARSALIS Długofalowo nie. Kiedy grałem ze Stingiem, pierwszą rzeczą, jaką powiedziałem technicznemu, było: „Nie musisz mnie wyciszać, gram pod szefa”. A on na to: „Jak będziesz grał pod szefa, nie będziemy wyciszać”. I grałem. Gram ze Stingiem, nie za Stinga. Moim zadaniem jest nie dominowanie, a sprawienie, że brzmienie będzie jeszcze pełniejsze.

PLAYBOY Ale wiesz o tym, że wielu muzyków, którzy zaczynają karierę, próbuje wyrobić sobie własne nazwisko dzięki współpracy z kimś znanym.

MARSALIS Często słyszę, że zagranie z kimś tam będzie stanowić dla mnie odskocznię. Odskocznię do czego – się pytam? Do tego, żeby stracić pracę, bo grasz nad zespołem? Że co – wszystkim spadną z wrażenia szczęki, bo tak wymiatasz? Nie, nikt nie zwróci uwagi na to, jak świetnie zagrałeś, bo wszyscy będą wkurwieni o to, że nie słuchałeś szefa.

PLAYBOY Mówiliśmy trochę o tym, jak postrzegają rolę kobiet zwolennicy Trumpa, a z innej beczki – jak ruch #MeToo wpłynął na branżę muzyczną? Odbił się podobnym echem jak w filmowej?

MARSALIS Oj, odbił. Podejście do kobiet w tej branży było podobne do podejścia w branży filmowej. Nie ma się co oszukiwać, to w zasadzie jest ten sam świat. Problemy mają dziś Greg Osby czy Steve Coleman, ale może zostawmy to, nie chcę brnąć w plotki. Nigdy nie byłem świętoszkiem i jest wiele rzeczy, które mógłbyś mi zarzucić, ale też jest jedna, której nikt nie może. Otóż nigdy nie czułem potrzeby wywierania na innych presji poprzez swoją pozycję. Piłem, pewnie, a jak byłem młodszy, to piłem dużo, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby po pijaku emablować dziewczynę. Zresztą jeśli mam być szczery – pijacki seks jakoś nigdy mi nie pasował. Już wolę zrobić sobie dobrze ręką, niż wysilać się, żeby coś zrobić z pijanym organizmem. Poza tym w seksie lubię ten moment, gdy spoglądam partnerce w oczy i widzę w nich zaufanie i oddanie. Strach, poczucie obowiązku czy zwykłe zamroczenie zupełnie na mnie nie działają. I w dodatku inaczej mnie wychowano.

PLAYBOY Jak?

MARSALIS Mój ojciec może i nie był najczulszym ojcem świata. Ale też nigdy nie był facetem, który traktował kobiety przedmiotowo. Nigdy nie opowiadał dowcipów o cyckach i tyłkach. Nigdy nie nazywał kobiet „suczkami”. W zasadzie nigdy nie słyszałem z jego ust takich rzeczy o kobietach, jakie mówi nasz prezydent. Moje podejście do kobiet to zapewne kwestia wychowania. Po prostu szanuję naszą odmienność i szukam porozumienia. A że mam słabość do twardych kobiet – pewnie po mamie, bo była niezwykłą twardzielką – to poszukiwania czasami bywały burzliwe. Ale nigdy nie były naznaczone chęcią dominacji.

Rozmawiał: Robert Ziębiński

Fot: Commons.wikimedia.org

Artykuł ukazał się w lutowym (02/2019) numerze miesięcznika PLAYBOY

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska