"Niestety, czasami się mylę" - wywiad z Piotrem Adamczykiem

"Niestety, czasami się mylę" - wywiad z Piotrem Adamczykiem

Piotr Adamczyk zaczyna rok od aktorskiej schizofrenii. U Patryka Vegi zagra gangstera, a u Tomka Koneckiego czułego samotnego ojca. Dlatego rozmawiamy m.in. o tym, jak odnajduje się w skrajnych rolach, traumie po papieżu i dźwięku w polskim kinie.

Kiedy ostatni raz był w PLAYBOYU, właśnie świeżo został papieżem. Potem doszedł do tego Brunner (żeby nie być do końca świętym), samiec na testosteronie, ciepłe komedie romantyczne, Karol, ale zdobywca damskich serc i Witold Urbanowicz, czyli nasz najprawdziwszy as przestworzy. Trzeba powiedzieć, że Piotr Adamczyk ma niezły rozrzut. Ale to nie tylko to – wybór skrajnie odmiennych ról pokazuje jeszcze jedną rzecz, dość niespotykaną w polskim show-biznesie. A mianowicie – dystans do siebie. Niewiele znajdziecie u nas gwiazd, które potrafią się z siebie śmiać, i to z takim wdziękiem jak Adamczyk. To chyba było największe zaskoczenie tej rozmowy. Zamiast pana Adamczyka, gwiazdora, siada na naszej kanapie Piotrek – miły facet po czterdziestce, który nie ma problemów ani z żartami, ani z kpinami z własnej pozycji zawodowej. Z tym że stał się bohaterem memów także. Zresztą przeczytajcie tę rozmowę. I zapamiętajcie jedno – jeśli Patryk Vega zaproponuje wam zrobienie sztucznych tatuaży na planie – nigdy się na to nie zgadzajcie. Aha, i jeszcze jedno – jeśli Adam Tuchliński kiedyś powie wam, że ubija kotlety, żeby was poczęstować – nie wierzcie mu. Łże.

PLAYBOY: Ale że zostałeś szefem mafii to jakoś nie mogę uwierzyć.

Piotr Adamczyk Dlaczego? Że niby za miękki na szefa mafii jestem? Chcesz w zęby?

PLAYBOY: Jakoś się nie kojarzysz z typem występnego twardziela, że tak powiem. Poza tym masz niezły rozrzut. W odstępie kilku tygodni w kinach zagościsz jako właśnie mafioso w Kobietach mafii 2 i jako samotny tata w komedii romantycznej Całe szczęście.

Adamczyk Na całe szczęście taki rozrzut często mi się zdarza. Ale mimo że gangster i samotny tata to dwa zupełnie różne światy, to jest też coś, co ich łączy.

PLAYBOY: No, dawaj.

Adamczyk Mają miękkie serce w stosunku do swoich latorośli. A mafioso nawet zaskakująco miękkie.

PLAYBOY: To znaczy?

Adamczyk Mimo całej armii ochroniarzy i spluwy za pazuchą traci rezon wobec swojej córki, z którą zupełnie nie potrafi sobie poradzić.

PLAYBOY: Ale wygląda groźnie?

Adamczyk Wolałbym nie spotkać go w ciemnej uliczce. Ogolony na łyso, wytatuowany brodacz. Tymi tatuażami między innymi Patryk Vega zachęcił mnie do przyjęcia tej roli.

PLAYBOY: Gdzie je miałeś?

Adamczyk Ten największy na plecach, ogromną ośmiornicę. Niestety, choć od zdjęć minęło już sporo czasu, wciąż widać jej macki.

PLAYBOY: Jak to?

Adamczyk Dłuższa historia.

PLAYBOY: Mamy czas.

Adamczyk Kiedyś powiedziałem, że każdy film zostawia jakąś bliznę. I czasami, niestety, są to blizny dosłowne. Kiedy kręciliśmy zdjęcia w Kolumbii i jak to często bywa na planach zdjęciowych, wszystko toczyło się w ogromnym pośpiechu, to zapomnieliśmy się zabezpieczyć przed słońcem. Siedzę na tym słońcu, na jachcie, nie ma za dużo miejsca, bo na pokładzie tłoczy się cała ekipa, więc opiekam tę swoją gigantyczną ośmiornicę na plecach z każdej strony. Na początku było nawet miło: jacht, bryza, kolumbijskie słońce. Niewielkie wątpliwości budził jedynie kapitan, tubylec, bo był szczelnie pokryty ubraniem: kapelusz, okulary, golf, rękawiczki. Zrozumiałem, dlaczego jest tak ubrany, już po południu, kiedy moja ośmiornica zaczęła pojawiać się na coraz to intensywniej różowym tle moich pleców. A po miesiącu okazało się, że jak już mi zszedł malowany tatuaż, to została mi na plecach wielka plama białych macek. Reasumując, mam teraz coś niezwykle modnego, a nazywa się to biały tatuaż. Podobno takie tatuaże poza tym, że są modne, są jeszcze niezwykle drogie. A ja mam go za darmo.

PLAYBOY: Jak to za darmo? Przecież Patryk zapłacił ci za rolę.

Adamczyk To można powiedzieć, ośmiornicę dostałem w gratisie.

PLAYBOY: Wróćmy do tego, co powiedziałeś wcześniej – każda rola zostawia bliznę. Naprawdę?

Adamczyk Czasem fizyczną – jak ta nieszczęsna ośmiornica. Czasami psychiczną – ale to już bardziej skomplikowane i myślę, że do tego typu wyznań przydałby się jeszcze psychoanalityk i kozetka.

PLAYBOY: To może pogadajmy o tych fizycznych. Co sobie zrobiłeś?

Adamczyk Tak spektakularnie to na przykład złamałem nogę. Co skończyło się stałym uszczerbkiem na zdrowiu. Wyliczono mi w ubezpieczeniu, że było to pięć procent i wypłacono mi tysiąc dwieście złotych.

PLAYBOY: Ile?

Adamczyk Tysiąc dwieście złotych.

PLAYBOY: Niewiele...

Adamczyk No nie za duże mamy te ubezpieczenia na planie w Polsce. Tu od razu obalam mit, który gdzieś tam pokutuje w narodzie – jeśli będziesz miał wypadek na planie filmowym, to nie licz na to, że obłowisz się na tym tak, że do końca życia nie będziesz musiał pracować. Niestety, w Polsce tak to nie działa.

PLAYBOY: Ale poczekaj, bo próbuję teraz policzyć. Jeśli pięć procent zdrowia Piotra Adamczyka jest warte tysiąc dwieście, to dziesięć procent daje nam dwa czterysta. Czyli cały Piotr Adamczyk wart jest... dwadzieścia cztery tysiące złotych.

Adamczyk Przecena, bo już trochę przechodzony… Jesteśmy, Szanowni Państwo, w gruncie rzeczy niewiele warci.

PLAYBOY: Żal?

Adamczyk Nie, żart… Właśnie, my tu tak sobie żartobliwie gadu gadu, a pewne rzeczy, szczególnie żarty, trzeba dziś bardzo konkretnie dopowiadać i tłumaczyć, bo inaczej trafia się na plotkarskie portale, jako ten, co to ma pretensje, że mu mało płacą albo nie dość ubezpieczają na planie... No więc – nie, nie mam. W ogóle to chyba nie mam do nikogo o nic pretensji.

PLAYBOY: Niezwykle spokojny z ciebie człowiek?

Adamczyk Ale gdzie tam, pogadaj z moimi kolegami z planu, potrafię się nieźle wkurzać.

PLAYBOY: Rzucasz mięsem?

Adamczyk No rzucam. Paradoksalnie ostatnio mięsem rzuciłem na planie teatru telewizji, a nie, jak wszyscy myślą, u Vegi. U Vegi mamy za to mięsne dialogi. Dbam chyba o to, by moja słowna dieta była – jak to się o dietach mówi – zbilansowana.

PLAYBOY: A ja myślałem, że jesteś jednym z najgrzeczniejszych polskich aktorów...

Adamczyk My w ogóle jesteśmy grzecznym środowiskiem, tylko pewne tematy specjalnie się podgrzewa i wyolbrzymia, by brzmiało sensacyjnie i wzbudzało emocje. Najbardziej błahą rzecz można okrasić mrożącym krew w żyłach tytułem. Kieliszek w barze może się skończyć photo-story o alkoholizmie aktora, podanie kobiecie płaszcza w szatni – gorącym romansem z nieznajomą. U mnie z braku laku pewnie wyolbrzymili tę moją grzeczność, bo tak im pasuje do przypisanych nam ról w tym niekończącym się plotkarskim serialu… Ale to niezasłużony tytuł. Niestety jeden wywiad w PLAYBOYU tego mojego wizerunku nie zmieni, nawet jak będę co chwilę krzyczał: Kurwa!

PLAYBOY: Czyli że tak naprawdę aktorzy są jak wszyscy inni, a praca w filmie niewiele różni się od pracy w biurze?

Adamczyk Święte słowa. Właśnie obaliliśmy cały show-biznes. Od tej chwili czerwone dywany, ścianki, błysk fleszy i wywiady z gwiazdami nie mają sensu. HURRA! Zresztą wiesz? Ja często w wywiadach mówię o bezsensowności tej gwiazdorskiej pianki i właściwie zawsze mi to wycinają. Czy to jakaś odgórna zasada niekalania własnego gniazda? Gdyby dzieci przestały wierzyć w Świętego Mikołaja, święta nie byłyby opłacalne. Gdyby widzowie zostali odarci z mitu gwiazd, przestaliby kupować czasopisma z wywiadami z aktorami albo (o zgrozo) chodzić do kina. A prawda jest nudna – to praca jak każda inna. Musisz wykonać ją dobrze, żeby wszyscy byli zadowoleni. Każda grupa zawodowa ma jakiś swój know-how, którego człowiek spoza branży (tzw. cywil) nie rozumie. U nas jest tak samo. Czasami ludzie podchodzą do mnie i pytają – jak to jest, że pan jest w stanie się tyle tekstu nauczyć? Odpowiadam, że nie ma w tym nic niezwykłego; kiedy powtarzasz tekst przez trzy miesiące, to siłą rozpędu każdy nauczy się go na pamięć. Problem zaczyna się w chwili, gdy musisz tekst zrozumieć i go emocjonalnie zagrać. Tu zaczynają się schody. Ja nie znam się na Excelu i nie muszę, a ktoś zna się na cyfrach, a nie zna się na graniu. Natomiast co do samego wykonania technicznego – to praca na planie niewiele różni się od pracy w biurze czy redakcji. Masz przełożonego, który musi wydawać mądre polecenia i masz ludzi, którzy powinni go słuchać. Przełożony ma swoich szefów i tak dalej.

PLAYBOY: Co zatem było dla ciebie najtrudniejsze? Czego uczyłeś się najdłużej?

Adamczyk I tu powiem coś, co zaprzeczy temu, co powiedziałem przed chwilą. W szkole teatralnej uczą cię grać, mówić, ruszać się i tańczyć na scenie. Uczą cię bycia aktorem, czyli bycia tym, kto wykonuje polecenia reżysera. Ale potem, jak trafiasz na plan, to okazuje się, że teoria mija się z praktyką.

PLAYBOY: Czyli?

Adamczyk Czyli nagle okazuje się, że musisz nauczyć się bycia niewygodnym, zadającym pytania. W szkole byłem bardzo podporządkowany reżyserom, wydawało mi się, że ich słowa są święte i zawsze mają rację. A potem już poza szkołą nagle okazało się, że takie bezustanne zgadzanie się z reżyserem tak naprawdę nie jest tym, czego się oczekuje. Że paradoksalnie reżyser nie zawsze ma rację, że wątpi, szuka i potrzebuje ciebie, by utwierdzić się w swojej wizji. Ale że nauczono mnie posłuszeństwa, to najtrudniej było mi się nauczyć bycia niepokornym. Stawiania niewygodnych pytań czy też stawiania na swoim.

PLAYBOY: I zacząłeś się awanturować?

Adamczyk Nie tyle awanturować, co właśnie stawiać na swoim. Uparcie tłumaczyć swoje racje, zderzać je z racjami innych. Ale to efekt doświadczenia, lat pracy w zawodzie i świadomości tego, co się już potrafi.

PLAYBOY: A gdy trafiasz na reżysera dyktatora?

Adamczyk To jest trudno. Film to praca zespołowa. Reżyser ma wizję, ale tę wizję kształtuje wrażliwość, spojrzenie wielu osób z ekipy. Mądry reżyser czerpie ze wszystkich. Jest jak menedżer – odsiewa złe pomysły, zostawia dobre i tworzy z nich całość.

PLAYBOY: Ale są też i tacy menedżerowie, co to mają w nosie ekipę i robią wszystko po swojemu.

Adamczyk Tacy reżyserzy też są. W ogóle wiesz – są tacy ludzie, co to nie słuchają innych i myślą, że mają rację we wszystkim.

PLAYBOY: A ty nie masz zawsze racji?

Adamczyk Nie. Niestety się mylę. Ale bywam uparty.

PLAYBOY: Trudny?

Adamczyk Nie. Chyba nie. Nie wiem. Nie mnie o to pytać.

PLAYBOY: A kto na planie ma najbardziej przechlapane?

Adamczyk Dźwiękowcy!

PLAYBOY: O? Ciekawe. Dlaczego?

Adamczyk A weź stój z taką długą tyczką w wyprostowanych rękach przez pół godziny, a potem niech ci się przez przypadek obsunie i wpadnie w kadr... To się dowiesz wtedy, co myśli o tobie ekipa. Ja bym nie dał rady być dźwiękowcem. Jak nie tyczka w kadrze, to trzeba walczyć o dźwiękowy dubel, bo samolot przeleciał, bo bateria wysiadła w mikroporcie itd. Na planie najważniejsze jest to, co w kadrze, a dźwiękowiec ma inne priorytety i często tym od obrazka wchodzi w paradę. Nie dość, że ekipa krzyczy, to jeszcze na końcu dźwięk jest do bani.

PLAYBOY: Czyli właśnie wyjaśniłeś nam sekret kiepskiego dźwięku w polskich filmach?

Adamczyk No to akurat bardziej złożona sprawa. Nie możesz zrzucić winy tylko na dźwiękowców, bo im się ręka zmęczyła czy jedynie na aktorów, bo mówią niewyraźnie. Myślę, że ta opinia o polskim dźwięku
w kinie ma swoje podstawy w bezustannym porównywaniu nas z kinem amerykańskim. A prawda jest taka, że wydaje nam się, że rozumiemy amerykańskich aktorów, bo czytamy napisy… Poza tym do polskich kin trafia zaledwie kilka procent amerykańskich filmów – te najbardziej wychuchane blockbustery. W Polsce mamy szansę krytykować każdy film stworzony przez naszą kinematografię. Gdybyśmy porównali ją do ilości chłamu, który pojawia się w amerykańskich kinach, to okazałoby się, że nawet ten nasz wyszydzany polski dźwięk nie jest taki najgorszy. Zbigniew Zapa-siewicz, gdy mu jeden z dźwiękowców powiedział, że musi coś powiedzieć głośniej i wyraźniej, odpowiedział: „Moim zadaniem jest zagrać, a pana nagrać”. I tyle w temacie. Choć oczywiście, jako facet po czterdziestce, mogę sobie ponarzekać, że młodzi grają dziś mniej wyraźnie.

PLAYBOY: A nie że są mniej wyraziści?

Adamczyk Nie zgadzam się – są w Polsce czy na świecie aktorzy młodzi i niezwykle charyzmatyczni. Natomiast nie zawsze to właśnie oni stają się popularni i rozpoznawalni. Ale ja to w ogóle nie kumam teraz tych mechanizmów zostawania gwiazdą.

PLAYBOY: Rozwiń, bo faktycznie ciekawe.

Adamczyk Ale co tu rozwijać. Zaczynałem karierę jeszcze przed Internetem czy social mediami. Żeby się wyrobić i zbudować sobie pozycję, musiałem grać, więc grałem w teatrze codziennie, oprócz poniedziałków i tak przez co najmniej dziesięć lat. Weź sobie wyobraź, że nawet brukowce wtedy były dla nas miłe i nie pisały bzdur wyssanych z palca. Ale to było kiedyś. A teraz jest inaczej.

PLAYBOY: Jak?

Adamczyk Teraz nie musisz budować portfolio i udowadniać, że jesteś wszechstronnym aktorem. Teraz na szczyt wynoszą cię social media i umiejętnie podlane sensacyjnym sosem tytuły. O to, jak to działa, zapytaj jakąś gwiazdę Instagrama.

PLAYBOY: Narzekasz?

Adamczyk Nie! Stwierdzam fakt. Dlatego też nie zauważamy, tak myślę, wielu aktorów, którzy są autentycznie dobrzy, bo oni nie brylują na medialnych eventach, a pracują na planach czy w teatrach. Poza tym świat nie stoi w miejscu. Wszystko się zmienia.

PLAYBOY: Tony Kaye, jeden z najbardziej nawiedzonych współczesnych reżyserów amerykańskich, w jednym z wywiadów powiedział, że nakręci pierwszy film z robotem zamiast aktora.

Adamczyk Już była ponoć reklama napisana przez sztuczną inteligencję.

PLAYBOY: Powieść była też.

Adamczyk Tak, tak. Kiedyś przez branżę aktorską przetoczyła się już taka dyskusja o tym, w którą stronę zmierza technika. Popatrz, przecież Marilyn Monroe może znów zagrać...

PLAYBOY: Można przywrócić Bogarta.

Adamczyk Tyle że ten hologram nie zrobi niczego ponad to, co jest w niego wpisane. A jednak granie to także element ludzki, nasza ułomność, błędy, które popełniamy, a które tak naprawdę budują wiarygodność. Błędy, potknięcia, emocje. Tego ani komputer, ani hologram nie da rady odegrać. Zwróć uwagę, jak bardzo kręci widzów krytykowanie, jak lubią oceniać, że jakiś aktor nie podołał. Dlatego zupełnie poważnie, nie sądzę, żeby maszyny czy sztuczna inteligencja szybko nas zastąpiły.

PLAYBOY: Kiedyś mówiło się, że największym zagrożeniem dla aktora jest galopujący rozwój animacji.

Adamczyk Uwielbiam filmy animowane, ale one wciąż nas bawią, przede wszystkim dzięki temu, że ludzie, którzy piszą do nich scenariusze, piszą je znakomicie. Sama technologia nie wystarcza. Ona imponuje, jest coraz lepsza, ale bez scenariusza to wiesz... Zresztą ostatnio sam na własnej skórze poczułem, co to znaczy kręcić film w komputerze. Byłem w studio w Meksyku, gdzie oklejono mnie punkcikami na twarzy i całym ciele. Dane z nich sczytują komputery i w czasie rzeczywistym widziałem na ekranie monitora swojego komputerowego ludzika, który ruszał się tak jak ja, robił miny jak ja. Nie był jeszcze do końca ukończony, czyli zanimowany przez sztab ludzi, ale już był zaczątkiem, szkieletem czegoś, nad czym będą pracować.

PLAYBOY: Co to za film?

Adamczyk Miałem tam zagrać małą rolę, ale okazało się, że główny aktor nie przypadł do gustu producentom i w efekcie zaproponowano ją mnie.

PLAYBOY: No ale co to za film?

Adamczyk No dobra, powiem. To animowana opowieść o ojcu Maksymilianie Kolbe.

PLAYBOY: A, czyli znów będziesz świętym!

Adamczyk Widać tak mi to pisane.

PLAYBOY: Myślałem, że trochę ten papież ci ciążył.

Adamczyk Jak widać nie, skoro dzięki niemu dostaję kolejne role.

PLAYBOY: Bierzesz producentów na papieża?

Adamczyk Może wierzą we wsparcie niebios. A poważnie: kiedyś powiedziałem, że ta rola to był mój Mount Everest, a teraz chcę się wspinać dalej. Pytałeś, czy mi te filmy ciążą. Osobiście nie, bo gram role skrajne i różne, ale wiem, że są tacy, którym przeszkadza fakt, że Adamczyk, który zagrał Wojtyłę, gra gangstera u Vegi. Ale na to wpływu nie mam. Poza tym popatrz, jak płynnie przeszliśmy od techniki w kinie do papieża, o którym w sumie nawet nie mieliśmy gadać.

PLAYBOY: Czyli ciąży ci ten papież jednak.

Adamczyk Co mi tak to ciążenie ciągle wmawiasz? Nie, po prostu jest. Nikt się tego nie spodziewał. Ten film miał trafić do telewizji włoskiej i tyle. A potem zmarł Jan Paweł II i stało się to, co stać się musiało. Wiesz, że ten film pobił we Włoszech rekord oglądalności, pokonując finał mistrzostw świata Włochy–Francja! To pokazuje skalę zainteresowania.

PLAYBOY: Ja nigdy nie zapomnę, jak oglądałem ten film w kinie i nagle cały ekran wypełniło ucho Piotra Adamczyka.

Adamczyk Telewizyjny format na wielkim ekranie tak ma. W sumie to nawet nie było moje ucho. Tyle makijażu i silikonu było na mnie ponakładane, że nie mogę tego ucha uznać za własne. To ucho było papieskie.

PLAYBOY: Od tamtej pory nie zwalniasz.

Adamczyk Ubiegły rok był ekstremalny.

PLAYBOY: To znaczy?

Adamczyk Żniwa z tego, co się wydarzyło, będą widoczne dopiero teraz, ale tak: o Patryku i Kobietach mafii 2 już mówiliśmy. Zaraz będzie Całe szczęście, czyli romantyczna komedia Tomka Koneckiego, gdzie gram samotnego ojca, muzyka jazzowego, który zaczyna spotykać się z celebrytką sportową graną przez Romę Gąsiorowską. Do tego spełniłem swoje marzenie...

PLAYBOY: Zagrania z Romą?

Adamczyk A tak. Z Romą to już nie pierwszy raz spełniam to marzenie, ale ja o czym innym chciałem. O tym, że w tym roku do kin wejdzie film, którego byłem swoistą iskrą zapalną. A wszystko zaczęło się dziesięć lat temu! Wtedy w Filharmonii Narodowej prowadziłem koncert niewidomych muzyków. Otóż na tej imprezie pierwszy raz w życiu usłyszałem o Mieczysławie Koszu – niewidomym jazzowym muzyku, którego historia życia wydała mi się gotowym scenariuszem na film. Próbowałem pisać, zbierałem materiały, ale dopiero wtedy, gdy zagrałem u Maćka Pieprzycy w Jestem mordercą, nagle zrozumiałem, że oto trafiłem na odpowiedniego człowieka. Przekazałem mu książkę o Koszu, swoje zapiski, a Maciek wtedy powiedział: „Wiesz co, Piotrek, niby kończymy film, jesteśmy już na samym finiszu, ale ja już myślami jestem przy Koszu”. Ewidentnym wyborem na odtwórcę głównego bohatera był Dawid Ogrodnik. Nikt inny.

PLAYBOY: Dlaczego?

Adamczyk Bo Dawid po pierwsze jest po szkole muzycznej, po drugie jest świetnym aktorem, po trzecie wreszcie – fizycznie niezwykle przypomina Kosza. I tak opowiedziałem ci o Ikarze. Legendzie Mietka Kosza, czyli trzecim filmie, w którym wystąpię w tym roku.

PLAYBOY: Coś jeszcze?

Adamczyk A pewnie. Jeszcze jest Wesele, które trafiło do telewizji pod koniec stycznia. Tam zagrałem Poetę. We Włoszech u boku Johna Turturro grałem mnicha Severinusa w serialu Imię Róży. W Anglii zagrałem epizod w filmie mojego kolegi Rafała Kapelińskiego. Więc sporo tego było. A! Jeszcze zostałem prezydentem Polski!

PLAYBOY: Prezydentem? W czym?

Adamczyk W serialu Madam Secretary, czyli opowieści o życiu fikcyjnej sekreatrz stanu Elizabeth McCord, którą gra Tea Leoni. To malutka rola, ale faktycznie – zostałem prezydentem... Przez jakiś czas w ogóle nie wiedziałem, kogo tam zagram.

PLAYBOY: Jak to?

Adamczyk Gdy jesteś członkiem jakiejś agencji w Stanach, to co jakiś czas dostajesz informacje o castingach. Najczęściej z dnia na dzień, więc musisz kręcić wszystko komórką, bo na nic poważniejszego nie ma szans. I wysyłasz.

PLAYBOY: Czyli technologia pomaga.

Adamczyk Tak, tu pomaga. Po jakimś czasie dowiadujesz się, że cię wybierają, ale musisz zgodzić się na termin i kwotę.

PLAYBOY: A co dzieje się, jeśli się nie zgadzasz?

Adamczyk Dzwonią do następnej osoby z listy. Ale jak się dogadujecie, to lecisz i nagrywasz swoje sceny. Często nawet nie wiedząc, co tak naprawdę na miejscu zagrasz.

PLAYBOY: Nie dostajesz scenariusza?

Adamczyk Dopiero gdy podpiszesz kontrakt. Scenariusz jest tajny, bardzo tajny, najbardziej tajny.

PLAYBOY: Frustrujące?

Adamczyk Nie chcę psuć narracji niektórych polskich gwiazd o hollywoodzkich karierach. Nie będę uogólniał, jak to wygląda, ale opowiem o sobie.

PLAYBOY: Co ci się przydarzyło?

Adamczyk Wygrany casting po niemiecku do serialu Counterpart. Próbuję się dowiedzieć, czy gram kogoś, kto mówi po niemiecku, polsku czy angielsku, ale nic. Scenariusz dostaję dopiero po tym, jak podpisuję wszystkie dokumenty, czytam go, a tam okazuje się... że w zasadzie gram postać, która nie mówi nic! Jestem ochroniarzem, głównie stoję w drzwiach. Co prawda gram w scenie z oscarowym aktorem, J.K. Simmonsem, i on mówi do mnie „fuck off”, bo stoję mu w przejściu, ale mimo wszystko, jakoś mało. Tłumaczyłem mojemu menedżerowi, że to chyba jednak trochę wstyd, bo przecież ten serial trafi do Polski i ktoś się będzie śmiał, że za statystę robię. A on na to: „Nie możesz się teraz wycofać, bo wpiszą cię na czarną listę, trzeba było odmówić wcześniej”. Ciekawe jak, skoro wcześniej nie znałem scenariusza... No dobra, przełknąłem żabę, w sumie doszedłem do wniosku, że taka lekcja pokory mi się przyda. Dostałem w Stanach własną przyczepę, przymierzyłem tonę kostiumów. Jest naprawdę miło. W końcu nadchodzi ten moment. Cisza na planie, aktorzy wchodzą. Wtedy okazuje się, że na moim krzyżyku, czyli w miejscu, w którym ma stać moja postać, stoi facet, który naprawdę wygląda jak ochroniarz, ma taki sam kostium jak ja i jest od tego, bym ja nie męczył się podczas ustawiania świateł. Przez moment rozważałem w głowie, żeby może oddać mu tę moją rolę, bo facet wyglądał jak najprawdziwszy bodyguard, ale w końcu dziękuję mu za to, że grzał mój krzyżyk, staję próbując przybrać jak najbardziej ochroniarski wyraz twarzy i uświadamiam sobie, że jestem za daleko od drzwi i ten J.K. Simmons będzie miał problem z pamiętnym „fuck off”, bo przecież nie zastawiam mu drzwi. Proponuję więc, że może się przesunę, ale okazuje się, że popełniam błąd kardynalny, bo aktor epizodysta nie ma prawa nic proponować. Więc czekam, wchodzi J.K. Simmons, wita się i w pewnym momencie patrzy na mnie i stwierdza: „Skoro on tak daleko stoi, to ja nie będę mówił tego »fuck off«”. I tyle. A potem był stres, co będzie, jak w Polsce brukowce odkryją, że tam gram epizod i zaczną pisać, że Adamczyk gra ogony.

PLAYBOY: Ale nie pisali.

Adamczyk Ha! Bo Amerykanie się pomylili!

PLAYBOY: Jak to?

Adamczyk Przekręcili moje nazwisko i zamiast Adamczyk napisali Adamcyzk czy jakoś tak. No i okazało się, że nikt nie zwrócił uwagi na to, ile gram, ale na to, że mi nazwisko przekręcili. Wysłałem do mojego menedżera wszystkie linki z oburzonych portali. On posłał to do produkcji. Dowiedziałem się, że za taki błąd to ponoć miało przysługiwać mi odszkodowanie...

PLAYBOY: Tysiąc dwieście złotych?

Adamczyk Weź, więcej, to Stany. Jakaś mała fortuna. Ale niestety oni woleli wydać tę fortunę na wycofanie wszystkich kopii serialu ze świata i poprawienie mojego nazwiska niż zapłacić mi to odszkodowanie. Co uważam za niezwykle krzywdzące, bo byłem już skłonny zmienić nazwisko na potrzeby amerykańskiego rynku na Adamezyk. Z Teą Leoni w Madame Secretary było już dużo lepiej. Tu już były normalne sceny i szacunek do głowy państwa. Doszedłem do wniosku, że jak już grać epizody, to chociaż niech te postaci pełnią jakąś ważną funkcję.

PLAYBOY: A nie myślałeś kiedyś, co ty w sobie masz, że przyciągasz takie narodowe role – Chopin, papież, prezydent, Kolbe, Urbanowicz...

Adamczyk W sumie to nie wiem. Tak się dzieje i już.

PLAYBOY: W Całym szczęściu nie grasz ani postaci historycznej, ani nacechowanej –nazwijmy to – patriotycznie.

Adamczyk Samotny ojciec, jazzman, facet po przejściach.

PLAYBOY: W sfeminizowanym świecie figura samotnego ojca nie jest zbyt popularna, wręcz jest bagatelizowana. Przewijaki do toalet męskich wprowadzono dopiero teraz.

Adamczyk Po prostu pokutują pewne filmowe stereotypy filmowego spojrzenia na rodziców samotnie wychowujących dzieci, a każdy stereotyp jest krzywdzący. Cieszę się, że w Całym szczęściu ten stereotyp odwracamy.

PLAYBOY: A wyobrażasz sobie, że dziś do kin wchodzi Testosteron?

Adamczyk Wejść to może i mógłby, ale pewnie zmierzyłby się z zarzutami o seksizm. Ale nie można zaklinać rzeczywistości – faceci bywają seksistami, a to komedia, która z tego seksizmu się nabija. Jeśli mielibyśmy w naszym szalonym pędzie ku poprawności politycznej zmierzać do zakazywania śmiania się z czegokolwiek, to komedia jako gatunek przestałaby mieć rację bytu. Nie można być śmiertelnie poważnym w komedii. Nie można unikać tematów tabu. Od tego ona jest, żeby się śmiać z nas samych.

PLAYBOY A memy czy dowcipy z tobą cię bawią?

Adamczyk Wchodzi Adamczyk do sklepu ogrodniczego i mówi: „Poproszę dwa worki ziemi”. Sprzedawca pyta: „Której?”. A Adamczyk odpowiada: „TEJ ZIEMI”. Trochę stare, ale tych, co nie słyszeli, śmieszy. Jak będziesz miał coś nowego – daj znać, to znowu pogadamy. 

Piotr Adamczyk

Rocznik 1972. Jeden z najlepszych współczesnych polskich aktorów. Karierę zaczynał w serialach, takich jak Sława i chwała, ale prawdziwą sławę przyniosła mu rola Chopina w Pragnieniu miłości Jerzego Antczaka. Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo – został papieżem i czołowym amantem polskiego kina. Niebawem zobaczymy go w Całym szczczęściu i Kobietach mafii 2.

Rozmawiał: Robert Ziębiński

Zdjęcia: Adam Tuchliński

Tekst ukazał się w marcowym numerze miesięcznika Playboy

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska