"Aktorstwo to moja miłość absolutna" - wywiad z Tomaszem Włosokiem

2019-02-18
"Aktorstwo to moja miłość absolutna" - wywiad z Tomaszem Włosokiem

Po głównej roli w "Diablo" i udanym występie w "Underdogu" wrota kariery stoją przed Tomaszem Włosokiem otworem, ale rozmowa z PLAYBOYEM jest z gatunku słodko-gorzkich, jak życie.

PLAYBOY: Zanim trafiłeś na ekrany, studiowałeś dziennikarstwo. Gdybyś więc został dziennikarzem, to jaką dziedziną byś się zajmował?

Tomasz Włosok: Wiesz, tak szczerze to poszedłem na te studia, bo trochę nie miałem pomysłu na życie. To było dla mnie takie prześlizgniecie się przez kolejny etap życia, o czym zupełnie nie wstydzę się teraz mówić. Nie wiedziałem zatem, po co się tam znalazłem, ale pozwoliło mi to zmienić środowisko. Zawsze interesowała mnie też strona reportażowa w ujęciu telewizyjnym.

PLAYBOY: Dlaczego?

Tomasz Włosok: Bo mam duży problem z tym, że nie wiem, czy to, co mówię ma sens i jest wartościowe, a reportaże poruszające sprawy społeczne mają sens. Tym właśnie jest dla mnie dziennikarstwo.

PLAYBOY: To jak wpadłeś na pomysł, by zostać aktorem?

Tomasz Włosok: Początkowo chciałem po prostu uwypuklić swój warsztat dziennikarski przez uczęszczanie na zajęcia z gatunku „aktorstwo w dwa dni” i tak już zostało.

PLAYBOY: I co, jesteś teraz w stanie powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: aktorstwo to moje powołanie?

Tomasz Włosok: Powiem inaczej – aktorstwo jest moją absolutną miłością. Oddałem mu część serca i tego już nie zmienię. Ten zawód mnie w jakiś sposób definiuje.

PLAYBOY: Małoletnie gwiazdy kina kończą różnie, ale nie masz poczucia, że straciłeś sporo czasu przez wahanie się, co chciałbyś robić?

Tomasz Włosok: Uważam, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Późno zacząłem się tym interesować, ale też z drugiej strony szybko po szkole zacząłem pracować. Jestem ogromnie wdzięczny losowi za miejsce, w którym jestem, ale czasem myślę o tym, czy wszystko nie dzieje się zbyt wcześnie. Dochodzę jednak do wniosku, że to odpowiedni moment, bo skosztowałem wielu rzeczy – część mnie rozczarowała, część wzmocniła, wiem chyba dostatecznie dużo. Wszystko jednak zweryfikuje czas.

PLAYBOY: W tym roku będzie cię wszędzie pełno. Nie boisz się tej intensywności?

Tomasz Włosok: Boję się i to cholernie. Może nie tego, że będę wychodzić z lodówek, bo to się raczej nie wydarzy, ale tej wspomnianej weryfikacji, czyli rozliczenia się z wielu zadań, które wykonałem. Nie ma co ukrywać, to przecież zaważy na mojej przyszłości. Ważne są nie tylko umiejętności, ale też decyzje. Liczę, że jednak podjąłem słuszne.

PLAYBOY: Czy zagranie poruszającego się na wózku chłopaka w „Underdogu” było jak dotąd twoim najtrudniejszym, najbardziej wymagającym wyzwaniem?

Tomasz Włosok: Tak, ale też najbardziej stymulującym. Miałem bardzo mało czasu na przygotowanie, ba, wydaje mi się, że dołączyłem jako ostatni do obsady tego filmu. To była kolejna trudność, ale po cichu o niej marzyłem – bo chciałbym być aktorem od różnie rozumianych trudnych zadań. W ogóle bardzo nie lubię, gdy coś przychodzi mi łatwo.

PLAYBOY: Łatwe nie jest też życie freelancera, którym chcąc nie chcąc jesteś.

Tomasz Włosok: Wstajesz rano i jeżeli wiesz, że masz coś do zrobienia, to ci dyktuje samopoczucie na cały dzień. Gdy wiesz, że w grafiku pusto, to czujesz się źle, rzeczy ci umykają, nie wychodzą. Przez życie od zlecenia do zlecenia, gdy kompletnie nie wiesz, co cię czeka za kilka dni, szybciej siwiejesz, wypadają ci włosy i jesteś ogólnie nieszczęśliwy. To jest okrutne. Naprawdę nie chciałbym takiego życia, ale ten zawód się z nim po części wiąże. Owszem, niby można osiąść w teatrze, związać się ze stałym zespołem, ale dostać się tam... Odbyłem kilka rozmów z dyrektorami – nie jest tak, że możesz sobie ot, tak przyjść, musi cię ktoś przyprowadzić. Tylko widzisz, to jest dokładnie to samo, co z wysyłaniem CV do firmy. Najlepiej, gdybyś skończył naukę, ale miał od razu dziesięć lat doświadczenia. To jest bezsens.

PLAYBOY: Co do lat - za rok skończysz trzy dychy. Skłania cię to do jakichś przemyśleń?

Tomasz Włosok: Głównie do podejmowania odważnych decyzji. Już wiem, że zrobię sobie pierwszy poważny rachunek sumienia - co zrobiłem źle, a co dobrze, kto dodaje mojemu życiu wartości, a kto je zabiera. Wtedy się upewnię którą drogą powinienem podążyć. Szybko kończy się czas życia w bańce, w której jesteś młodym adeptem swojego fachu, dopiero wkraczającym w świat. Ten rok nie będzie może wielki pod względem pracy, ale tak po ludzku powie mi, czy się nadaje, czy już muszę szukać innej roboty.

PLAYBOY: A czy czasem nie jest tak, że jak raz wejdziesz w to środowisko, to w jakiś sposób już zawsze będziesz w nim gdzieś tam funkcjonował?

Tomasz Włosok: Chciałbym się rozwijać i żyć z mojej pasji, bo to największe spełnienie zawodowe. Ale wiesz, żyć tak naprawdę, a nie musieć bez przerwy kombinować. To przerażające, ale rynek jest jednak bezwzględny. Życie w tym kraju jest ogólnie bardzo ciężkie, a w sferze artystycznej, cóż, jeszcze cięższe.

PLAYBOY: Wspominałeś wcześniej o decyzjach. Masz w głowie jakieś role, które mogłyby ci zaszkodzić?


Tomasz Włosok: Tu akurat wszystko zależy od czasów, których żyjemy i kraju, w którym jesteśmy. U nas często identyfikuje się aktora z daną rolą, co jest głupotą. Gdy grasz to wcale się nie deklarujesz po którejś ze stron. Kolejna rzecz to odbieranie aktorowi możliwości zagrania, bo np. nie je mięsa, a bohater jest zawziętym mięsożercą. Kolejna głupota, ale tym razem po stronie reżyserów czy producentów.


PLAYBOY: Z drugiej strony - zdziwiłbyś się, gdyby reżyser X miał w naszym kraju pewne opory w obsadzeniu geja w roli amanta przez wzgląd na "co ludzie powiedzą"?


Tomasz Włosok: Ma świecie nie jest to niczym dziwnym, że zdeklarowani homoseksualiści grają amantów, bo odbiór ich roli przez widzów nie zmienia się przez to, kim są prywatnie. Mam za to mocne obawy, że w naszym kraju by to i dyktowało odbiór, i możliwość dostania roli. Przykre, jednak mam nadzieję, że nasze pokolenie jest w większości tolerancyjne i dużo bardziej otwarte, dzięki czemu widzi, że myślenie stereotypowe jest nie fair.

PLAYBOY: O stereotypach pewnie mógłbyś sporo powiedzieć, bo nie wyglądasz na swój wiek i pewnie często to słyszysz. Przeszkadza ci to trochę?

Tomasz Włosok: Główny problem jest taki, że nadal nie chcą mi sprzedawać wina w sklepie... Oprócz tego raczej mi nie doskwiera ten stan rzeczy. Układa mi się. Mam kobietę, którą kocham nad życie i nie czuję potrzeby postarzania się na siłę.


PLAYBOY: Tyle że nadal mówisz o sferze prywatnej, a nie zawodowej.

Tomasz Włosok: Jest coś takiego, że młody wygląd sugeruje moim rozmówców, że mało wiem. Spotykam się z tym, że ludzie w pracy traktują mnie jak dziecko. W ramach zadośćuczynienia mam nadzieję, że dobrze się zakonserwuję na przyszłość.


PLAYBOY: Rzadko, jak zauważyłem, ktokolwiek pyta cię też w wywiadach o poważne rzeczy. No to teraz jak na spowiedzi - czemu zostałeś wegetarianinem?

Tomasz Włosok: Zależy mi na zwierzętach u staram się im pomagać jak mogę. Trzeba mieć świadomość, że jesteśmy za nie odpowiedzialni i nie mamy prawa jako ludzie bezwzględnie ich mordować, by potem po tygodniu wyrzucić szynkę, której nie zjedliśmy. Gdy jadłem mięso, miałem poczucie jedzenia trupa i gryzienia jego mięśni. Czasem zdarza mi się zjeść rybę, ale i tego się oduczam. To jest w ogóle ciekawy temat, bo moja rodzina ma... sklep mięsny. Mój dziadek, który przyjechał do Warszawy za chlebem spod Radzymina, uruchomił swoje kontakty w wiejskich masarniach i stworzył biznes, który odniósł swego czasu sukces. Siłą rzeczy, jeszcze na studiach, przywoziłem do stolicy solidną wałówę.

PLAYBOY: Zacząłeś o stolicy, to skończmy stolicą. Ile masz w sobie z warszawskiego cwaniaka?


Tomasz Włosok: Wychowałem się na ławce z kumplami na pograniczu Ochoty i Włoch, więc z pewnością mam dużo. Do tego w dawniejszych czasach ćwiczyłem sporty walki. Trochę zmusił mnie do tego tata, bo chciał, żebym się realizował i gdzieś wyładowywał energię. Zapisał mnie więc do szkoły aikido Marcina Velinova, który był kaskaderem i osobistym dublerem samego Stevena Seagala. Złapałem bakcyla i chciałem ciągle więcej, dlatego wziąłem się też za tajski boks i krav magę. Ostatnio wróciłem do ćwiczeń. Jestem typem, który musi się ruszać, bo inaczej wariuje.

Rozmawiał: Krzysztof Nowak

Fot: Łukasz Saturczak

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska