Kimi Räikkönen, czyli Mister Text Message

Kimi Räikkönen, czyli Mister Text Message

Przekazuje krótkie, jasne wiadomości i nie lubi gadać. Przynajmniej nie z tymi, których nie zna. Przed wami człowiek, który mimo czterdziestki na karku jest jednym z najszybszych kierowców wyścigowych świata, lubi sobie chlapnąć i o własnej żonie mówi: „Ale dupa”.

– Byłeś piąty podczas treningów. Czego można się spodziewać po jutrzejszym wyścigu?

– Hm. Nie umiem powiedzieć.

– Byłeś szybszy o trzy setne od swojego kolegi ze stajni. Z czego to wynika?

– Hm. Trudno powiedzieć.

– Czy bolid dobrze się zapowiada, jeśli chodzi o jutrzejszy wyścig?

– Hm. Całkiem nieźle. Jutro się zobaczy.

– Jesteś nastawiony optymistycznie do jutrzejszej jazdy?

– Hm. Tak.

– Nie zrezygnowaliście jeszcze z tytułu mistrzowskiego w klasyfikacji konstruktorów?

– Hm. Nie.

Wywiady z tym facetem nie są łatwe, o nie. Kimi Räikkönen patrzy na ziemię, w górę, obok, gdziekolwiek, byle tylko nie spojrzeć wprost. W jego przypadku ciemne okulary zostały wymyślone dla osłony przed spojrzeniami innych ludzi, a nie przed słońcem. Właśnie dlatego Räikkönen dostał przydomek „Iceman”, czyli – wprost – człowiek lodu. On nie mówi, lecz za to... jeździ. I to jak jeździ! Wystarczy spojrzeć w jego wyścigowy życiorys, żeby się o tym przekonać.

Na koncie ma 291 startów w Grand Prix. Wygrał dotąd 21 z nich, ale na podium był aż 103 razy. Niezła średnia? To jeszcze dodajcie, że Räikkönen – człowiek, który na reklamowych zdjęciach miewał obgryzione paznokcie, ale właśnie doczekał się swojej biografii napisanej przez Kari Hotakainena „Kimi Räikkönen, jakiego nie znamy” (Zysk i S-ka) – zdobył w swoim 39-letnim życiu ponad 1800 punktów oraz 46 razy wykręcił najszybsze okrążenie toru. Kilka miesięcy temu Fin zadeklarował, że kończy z F1. Trudno tłumaczyć taką decyzję wiekiem. W poprzednim sezonie Räikkönen skończył przecież rywalizację na 3. miejscu. Fin się jednak uparł i... nic z tego nie wyszło. Już teraz wiadomo, że dołączył do teamu Alfa Romeo Racing. Kontrakt ma na dwa lata, czyli BĘDZIE SIĘ DZIAŁO. Jednak pod kilkoma warunkami!

Po pierwsze samochód będzie dojeżdżał do mety. Po drugie wszystko będzie tak, jak życzy sobie Kimi. Nie, nie jest gwiazdorem. Ten facet pochodzi z robotniczej rodziny i nie ma much w nosie. Ale jednak pewnych rzeczy nie lubi. Sponsorzy mają z nim raczej ciężkie życie.

Okropne lśniące garnitury

Wiadomo, że samochody F1 to jeżdżące słupy reklamowe. Wszystko w tym sporcie zależy od pieniędzy, a te pochodzą właśnie od sponsorów. Wymagania są wielkie, w dodatku wpisane w kontrakty liczone w ciężkich milionach euro. Taki na przykład Hublot – producent zegarków wielkich jak budziki (najtańszy w cenie małego samochodu). „Biorą w tym udział, wnosząc czterdzieści milionów euro. Nadgarstek Kimiego jest goły. Räikkönen odpowiada, że nie może nosić zegarków, gdyż drażnią jego alergiczną skórę. Intryguje mnie, co drażni dyrektora generalnego Hublota. Kimi dodaje, że ma zegarek w plecaku na wypadek, gdyby musiał go pokazać” – pisze Hotakainen.

Gdy Räikkönen ścigał się w teamie McLarena, budżet gwarantował im TAG Heuer oraz Hugo Boss. Kierowca musiał podczas oficjalnych okazji zakładać sportowe zegarki oraz garnitury. „Musiałem zwracać uwagę na ubranie. Te garnitury Bossa były straszne, takie czarne i błyszczące. Okropne w noszeniu”. Cytując biografa: „Szef stajni McLarena próbował kiedyś wprowadzić Kimiego do eleganckiego towarzystwa, ale nic z tego nie wyszło. Czworokątny palik nie pasował do okrągłego otworu”.

Prehistoria

Kimi-Matias Räikkönen. Urodzony 17 października 1979 w Espoo, 20 km od stolicy Finlandii. Drugi człon imienia zniknął gdzieś tam, w mrokach historii. Każdy przecież zna Kimi Räikkönena, co? Matias to detal bez znaczenia. Nie każdy jednak wie, że jego małomówność bierze się z czasów dzieciństwa. Raz, że Kimi zaczął mówić dopiero, gdy miał trzy lata, dwa – zaliczył w dzieciństwie wypadek na rowerze. Jego stłumiony głos to skutek – dosłownego – walnięcia gardłem w bicyklową kierownicę.

Räikkönen pochodzi z prostej rodziny. Ojciec jeździł równiarką (w Finlandii jest wiele szutrowych dróg, które trzeba po zimie wygładzić mechanicznie – tym właśnie zajmował się senior Masa Räikkönen), matka pracowała i wychowywała Kimiego i jego brata. Żyli w zasadzie biednie – w domu nie było łazienki. Wszystkie pieniądze szły na motorsport, co akurat w Finlandii, kraju rajdów i wielu znakomitych kierowców, nie powinno dziwić. To był taki motorsport przez małe em – karting. Kimi na torze ścigał się od 10. roku życia. Szło mu tam lepiej niż w szkole. Nie ma matury. Rzucił nawet zawodówkę dla mechaników, żeby kręcić coraz szybciej kółka kartem. Z pomocą portfela rodziców, wujków i wszystkich, którzy do tego biznesu mogli się choć trochę dołożyć. Czy to się opłaciło? Na pewno tak. Jemu samemu, bo został multimilionerem. Rodzicom także, bo za pierwsze większe pieniądze syn fundnął im wymarzoną łazienkę.

Z kartingu do F1

Rok 1995. To ważna data, bo to pierwszy start młodego Räikkönena w Monte Carlo. Nieudany, bo Fin „zaparkował” gokarta w balocie-szykanie. Niestety siano było mokre po deszczu, a więc twarde niczym kamień – to nie był udany debiut i skończył się rozbiciem karta. Kimi słynie jednak z wyczucia toru. Dlatego potem błędów było mniej. Kierowca jeździł coraz szybciej, w dodatku nie przejmując się – tu na chwilę przenieśmy się do życia w realu, a nie w garażu – takimi drobiazgami jak np. prawo jazdy. Śmiało się przyznaje, że chętnie łapał za kierownicę, gdy tylko starsi nie widzieli bądź nie reagowali.

Pierwszy samochód, zdezelowaną rosyjską Ładę, dostał od koleżanki własnej matki. Zapakował do bagażnika komplet narzędzi i – za namową słynnego promotora kartingowego Petera de Bruijna, który zaprosił go do własnego zespołu – wyruszył do Holandii. Zrobił to, żeby być bliżej wyścigów. Finlandia ma bowiem beznadziejną pogodę i trenować da się tam góra przez pół roku. W naszej świadomości ludzie ze Skandynawii są świetnie do takich zmian przygotowani – języków uczą tam od dziecka i na wysokim poziomie. Bzdura na resorach! Kimi wyjechał w świat z „200 gramami angielskiego”. W Holandii był zresztą krótko, bo w końcu – pomijając trudności ze znalezieniem odpowiedniego adresu na Wyspach (naprawdę nie znał języka i naprawdę błądził) – trafił do brytyjskich zespołów Haywood Racing i Manor Motorsport. Wtedy z karta przesiadł się do bolidów Formuły Renault i Ford. W planach były starty w Formule 3, ale wcześniej wypatrzyli go Dave i Steve, ojciec i syn, Robertsonowie. Wypatrzyli wielki talent, który dosłownie sprzedali Peterowi Sauberowi. Kimi został zaproszony na testy we Włoszech, a potem zyskał pierwszy poważny angaż. Nie bardzo wierzył w to, co się dzieje. Kontrakt opiewał bowiem na pół miliona dolarów i – za każdy zdobyty punkt – 50 tysięcy „zielonych”.

Nie obyło się bez problemów. FIA, a zwłaszcza ówczesny szef federacji Max Mosley (a także młody i narwany kierowca Jenson Button), krzywiła się na przyznanie superlicencji młodzikowi. Räikkönen jest bardzo młody i naprawdę bez doświadczenia, bo 23 wyścigi w mniejszych „formułach” to za mało – tłumaczyli. A jednak się udało. Kimi dostał licencję i zaczął jeździć w F1. W teamie Saubera Fin rywalizował od roku 2001. Pierwszy sezon zamknął 9 punktami i 10. miejscem w „generalce”. Machina ruszyła. W roku 2002 Räikkönena podkupił McLaren – Fin wskoczył na miejsce Miki Häkkinena. Błysnął natychmiast – w sezonach 2003 i 2005 wywalczył wicemistrzostwo. W roku 2007, po przesiadce do Ferrari, został mistrzem świata. Dwa lata później kontrakt z Włochami został jednak przed czasem rozwiązany, ale on się tym specjalnie nie przejął. Znalazł nowe wyzwanie – rajdy samochodowe. Postanowił na chwilę zrezygnować z wyścigów, wybierając odcinki specjalne. Efekty? Cóż, gorsze niż na torze, ale jak na faceta, który przesiadł się do WRC – znaczące. Rajdowanie bardzo się Räikkönenowi podobało, bo było „prawdziwe”. Wrócił jednak na tor. Najpierw do ekipy Lotusa, potem znowu wsiadł do Ferrari.

Wódka? Nie odmawiam także po drugim...

Każdy Fin lubi się napić. Być może to stereotyp, ale każdy, kto odwiedził Helsinki w piątkowe popołudnie, na pewno potwierdzi alko-szał Finów. Kimi za kołnierz nigdy nie wylewał. Teraz, gdy urodziły mu się dzieci i jakoś się ustatkował, pije mało lub wcale, ale wcześniej jego alkoholowe przygody ocierały się o szaleństwo. Tak było w roku 2007, gdy Räikkönen zaczynał w Ferrari. O mały włos przespałby oficjalną konferencję prasową – zalany w trupa po balandze z pewnym znanym fińskim aktorem i kumplem. „Zagraniczni dziennikarze siedzą już na swoich miejscach. W końcu otwierają drzwi; w pokoju Kimi, skąpo ubrany, śpi w pozycji embrionalnej, nakryty tylko marynarką. Nie chce wstać i nie ma ochoty nigdzie iść. Sami (Visa – jeden z menedżerów Kimiego) przemawia mu do rozumu i aplikuje krople do oczu. Kimi jest jeszcze mocno odurzony niedawno wypitym alkoholem. Ostatecznie świeżo upieczony kierowca Ferrari wychodzi do dziennikarzy i mówi: »Buongiorno alla tutti«. Po konferencji stwierdza, że poszło mu całkiem dobrze”. Historii z posypywaniem bagaży pudrem, żeby sobie pożartować z celnikami („Skąd panowie wracacie?”, „Z Kolumbii”) czy np. balangi z grupą Guns N’ Roses w książce znajdziecie o wiele więcej.

Kimi lubi dobierać sobie współpracowników wedle zasady „jeśli pijesz – masz robotę”. Nie powstrzymał się od chlania także między poszczególnymi Grand Prix. Skacowany zajmuje drugie miejsce na Węgrzech, bodaj w roku 2013. Pije, ale to nie ma wpływu na jego wyniki!

Mniej więcej wtedy w życiu Kimi Räikkönena pojawiła się Minttu Virtanen, ciemnowłosa stewardessa tanich linii lotniczych Flybe. Zmieni jego życie o 180 stopni, choć to formalnie druga żona fińskiego ściganta. Pierwszą była Jenni Dahlman, modelka oraz Miss Skandynawii 2001.

Miła dla oka

Kimi o swojej żonie mówi tak: „Nie potrafię właściwie wyjaśnić, która konkretna rzecz wpłynęła na to, że się nią zachwyciłem. Zawsze się lubiliśmy i dobrze się dogadywaliśmy. A poza tym, oczywiście, jest miła dla oka. Na początku nosiła takie obcisłe dżinsowe szorty. Myślałem wtedy: ale dupa. I jeszcze teraz zdarza mi się powiedzieć na wdechu to, co wtedy: ale dupa”. Minttu – choć na początku raczej twardo obstawała przy swojej niezależności – odeszła od latania. Urodziła dwójkę dzieci, Riannę i Robina. Balangi kierowcy mają dziś inny charakter – rodzinny. Kimi się ustatkował.

W zasadzie żegnał się już z Formułą, ale wciąż będziemy go oglądać i trzymać za niego kciuki. Ma jednak ambicje niezwiązane ze ściganiem. „Rozwój samochodu osobowego. W czymś takim mógłbym uczestniczyć, ale w tle, nie publicznie. Mógłbym takie auta testować, mam w tym trochę doświadczenia”. Czy tak będzie? Poczekamy, zobaczymy. Może już za jakiś czas usłyszymy, że zawieszenie Alfy Romeo to właśnie robota Fina? Alfa właśnie wraca do F1 i na pewno będzie chciała wykorzystać Räikkönena. O ile oczywiście będzie chciał się z nimi komunikować, bo nie każdemu odpowiada styl Mister Text Message, a on – przypominając jeden z naturalnych dla Fina bon motów: „Nie zamierzam uczyć się włoskiego, bo nie po to przychodziłem do Ferrari”.

Wybrane cytaty mistrza

Kimi nie był obecny na ceremonii, podczas której legendarny piłkarz Pelé wręczył Michaelowi Schumacherowi specjalne trofeum przed ostatnim w jego karierze wyścigiem F1. Prowadzący audycję na żywo Martin Brundle zapytał Räikkönena o powód nieobecności, na co Kimi odpowiedział: „Robiłem kupę”.

Po kwalifikacjach na torze Hockenheim Kimiemu zadano pytanie o wrażenia dotyczące opon. Odpowiedź brzmiała: „No cóż, koła się kręciły”.

Lewis Hamilton, ciesząc się ze swojego pierwszego zwycięstwa w wyścigu Grand Prix, powiedział, że wydaje mu się ono lepsze od seksu. Gdy dziennikarz zapytał Kimiego, co sądzi na ten temat, Räikkönen odpowiedział: „On chyba nigdy nie uprawiał seksu”.

Pytanie: „Co można robić w Finlandii?”. Kimi: „No, latem można łowić ryby i się kochać, ale zimą łowienie ryb jest trochę trudne".

Pytanie: „Czy masz jakieś hobby?”. Kimi: „Zbieram orzechy”.

Tekst: Rafał Jemielita

Tekst ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika Playboy

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska