Mistrzowskie skandale

Mistrzowskie skandale

Jak zdobyć tytuł piłkarskiego mistrza świata? W teorii jest to sprawa dość prosta – zakwalifikować się do turnieju finałowego, a następnie pokonać wszystkich przeciwników. Praktyka jednak udowadnia, potrzeba jeszcze sporo szczęścia – czasem będącego prezentem od losu, a niekiedy takiego, któremu trzeba dopomóc.

„We współczesnej piłce nie ma już miejsca na romantyzm”. „Odkąd światowym futbolem rządzą coraz większe pieniądze, ten stał się w pierwszej kolejności produktem, który trzeba umiejętnie sprzedać”. „Kiedyś to była piłka, nie to co teraz!” Takie słowa padają z ust tych kibiców, którzy identyfikują się ze sloganem „against modern football”, sprzeciwiają się komercjalizacji ich ukochanej dyscypliny i z rozrzewnieniem wspominają mityczne „dawne czasy”, kiedy piłką rządził tylko i wyłącznie duch zdrowej, uczciwej rywalizacji. Tylko kiedy właściwie były te czasy? Cóż, jeśli wziąć pod uwagę turnieje o Mistrzostwo Świata, to chyba nigdy – bo już drugi mistrz w historii, czyli drużyna Włoch z 1934 roku osiągnęła sukces nie tylko dzięki umiejętnościom swoich zawodników.

Gospodarzom pomagają ściany

Jeśli ten slogan rozumiemy jako zastrzyk dodatkowej motywacji wynikający z faktu grania na własnym terenie, gdy miejscowi fani stanowią przytłaczającą większość, wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy gospodarzom zaczynają sprzyjać inne czynniki. Tak jak Włochom, którzy wystąpili w tej roli na turnieju w 1934 roku. Na sukcesie szczególnie zależało Benito Mussoliniemu, który na szefa włoskiej federacji piłkarskiej wyznaczył generała faszystowskiej milicji Giorgio Vaccaro. Ten przed turniejem powiedział: „Celem jest pokazanie, że faszystowski sport jest napędzany ideałami swojego przywódcy, jest natchniony przez Duce”. Cel udało się zrealizować, jednak wydatnie pomogli sędziowie. Historia szczególnie źle wspomina arbitra drugiego (pierwszy zakończył się remisem 1-1, a ówczesny regulamin nakazywał w takiej sytuacji powtórzenie spotkania) meczu Włochy – Hiszpania, czyli. Rene Merceta. Chociaż był on Szwajcarem, to pochodził z włoskojęzycznego regionu tego kraju. Mercet pozostawał ślepy na brutalną grę gospodarzy, którzy bezpardonowo atakowali Hiszpanów. Oczywiście jego uwadze umknął również faul popełniony przez Giuseppe Meazzę, który umożliwił mu zdobycie jedynej w tym meczu bramki. W półfinale rozgrywanym przeciwko Austrii gospodarze mieli sprzymierzeńca w osobie Szweda Ivana Eklinda. Ten nie użył – choć zdecydowanie powinien – gwizdka w 19, minucie spotkania, gdy Meazza wpadł w trzymającego piłkę w dłoniach bramkarza Petera Platzera. Na skutek faulu golkiper wypuścił futbolówkę z rąk, a tę do siatki skierował Enrique Guaita. Był to jedyny gol w tym spotkaniu. Finał również był sędziowany przez Eklinda, który przed jego rozpoczęciem uciął sobie krótką pogawędkę z Mussolinim. Spotkanie przebiegło jednak bez większych kontrowersji – Włosi pokonali Czechosłowację 2-1, spełniając w ten sposób marzenie swojego Duce. Sędzia Mercet został po mistrzostwach dożywotnio zdyskwalifikowany przez macierzystą federację.

Zwycięstwo można zapewnić sobie w inny sposób – mianowicie postarać się, aby rywale zbytnio nie przeszkadzali. W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o spotkaniu pomiędzy Argentyną a Peru, rozgrywanym podczas finałów w 1978 roku. Aby awansować do finału, gospodarze musieli pokonać Peruwiańczyków różnicą czterech bramek (lub trzech, gdyby strzelili co najmniej pięć goli). Tak też się stało – mecz w Rosario zakończył się rezultatem 6-0. Nie istnieją co prawda twarde i jednoznaczne dowody przekupstwa, jednak rozgrywający szczególnie fatalne spotkanie obrońca Rodolfo Manzo jakiś czas po turnieju zasilił szeregi argentyńskiego klubu Velez Sarsfield, a kilka lat później pojawiły się doniesienia o tym, że rząd z Buenos Aires wspomógł Peru pożyczką w wysokości 50 milionów dolarów i ofiarował kilkadziesiąt tysięcy ton zboża. Wnioski nasuwają się więc same.

Najbardziej jaskrawym przykładem pozostaje jednak występ Korei Południowej na współorganizowanych przez nią Mistrzostwach Świata w 2002 roku – ze szczególnym wskazaniem na spotkania z Włochami i Hiszpanią. Sędziujący mecz ⅛ finału Ekwadorczyk Byron Moreno robił wszystko, aby umożliwić Koreańczykom zwycięstwo przeciwko „Azzurim”. Nie zauważał ewidentnych fauli gospodarzy, bezpodstawnie przerywał groźne akcje Włochów, a wreszcie niesłusznie wyrzucił z boiska Francesco Tottiego. Korea ostatecznie wygrała mecz 2-1 i awansowała do ćwierćfinału, gdzie czekali Hiszpanie. W tym spotkaniu sędziowie również w bezczelny sposób pomogli gospodarzom, pozwalając im na brutalną grę i nie uznając dwóch (!) bramek, strzelonych prawidłowo przez Ivana Helguerę i Fernando Morientesa. Moc sprawcza arbitrów skończyła się jednak w półfinale, gdzie Koreańczycy nie dali rady Niemcom. Michael Ballack zdobył wówczas bramkę, po której zapewne cały piłkarski świat – rzecz jasna oprócz Korei Południowej – krzyknął triumfalnie z radości. Ciekawostka odnośnie wspomnianego sędziego Moreno – w 2010 roku został zatrzymany na lotnisku w Nowym Jorku podczas próby przemytu narkotyków (miał przy sobie ponad 6 kg heroiny). Skazany na 2,5 roku więzienia, odsiedział w USA 26 miesięcy.

Była bramka, nie ma bramki…

O ile wymienione wyżej sytuacje są bez wątpienia wynikiem złej woli ze strony arbitrów, to na Mistrzostwach Świata nie brakowało sytuacji, które z jednej strony znacząco wypaczyły wyniki spotkań, ale za ten stan rzeczy trudno jednoznacznie obwinić panów z gwizdkami. Najlepszym przykładem jest bez wątpienia sytuacja z finałowego meczu turnieju z 1966 roku, w którym spotkały się Anglia i RFN. Po 90 minutach na tablicy widniał wynik 2-2, co zaowocowało dogrywką. W 101. minucie spotkania miała miejsce jedna z najbardziej kontrowersyjnych sytuacji w historii mundiali – kopnięta przez Geoffa Hursta piłka trafiła w poprzeczkę, następnie odbiła się od murawy w okolicy linii bramkowej i… wróciła w pole. Szwajcar Gottfried Dienst (którzy wówczas uchodził za najlepszego sędziego na świecie) nie widział dokładnie sytuacji, więc poprosił o konsultację liniowego z ZSRR – Tofiqa Bəhramova. Ten z całą stanowczością stwierdził, że piłka przekroczyła linię bramkową. Hurst zaliczył w ten sposób hat-tricka (pozostaje jedynym zawodnikiem, któremu ta sztuka udała się w finale MŚ), a mecz ostatecznie zakończył się wygraną Anglii 4-2. Dyskusje na temat słuszności decyzji sędziego trwają do dziś, chociaż większość biorących w nich udział uważa, że gol nie powinien zostać uznany. Nie była to zresztą jedyna kontrowersja związana z turniejem z 1966 roku – na kilka miesięcy przed jego rozpoczęciem skradzione zostało trofeum wręczane zwycięzcy rywalizacji, czyli Złota Nike. Ukryty w jednym z londyńskich żywopłotów puchar został przypadkowo odnaleziony przez… psa o imieniu Pickles, który po zakończeniu zmagań został zaproszony na oficjalny bankiet.

Jeśli ktoś wierzy w karmę, to podczas meczu pomiędzy Anglią a Niemcami w ⅛ finału Mistrzostw w 2010 roku z pewnością przypomniał sobie o wspomnianej bramce Hursta. Anglicy przegrywali ten mecz 1-2, gdy gola strzelił Frank Lampard – podobnie jak 44 lata wcześniej piłka odbiła się od poprzeczki, murawy i wróciła na pole gry. Z tą różnicą, że przekroczyła linię bramkową o dobre kilkadziesiąt centymetrów. Sędziujący to spotkanie Jorge Luis Larrionda z Urugwaju gola jednak nie uznał. Dlaczego? To wie chyba tylko on sam, a my nigdy nie dowiemy się co by się stało, gdyby Anglicy wyrównali na 2-2. Ostatecznie w meczu triumfowali Niemcy wynikiem 4-1, symbolicznie rewanżując się za spotkanie sprzed lat.

Wszystkie ręce na pokład

Jak dotąd skupiliśmy się głównie na przejawach niekompetencji i złej woli sędziów, ale zawodnicy biorący udział w rywalizacji również mają swoje za uszami. I czasem jakby zapominali, że uprawiana przez nich dyscyplina to piłka NOŻNA. W kontekście używania rąk do gry przez zawodników z pola myśli wszystkich kibiców momentalnie wędrują w kierunku Diego Maradony i jego słynnej „ręki Boga” z meczu przeciwko Anglii w 1986, ale tę historię znają chyba nawet ci, którzy nie interesują się futbolem. O wiele bardziej warta przypomnienia jest inna sytuacja – ręki pewnego Francuza i tego, co z niej wynikło.

W 2009 roku Irlandia grała z Francją dwumecz barażowy o awans na Mistrzostwa w RPA. Pierwszy mecz w Dublinie gospodarze przegrali 0-1, jednak w rewanżu odrobili stratę i konieczna była dogrywka. W 103. minucie Florent Malouda zagrał do Thierry’ego Henry’ego, który zatrzymał piłkę ręką, zanim odegrał ją do Williama Gallasa. Ten trafił do bramki, a sędzia gola uznał. Niesprawiedliwie potraktowani Irlandczycy przegrali i odpadli, a o sprawie zrobiło się głośno na całym świecie. FIFA odrzuciła oficjalny protest, wystosowany przez irlandzką federację. Ta zapowiedziała dalsze kroki, jednak w pewnym momencie sprawa ucichła. Później wyszło na jaw, że FIFA przekupiła Irlandię kwotą 5 milionów euro, a pieniądze zostały zaksięgowane jako środki na budowę stadionu. I nie są to jedynie domysły – układ potwierdził John Delaney, dyrektor wykonawczy Irlandzkiej Federacji Piłkarskiej. Awans do finałów odbił się jednak Francji czkawką. Odpadnięciu „Les Bleus” z rywalizacji już w fazie grupowej towarzyszył kolejny skandal – odsunięty od drużyny Nicolas Anelka zwyzywał trenera Raymonda Domenecha, a jego koledzy z ekipy urządzili strajk, zamykając się w autokarze i odmawiając wyjścia na trening.

Na tym samym turnieju doszło do jeszcze jednego incydentu z ręką piłkarza w roli głównej. W ćwierćfinałowym meczu Ghany z Urugwajem po bramkach Diego Forlana i Sulleya Muntariego na tablicy widniał wynik 1-1, którego nie udało się zmienić do końca regulaminowego czasu gry. Dogrywka również nie przynosiła rozstrzygnięcia, aż nadeszła 120. minuta czasu gry. Po strzale jednego z zawodników Ghany piłka pewnie zmierzała do bramki Urugwaju, jednak została zatrzymana ręką na linii bramkowej przez Luisa Suareza. Napastnik za swój „wyczyn” obejrzał czerwoną kartkę, a sędzia podyktował rzut karny, do którego podszedł Asamoah Gyan. Ghańczyk nie wytrzymał presji i uderzył w poprzeczkę, więc konieczne było rozegranie konkursu rzutów karnych. Te lepiej wykonywali Urugwajczycy, którzy w konsekwencji awansowali do półfinału.

XXI piłkarskie mistrzostwa świata, które rozpoczęły się 14 czerwca 2018 roku, nie dały nam na razie powodów do aktualizacji tego artykułu. I mamy nadzieję, że ten stan rzeczy nie ulegnie zmianie do samego końca turnieju.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się w mundialowym dodatku do PLAYBOYA, dołączonym do numeru z czerwca 2018.

Foto: FORUM

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska