Twardziel z zasadami: Parker, czyli ojciec Johna Wicka

Twardziel z zasadami: Parker, czyli ojciec Johna Wicka

Bez niego nie byłoby ani Johna Wicka (premiera trzeciej części jego przygód w maju), ani Jacka Reachera (nowy tom Czas przeszły całkiem niedawno trafił do sklepów). Przed wami Parker – choć nigdy nie był prawdziwym człowiekiem, absolutnie zasługuje na miano legendy.

Jeśli chcesz kogoś okraść, sprawdź dobrze, kogo wybrałeś na swoją ofiarę. Jeśli typ, któremu chcesz odebrać pieniądze, nazywa się Parker, lepiej od razu zrezygnuj. Nie chodził bowiem po tej ziemi człowiek gorszy i podlejszy od Parkera. Kim jest i skąd pochodzi? Nie do końca wiadomo. Jedno jest pewne: lepiej z nim nie zadzierać. Nieważne, kim jesteś. Parker, niczym śmiercionośny duch, osaczy cię, zabije twoich przyjaciół i wspólników, zabierze, co jego, a na koniec miłosiernie odbierze ci życie.

Na świat przyszedł w 1962 roku i od razu miał około trzydziestu ośmiu lat. Skórę miał jak z kamienia, a jego spojrzenie mogło zabić. Już w chwili narodzin Parker miał kłopoty – żona wraz z jego wspólnikiem postanowiła go zabić i ukraść łup ze skoku. Postrzelony i zostawiony na pewną śmierć Parker nie poddał się. Cudem uratowany, wylizał się z ran i powrócił, aby wyrównać rachunki i odzyskać swoje dziewięćdziesiąt trzy tysiące dolarów. Oczywiście zabijając po drodze tylu drani, ilu będzie trzeba.

„Bez Parkera nie byłoby Jacka Reachera” – mówił mi podczas spotkania twórca najpopularniejszego twardziela współczesnej popkultury, Lee Child. Po chwili dodał: „W postaci wymyślonej przez Westlake’a było to wszystko, co stanowi o wielkości popkulturowego bohatera: tajemnica, przemoc, charyzma i jeszcze więcej przemocy”.

Nie mylił się. Kiedy Westlake (pod pseudonimem Richard Stark) napisał pierwszą powieść z Parkerem, czyli "The Hunter", był ponoć tak przerażony swoim bohaterem, że uśmiercił go w finałowej scenie. To agent literacki pisarza ocalił życie Parkera, twierdząc, że "The Hunter" to świetny początek serii, która przyniesie Westlake’owi fortunę. Nie mylił się. Powieści z Parkerem sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Pierwsza seria, napisana w latach 1962–1974, uznawana jest za kanon mrocznego i okrutnego kryminału.

Dlaczego literacki ojciec chciał zabić Parkera? Aby to zrozumieć, musimy go umiejscowić na mapie kryminalnych bohaterów tamtych lat. Hammett i Chandler dali światu twardych prywatnych detektywów, kierujących się w życiu własnym kodeksem moralnym. Mike Hammer czy Dogeron Kelly z powieści Mickeya Spillane’a byli, owszem, okrutni, ale też i w gruncie rzeczy honorowi. Jim Thompson stworzył świat ponurych, przegranych życiowo bohaterów, których nic dobrego nie czeka. Podobni byli bohaterowie Davida Goodisa czy W.R. Burnetta. U Jamesa M. Caina zwykli ludzie popełniający zbrodnię zazwyczaj byli ukarani – jeśli nie przez prawo, to przez ślepy los. A Parker… Nawet jeśli przyjmiemy, że to Jim Thompson dał światu kryminału pierwszego głównego bohatera socjopatę ("Morderca we mnie"), to Westlake i tak poszedł o krok dalej.

W świecie jego powieści nie ma dobra i zła. Są tylko źli, gorsi i najgorsi. Próżno szukać tu policji, prawa czy skrzywdzonych, których ma bronić detektyw. Każdy jest umoczony. A po tych, którym wydaje się, że są cwani, przychodzi Parker. Urodzony socjopata, absolutny egocentryk i człowiek, który nie cofnie się przed niczym, by dopiąć swego. Do tej pory bohaterowie czarnych kryminałów, nawet jeśli byli przestępcami, kierowali się kodeksem honorowym i w efekcie opowiadali się po stronie dobra. Parker nie stoi po żadnej stronie. Nie interesuje go nic poza końcem własnego nosa. Dobro, zło, prawo i sprawiedliwość – to w jego świecie rzeczy tak marginalne, że nie ma co zawracać sobie nimi głowy.

Westlake, tworząc postać skończenie egoistycznego i wypranego z jakichkolwiek emocji bandyty, otworzył nowy rozdział w czarnym kryminale, bez którego trudno wyobrazić sobie nie tylko wspomnianego już Jacka Reachera, ale i Johna Wicka – płatnego superzabójcy, który ożywił konającą karierę Keanu Reevesa. Zresztą twórcy Wicka nie ograniczyli się tylko do inspiracji, oni w całości skopiowali go z powieści. Ale to już zupełnie inna opowieść, którą niebawem przeczytacie.

3 wcielenia Parkera

Robert Duvall w "The Outfit"

Jedna z najlepszych ról ikonicznego aktora, który na ekranie jest zimny jak stal. I zabójczy.

Mel Gibson w "Godzinie zemsty"

Mel tak pokochał Parkera (w filmie nazywał się Porter), że chciał zrobić z niego dobrego człowieka. Na szczęście nie wyszło.

Jason Statham w "Parker"

Jak dotąd, najnowsza adaptacja przygód naszego bandyty. Nie jest najlepsza, ale Statham – znakomity.

Fot: BEW, Eastnews

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska