Mokra robota, czyli jak zrobić dobrze kobiecie palcami

Mokra robota, czyli jak zrobić dobrze kobiecie palcami

Penis, język i palce – te trzy „kończyny” mamy do dyspozycji, żeby zrobić kobiecie dobrze. To dlaczego, do jasnej cholery, używamy tylko dwóch pierwszych, a zapominamy o trzeciej? Tym bardziej że dłonie mamy dwie, w więc aż dziesięć potencjalnych dildo o różnej grubości i długości, które dodatkowo można łączyć i dowolnie wyginać! Pora to zmienić i uczynić z palców sojuszników rozkoszy.

Każdy facet, prawie każdy, kocha ręczne robótki. Nie szydełkowanie, ale męskie prace manualne. To atawizm – sklejamy modele, układamy klocki Lego, gramy na instrumentach, strugamy z drewna. Przykręcamy, oplatamy drutem, robimy palcami naprawdę dużo dobrego.

Tymczasem podczas seksu zapominamy o… palcach. Zaczynamy gloryfikować penisa – tylko o nim myślimy, żeby stał jak skała, żeby mógł długo, żeby był duży i żeby podobał się partnerce/partnerkom. Co więcej, robimy to dopiero z wiekiem. Pacholęce pieszczoty, przez starsze pokolenie i seksuologów zwane pettingiem, to są przecież ręczne robótki! Piersi, sutki, wargi sromowe większe i mniejsze, wilgoć cipki – wszystko to poznajemy jako nastolatki właśnie palcami. Każdy dorosły facet wspomina potem całe życie, że Zosia pozwoliła się „tam dotknąć”, a Marysia „wsunąć palce”. Młodzi gentlemani się tym nie chwalą, a te nastolatki, które podniecenia nie potrafią utrzymać na wodzy (czyli większość), rozpowiadają na prawo i lewo właśnie o palcówkach.

I co dzieje się potem? Potem dochodzi do królobójstwa. Palce, które w młodości grają pierwsze skrzypce, ustępują miejsca najpierw językowi, a potem penisowi. Palcówkę zastępuje minetka, a wreszcie  – prędzej czy później – konwencjonalny stosunek, czyli wsunięcie penisa do cipki.

Wówczas palce zostają niejako obcięte. Jak w dowcipie o stolarzu, który ma ich zawsze za mało. Używamy co prawda dłoni do gry wstępnej oraz palców oczywiście, ale niemal nigdy, jako dorośli mężczyźni, nie traktujemy już palcówki jako jednego z trzech sposobów na doprowadzenie kobiety do orgazmu.  

Szkoda, że nie czytamy badań, szkoda, że nie słuchamy kobiet. A to dlatego, że zaspokojona kobieta to skarb i trofeum. Po to przecież to robimy, żeby dać rozkosz i żeby ją otrzymać! Tymczasem badania i opinie kobiet nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości. Penis jest najmniej idealnym organem do dawania kobiecie orgazmu. Jest daleko w tyle za językiem, który bezpośrednio pobudza łechtaczkę. Spory dystans dzieli go także od palców, którymi można zrobić naprawdę dużo, jeśli nie wszystko. 

Palcami można miziać, gładzić, drażnić, posuwać (jak penisem), pieścić łechtaczkę ruchami okrężnymi (uwaga: w obie strony). Można użyć ich w samochodzie, w windzie, pod stołem. Można  się nimi erotycznie komunikować. Można milion rzeczy, których ani penisem, ani nawet językiem zrobić się zwyczajnie nie da. Ale zacznijmy od podstaw, ok?

Indywidualizacja potrzeb

Tak jak seks z każdą partnerką jest inny, tak i palcówkę każda pani lubi dostosowaną do swoich preferencji. Seksu manualnego nie da się ustandaryzować, to prawda do zapamiętania na dzień dobry. Tak samo jak w przypadku stosunku: jedne kobiety uwielbiają być ostro brane od tyłu w kuchni, inne delikatnie kochane po długiej grze wstępnej (poprzedzonej kolacją i kinem), a jeszcze inne lubią przejąć inicjatywę  i wcielić się w rolę dzikich kowbojek.   

Ten oczywisty fakt odnieśmy do palcówki. Mamy tendencję, jeśli już w ogóle używamy palców do seksu (co, jak napisaliśmy, jest karygodną rzadkością), robienia wszystkim partnerkom tak samo. Podczas pocałunku, gdy sprawy zmierzają do tego, żeby była to namiętna noc, zaczynamy kobiety rozbierać. Ściągamy garderobę, nie przerywając pieszczot. Nadzy lub półnadzy zdejmujemy im majtki, o ile wcześniej same tego nie zrobiły w podnieceniu, po czym wsuwamy palce do cipki. Słysząc westchnienia i jęki, przez jakiś czas kontynuujemy tę czynność. I wreszcie odpuszczamy, by przejść do czegoś bardziej konkretnego, czyli kochania/pieprzenia się, jak tam to sobie nazywacie.   

Nie mamy racji? Tak to właśnie wygląda. I wielu kobietom to odpowiada. Jeśli tak jest, to nie ma potrzeby nic a nic zmieniać. Jak wiadomo, lepsze jest wrogiem dobrego. Tyle tylko, że zachowując się w ten sposób, znudzimy po jakimś czasie nawet najbardziej otwartą kobietę.    

Palcówka wymaga oczywiście doskonalenia, zmian, ciągłego poprawiania techniki, a najlepszym na to sposobem będzie rozmowa. Pytania – zadane poza łóżkiem, a nie w trakcie seksu – powinny być tak proste, jak prości jesteśmy my sami, faceci. „Jak lubisz być pieszczona?”, „Czy lubisz, jak posuwam palcem/palcami w twojej cipce?”, „Czy lubisz, kiedy opuszkami palców masuję twoją łechtaczkę? Jeśli tak, to jak: mocniej, delikatniej, wyżej, niżej, w którą stronę?”. Panowie, to są tylko pytania, a wiadomo, nie ma złych pytań, a już na pewno nie powinno ich być w związku dwojga ludzi, którzy chcą sobie zrobić naprawdę dobrze!

Każda para, każdy związek, ma swój własny kod porozumiewania się. To wynika z wychowania, otwarcia, typu osobowości – mnóstwo czynników na to wypływa. Użyjcie tego waszego kodu do rozmawiania nie tylko o ulubionych pozycjach, ulubionych pieszczotach czy ulubionych fantazjach do spełnienia. Rozmawiajcie także o tym, jak technicznie uwielbiają być pieszczone wasze partnerki, a potem tak właśnie je pieśćcie. Proste, nie?

Tempo i siła

Znakomita większość z nas używa palców tylko i wyłącznie do imitowania stosunku. Wkładamy, potem posuwamy, jak penisem. I to jest OK (o ile oczywiście waszym partnerkom sprawia to przyjemność). Tyle tylko, że w ferworze łóżkowej walki zdarza się, że robimy to zbyt szybko i intensywnie. Dłonią, a konkretnie palcami, łatwiej operować. Dłoń (plus przedramię) jest też szybsza niż ruchy bioder.

No ale przecież nie każdy stosunek wygląda identycznie. Czasami to „ostre porno”, czyli jazda bez trzymanki, a czasami leniwe posuwanie i delektowanie się ocieraniem penisa o ściany cipki. Nie czerwieńcie się, tak to wygląda (przynajmniej po ochłonięciu).

Z palcówką podobnie. Dostosujcie siłę pchnięć, ich głębokość, intensywność, a przede wszystkim tempo, do nastroju partnerki. Jak to zrobić, żeby wyszło dobrze? Podpowiedzią może być, choć nie musi, reakcja dziewczyny. Ona powie, czego chce. A jeśli nie mówi, trzeba wsłuchać się w oddech, jęki rozkoszy, krzyki. Wycofywać się – jak saper – na dźwięki dezaprobaty, po czym kontynuować, „czytając” werbalne i fizyczne zachęty. Rozchylanie nóg, napieranie miednicą, wypinanie bioder: to są znaki drogowe podczas tej ostrzejszej bądź delikatniejszej jazdy.

Penis i 10 pomocników

Kupowanie erotycznych gadżetów w seks-shopach jest super. Zwłaszcza pary z pewnym stażem odzyskują dzięki nim werwę w łóżku. Rozmaite dildo i wibratory wprowadzają do życia seksualnego urozmaicenie. Super, tylko spójrzcie przez chwilę na swoje dłonie. Tak, obie dłonie. Niby jaka jest przewaga tych drogich zazwyczaj przedmiotów uciechy nad waszymi palcami? Odpowiadamy: żadna! Palce mają różną grubość (wskazujący jest znacznie cieńszy od kciuka), różną długość (środkowy zazwyczaj jest najdłuższy), w przeróżny sposób się wyginają. Można je łączyć, i to bez dopłaty! Wskazujący i środkowy to już całkiem potężne dildo, niemal grubości penisa. Z kolei mały i serdeczny też mogą wykonać niezłą, choć delikatniejszą robotę. A kciuk, z jego całkiem inną budową (składa się z dwóch, nie trzech kości)? Co za pole do popisu!

W tym miejscu zastrzeżenie: my, faceci, mitologizujemy penisa. Mamy na jego punkcie obsesję, wielu z nas uważa, że jest za krótki albo za chudy, co jest zresztą przedmiotem gigantycznych problemów. Kobiety, jak wynika z badań, traktują nasze penisy z dużo większą miłością niż my sami (86 proc. pań twierdzi, że penisy, z którymi miały do czynienia, są OK).

Skoro jednak penis jest zazwyczaj dłuższy od palców, to przestajemy operować palcami, bo wydaje nam się, że są za krótkie, nawet ten środkowy. Tymczasem przeciętna pochwa ma 10 cm długości. Całkowicie o tym zapominamy! Odpowiednio ułożony palec dosięgnie każdego jej zakamarka, jeśli mówimy o penetracji. A jeśli o pieszczotach tego najsłodszego miejsca na świecie, czyli łechtaczki, to chyba nie ma problemu, prawda?

Wcale-nie-mityczny-punkt

Na koniec dwie petardy z gatunku „argumenty nie do przebicia”. Gotowi? No więc sytuacja w okolicach kobiecego łona jest taka, że wspaniałych miejsc do odkrywania jest tam całkiem sporo, ma się rozumieć dla palców. Ale jedno – uwielbiane przez kobiety – nazywa się punkt G. I jest osiągalne niemal wyłącznie dla nich.

Punkt G znajduje się mniej więcej pięć centymetrów od wejścia do pochwy, na jej przedniej ściance. Tej od strony brzucha. Są wątpliwości, czy w ogóle istnieje, ale miliony kobiet nie mogą się przecież mylić. Skracając temat: nie ma (prawdopodobnie) odrębnej struktury anatomicznej, czyli organu będącego źródłem wspomnianej rozkoszy.

Jedni naukowcy podejrzewają, że punkt G to miejsce wewnętrznego zakończenia łechtaczki, która ma łącznie około czternastu centymetrów długości, a widoczna dla nas część (ta, którą pieścimy np. językiem) to zaledwie mały guziczek. Inni badacze wskazują, że punkt G – lekkie zgrubienie na wspomnianej wewnętrznej ściance pochwy – to skupisko zakończeń nerwowych.

Cokolwiek to jest, to najpierw odnalezienie tego miejsca, a potem drażnienie go jest otwarciem wrót rozkoszy. Faceci, którym się udaje, zyskują dozgonną wdzięczność, uznanie i miano doskonałych kochanków. Zatem warto.

Tyle tylko, że dosięgnięcie punktu G penisem, który jest raczej dość prosty, to zadanie karkołomne, żeby nie powiedzieć niemożliwe. Język jest za krótki, chyba że ktoś sobie przedłużył, jak Gene Simmons z grupy Kiss. A palce? No właśnie! Palcami można ten punkt nie tylko znaleźć, ale także dojść do perfekcji w jego pieszczeniu. A wówczas już otwarta droga do wielokrotnych orgazmów, kobiecych wytrysków i orgazmów u kobiet, które mają z nimi problemy w trakcie konwencjonalnego stosunku. Szukajcie, a znajdziecie.

Anus i bonus

Jest i druga obiecana niespodzianka. Znacie ten dowcip?

– Jak się nazywa męski odbyt?

– Anus.

– A kobiecy?

– Bonus…

No właśnie, ilu facetów, tyle marzeń o drugiej dziurce. Seks analny to temat na osobny artykuł. Jedni lubią, drudzy nie, jedne panie chętnie, drugie za żadne skarby, nie zgłębiajmy tego teraz.

Grunt, że jeśli już jest zgoda obojga partnerów na tę formę współżycia, ale mimo to mają mnóstwo wątpliwości i obaw, to z pomocą przychodzą im właśnie palce. Nie trzeba od razu „atakować” bonusa, pardon, drugiej dziurki, penisem. Na początek to może być zbyt radykalne. Ale można ją „zmiękczyć” właśnie pieszczotami dokonywanymi palcami. Trzeba wtedy użyć żelu intymnego, ponieważ odbyt nie posiada własnego nawilżenia, ale próbować warto. Jeśli partnerka poczuje przyjemność, a rzecz wykonywana jest z odpowiednią dozą delikatności, to kto wie, co z tego będzie w przyszłości.

Panowie, serio, warto. Nie używajmy palców – w łóżku – jedynie do urywanych pieszczot. Nie traktujmy ich jako zła koniecznego czy pobocznego dania. One mogą pomóc nam w doprowadzeniu partnerek do orgazmów, o jakich marzyły, mogą otworzyć pary na wiele nowych doznań.

I – last but not least – mogą wspomóc mężczyznę, gdy Główny Bohater Nocy ma ochotę chwilę odpocząć. Warto działać w zespole: penis, język, palce, a nie samolubić się pod bramką.

Tekst ukazał się w sierpniowym numerze Playboya (8/2018).

Autor: Marcin Klimkowski/ fot. istockphoto.com

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska