Dlaczego w seksie nie chodzi o długość?

Dlaczego w seksie nie chodzi o długość?

Jeśli słowo „długość” w tytule odnieśliście do długości penisa, to przepraszamy. Bo porozmawiamy o innej męskiej obsesji, związanej z długością, czyli o czasie. Większość z nas uważa, że im dłużej, tym lepiej. A to nie do końca zgodne z prawdą.

Z dwóch naszych obsesji związanych z długością jedna niszczy nas od okresu dojrzewania, aż do śmierci. To obsesja długości penisa. Boimy się, że jest za krótki i wciąż porównujemy się z danymi statystycznymi. Blokuje nas przekonanie o tym, że kobiety się z nas śmieją, bo „mamy krótkiego”. Mierzymy go i wydłużamy w opowieściach, jak wędkarze złowione ryby.

Seksuolodzy twierdzą, że męska seksualność jest wręcz zdominowana przez temat długości penisa. Ten temat odpowiada za większość naszych problemów w łóżku. I nie tylko w łóżku: z obawy o porównania wynika nasza niechęć do kobiet posiadających w życiu większą liczbę partnerów i wszystkie wynikające z tego konsekwencje.

Kochać można się długo, choć nie trzeba

No ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Ale o długości stosunku. Zakodowaliśmy sobie, że kochać się trzeba długo, im dłużej tym lepiej, najdłużej w historii partnerki, dłużej niż jej byli. Tymczasem kochać trzeba się raczej lepiej niż dłużej.

Na potwierdzenie tej tezy garść statystyk. Jak twierdzą kobiety, idealny czas zbliżenia (gra wstępna plus akcja bezpośrednia) to 25 minut i 51 sekund (dla nas 25 minut i 43 sekundy, zatem baaardzo podobnie). Sam stosunek, choć w sumie obrzydliwie to brzmi, medycznie, rozmawiajmy więc o kochaniu się, samo zatem kochanie się powinno trwać ok. 7 minut. Większość pań za zbyt krótki uznaje seks 2-3-minutowy, a za męczący i zbyt długi już… 13-minutowy.

No i co? Zaskoczeni? Większości z nas tymczasem wydaje się, że bez półgodzinnego „wte i wewte”, to w ogóle nie ma co stawać w szranki z innymi facetami. Jesteśmy przeświadczeni, że dobry seks wymaga co najmniej kilku zmian pozycji, robienia gimnastycznej ekwilibrystyki i czego tam jeszcze.

Z czego wynika problem i obsesja długości współżycia? Właściwie przyczyny są dwie. Pierwsza to pornografia. Oglądamy ją bezrefleksyjnie i kodujemy sobie w (pustych) łbach, że tak to właśnie wygląda. Nie zakładamy, że w porno produkcjach występują zawodowcy. Co więcej, abstrahujemy całkowicie od takich „szczegółów” jak montaż. Patrzymy na to pieprzenie na ekranie i wierzymy, że też tak powinniśmy.

Sportowa złość

Druga przyczyna to konkurencja, zwykła sportowa rywalizacja, wpisana w naszą płeć. Testosteron zmusza nas do rywalizacji i robienia wszystkiego „szybciej, dłużej, dalej”. Dlatego uprawiamy sport, ścigamy się autami, wywołujemy wojny, bijemy się, robimy kariery (by więcej zarabiać). Dlatego też chcemy się kochać dłużej.

W sumie to drugie nie jest aż tak złe. O ile zapyta się wcześniej o zdanie partnerkę. Ze wspomnianych już danych nie wynika, by odpowiedź była za każdym razem twierdząca (czyli każda kobieta chciała dłużej). A raczej w większości przypadków jest przecząca.

Rozmowa, głupcze!

Reasumując. Zamiast kontynuować obsesję długości, zamiast żyć w ciągłym podświadomym lęku, że „inni mogą dłużej” i od dojrzewania stresować się przedwczesnym wytryskiem (który w rzeczywistości dotyka promil mężczyzn) lepiej:

Po pierwsze, porozmawiać z partnerką i zapytać, co jej odpowiada.

Po drugie, dostosować długość do okoliczności. Nie spinać się, żeby zawsze było tak samo. Czasami seksualne maratony są potrzebne, ale i szybkie numerki fantastyczne (spytajcie dziewczyn).

Po trzecie, jeśli rzeczywiście coś jest obiektywnie nie tak, udać się do lekarza i/lub poćwiczyć techniki wydłużania stosunku, które są – uwaga – proste i przyjemne.

Fot: iStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska