Punkt G nie istnieje?!

2018-03-01
Punkt G nie istnieje?!

To pytanie, które od dziesięcioleci rozpala seksuologów i… nas wszystkich: czy punkt G istnieje? Ostatnie badani dowodzą, że nie… A jednak to "nie" ani trochę nie wyczerpuje słodkiego tematu.

Jeśli zapytacie kobiety, usłyszycie głośne „Tak!”. Powie to każda kobieta, większość słodko się nawet uśmiechnie, na wspomnienie kochanka, który owo miejsce znalazł.

Jednak jeśli poprosicie naukowców, anatomów i badaczy seksu, będą oni raczej zgodni: „Nie, punkt G nie istnieje. Nie ma czegoś takiego”.

Według badań przeprowadzonych przez zespół espertów z Austin Hospital w Melbourne w Australii, nie ma absolutnie żadnych anatomicznych dowodów na istnienie punktu G w kobiecym ciele. To oznacza, według naukowców, że on prostu nie istnieje. Podczas eksperymentów naukowcy badali ciała kobiet w wieku od 32 do 97 lat. Doszli do wniosku, że żadna z nich nie ma zauważalnej struktury anatomicznej w „strefie punktu G”. Tak jest tylko ścianka pochwy i struktury moczowe.

Afera o 5 cm

Skąd zatem zamieszanie? Główny badacz, dr Nathan Hoag, uważa, że powodem, dla którego nieistniejący (według niego) punkt G jest tak ważny dla większości kobiet, jest wyłącznie jego sąsiedztwo z łechtaczką. Ona jest znacznie większa niż się powszechnie wydaje. Z zewnątrz łechtaczka wydaje się mianowicie maleńkim guzikiem wielkości ziarnka grochu. Jednak anatomicznie to struktura wewnątrz ciała, otaczająca pochwę. Ma kształt widełek, literu „u”, niektórzy mówią, że wahacza. Ma nawet 14 cm (łącznie), a jej odnogi rozciągają się aż do miejsca, w którym znajduje się rzekomy punkt G.

Ponieważ wewnętrzna część łechtaczki, ta niewidoczna, łączy się z punktem G, naukowcy z Australii są pewni, że orgazmy wywołują wrażenie, jakoby były wywołane drażnieniem punktu G, a nie jedną z wersji orgazmu łechtaczkowego.

Przyjemność kontra anatomia

„Istotnym odkryciem jest to, że punkt G w swojej pierwotnej formie, obserwowany przez Gräfenberga, a następnie spopularyzowany, nie istnieje jako konstrukcja anatomiczna” - podsumował dr Hoag.
No i teraz dylemat. No bo skoro punkt G nie istnieje, to może przestać go szukać? Nic bardziej błędnego! Nawet jeśli to miejsce jest w istocie wewnętrzną częścią łechtaczki, to nie oznacza, by go nie pobudzać, wręcz przeciwnie. Więc nie dyskredytujcie jeszcze punktu G. Skoro kobiety czują, że lubią być tam pobudzane, to znaczy, że lubią i już. A czy jest to łechtaczka, czy inna struktura anatomiczna
Rebecca Dakin, najsłynniejsza seksuolożka Wielkiej Brytanii, mówi: „Naukowcy mogli nie znaleźć dowodów na istnienie punktu G, ale nie mam wątpliwości, że onistnieje. Zapytajcie jakąkolwiek kobietę, a ona potwierdzi, że badacze się mylą. Na przedniej ścianie pochwy znajduje się obszar o długości około 5 centymetrów, który ma inną fakturę. Pobudzanie tej strefy daje zupełnie inny rodzaj orgazmu. Firmy wydają miliony na rozwój zabawek erotycznych, które trafiają dokładnie w to miejsce, a kobiety je kupują”.

A zatem, szukać warto, nawet jeśli to miejsce nie istnieje anatomicznie!

Fot: iStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska