Playboy testuje: nowy Rolls-Royce Cullinan

Playboy testuje: nowy Rolls-Royce Cullinan

Jak bardzo bezczelnym trzeba być, żeby nazwać samochód imieniem największego i najwspanialszego diamentu świata? Tak bardzo, by być przekonanym, że auto sprosta porównaniom ze słynnym klejnotem. Takie historie tylko u Rolls-Royce’a.

Jak nazywa się najbogatszy rejon Stanów Zjednoczonych? Gdzie leży? Pewnie wydaje wam się, że są tylko trzy możliwości. To może być Floryda z jej bogatymi emerytami z Nowej Anglii. Albo Kalifornia z potęgą Hollywood i nowych gigantów stanu, czyli Facebooka, Google’a i całej Doliny Krzemowej. Ewentualnie Nowy Jork, kręcący światem biznesu, od zawsze i niepodzielnie.

Nic z tych rzeczy. Najbogatsze hrabstwo (county, choć to myląca nazwa, bo w Ameryce nie ma i nigdy nie było żadnych hrabiów, powiat byłby właściwszym określeniem, ale jakoś nikt go nie używa) mieści się w zabitej dechami dziurze, czyli w stanie Wyoming, najmniej popularnym stanie USA. To hrabstwo nazywa się Grand Teton County, a jego stolicą jest Jackson Hole.

Skąd w nim bogactwo? Otóż Jackson Hole i okolice to raj krezusów oraz celebrytów z Hollywood oraz właścicieli największych na świecie korporacji, z Kalifornii, Florydy i Nowego Jorku. To tu, w tej kowbojskiej wiosce (miasteczko liczy 10 tys. mieszkańców) od niemal stu lat kupują swoje rancza i domy. Tu odpoczywają w niewyobrażalnym dla śmiertelników luksusie. W miasteczku, które wygląda jak z Lucky Luke’a, jest ponad 30 galerii, w których można kupić lokalne indiańskie rzeźby, ale i Picassa czy Chagalla. A w okolicy setki tysięcy akrów prywatnych posiadłości.

Jak to możliwe? Sławę okolic Jackson Hole zawdzięczamy samemu Johnowi D. Rockefellerowi, który oszołomiony pięknem tego miejsca (park Yellowstone jest zaledwie kilkanaście mil powyżej Grand Teton County), zaczął skupować rancza, a potem powołał Grand Teton National Park, który nieodpłatnie oddał państwu. Zostawił jedno ranczo sobie i swoim spadkobiercom (wciąż znajduje się w ich posiadaniu), a wzorować się na nim zaczęli inni bogacze.

A zatem, okolica, którą Rolls-Royce wybrał, by pokazać nam (jako jednej z dwóch redakcji z Polski) swoje nowe auto, spełnia standardy Brytyjczyków. Jest oszałamiająco pięknie i oszałamiająco bogato, ale z wielką klasą i poszanowaniem tradycji. Jak mówią Amerykanie, to „stare pieniądze”, żadne nouveau riche.

Siedzimy więc w hotelu Amangani (nigdy nie widziałem czegoś nawet w połowie tak luksusowego), patrzymy na szczyty Gór Skalistych i gawędzimy z Richardem oraz Frankiem z Rolls-Royce Motor Cars. Jazdy testowe Cullinanem dopiero następnego dnia. Jesteśmy po lunchu, towarzyszą nam także Dave, specjalista od elektroniki i audio oraz Tilo, odpowiedzialny za zawieszenie. „Słowo użytkowy nigdy nie padało z ust nikogo z Rolls-Royce’a. Żadne auto z figurką Spirit of Ecstasy nie było użytkowe. Przyznaję, nigdy nie produkowaliśmy aut komukolwiek potrzebnych, ale wyłącznie takie, które chce się mieć – mówi Richard. – A Cullinan jest także potrzebny. Mimo to jest tak bardzo Rolls-Royce’em, jak to tylko możliwe, przekonacie się, panowie”.

Projekt o nazwie „Cullinan” ruszył w Rolls-Royce pięć lat temu. Manufaktura z Goodwood, sprzedająca najdroższe limuzyny świata, sporo rozmawia ze swoimi klientami. Klientami przede wszystkim z Kalifornii, Wielkiej Brytanii, Bliskiego Wschodu i Chin. I ci klienci, wożeni Phantomem i własnoręcznie prowadzący Ghosty, Wraithy i Dawny, powiedzieli, że chcą SUV-a.

Nie rynek poinformował o tym fakcie Rolls-Royce’a (bo i tak firma nie będzie sprzedawać więcej niż 5 tys. aut rocznie), nie konkurencja (nawet Lamborghini i Maserati mają swoje SUV-y, nad własnym pracuje Ferrari), ale właśnie wierni klienci. Okazało się, że potrzebują pojazdu, w którym będą mogli czuć się jak w swoim ulubionym aucie, ale który jednocześnie pozwoli zjechać z utartego szlaku, udać się na ryby, narty, pojeździć konno, na ranczo. Zapadła decyzja: Rolls-Royce robi SUV-a. Projekt musiał dostać jakąś roboczą nazwę, padło na słowo „Cullinan”. To największy znaleziony kiedykolwiek diament. Wykonane z niego brylanty zdobią koronę brytyjskiej królowej.

Sfinalizowanie projektu zabrało długie pięć lat. Brytyjczycy (Rolls-Royce należy do koncernu BMW) postanowili stworzyć nie kolejnego drogiego SUV-a, nie droższą wersję Range Rovera Autobiography, nie lepszą wersję plebejskich aut takich jak BMW X5/X7 czy Mercedes GL. A nawet nie auto, które pokona Bentleya Bentaygę. Postanowili stworzyć Rolls-Royce’a wśród SUV-ów, czyli samochód bezkonkurencyjny.

Powstało auto jednocześnie tradycyjne i nowoczesne. Płyta podłogowa jest zupełnie nowa, Cullinan nie przejął jej z żadnego innego modelu. Cała konstrukcja powstała w oparciu o „architekturę luksusu”, autorską koncepcję z Goodwood, łączącą sztywność nadwozia, cichość zawieszenia i perfekcję wykonania. Podczas jazdy Rolls-Royce Cullinan, przetestowany chyba w każdym zakątku świata (od pustyń i wydm, po tereny za kołem podbiegunowym), dosłownie płynie, jak na mitycznym latającym dywanie, co jest kolejną z innowacji. „Magic carpet” to po prostu system wykrywania nierówności i dostosowywania pracy zawieszenia do warunków drogowych.

Cullinan jest majestatyczny, można rzec, że jak każdy Rolls-Royce. Jednak gdy się do niego wsiądzie i oswoi się z ręcznie wykonanymi przyciskami, luksusowym minimalizmem, strukturą drewna, tradycyjnymi zegarami, miękkością skóry – staje się przyjacielem. Bardzo szybko okazuje się, że to normalne, ogromne i piekielnie szybkie auto, którym bez problemu można jeździć.

Kierownica jest nieco bardziej masywna niż w innych modelach firmy, nawigacja może niewielka, zwłaszcza w zderzeniu z tą montowaną teraz w innych SUV-ach. Pozycja za kierownicą i wielkość okien sytuują Cullinana bardziej w grupie aut użytkowych, do powolnego przemieszczania się, niż tych sportowych, jak Bentayga czy włosko-niemiecki Urus. Jednak to pozory. Ważący sporo ponad 2,5 tony samochód wyposażony jest w silnik V-12, o pojemności 6,75 litra, mocy 564 KM i momencie obrotowym 850 Nm. Jedno naciśnięcie gazu i kolos dosłownie wystrzeliwuje przed siebie. Dodatkowo, po użyciu przycisku „low”, Cullinan staje się jeszcze szybszy i naprawdę można się nim z powodzeniem ścigać (gdyby nie ograniczenia prędkości w Wyoming). Co więcej, używając trybu off-roadowego (jeden przycisk) samochód powyżej prędkości 30 km/h usztywnia się, a nie podnosi. To trick, dzięki któremu ponad 5-metrowym kolosem można zwinnie pokonywać nawet górskie serpentyny.

Wszystkie elementy wyposażenia i konstrukcyjne są dopieszczone do granic. Ale wierzcie lub nie, zaledwie po kilkudziesięciu minutach samochód staje się przyjazny, nie onieśmiela. Jest przytulnie, cicho, tak dobrze, że naprawdę nie chce się wysiadać.

No dobrze, SUV to nie tylko auto użytkowe, dobre na zakupy i do zabrania rodziny na weekendową wycieczkę. To także terenówka. Nie ma producenta SUV-ów, który nie chwaliłby się, ile jego samochód może i jak bardzo jest dzielny. Nam w Wyoming pozwolono po prostu wjechać pod górę, po czarnej narciarskiej trasie (choć jesienią, więc śniegu nie było), ubrudzić i zakurzyć Cullinana do bólu. Trochę byliśmy nieśmiali, ale po odrzuceniu wątpliwości, tak właśnie zrobiliśmy. I ten samochód, z napędem na obie osie, z automatem ZF, z gigantycznym zapasem momentu, naprawdę potrafi mnóstwo. Zresztą to nie pierwszy terenowy Rolls-Royce. W historii było ich wiele: służyły w wojnie, do pokonywania dżungli na Półwyspie Indyjskim przez maharadżów, jeździł Rollsem Lawrence z Arabii, a jedno z aut z Goodwood przejechało nawet Rajd Dakar.

Cullinan ma nieco arogancką nazwę, ale w pełni zasługuje na miano doskonałego samochodu terenowego. Czy najlepszego SUV-a na rynku? Mieszkańcy Grand Teton County, przebogaci Amerykanie odpoczywający na swoich ranczach, na które trzeba dojechać po drogach bez asfaltu, na pewno będą zadowoleni.

Luksus wyjątkowy

Jak każdego Rolls-Royce’a, także Cullinana można personalizować. Dział Bespoke w firmie dostosowuje materiały, drewno, kolor i rodzaj skóry do wymagań przyszłego właściciela. Konsultacje mogą odbywać się w manufakturze w Goodwood. Już jednak wyposażenie „seryjne” Cullinana jest imponujące. System audio jest np. autorskim dziełem własnych specjalistów. W pierwszym trójbryłowym SUV-ie świata (!), w bagażniku jest dzielona klapa, której dolna część służy do odpoczynku. Automatycznie wysuwają się wówczas dwa foteliki, z których można np. podziwiać widoki albo łowić ryby. Samo wnętrze Cullinana może być 5- lub 4-osobowe. To drugie wyposażone jest jak inne modele marki, w dwa komfortowe i regulowane
w różnych płaszczyznach fotele. Można też zamówić lodówkę na szampana, wraz z kieliszkami.

Potężny, lecz szybki

Ważący niemal 2700 kilogramów SUV (rama jest z aluminium) rozpędza się do 100 km/h w ok. 5 sekund. Prędkość maksymalna została elektronicznie ograniczona do 250 km/h.

Tekst: Marcin Klimkowski

Tekst ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika Playboy.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska