Pierwsze kroki na torze, czyli Porsche On Track

Pierwsze kroki na torze, czyli Porsche On Track

Wszechobecny ryk silników i pisk błagających o litość opon – czyli kilka słów o pierwszym w życiu doświadczeniu wyścigowym.

Zaraz po odebraniu upragnionego prawa jazdy (a niekiedy nawet jeszcze wcześniej) wielu ulega złudzeniu, że samo zdobycie uprawnień sprawia, że z automatu stają się dobrymi kierowcami. Lata spędzone za kółkiem i dziesiątki, a nawet setki tysięcy przejechanych kilometrów powodują jednak refleksję i skłaniają do stwierdzenia, że wcześniej mocno się mylili. Sam również tak uważałem – jeżdżę różnymi samochodami już ponad dziesięć lat i miałem się za całkiem obytego za kółkiem. Nadszedł jednak dzień 25 sierpnia 2017 roku i musiałem znacząco zweryfikować swój pogląd na tę sprawę.

 

 

Tego dnia miałem bowiem przyjemność uczestniczyć w Porsche Driving Experience, który odbywał się na torze Silesia Ring w Kamieniu Śląskim. Pierwsza reakcja na wiadomość o wyjeździe to rzecz jasna ekscytacja – będę mógł poszaleć kilkoma modelami Porsche w miejscu, w którym nie obowiązują przepisy ruchu drogowego! I chociaż sporo obiecywałem sobie po całym wydarzeniu, to jednak udało mu się przerosnąć moje oczekiwania.

 

Dzień z Porsche na Silesia Ring rozpoczął się oczywiście od odprawy, na której Janusz Dudek (lider kadry instruktorów Porsche Polska) tłumaczył kiedy przyspieszać, w którym momencie hamować, jak pokonać zakręty i szykany oraz przede wszystkim jak połączyć to wszystko w sposób, aby zrobić to wszystko jak najszybciej i jak najbezpieczniej. W teorii wszystko było jasne, jednak przełożenie tego na praktykę to zupełnie inna para kaloszy. Dowiedzieliśmy się również (ponieważ w całym wydarzeniu brało udział kilkudziesięciu dziennikarzy), że w ciągu kolejnych kilkunastu dni tor Silesia Ring będzie gościł kilkuset świeżo upieczonych nabywców samochodów Porsche, którzy w takim sam sposób będą się uczyć panowania nad swoimi nowymi cackami.

 

 

Całe wydarzenie składało się z czterech bloków, realizowanych naprzemiennie przez cztery grupy. Ja zostałem przydzielony do instruktora Mariusza Miękosia (wielokrotnego zdobywcy tytułów Mistrza i Wicemistrza Polski w wyścigach samochodowych, pięciokrotnego uczestnika Dubai 24H Race, Wicemistrza Porsche GT3 Cup Central Europe – czyli człowieka, który mówiąc kolokwialnie dość nieźle ogarnia jazdę wyścigową). Pierwszym blokiem była jazda po torze za kierownicą Panamery (w tym również w wersji hybrydowej), Macana oraz Cayenne’a. Rozpoczęliśmy w tempie dość wolnym, aby zapoznać się z torem oraz samochodami, jednak każda kolejna pętla była szybsza od poprzedniej. Okrążając Silesia Ring po raz piąty, szósty i siódmy można było poczuć pierwszy powiew sportowych emocji – nawet za kierownicą takiego auta jak Cayenne, które w ogromnej większości przypadków porusza się głównie w środowisku typowo miejskim. Organizatorom wydarzenia zależało na tym, aby pokazać, że również te auta marki, które nie kojarzą się z jazdą wyścigową, posiadają sportowe geny. Owo zadanie udało się moim zdaniem wykonać, a przy okazji rozbudzić w nas głód kolejnych wrażeń.

 

 

Po emocjach z jazdy na torze przyszedł czas na próbę offroadową. Nie wszyscy – w tym ja – zareagowaliśmy na tę informację z entuzjazmem. Nie przyjechaliśmy wszak na tor po to, żeby jeździć po pagórkach! Jak się jednak okazało, ta próba również obfitowała w emocje – jednak zupełnie inne, niż na torze. Widok pierwszej przeszkody sprawił, że serce zabiło mi szybciej – za kierownicą Cayenne’a (a później również Macana) należało najechać bokiem na ścianę, której kąt wynosił około 45 stopni. I chociaż z zewnątrz nie wydaje się to hardkorowym zadaniem, to wrażenia z wnętrza auta – a zwłaszcza z prawego fotela – są zgoła inne. Przyznaję, że w pewnym momencie miałem obawy, czy samochód nie zaliczy spektakularnej „rolki”, jednak oczywiście nic takiego się nie stało. Podjazd pod górkę o podobnym nachyleniu nie stanowił dla obu Porsche żadnego problemu, jednak o wiele ciekawszy był o wiele bardziej stromy (liczący około 60 stopni) zjazd. Tutaj jednak w sukurs przyszedł jeden z systemów w samochodzie, który sam (bez żadnej ingerencji kierowcy!) sterował autem podczas owego zjazdu i pilnował, aby samochód opuścił wzniesienie z prędkością 3 kilometrów na godzinę. Ostatnim elementem był przejazd po wertepach usypanych w ten sposób, że w danej chwili jedynie dwa koła samochodu miały kontakt z podłożem – co również nie stanowiło dużego problemu.

 

 

Trzecia próba oznaczała powrót na tor i krótką, ale BARDZO intensywną przejażdżkę Porsche 911 Turbo S. Instruktor demonstrował bowiem, jak wygląda procedura Launch Control w tym samochodzie. Polega ona na tym, że po wciśnięciu hamulca i wduszeniu gazu do podłogi silnik osiąga 4-5 tysięcy obrotów (w zależności od wyboru trybu Sport lub Sport Plus), a cała zgromadzona moc jest uwalniana w momencie puszczenia lewego pedału. Samochód wystrzeliwuje do przodu z ogromnym impetem, a sprint do setki zajmuje mu… 2,7 sekundy. Przeciążenie powoduje, że mięśnie twarzy mimowolnie się wykrzywiają, a obraz nieco rozmywa. Zrozumiałem, co mieli na myśli koledzy z redakcji, którzy z szerokim uśmiechem mówili „Poczekaj tylko na launch control”. Wydawało mi się, że jestem na to gotowy… Ale zdecydowanie nie byłem.

 

 

Kolejny etap to prawdziwie sportowa rywalizacja! Każdy uczestnik imprezy musiał bowiem przejechać slalom za kierownicą modelu Cayman, wykonać dość ciasny nawrót i jeszcze raz przejechać płynnie pomiędzy pachołkami. Tę konkurencję każdy wykonywał dwukrotnie, a czas każdego przejazdu był rejestrowany. Pomimo, że w drugiej próbie udało mi się poprawić swój czas o niemal dwie sekundy, to niestety musiałem uznać wyższość kilku kolegów po fachu.

 

 

Jak się okazało, „moja” grupa miała ogromne szczęście, jeśli chodzi o kolejność poszczególnych zadań. Wisienką na torcie była bowiem jazda po torze za kierownicą kilku różnych odmian modelu 911! Mając już na koncie doświadczenie z jazdy torowej – świeże, bo nabyte przed kilkoma godzinami – wsiadałem do auta z dużymi nadziejami. I po raz kolejny rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. SUV-y Porsche, czyli Macan i Cayenne radziły sobie na torze dobrze, jednak dopiero w próbie offroadowej pokazały swoje możliwości. Zdecydowanie niższą Panamerą jeździło się znakomicie, ale dopiero za kierownicą 911 przekonałem się, jaką frajdę może dawać jazda samochodem wyścigowym z prawdziwego zdarzenia w jego naturalnym środowisku. Automatyczna skrzynia PDK zmieniała przełożenia szybciej niż zdążyłbym o tym, sam pojazd trzymał się toru jak przyklejony (to znaczy przez większość czasu, bo w pewnym momencie przez mój brak wprawy zaliczyłem niepotrzebny poślizg), a przyspieszanie, hamowanie, pokonywanie zakrętów i szykan było z jednej strony zadaniem wymagającym ogromnego skupienia, ale z drugiej dostarczającym niesamowitej przyjemności. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy okazało się, że niektóre z modeli są wyposażone w skrzynię manualną. Słowo „fatalne” i tak niedostatecznie dobrze opisuje moje pierwsze przejazdy za kierownicą owych aut, ale każdy kolejny był – przynajmniej z mojej perspektywy – lepszy od poprzedniego. Kilkadziesiąt minut, które spędziłem w kilku 911 szalejąc po torze, minęło niemal w mgnieniu oka. Ostatnim elementem imprezy było Porsche Taxi, czyli jazda na fotelu pasażera w samochodach prowadzonych przez instruktorów. Obserwowanie ich jazdy ostatecznie uświadomiło mi, do czego zdolne są auta Porsche (chociaż oczywiście odnosi się to również do innych mocnych samochodów), gdy są prowadzone przez ludzi umiejących w pełni nad nimi zapanować.

 

 

Opuszczając Silesia Ring za kierownicą własnego samochodu nie mogłem pozbyć się z głowy jednej myśli – jak ja w ogóle mogłem jeździć tak długo tak wolnym autem?!


Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska