Quincy Jones: pan od muzyki

2019-03-08
Quincy Jones: pan od muzyki

Pracował z Frankiem Sinatrą, Arethą Franklin, Milesem Davisem i Michaelem Jacksonem. Quincy Jones jest ważnym elementem kultury popularnej już od blisko siedmiu dekad, ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Wie, kto stał za zabójstwem Kennedy’ego. Zna „ciemną stronę” Hillary Clinton, ale woli nie rozwijać tego tematu. The Beatles? „Byli najgorszymi muzykami na świecie. Skurwiele nie potrafili nic! Paul był najgorszym basistą, jakiego kiedykolwiek słyszałem. Ringo? Nawet nie prowokuj...”. To tylko niektóre wypowiedzi Jonesa z głośnego wywiadu, którego udzielił portalowi Vulture w lutym 2018 roku. Później cały incydent określił miałem „słownego wyrzygu” i za wszystko przeprosił. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Poznał tyle gwiazd, że łatwiej chyba wyliczyć te, z którymi jakimś cudem się nie zetknął. Pablo Picasso? „W 1957 roku mieszkaliśmy obok siebie w Cannes. Non stop chodził odurzony absyntem!”. Leni Riefenstahl? „Zaprosiła mnie w Berlinie na obiad. Od niej wiem, że cała III Rzesza jechała na kokainie. To wiele tłumaczy!”. Sharon Tate? „Człowieku, miałem być u nich w domu tego dnia, gdy wpadła tam banda Mansona!”.

Quincy Jones wychował się na ociekających krwią ulicach Chicago i w dzieciństwie marzył, by zostać gangsterem. „Mieszkałem w najgorszym czarnym getcie w czasach najgorszej depresji. Innego życia nie znałem” – powie po latach. Muzykę odkrył w czasach szkolnych trochę przez przypadek. Szybko okazało się, że ma talent praktycznie do wszystkiego, za co się zabierze. Twierdzi, że miał 13 lat, gdy na własne oczy zobaczył, jak niewiele starszy kumpel, Ray Charles, wstrzykuje sobie heroinę. Sam Jones pierwszą przygodę z narkotykami zaliczy niedługo potem, ale nigdy się nie wciągnie.

Jego znakiem rozpoznawczym stało się przełamywanie barier. Quincy był młody i czarnoskóry, a w latach 50. w USA wciąż obowiązywała segregacja rasowa. Po powrocie z trasy koncertowej po Europie zyskał na to nową perspektywę. Miał wtedy zaledwie 19 lat, a to doświadczenie „otworzyło mu serce i duszę”. Niedługo potem rozpoczął karierę w telewizji, gdzie miał możliwość zagrania między innymi z młodziutkim Elvisem Presleyem. W kolejnych latach wrócił do Europy i edukował się w Paryżu pod okiem legendarnej kompozytorki Nadii Boulanger.

Sygnet Sinatry i „bliźniak”

Najlepszych kontraktów nigdy nie podpisywał. Właśnie tak było z Charlesem i Sinatrą, którzy po latach zawodowej współpracy zostali potem jego najbliższymi przyjaciółmi. Z tym drugim po raz pierwszy zagrał w 1958 roku. Spisał się tak dobrze, że kilka lat później nawiązali już poważniejszą współpracę. To właśnie Sinatra zaczął mówić na Jonesa „Q” i właściwie w pojedynkę sprawił, że w kasynach w Las Vegas przestały dla niego obowiązywać rasowe podziały.

W kolejnych latach ich przyjaźń wykroczyła daleko poza muzyczną współpracę przy kolejnych albumach. W grudniu 1968 roku Jonesowi urodził się syn. Producent i kompozytor przebywał wtedy w Londynie, ale po powrocie do domu czekał na niego wyjątkowy list. Właściwie nie tyle na niego, co na jego potomka. Sinatra powitał syna swojego kumpla czekiem, który gwarantował pełne pokrycie kosztów zdobycia wyższego wykształcenia. Zaś na łożu śmierci przekazał kompanowi sygnet, z którym nie rozstawał się od ponad czterdziestu lat. Jones twierdzi, że od tamtej pory nie zdjął go nawet na moment.

Tak dobre stosunki Quincy miał praktycznie z wszystkimi gwiazdami, które spotykał na swojej drodze. Z Michaelem Cainem spotkał się podczas pracy nad Włoską robotą. Między kolejnymi zdjęciami panowie przeszli od słowa do słowa i szybko okazało się, że łączy ich wyjątkowa więź. Obaj urodzili się 14 marca 1933 roku.Co prawda na dwóch różnych kontynentach, ale dokładnie o tej samej godzinie. Po latach Caine i Jones zaczną się przedstawiać jako „niebiańscy bliźniacy”.

Pamiętne imprezy z Brando

W życiu Quincy’ego chwilami ciężko odróżnić legendy od faktów. Wiadomo, że najgłośniejszy medialny konflikt miał z Tupakiem. W 1993 roku zyskujący popularność raper w jednym z wywiadów w wulgarnych słowach wytknął legendzie muzyki, że przez całe życie wiązał się z białymi kobietami, które rodziły mu potem „spieprzone dzieci”. Faktycznie – Jones doczekał się potomstwa z pięcioma różnymi kobietami, które łączy to, że są białe. W obronie ojca wystąpiła wtedy Rashida, jego najmłodsza córka.

„Gdyby nie działalność takich ludzi jak mój ojciec, to gdzie byś teraz był? Nie walczysz o swoją rasę. Jak dla mnie to próbujesz wszystko zniszczyć i srasz na swoich ludzi” – kończyła swój list zbulwersowana nastolatka. Tupac szybko wycofał się ze swoich słów i za wszystko przeprosił. Być może dlatego, że już wtedy w oko wpadło mu jedno ze „spieprzonych dzieci” Quincy’ego.

Z Kidadą, starszą siostrą Rashidy, zdążył się nawet zaręczyć. Mimo to według jednej z teorii spiskowych to właśnie Jones miał stać za zabójstwem rapera. Wcale nie z zemsty za słowa sprzed lat, ale przez nieodwzajemnioną miłość. „Różnie mnie w życiu nazywali. Mam to gdzieś. Naprawdę ktoś sądzi, że mógłbym się dobierać do faceta, który zaręczył się z moją córką? Nie interesują mnie takie sprawy. Całe życie jestem hardkorową lesbijką” – tłumaczył producent w swoim charakterystycznym stylu.

Długi język do dziś często wpędza go w kłopoty. Po głośnym wywiadzie dla Vulture nikt nie miał do niego pretensji o teorie na temat zamachu na Kennedy’ego. Szeroko komentowano za to ujawnione przez niego homoseksualne romanse Marlona Brando. Aktor był kolejnym z jego znanych przyjaciół. Lubili się do tego stopnia, że Jones mógł liczyć na zaproszenia na prywatną wyspę Brando, która wchodziła w skład Polinezji Francuskiej. „Marlon był najbardziej uroczym skurwielem, jakiego można sobie wyobrazić. Ruchał wszystko. Wszystko! Wyruchałby nawet skrzynkę na listy! Jamesa Baldwina, Richarda Pryora, Marvina Gaye’a...” – wyliczał Jones podczas swojego „słownego wyrzygu”. Okazało się jednak, że tym razem chyba wcale nie przesadzał. Jennifer – ostatnia żona Pryora – potwierdziła biseksualne skłonności aktora, o których ten miał się szczegółowo rozpisywać w swoich dziennikach, które do tej pory jeszcze nie ujrzały światła dziennego.

„To były lata siedemdziesiąte! Narkotyki były wtedy wciąż dobre – zwłaszcza metakwalon. A jeśli przyjąłeś wystarczająco dużo kokainy, to mogłeś wyruchać kaloryfer i wysłać mu rano kwiaty”– wyjaśniła obrazowo pani Pryor i dodała, że Richard – gdyby żył – na pewno nie miałby do Jonesa pretensji, bo nigdy nie zaliczał się do pruderyjnych osób.

Z Jacksonem po sławę

Pryor spotkał się Jonesem między innymi na planie Czarnoksiężnika z krainy Oz. Musical z 1978 roku przyniósł producentowi kolejną nominację do Oscara, ale był przede wszystkim okazją do nawiązania bliższych relacji z Michaelem Jacksonem. Piosenkarz właśnie przymierzał się do nagrania kolejnego solowego albumu, ale chciał stworzyć się na nowo i dotrzeć do szerszej publiczności. Quincy miał mu doradzić w wyborze nowego producenta. Gdy zaczęli rozmawiać, okazało się, że najlepszym człowiekiem do tej roboty jest właśnie sam Q.

Wyprodukowany przez niego album Off The Wall został doceniony przez krytykę i dostarczył Jacksonowi kilku ponadczasowych hitów. Jednak to dopiero nagrany niedługo potem Thriller przyniósł komercyjny przełom i jest do dziś uznawany za najlepiej sprzedający się album wszech czasów. Oficjalnie udokumentowano sprzedaż ponad 47 milionów egzemplarzy, a branża doceniła ten projekt, przyznając aż osiem nagród Grammy.

Jones współpracował z Jacksonem jeszcze podczas nagrywania albumu Bad, który jest uznawany za ostatni naprawdę dobry w dorobku „Króla Popu”. Po drodze był jeszcze bezprecedensowy projekt We Are The World. Piosenkę, która miała uświadomić problem głodu w Afryce, Jackson napisał z Lionelem Richie’m, ale całość przedsięwzięcia nadzorował nie kto inny jak Quincy.

A było czego pilnować. Stężenie gwiazdorstwa było jedyne w swoim rodzaju, dlatego producent przed drzwiami do studia nagraniowego zawiesił wymowną prośbę: „ego zostawcie przed wejściem”. Mimo to nie obeszło się bez zgrzytów. Po latach Jones wspominał, że najwięcej problemów miał z niesforną Cyndi Lauper, która uparcie odmawiała zdjęcia bransoletek, co zrujnowało niejedną wersję nagrania.

Pojawił się też inny problem – z grona 42 gwiazd solowe partie mogła zaśpiewać tylko połowa. Harry Belafonte i Bob Geldof nie załapali się do „lepszej” połówki, ale Jones ostatecznej selekcji dokonał dopiero po zakończeniu nagrań. „To było jak wciskanie arbuza do butelki po coli” – powiedział potem o całym procesie decyzyjnym.

Emerytura pełna wrażeń

Kilka miesięcy wcześniej sprawdził się też jako producent filmowy. Oczywiście poza tym odpowiadał także za ścieżkę muzyczną do filmu Kolor purpury, który zdobył 11 nominacji do Oscara. Sam Jones najważniejszą statuetkę zdobył dopiero w 1994 roku, ale za działalność humanitarną. Do nagrody Grammy był nominowany 80 razy i jest w tej kwestii rekordzistą. Najczęściej (27 razy) triumfował jako producent. W sumie nominowany był w aż piętnastu kategoriach. Podobną wszechstronnością nie może się pochwalić nikt inny w świecie muzyki.

Z biegiem lat hiperaktywny Jones powoli zaczął się wycofywać. W 1995 roku zakończyło się jego ostatnie małżeństwo – z Nastassją Kinski. Od tamtej pory jest wolny, ale wcale nie odcina kuponów. Wciąż tworzy muzykę i sam siebie nazywa nocnym zwierzęciem. Zaczyna codziennie tuż po północy. Przed wejściem do studia wyłącza każdy z kilkunastu telefonów. Jeszcze w lutym 2018 roku przekonywał, że ma 22 dziewczyny, które wiedzą o sobie nawzajem. Według samego zainteresowanego przed kilkoma laty do tego grona należała też Ivanka Trump.

Jones od lat co kilka miesięcy lata do Sztokholmu, gdzie badają go najwybitniejsze umysły współczesnej medycyny. Cały czas cieszy się dobrym zdrowiem i żyje na specjalnie ułożonej diecie. Według ostatnich prognoz lekarzy, nic nie stoi na przeszkodzie, by pokonał granicę stu lat życia. Obsesją producenta stało się w ostatnich latach sudoku. Wierzy, że dzięki codziennym ćwiczeniom minimalizuje ryzyko demencji i Alzheimera.

W 2017 roku odpalił kolejny projekt, który niezbyt pasuje do wizerunku pana grubo po osiemdziesiątce. Qwest TV to „jazzowy Netflix” – multimedialna platforma, która za kilka dolarów miesięcznie zapewnia dostęp do unikalnych materiałów. Jesienią 2018 roku muzyk doczekał się także filmu dokumentalnego, nad którym od kilku lat pracowała jego córka Rashida. Quincy Jones nie ukrywa, że boi się starości, więc na złość całemu światu postanowił chyba nigdy się nie zestarzeć.

1933

Jones przychodzi na świat w Chicago. Duży wpływ na jego młodość miał rozwód rodziców.

1958

Pierwszy raz występuje na scenie z Frankiem Sinatrą. W kolejnych latach zostaną bliskimi przyjaciółmi.

1964

Na zaproszenie Sidneya Lumeta komponuje ścieżkę muzyczną do filmu Lombardzista. Wkrótce Jones będzie miał więcej podobnych zleceń.

1982

Świat muzyki podbija Thriller Michaela Jacksona. Jones wyprodukował ten i jeszcze dwa inne albumy „Króla Popu”.

2018

Jones w serii głośnych wywiadów ujawnia nieznane szczegóły życia największych hollywoodzkich gwiazd. W tym samym roku premierę ma również nakręcony przez jego córkę dokument Quincy.

Tekst: Kacper Bartosiak

Tekst ukazał się w marcowym numerze miesięcznika PLAYBOY.

Fot: Getty

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska