Wyspa wulkanów: Touaregiem po Islandii

Wyspa wulkanów: Touaregiem po Islandii

To daleko, więc ciężko tam dojechać na kołach, ale bez samochodu oglądanie Islandii nie ma sensu. Na wyspę wybrał się nasz spec od motoryzacji Rafał Jemielita, a testował Volkswagena Touarega.

Nigdzie na świecie nie ma takich krajobrazów jak na Islandii. Podobno nawet Nowa Zelandia, uznawana ponoć za najpiękniejsze miejsce na Matce Ziemi, ustępuje wyspie porzuconej w odmętach północnego Atlantyku. Nie ma zresztą sensu się o to spierać, Islandia jest bliżej i łatwiej tam dotrzeć.

Samolot czy prom?

Zdecydowanie samolot – podpowiada wygoda. Prom jest dla tych, którzy mają gruby portfel i muszą wieźć środek transportu – podpowiada zmysł praktyczny. W dodatku mają czas, bo taki kurs – z Danii, Norwegii czy Szkocji – trwa nawet dwa dni. Przewiezienie kampera kosztuje ok. 1450 euro. Lot można znaleźć taniej, ale dojdzie kwestia wynajęcia samochodu, żeby obejrzeć Islandię poza Reykjavikiem. Dodam od razu, że auto musi być co najmniej SUV-em, oczywiście z napędem na wszystkie koła.

Nieco ponad 330 tysięcy

Tylu ludzi żyje w całej Islandii. Większość – 130 tysięcy plus sporo cudzoziemców, w tym Polacy – w stolicy, Reykjaviku. Reszta jest rozproszona, co oznacza totalne bezludzie. Dlatego samochód jest obowiązkowy. Albo motocykl, quad czy rower – byle dało się tym czymś jechać, a nie iść. Dla zobrazowania rozmiarów tego kraju: pętla dookoła wyspy ma ok. 1600 km. Nie licząc tras biegnących w głąb, w stronę wulkanów czy lodowców.

Pogoda jest dla bogaczy

Zwykle bywa szaro, mgliście i pada. Jest raczej zimno, a piękna pogoda nie zdarza się często. Nawet latem, na samym początku sezonu turystycznego (maj–wrzesień). Islandia to w czerwcu tzw. białe noce, a zimą – wysyp zórz polarnych. Trudno wcelować z pogodą, bo mroźne dni
z czystym niebem to rzadkość. Jedno jest za to pewne – islandzkie specialite de la maison to hotele, w których można się wpisać na listę budzenia „gdy tylko wyjdzie zorza”.

Zgniły rekin

Podobno hákarl, czyli fermentowane mięso rekina polarnego najlepiej smakuje, gdy – w procesie „produkcji” – wysiusia się na niego mały chłopak. Najpewniej to miejska legenda, ale hákarl ma specyficzny smak. Podobnie jak miejscowy alkohol – brennivín. W niektórych miejscach podaje się atlantyckie langustynki. Islandia to też kraj jagnięciny. Do przysmaków należą np. baranie jądra. Wędzone.

Błękitna laguna

Islandia ma bezdrzewne krajobrazy. Wszędzie można znaleźć ślady aktywności tektonicznej. Gejzery? W każdym z nich woda ma 98 stopni Celsjusza. Bardzo popularne są baseny geotermalne, w których można się kąpać bez względu na porę roku. Najstarszy jest „Secret Lagoon” pochodzący z roku 1891, ale najsłynniejszy to futurystyczny „Blue lagoon”. Błękitna woda – „odpad” z pobliskiej elektrowni geotermalnej – ma temperaturę około 39 stopni i działa leczniczo na skórę.

Balony zamiast opon

Mocna konstrukcja samochodu i napęd na wszystkie koła to jedno. Powszechne są tu również przeróbki zwiększające prześwit i zdolność pokonywania najgorszych przepraw off-roadowych. Auta na charakterystycznych „balonowych” oponach, z silnikiem opancerzonym mo-
cną blachą i snorkelami, żeby do silnika doprowadzać wyłącznie czyste powietrze, są tu powszechne. Nie zdziwcie się. Takie są tu nawet autobusy, oczywiście te na potrzeby turystów.

Nasz wybór

To był test. Zaimprowizowany test Volkswagena Touarega właśnie na Islandii. Od pierwszej chwili było nam go szkoda, bo po wyprawie w otchłań wyspy samochód nie musiał wrócić w jednym kawałku. Okazało się jednak, że Touareg poradził sobie zaskakująco dobrze. Volkswagen chwali się, że jego SUV „przenosi komfort, doznania podczas jazdy i zachwyt na nowy, wyższy poziom, dzięki systemowi elektromechanicznej stabilizacji przechyłów, reflektorom Matrix LED – IQ.LIGHT oraz Innovision Cockpit”. Brzmi strasznie, ale to prawda. Touareg ma tylne koła skrętne, a na zakrętach – pokonywanych dzięki nim szybciej i bardziej stabilnie – rzeczywiście się nie przechyla. Kamera termowizyjna wykrywa zwierzęta (i wyświetla ich obrys na HUD), zaś ekran w desce rozdzielczej szokuje rozmiarami. On ma przekątną aż 38 cm! Do tego oczywiście sterowanie głosem lub tylko dotykiem, samoczynne domykanie drzwi, 18-kierunkowa regulacja foteli, asystent jazdy w korku oraz wykończenie drewnem. Prawdziwym, a nie plastikiem! Szkoda go w teren, ale... daje radę.

Islandzkie drogi

Asfaltowych szlaków jest sporo, ale status tzw. primary roads (najważniejszych) mają też szutry. Na mapie road.is wszystkich islandzkich szlaków jest 12 900 km. Czerwonych, czyli tych najważniejszych, jest tylko 4400 km. Na piechotę się nie da.

Offroad jest zakazany!

Wprawdzie wszędzie jest błoto i bezdroża, ale w tym kraju jazda terenówkami poza wyznaczonymi drogami jest zakazana (nawet
do wraku samolotu DC-3, do którego pielgrzymują tysiące turystów, można dojść tylko pieszo lub dojechać rowerem). Trzeba uważać
na prędkość. Policja – jak w pozostałych krajach skandynawskich – jest uczulona na piratów drogowych. Rajdowe wyczyny odpadają. Nie ma też żadnego pobłażania dla tych, którzy zrobią sobie niedozwolony skrót – mandaty są, jak w całej Skandynawii, drakońskie.

Tekst: Rafał Jemielita

Tekst ukazał się w styczniowym (01/2019) numerze miesięcznika Playboy.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska